Wzgórza Majowej Bogini

Jeszcze szaleje wiosna. Świetna okazja aby odwiedzić miejsca przedchrześcijańskich wiosennych obrzędów, zaślubin Majowej Królowej z Majowym Królem. Miejsc radości, rozpusty i swawoli, najsurowiej piętnowanej przez ojców Kościoła. Co ma wspólnego z tym wszystkim rycerz Tannhäuser, pani Wenus, Dana, Ana, Werena? Zapraszam do szwajcarskiego kantonu St. Gallen i wspaniałego pejzażu mitologicznego niedaleko miasta Sargans w cieniu góry Gonzen a przede wszystkim do pobliskich wzgórz Tiergarten i Freudenberg.

Przemysł turystyczny wabi miejscami magicznymi podobno emanującymi niezwykłą energią, reklamuje okolicę jako Heidiland (Heidi, bohaterka książki dla dzieci szwajcarskiej autorki Joanny Spyri). Przyznaję, nie jestem ekspertką od miejsc mocy. Jeżeli na owych wzgórzach czuję się dobrze to dlatego, że są piękne, oraz posiadają wspaniałą historyczną przeszłość. Do tego dochodzą legendy i lokalne opowieści. Od tego samego może się zakręcić w głowie! Obydwa wzgórza zdecydowanie należą do kategorii locus amoenus – miejsc rozkosznych, przyjemnych. Od Sargansu, po Mels i Bad Ragaz, wzdłuż doliny Renu, znajduje się cały kompleks pejzażu mitologicznego, na który składa się specyficzna topografia okolicy, sagi i podania, ale również obecność kultowych miejsc, czy to w formie kamieni miseczkowych, czy tzw. kamieni „dzieci“ (dających dzieci) czy poślizgowych, po których kobiety zsuwały się, aby zajść w ciążę. Te kamienie były alter ego Przodkini, ona opiekowała się duszami zmarłych, czekającymi na ponowne narodziny. Taki właśnie kamień znajduje się w Retell, na wschodnim zboczu Gonzen. O funkcji owych kamieni zapomniano, czasami tylko w niektórych ludowych opowiadaniach pojawia się motyw dzieci wziętych „z kamienia“.

Najstarsze ślady człowieka w okolicy Sargansu pochodzą aż sprzed 45 000 lat. W jaskini zwanej „Smoczą“ na wysokości 2427 m., niedaleko Vättis znaleziono obrobione kości oraz paleniska. Więcej znalezisk pochodzi z okresu celtyckiego i rzymskiego. Plemiona Retów i Celtów wymieszały się, ich tradycje kulturowe i języki również. Później przyszli Rzymianie i Alemanowie. Język lokalny to niezwykły amalgamat, zawierający nawet relikty pochodzące z okresu przedindoeuropejskiego.

Jeżeli spojrzymy na masyw Gonzen od strony zamku Sargans zobaczymy dziwny kamienny kształt między skałami góry, wygląda jak postać. Trudno sobie wyobrazić, że owe podobieństwo mogło umknąć uwadze pierwotnych mieszkańców okolicy. Czyżby był to wymieniany w okolicznych legendach Duch Żelaza, czy raczej Bogini, Dana, albo Werena, przerobiona póżniej na Św. Barbarę, opiekunkę górników? W masywie górskim wydobywano rudę żelaza od co najmniej 200 p.n.e. Sagi opowiadają, że w jamach górskich mieszkały skrzaty w domkach z żelaza, ze złotymi dachami i srebrnymi oknami. Były bardzo pracowite, ale lubiły również muzykę, grały na skrzypcach i fujarkach. Lubiły tańczyć i były przyjazne ludziom. Zgodnie z legendą, Św. Barbara miała pojawić się na pagórku Splee (teraz stoi tam kaplica zamkowa Św. Sebastiana) i wskazać ludziom drogocenne skarby znajdujące się we wnętrzu góry. Dziwne… lokalne podania przestrzegają przed tym pagórkiem, ma to być miejsce diabelskie, na którym w pewne dni o północy pojawia się koza, albo czarny kot. Co porabia tam wobec tego święta Barbara? Wszystko wskazuje na to, że Splee było miejscem wyjątkowym, prawdopodobnie odbywały się tam rytuały związane z cyklicznymi świętami.

Wyraźna sylwetka między pierwszym i drugim szczytem Gonzen

Wyraźna sylwetka między pierwszym i drugim szczytem Gonzen

Kaplica Św. Sebastiana na wzgórzu Splee, na którym straszy po zmroku. W rogu resztki pogańskiego kultowego kamienia.

Kaplica Św. Sebastiana na wzgórzu Splee, na którym straszy po zmroku w pewne dni. W rogu resztki pogańskiego kultowego kamienia.

"Zainkulturowany" kamień pogański

„Zainkulturowany” kamień pogański

Wzgórze Wenus

Niedaleko Sargans w Mels, w dolinie rzeki Seez, znajduje się wzgórze skalne zwane obecnie Tiergarten, ale znane od praczasów jako góra Vreny, Wereny, czy Wenus. Skała, czerwony konglomerat Verrucano, była kiedyś trzy razy większa, niestety od setek lat wydobywano z niej kamień na budowę. Jej brzegi opływało kiedyś jezioro Walensee, obecnie oddalone o kilkanaście kilometrów. Położenie nad jeziorem i rzeką, czerwony kolor oraz niezwykłe formacje skalne na jej szczycie predestynowały ją do miejsca otoczonego specjalną czcią.

Wzgórze Bogini Miłości

Wzgórze Bogini Miłości

 

Po krótkiej wspinaczce znajdujemy się na ogromnej łące, idealnym miejscu dla zgromadzeń i biesiad. Aby dostać się do kamieni kultowych wystarczy kilkuminutowy spacer pod górę

Po krótkiej wspinaczce znajdujemy się na ogromnej łące, idealnym miejscu dla zgromadzeń i biesiad. Aby dostać się do kamieni kultowych wystarczy kilkuminutowy spacer pod górę.

 

To tu, według wielu okolicznych podań i pieśni miał przybyć rycerz Tannhäuser czy Tannhuser, bard i poeta. Zwabiony przez lubieżną Werenę i jej trzy piękne towarzyszki (trzy dziewice) , brał udział w niekończących się wesołych biesiadach, przy winie, śpiewie i tańcach dopóki po siedmiu latach nie zdał sobie sprawy, że popełnia grzech, który musi odkupić papieskim absolutorium. Niestety, papież go nie udzielił, podał mu zeschnięty patyk mówiąc, że dopóki patyk nie zakwitnie dopóty jego grzechy nie zostaną odkupione. Nieszczęsny rycerz powrócił z Rzymu do Pani Wzgórza i jej trzech towarzyszek. Po trzech dniach na patyku zakwitły trzy róże. Rycerz do dzisiaj czeka uśpiony wraz z trzema pannami na wyzwolenie z niewoli i oczyszczenie z grzechów. Na wyzwoliciela czeka złoty łańcuch opasujący wzgórze oraz złote kręgle. Saga o rycerzu zniewolonym przez grzeszną pogankę, dosmaczona chrześcijańskim morałem, ma wyjątkowo archaiczne korzenie i jest szeroko rozpowszechniona w Europie. Również Flensburg, Bonn i Eisenach mają góry Wenus.

Kamień na szczycie Tiergarten z dwoma nieckami.

Kamień na szczycie Tiergarten z dwiema nieckami.

Obraz świętej góry, miejsca miłosnego połączenia Pani Wegetacji z jej wybrańcem jest dodatkowo wzmocniony o symbolikę Trzech Panien. Znanych już dobrze jako Trzy Bethy, czy rzymskie Matrony a przemienionych później w chrześcijańskie święte, Katarzynę, Małgorzatę i Barbarę. W owych górach śpią wiecznym snem uczestnicy biesiady, a węże i zaskrońce strzegą ukrytych skarbów. Biesiadnicy budzą się na wiosnę, na święto inicjacji i na święto przesilenia letniego.

Na kamieniach wyryte symbole w kształcie kół i węża

Na kamieniach wyryte symbole w kształcie kół i węża

 

Koło z krzyżem

Koło z krzyżem

 

Czerwony głaz w Tiergarten. Jaka mogła być jego funkcja? Czyżby to był kamień płodności, przynoszący dzieci?

Czerwony głaz w Tiergarten. Jaka mogła być jego funkcja? Czyżby to był kamień płodności, przynoszący dzieci?

Jeden z wielu kamieni młyńskich na szczycie Tiergarten

Jeden z wielu kamieni młyńskich na szczycie Tiergarten

Imię barda czy rycerza określa jednocześnie jego funkcję. Tann-häuser, wymieniany również w szesnastowiecznych podaniach jako Dann-huser to „mieszkaniec domu Dann albo Tann“, czyli domu mitycznej Przodkini Dany albo Any. Cytuję za Kurtem Derungsem: „Od Morza Śródziemnego aż po Irlandię była staroeuropejską Wielką Przodkinią. Znamy ją jako Anat w Starożytnym Oriencie, jako Tinit w Afryce Północnej, jako Anahitę w Persji, z nazw krajobrazów Anatolii, z Krety jako Danae, z Włoch jako Annę, z Tyrolu jako Boginię Tannę, królową baśniowego ludu Crodères, w nazwach gór w Owerni jako Anis, w nazwach rzek Dunaj i Don, jako Bogini Idunę w północnej Europie i jako Danę w Irlandii.“ (Kurt Derungs, Christina Schlatter „Quellen, Kulte, Zauberberge”, edition amalia, Grenchen, 2005)

Legenda zawiera wiele sprzecznych elementów. Rycerz żałuje grzechów, ale powraca do miejsca rozpusty zamiast wybrać dolę pustelniczą. Suchy patyk zakwita, ale grzechy mimo wszystko nie zostają odpuszczone. Wszetecznice górskie nie zostają ukarane, są poza prawami boskimi i potęgą papieską. W związek rycerza z Panią Natury nikt nie może interweniować, ponieważ od niego zależy dobro ziemi i jej mieszkańców. Do tego dochodzi uparcie powtarzający się motyw trójcy, Trzy Panny (albo Bogini w trzech postaciach), trzy róże zakwitłe po trzech dniach…Kiedy spojrzymy z Tiergarten w kierunku Gonzen również zobaczymy trzy szczyty.

Więcej o innym miejscu radosnych, erotycznych przeżyć wiosennych, górze Freudenberg koło Bad Ragaz, oraz o dziwnej postaci Górskiej Anusi w następnym blogu.

Ludowa etymologia

Nazwy gór, rzek, skał przenoszą do dzisiaj ślady wcześniejszych kultur. Analogicznie do jeszcze dzisiaj zachowanych kultur aborygenów określano znaczące punkty w krajobrazie bardzo prosto: skała, wielki kamień, bystra rzeka, czarna rzeka, pagórek, wielki masyw. Czasem nadawano miejscom specjalnym imię wielkich bóstw, głównie bogini. Dzisiejsze nazwy są często konglomeratem najstarszych nazw z młodszymi. Tak rodzą sie nazwy tautologiczne, powtórzenia, woda-woda, góra-góra, gdzie jeden człon ma źródło praindoeuropejskie, a drugi pochodzi z celtyckiego, względnie z łaciny. Przykładem owej tautologii może być nazwa góry niedaleko Sargansu: Spielberg. „(S)pel”to praindoeuropejski „głaz, skała, góra”. Również w.w. nazwa pagórka Splee pochodzi o tego słowa. Dla napływających ludów starsze nazwy były niejasne, więc starano się je uprościć. Ów proces można prześledzić na przykładzie nazwy owego pięknego miasta Sargans. Sar-gans. Gans, czyli gęś. I mamy oczywiście gęś w herbie Sargansu. Kiedy pierwsi mieszkańcy przybyli do Sargans według legendy (co jest samo w sobie absurdem, ponieważ teren był nieprzerwanie zamieszkany od tysięcy lat p.n.e.) i szukali nazwy miejsca, udali się do rzeczki Saar i zobaczyli gęś. Nazwali więc miasto Sargans i umieścili to zwierzę w herbie. Tak…dokładnie tak prawdziwa etymologia jak wyprowadzanie nazwy Warszawy od Warsa i Sawy. Ładna historyjka, ale niestety czysta fantazja. Otóż Sargans nazywał się w roku 765 Senegaune, parę lat później Senegaunis. Słowo „sene“ względnie „sar“ jest określeniem wody, „gaun“, „gaunis“ pochodzi z języków przed-celtyckich i oznacza „górę“ albo „skałę“. To przed-celtyckie „gan-kan“ jest zachowane w wielu nazwach w Europie i nawet w językach semickich. Również przetrwało w lokalnych dialektach w słowie „verganden“ oznaczającym rozrzucanie kamieni na polu. Ten „gan“ jest również podstawą nazwy masywu górskiego Gonzen. Nazwa Sargans znaczy po prostu „góra nad rzeką“.

Widok z pagórka Splee na Gonzen. Między pierwszym i drugim szczytem widoczna kamienna figura. Flaga Kantonu St. Gallen, szwajcarska oraz flaga z gęsią Sargansu.

Widok z pagórka Splee na Gonzen. Między pierwszym i drugim szczytem widoczna kamienna figura. Flaga kantonu St. Gallen, flaga szwajcarska oraz flaga z gęsią.

 

Opublikowano BLOG, Uncategorized | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Recja, wielka alpejska Bogini

Była niewątpliwie jedną z najbardziej znaczących bogiń w Europie zachodnio-południowej, przeszła jak wiele innych jej pogańskich koleżanek przedziwną i bolesną drogę transformacji i zawłaszczenia. To Reitia, którą pozwolę sobie spolszczyć na Recję, jest Przodkinią rodu Retów, kiedyś osiadłych na terenie od Jeziora Bodeńskiego, Tyrolu, do krainy Wenetów, potem zajmujących obszar szwajcarskiej Gryzonii do doliny Bregalii i Puszlawu (Poschiavo). Potomkowie Retów, Ladinów, Rzymian i Celtów żyją dzisiaj głównie w Gryzonii, do dzisiaj posługują się językiem retoromańskim, są uważani za naród wyjątkowo uparty, konserwatywny, przywiązany do swojej tradycji i obrzędów. Niektórzy badacze uważają, że są spokrewnieni z Etruskami.

beversyrena

Imię Bogini zostaje po raz pierwszy zapisane w południowych Alpach w V wieku p.n.e. w różnych odmianach – ritie, ritanmelka, reitemu, ritame, reitus i było wygrawerowane na naczyniach z brązu oraz wotywach z kości jelenia. Pochodzą one z kultury Retów znanej jako Fritzens-Sanzeno, na terenach między południowym Tyrolem oraz Trentino.

Recjawisiorkistrona

Najwięcej danych o znaczeniu Bogini dostarczyły wykopaliska z Este, krainy Wenetów. Tam znajdowała się jej świątynia, wybudowana w VI w p.n.e. Na artefaktach ze świątyni pojawiają się dwie odmiany jej imienia: Reitia Pora i Reitia Sainate. Językoznawcy stwierdzili, że właściwym imieniem Bogini jest „Pora“, pochodzące od greckiego „poros“: port, przejście. I właśnie to imię określało jedną z funkcji Recji: była opiekunką przejścia, zmiany, przełomu. Podobną rolę odgrywała Artemida, która czuwała przy inicjacji młodzieży, głównie kobiet i dziewczyn. W świątyni Recji znajdowało się mnóstwo metalowych spinek i wisiorków prawdopodobnie przedstawiających Boginię. Przedstawiały jej sylwetkę z ramionami w kształcie łbów końskich. Jej związek z końmi przypomina celtycką Eponę a jej przedstawienia łączą się z archaiczną, orientalną Panią Zwierząt.

Imiona „Recja“ i „Sainate“ to przymiotniki. Amei Lang, archeolożka z Uniwersytetu w Monachium analizując imię „Reitia“ doszła do dwóch wniosków, podstawą słowa mogło być –reit (pisać), względnie –rei (płynąca woda). Określenie Sainate natomiast zawiera korzeń –sain, który łączy się z łacińskim sanare, zdrowieć, zostać uzdrowionym. Reitia Sainate mogłoby oznaczać „uzdrawiająca woda“.

Zasięg jej oddziaływania jest więc niezwykle szeroki: opiekunka nowonarodzonych i młodzieży, strażniczka inicjacji, pani natury, dawczyni płodności, uzdrowicielka, nosząca symbol klucza do świata podziemnego. Klucz! Tak, ten sam klucz, który starym boginiom został odebrany przez św. Piotra. Miały go boginie sumeryjskie, nosiła go Hekate, przydomek „cleidouchos“ – „kluczniczka“ należał do Ateny i Hery, klucz nosiła również jedna z trzech Bet, przerobiona później na św. Katarzynę.

Alpejskie boginie: Reitia, Ana, Ritscha, Madrisa, Murgäna, Margaretha

Do dzisiaj śpiewa się w Gryzonii balladę La Canzun de Sontga Margriata – Pieśń świętej Małgorzaty. To najstarszy pomnik retoromańskiej kultury mówionej. Niektórzy badacze uważają, że powstała w VIII w. n.e., inni twierdzą, że jest produktem renesansu. W pieśni znajdują się elementy średniowiecznego retoromańskiego a jej głęboki archaizm wskazuje na pogańskie źródła mimo że bohaterką jest chrześcijańska święta. Treść jest prosta: młoda dziewczyna pracuje w męskim przebraniu jako pomocnik bacy w górach. Dzięki niej bydło jest zdrowe i rozmnaża się pięknie, mleka jest w bród, panuje dobrobyt. Pewnego dnia poślizgnęła się na kamiennej płycie, rozdarła koszulę pokazując piersi, co zauważył jeden z parobków. Powiedział, że zdradzi jej tajemnicę innym. Nie przekonały go jej błagania oraz obietnice niezwykle hojnych podarków. Wtedy dziewczyna przeklnęła go i uciekła, parobek zapadł się pod ziemię, trawy i zboże zmarniały, źródełka wyschły, krowy przestały dawać mleko. Motyw boskiej pomocnicy baców czy parobków jest niezwykle popularny w alpejskich sagach. Podobnie zachowuje się Madrisa (Mader Risa/Rita, Matka Rita), Maderana (Matka Ana), dzika kobieta Diala (Devi Alu, imie tautologiczne – złożone z dwóch nazw bogini). Bogini alpejskiego krajobrazu chętnie pomaga ludziom, ale pod pewnym warunkiem, nie mogą złamać nałożonego przez nią pewnego tabu, może to być wypowiedzenie jej imienia na głos, uderzenie jej, poglądnięcie w kąpieli, obcięcie kosmyka włosów itd.

Marg – Riata/Retha, Margaretha, pobożna chrześcijańska męczennica z Antiochi przejmuje rolę pogańskiej bogini urodzaju i uzdrawiającej wody, Recji czy jeszcze starszej Dany/Any, koło dziewiątego wieku naszej ery. Przejmuje również jej mitologicznego partnera – smoka/węża, wijącego się w dolinie Engadinu pod postacią rzeki Inn. Rzeka nazywana jest przez okolicznych mieszkańców „Il Dragun“ – smok. Inn jak wielki wąż, przeobraża się w cyklu natury, w zimie schodzi do podziemia, na wiosnę rozlewa się szeroko. Również Ren uważany był za wielkiego wodnego węża. W Surselvie nad Renem mamy miejscowość Sedrun, czyli Sur Dragun – leżącą nad smokiem.

smokbever

Engadyńskie syreny i smoki

Stare, solidne patrycjuszowskie domy engadyńskie były od wieków ozdabiane tymi samymi motywami: rybami, syrenami i wężami/smokami. W Samedanie, w Bevers, w Zernez spotykamy je na każdym kroku.

Ta piękna syrena z Samedanu zaznacza gestem jej królestwo, panuje na górze i na dole.

Ta piękna syrena z Samedanu zaznacza gestem jej królestwo, panuje na górze i na dole.

Linard Bardil, bard i poeta Gryzonii zna engadyńską syrenę bardzo dobrze: „Retoromanie nazywają to wspaniałe zjawisko wodnej kobiety Ritschą i wiedzą, że była kiedyś wielką boginią. Nazywała się Reti, a potem Rätia. To od niej wzięli swoje imię, Rätia była boginią matką w okresie przedrzymskim, po wypędzeniu jej z okolicy przeżyła jako syrena w Renie, w Inn. Kiedy rybacy spotykają się w Engadynie to nie przywołują chrześcijańskiego Piotra jako swojego patrona, tylko pozdrawiają się jak poganie: «Bütscha la Ritscha!» : „pocałuj Ritschę “. Jeszcze inną boginię całuje się w Engadynie, w Zuoz. Znajduje się tam spora skała, przypominająca wyglądem dwa, spore pośladki. Między nimi spada wodospad. To Mumma Veglia, Stara Matka, którą pasterze musieli obowiązkowo pocałować, wyprowadzając owce na redyk wiosenny. Bez pocałowania Tyłka Starej (il cül de la veglia) czekały ich na połoninach tylko kłopoty.

Syreny z kwiatami w rękach.

Syreny z kwiatami w rękach.

 

Mimo że Ritscha jest wszechobecna w Engadynie, na herbie Samedanu tronuje dumnie postać boga wody Posejdona. Robota chrześcijańskich misjonarzy została przypieczętowana decyzją patrycjuszy engadyńskich. Stara wodna bogini musiała zniknąć. Brodaty bóg rozsiadł sie na jej miejscu, mimo że nie ma do tego żadnych kwalifikacji!

Jedna wielka pomyłka. Co ten Posejdon tu ma do gadania?

Jedna wielka pomyłka. Co ten Posejdon tu ma do gadania?

Syrena ze swoim odwiecznym towarzyszem smokiem. Na tablicy uwiecznione daty kolejnych renowacji budynku.

La Murgäna

Kiedy opuszczamy dolinę Engadyny kierując się na południe od Maloji zygzakowatą przełęczą nad przepaściami wjeżdżamy do Bregagli/Bergelu, dzikiej i malowniczej krainy nad rzeką Maira/Mera. Tu dzieci są ostrzegane przed krwiożerczą Murgäną, zielonoskórą syreną mieszkającą w rzece, albo w jeziorach. Rodowód jej imienia jest prosty, związany z celtycką Morrigain, Morganą, czyli Wielką Aną. Pani Bregagli odcisnęła swoje piętno na krajobrazie mitologicznym tej krainy, jest obecna w sagach, w menhirach, w nazwach gór i skał, jak Piz di Strega (Szczyt Czarownicy), Fil da la Veglia (Grzbiet Starej).

Dzika dolina Bregagli

Dzika i romantyczna dolina Bregagli

Szczodrą Panią Wody, do której źródeł, jezior i rzek poganki przez wieki przychodziły po dusze dzieci, propaganda chrześcijańska przerobiła na potwora pożerającego dzieci. Reformacja jeszcze dokładniej i brutalniej usunęła ślady kobiecych świętych w dolinie Bregagli i rozprawiła się srogo z niepokornymi kobietami w czasach inkwizycji. Nie wiadomo dokładnie ile kobiet straciło życie w dolinie ponieważ wiele protokołów sądowych zaginęło. Udowodniono z całą pewnością wyroki nad jedną kobietą, która została spalona, oraz nad czternastoma kobietami i czterema mężczyznami oskarżonymi o czary. Dwie kobiety i jeden mężczyzna zmarli podczas tortur, jedna osiemdziesięcioletnia kobieta popełniła samobójstwo. Dziewięć kobiet i czterech mężczyzn zostało zwolnionych i wypędzonych z doliny, jednej kobiecie udało się uciec. Ostatnia czarownica została ścięta toporem w Bregagli w 1680 roku.

Potomkowie straconych i umęczonych kobiet nadal żyją w dzikiej dolinie. Jeżeli zdamy sobie sprawę z dosyć niewielkiego zaludnienia okolicy to inkwizycja dotknęła sporą liczbę mieszkańców, o tę zbrodnię każdy musiał się otrzeć: jako ofiara, członek sądu, torturujący, rodzina, czy znajomy.

Jeżeli wpadniecie do bajkowej Engadyny ucałujcie Ritschę ode mnie.

Dla znających niemiecki, link do krótkiego filmu o Sontga Margriata, o tragedii archaicznej bogini natury, która zdradzona przez człowieka odeszła z alpejskich łąk. Również nieznający języka mogą nacieszyć oczy pejzażami alpejskimi i posłuchać tego niezwykłego, szeleszcząco-miękkiego retoromańskiego.

http://www.srf.ch/play/tv/mysterioese-schweiz/video/die-alpine-goettin-4?id=1fbcef54-81a8-45af-ab52-29a117eef2a4

Wspaniałe wodne stworzenie z koroną.

Wspaniałe wodne stworzenie z koroną.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , | 2 Komentarze

Jeszcze o Smoczycach

W ostatniej Zadrze (nr 3-4, 2015) ukazał się mój artykuł o tradycji i metamorfozie symboliki smoków i węży w Europie i ich powiązaniach z Boginiami. O słynnej Vouivre z rzeki Doubs, z Franche-Comtè, o Tarasku, o chrześcijańskich pogromcach i pogromczyniach bestii. Do tego pozwolę sobie dorzucić parę ilustracji.

Czarna rzeka Doubs, Besancon i St. Ursanne

Doubs w Besancon, oplatająca wzgórze Chaudanne, na którym znajdowała się aż do XVII wieku świątynia Diany

Doubs w Besancon, oplatająca wzgórze Chaudanne, na którym znajdowała się aż do XVII wieku świątynia Diany

Słynna w okolicy St. Ursanne (Szwajcaria) smoczyca Vouivre wijąca się na moście, pozostałość po plenerach malarskich w miasteczku. W dole płynie Czarna Rzeka – Doubs.

ursan_MOST

Na portalu kolegiaty w St. Ursanne syrena karmiąca dziecko. To symbol rozwiązłego pogaństwa, nie do końca jednoznaczny. Syreny również chroniły wiernych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na kapitelu kolegiaty z St. Ursanne z prawej strony karmiąca syrena. Częsty motyw na kościołach romańskich. Niejednoznaczny. Z jednej strony symbol pogańskiej rozwiązłości, z drugiej, siła opiekuńcza.

Na portalu pod pięknym, skrzydlatym smokiem św. Ursyn, który wygonił bestię z jej pieczar nad miasteczkiem, z Czarnej Doubs. Zza jego pleców wychyla się głowa potwora, święty depcze jego wężowy ogon.

Vouivre na portalu a obok św. Ursyn z ledwie widoczną bestią za plecami

Vouivre na portalu a obok św. Ursyn z ledwie widoczną bestią za plecami

Ciekawa wymiana zdań na fresku w kolegiacie. Mnich (prawdopodobnie Ursyn), grozi dziwnej kobiecie w sukni czerwono-czarnej (czarny kolor wyblakł nieco). Za jej bujnymi włosami jednak widoczna aureola, symbol dawnej świętości, jej stopy to kopyta – oznaka diabła.

Mnich w rozmowie z poganką.

Mnich w rozmowie z poganką.

Zabić smoka

Paolo Uccello 1470

Paolo Uccello 1470

św. Marta, machnąwszy krzyżem przed potworem Taraskiem, nękającym okoliczną ludność, zamienia go w potulne zwierzę, bierze go na smycz i doprowadza do miejsca kaźni. Rycerz, prawdopodobnie św. Jerzy, zabija go lancą. Dlaczego, właściwie, jeżeli smok został już ujarzmiony?

margareta

Muzeum we Fryburgu. Pięć świętych kobiet, Werena, Genowefa, Małgorzata, Barbara, Dorota. I ten straszny smok.

św. Małgorzata, tu w towarzystwie swoich znamienitych towarzyszek. Zgodnie z legendą smok miał być jej odtrąconym zalotnikiem, którego pokonała w celi jedynie znakiem krzyża. Na większości obrazów wbija w niego włócznię.

Niekoniecznie trzeba jednak zabijać. Są również Małgorzaty trzymające smoki w objęciach.  Swięta, ze swoim archaicznym alter ego, obydwoje wielce kontenci.

Sw. Małgorzata, Gryzonia (Szwajcaria)

Sw. Małgorzata, Gryzonia (Szwajcaria)

Smoki ze szwajcarskiego Engadynu

Kuzynki Vouivry i Taraska: La Murgäna, syrena, pożerająca dzieci, Ritscha, malowana od setek lat na starych engadyńskich domach. Smoczyce i syreny, symbole wijącej się w dolinie rzeki Inn mają piękną tradycję w krajobrazie mitologicznym Engadynu.

Dom w Celerinie. Smoki i symbole słońca.

Dom w Celerinie. Smoki i symbole słońca.

Smok naturalny – niezwykłe zjawisko atmosferyczne w dolinie Inn. W pewnych porach roku, skłębione masy chmur znad Maloji pełzną w dół rzeki. Przesuwają się majestatycznie. Można sobie wyobrazić jak reagowali na ten spektakl pierwotni mieszkańcy tego bajkowego miejsca. Węża z Maloji można obejrzeć na filmie z 1924 roku, pokazanym również w filmie z Juliette Binoche z 2015 roku „Clouds of Sils Maria”: https://www.youtube.com/watch?v=tQMT5v0yk9o

Wąż Maloji

Wąż Maloji

Stwierdzilam niedawno, ze link nie dziala, więc posyłam nowy: https://www.youtube.com/watch?v=mJDnkuwmhtU

Festyn Vouivry w Couches

We francuskim miasteczku Couches (Saone-et-Loire) odbywa się co dwadzieścia lat festyn Vouivry. Następny odbędzie się w 2028 roku. Nie mogę się doczekać…

Couches i Vouivra

Couches i Vouivre

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Myśliwa i zbieracz, czyli jak to było naprawdę z podziałem ról w neolicie?

Wystarczy wejść do któregoś z muzeów archeologicznych w Europie, by natknąć się na plansze czy dekoracje trójwymiarowe przedstawiające hipotetyczne zajęcia ludów epoki kamienia. Kobieta przy ognisku z dziećmi, mieszająca w garncu, mężczyzna na łowach, to standart. Do takiego podziału ról jesteśmy przyzwyczajeni przez tradycyjną archeologię i historię. Jeszcze nie tak dawno temu było jasne: jeżeli nieboszczykowi dali na drogę w zaświaty biżuterię to była to kobieta, jeżeli nóż to mężczyzna. Na szczęście jednak, ostatnio, coraz lepsze metody diagnostyczne nauk wspomagających archeologię pozwalają podważyć wiele wcześniejszych hipotez. Wcześniejsi archeolodzy ogałacali neolityczne groby z biżuterii i innych artefaktów i nie interesowali się ludzkimi szczątkami.

Spójrzmy na wykopaliska z neolitu (około 5000 lat temu) przeprowadzone w Stetten nad Dunajem, w okręgu Tuttlingen (Niemcy). Odkryto tam parę grobów. W grobie nr. 5 został pochowany czterdziestoletni mężczyzna, któremu dodano trzy krzemienne groty i zdobioną kościaną igłę do szycia. Badania antropologiczne wykazały mocne zużycie kości korpusu oraz prawego ramienia, miał do tego artrozę. W grobie nr. 3 leżał szkielet trzydziestoletniej kobiety w pozycji embrionalnej. W jej ramionach znajdował się szkielet noworodka. Blisko niej znajdowało się krzemienne ostrze, dwa szlifowane kościane ostrza, kawałki kamienia szlifierskiego oraz kości owcy. Szkielet kobiety wykazywał zużycie kości piszczelowej i łokci.

Nie zawsze prezenty dla zmarłych automatycznie określają ich płeć

Nie zawsze prezenty dla zmarłych automatycznie określają ich płeć

Groty i igła w grobie mężczyzny, kamień szlifierski i krzemienne ostrze w grobie kobiety. Czy to ona wyprodukowała groty, czy on był krawcem? Antropolodzy potwierdzili, że urazy kości obu szkieletów są typowe dla owych zawodów, ale nie pasują do naszego, konwencjonalnego obrazu życia rodzinnego w epoce kamiennej.

Do znudzenia, nawet i dzisiaj, wielu naukowców z bogatym dorobkiem potrafi powtarzać mantrę o mężczyźnie łowcu, utrzymującym bezradną kobietę obarczoną dziećmi, o walce owych kobiet między sobą o utrzymanie przy sobie żywiciela itd.itp. Przypominają mi się również absurdalne wypowiedzi antropologa Bogusława Pawłowskiego, że rodzina nuklearna, składająca się z ojca i matki stanowi podstawę ludzkiej społeczności od jej zarania.

Skąd się te wyobrażenia wzięły i dlaczego tak się uparcie trzymają? Brigitte Röder, profesorka Wydziału Prehistorii i Historii Starożytnej na Uniwersytecie w Bazylei odpowiada na to pytanie w wywiadzie radiowym dla radia niemieckiego SWR2 w styczniu 2016. Od początku istnienia badań archeologicznych, czyli od osiemnastego czy dziewiętnastego wieku prehistoria stanowiła ekran projekcyjny dla wyobrażeń co jest społecznie i biologicznie naturalne. Ten obraz był tak mocno zakorzeniony w umysłach naukowców, że nawet dzisiaj, mimo braku konkretnych naukowych podstaw nadal jest rozpowszechniany. Dziewiętnastowieczny model z mężem jako głową i żywicielem rodziny i kobietą – gospodynią, matką i żoną był uparcie projektowany na społeczeństwa prehistoryczne. W siedliskach neolitycznych życie musiało się odbywać na tych samych zasadach jak w dziewiętnastowiecznej Europie.

Zawsze tak było i będzie?

Rok temu w Muzeum w Berlinie natknęłam się na figurę przedstawiającą neolitycznego artystę rzeźbiącego słynną kobietę z Willensdorfu. Wcześniej zauważyłam podobny plakat w Ogrodzie Botanicznym w Zurychu. Przecież nie mamy żadnych dowodów na to, że sztukę produkowali mężczyźni? Jest to nawet mało prawdopodobne, ponieważ badacze stwierdzili ponad wszelką pewność, że tkactwo i ceramika itd. to były domeny kobiet. Prawdopodobnie strefa duchowa oraz związana z nią produkcja figurek kobiet o obfitych kształtach mogła należeć do kobiet.

Berlin, Pergamonmuseum

Berlin, Pergamonmuseum

Dla Röder decydującym momentem do rozpoczęcia badań analizujących role płciowe w prehistorii, był tekst zamieszczony przez kolegę po fachu w katalogu wystawy o sztuce neolitycznej. Twierdził on z absolutną pewnością, że podobnie jak dzisiaj, tak i wtedy sztuka była domeną mężczyzn. Niemiecka archeolożka była zaszokowana, że można sobie z zimną krwią pozwolić na takie – zresztą ewidentnie błędne, jeśli chodzi o dzisiejsze czasy – teorie.

Ciekawą ilustracją pomyłek i niedokładności badaczy jest wykopalisko na terenie kopalni soli w Halsztacie, w obwodzie Gmunden, w górnej Austrii. Niedaleko wejścia do kopalni znajduje się cmentarz zawierający około 1000 szkieletów z epoki brązu. Na terenie znajdowane są również artefakty sprzed 7000 lat. Sól w glebie świetnie zakonserwowała resztki pożywienia i ubrań oraz narzędzia pracy. Badacz prehistorii Karl Kromer zaliczył kopalnie do „klasycznego osiedla kopalnianego zdominowanego przez mężczyzn“. Dopiero w ostatnich latach, dzięki pogłębieniu badań antropologów wyłonił się zupełnie inny profil życia społecznego na terenie wykopaliska. Dzięki identyfikacji szkieletów okazało się, że w kopalni pracowały również kobiety i dzieci. Szkielety kobiet nosiły ślady ekstremalnego wysiłku fizycznego. Stwierdzono, że panował podział pracy, mężczyżni wyrąbywali sól, kobiety wynosiły ją na zewnątrz.

A co ze sztuką? Wszyscy wiemy o malarstwie jaskiniowym z południowej Francji, północnej Hiszpanii, Lascaux, Altamira itd. Obok przedstawień zwierząt znajdują się tam odbicia rąk. Przykładane były do ściany i opryskiwane wydmuchiwanym przez rurkę pigmentem, tak aby powstał kontur ręki. Niedawno biolodzy rozwinęli metodę pozwalającą rozpoznać płeć po wielkości palców i rąk. Parę lat temu dwie niezależne grupy badaczy stwierdziły, że co najmniej trzy czwarte owych dłoni należało do kobiet.

W poprzednim blogu wspominałam o zrekonstruowanym panelu z osiedla palafitowego Jeziora Bodeńskiego z siedmioma obrazami Matek Klanowych. Jest całkiem prawdopodobne, że był zrobiony przez neolityczne artystki.

Dwanaście lat temu kanadyjski etnolog Peter Frost ogłosił, że jaskiniowcy woleli blondynki. Wiadomość błyskawicznie rozprzestrzeniła się po całym globie, nieważne że była oparta na nieistniejących dowodach, nieważne, że została podważona przez innych badaczy. Do dziś przeżyła w popularnym przekazie. Trzyma się mocno, podobnie jak uparcie powtarzana teoria, według której neolityczne kobiece figurki były pornografią dla mężczyzn z epoki kamienia. Widać sprawdza się teoria, że kłamstwa powtarzane często przez polityków i badaczy stają się z czasem prawdą. I wszyscy możemy reprodukować owe „prawdy“ w błogim spokoju, że zawsze tak było i zawsze tak zostanie: on myśliwy, ona głodna w jaskini, czekająca na łupy przez niego bohatersko wywalczone.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Palafity, Polacy i pornografia

Atlantydy w jeziorach

Za każdym razem kiedy pływam w jeziorze, albo przepływam po nim statkiem wpatruję się w wodę szukając śladów neolitycznych osad. Gdyby było wolno, najchętniej zabrałabym się do przekopywania dna. Na szczęście jednak dla nauki, samowola pasjonatów-amatorów została w ostatnich czasach ukrócona.

pfahlhaus

Osiedla na palach odkryto w Szwajcarii w XIX wieku. W zimie 1863-4 stan wód szwajcarskich jezior gwałtownie się obniżył. Próbowano wtedy zagospodarować na nowo utworzone brzegi i powiększyć przystanie dla statków i łodzi. Podczas robót natknięto się przy brzegach na zmurszałe pale, kości, ceramikę i przedmioty z kamienia, drewna i brązu. Naukowiec Ferdynand Keller rozwinął wtedy teorię europejskich osad na palach, tzw. palafitów, łącząc ów fenomen z jednej strony z historiami Herodota na temat podobnych siedlisk w Persji i z drugiej strony ze współczesnymi mu przekazami podróżników z Nowej Guinei.

Znaleziska rozbudziły wielkie zainteresowanie wśród ludności, która próbowała szukać skarbów na własną rękę. Zapaleni amatorzy, pastorzy i nauczyciele zaczęli przeczesywać brzegi jezior. W ciągu 10 lat odkryto w Szwajcarii i na brzegach jeziora Bodeńskiego około 50 palafitów na terenach od jeziora Genewskiego przez jeziora środkowej Szwajcarii aż do szwabsko-bawarskiej wyżyny i do Jury. Drugie skupisko osiedli na palach w Europie odkrywano wzdłuż doliny włoskiego Po aż do Chorwacji. Przedmioty znalezione podczas wykopalisk znalazły się w prywatnych kolekcjach, niektóre znaleziska zostały zdewastowane.

Podczas wysuszania torfowisk po pierwszej Wojnie Światowej znaleziono na północnych brzegach Jeziora Bodeńskiego pozostałości 100 gospodarstw. Znowu wróciła fala zainteresowania osiedlami na palach. Tym razem rozwijająca się nauka pomogła lepiej przeanalizować znaleziska. Trzeba było zrewidować wcześniejsze teorie, jakoby palafity były budowane wyłącznie na wodzie. Okazuje się, że również były budowane na lądzie oraz przy brzegach jezior. Badania były kontynuowane również w czasie Drugiej Wojny Światowej. W Szwajcarii około 30 internowanych polskich żołnierzy było zatrudnionych w wykopaliskach w Pfyn-Breitenloo. Odkryto wtedy siedemnaście budynków. Pracami kierował Karl Keller-Tarnuzzer. Znaleziska w Pfyn są datowane na około 6000 do 5500 lat.

W roku 2011 UNESCO zaliczyła 111 osiedli na palach (z tego 50 w Szwajcarii) do skarbów Światowego Dziedzictwa.

Szukając fragmentów

Szukając fragmentów

Skąd przyszli, w co wierzyli?

Kultura palafitowa rozwinęła się mniej więcej 6000 lat temu kiedy klimat w środkowej Europie zaczął się ocieplać, do Szwajcarii przybywali ludzie z Zachodu, rozpowszechniając kulturę megalityczną (menhiry, dolmeny) oraz z południowych Niemiec. Osady na palach utrzymały się aż do kultury brązu, w niektórych regionach nawet do wczesnego średniowiecza.

Księżycowe rogi

Księżycowe rogi

Fascynującymi przedmiotami na wystawie w Landesmuseum w 2004 roku, poświęconej owym osiedlom nawodnym okazały się tzw. rogi księżycowe (Mondhörner) wykonane z gliny i pochodzące z okresu brązu. Niektórzy specjaliści uważają je za instrumenty astro-geodetyczne, pomagające ustalić pozycję planet oraz pełnię księżyca. Znaleziona biżuteria zawierała bursztyny znad Bałtyku jak i szklane korale z południa Europy. Znaleziono również piękne gliniane ptaki – grzechotki. Możliwe, że nie były zabawkami dla dzieci, ale służyły w obrzędach grzebalnych. Ptaki wodne (gęsi, łabędzie) były od prawieków nosicielami dusz. Może hałas ich towarzyszył ludziom w ostatniej podróży, znajdowano je bowiem głównie w grobach.

Nie, to niemożliwe, to pytanie naprawdę padło!

Ostatnie, epokowe odkrycie ściany z siedmioma trójwymiarowymi postaciami kobiecymi z Ludwigshafen-Seehalde (vide poprzedni blog) dodaje sporo informacji o życiu duchowym owego społeczeństwa. Niektóre fragmenty ściany zostały wydobyte już dwadzieścia lat temu. Dopiero tydzień temu, po wieloletniej, żmudnej pracy, ściana została oficjalnie przedstawiona. Okazuje się, że niektóre jej części zostały znalezione przez pływających w basenie na jeziorze. W wywiadzie z radiem SWR2 Helmut Schlichtherle, dyrektor Instytutu Archeologii Podwodnej w Urzędzie Zabytków odpowiada o historii badań, o czterech latach przekopywania gruntu przez archeologów nurków. I nagle pada pytanie dziennikarza: „jaka symbolika kryła się za tymi przedstawieniami kobiet, czyżby to była pornografia?“. Nie do wiary, to pytanie naprawdę zostało postawione. Pan Schlichtherle, niezrażony głupotą dziennikarza, informuje, że istotną charakterystyczną cechą postaci jest to, że są jednakowej wielkości a między nimi znajdują się wyobrażenia gałązek czy małych drzewek. Głowy postaci są ozdobione promieniami, które mogą znamionować nadprzyrodzoną siłę. To dopiero te elementy doprowadziły zespół badaczek i badaczy do hipotezy, że ów fryz przedstawia rząd Przodkiń. Owe Przodkinie są obdarzone boskimi atrybutami, każda była indywidualna, miała własne znaczenie mityczne i prawdopodobnie własne imię. Możliwe, że owe drzewka oraz trójkąty poniżej symbolizują wielkość klanów poszczególnych Wielkich Matek.

Gdzieś w Bielersee, w Jeziorze Genewskim, a może w Jeziorze Zurychskim niedaleko kultowej wyspy Ufenau muszą znajdować się podobne obrazy-ołtarze. Czekam niecierpliwie na nowe odkrycia.

Składanie puzzle

Składanie puzzle

Drzewo rodu

Drzewo rodu

Wszystkie fotografie pochodzą z „Landesamt für Denkmalpflege im Regierungspräsidium Stuttgart“.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Piersi na ścianie

SENSACJA! Parę dni temu grupa archeologów z Landesamtes fuer Denkmalpflege (Państwowego Urzędu Ochrony Zabytków) w Stuttgarcie przedstawiła rekonstrukcję ściany domu z siedliska na palach w Jeziorze Bodeńskim. Ściana owa złożona z wielu (około 2000) fragmentów gipsowych artefaktów liczy sobie około 6000 lat! Znalezisko zostało wydobywane od 1990 do 1994 roku, jest najstarszym przedstawieniem figuratywnej grafiki ściennej na północ od Alp. Jest również jedynym zachowanym malarstwem ludności siedlisk na palach.

Piersi z Jeziora Bodeńskiego. Ta i pozostałe fotografie pochodzą z „Landesamt für Denkmalpflege im Regierungspräsidium Stuttgart“.

Piersi z Jeziora Bodeńskiego. Ta i pozostałe fotografie pochodzą z „Landesamt für Denkmalpflege im Regierungspräsidium Stuttgart“.

Traf chciał, że akurat dzisiaj przekopywałam sterty artykułów i notatek w domu, w poszukiwaniu artykułu z prasy szwajcarskiej sprzed chyba dziesięciu lat, właśnie o tych piersiach na ścianach domów na palach z jeziora Bodeńskiego. Nie mogłam zapomnieć o tym niezwykłym znalezisku. Oczywiście nie znalazłam, więc zaczęłam szukać w internecie i nagle…znajduję stronę niemieckiej telewizji SWR właśnie o tym epokowym wydarzeniu:

http://www.swr.de/landesschau-aktuell/bw/friedrichshafen/archaeologische-funde-aus-dem-bodensee-alte-brueste-die-viel-erzaehlen/-/id=1542/did=16822944/nid=1542/zze4m7/

Tytuł programu: „Stare piersi, które wiele mówią“. (no cóż, tytuł po niemiecku też się nie udał 🙂

Dr. Helmut Schlichtherle: „wiedzieliśmy od początku, że mamy do czynienia z niezwykłym znaleziskiem, ale długo nie mogliśmy go zrekonstruować i wiarygodnie objaśnić. Teraz jest jasne: zdobyliśmy monumentalne przedstawienie, które odgrywa wielką rolę w historii religii i historii społecznej.“

Zrekonstruowana ściana figur z piersiami.

Zrekonstruowana ściana figur z piersiami.

Na wewnętrznej ścianie jednego z domów znaleziono przedstawienia siedmiu kobiecych figur z podniesionymi rękami. Prawdopodobnie były to wyobrażenia przodkiń siedmiu rodzin. Między nimi są symbole drzewek, albo gałązek, symbole rośnięcia znane również z pieczęci, fresków i rzeżb znajdowanych na całym obszarze doliny Eufratu i Tygrysu.

Całkiem możliwe, że ten dom odgrywał wyjątkową rytualną rolę w owym społeczeństwie. Ciekawe, jak się o tym znalezisku wypowiedzą nasi drodzy „specjaliści“, którzy niestrudzenie przy każdej nowo odkrytej kobiecej figurce neolitycznej plotą, jak nawiedzeni, bzdury o pornograficznych „wenuskach“, mających stymulować erotycznie.

Jedna z figur.

Jedna z figur.

Na razie tylko ta krótka, wspaniała wiadomość. O społeczeństwach siedlisk na palach będzie następny blog. Ciekawe, kiedy ta informacja pojawi się w polskich mediach…

Te naczyniai już znamy, są dosyć powszechne, znajdziemy je również w Muzeum Archeologicznym w Warszawie

Te naczynia już dobrze znamy, są dosyć powszechne, znajdziemy je również w Muzeum Archeologicznym w Warszawie. Wiek, około 6000 lat.

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Niezatapialna Bogini z Quinipily

Niezatapialna i tajemnicza Bogini z Quinipily

Tej niezwykłej figury nie udało się ojcom Kościoła unicestwić ani przerobić na kolejną świętą. Poobijana nieco, dwumetrowa postać stoi na klasycystycznej studni w parku w Quinipily, dzielnicy miasta Baud w Bretonii i została wpisana wraz ze źródłem jako objekt o numerze 88378 w rejestr pomników narodowych Francji w 1993. O jej niezwykłej historii możnaby było nakręcić film.

Dwumetrowa Pani z Quinipily

Dwumetrowa Pani z Quinipily

Kiedyś figura z granitową wielką misą stała 12 kilometrów dalej, na północ, na wzgórzu rzymskiego oppidum Castennec, niedaleko Bieuzy-les-Eaux. To wzgórze, otoczone wstęgą rzeki Blavet było pradawnym miejscem kultu. Stały tam również dwa menhiry, które w międzyczasie zniknęły, ale są jeszcze widoczne na starych rycinach. W czasach celtyckich znajdowało się tam osiedle „Sulim“, które Rzymianie przerobili na świątynię i fortecę. Nazwa „Sulim“ zdradza rodowód owej rzeźby, ponieważ pochodzi najprawdopodobniej od imienia celtyckiej Bogini Sul, pani źródeł, oraz greckiej Sulis. Lingwiści spierają się o znaczenie owej nazwy, z jednej strony wiążąc ją z staroirlandzkim súil „oko, szpara“, z drugiej z protoceltyckim wyrazem *sūli-, które znajdujemy w różnych indoeuropejskich nazwach słońca, jak „sun“, sanskrycka sūryah czy w litewskiej nazwie Bogini Słońca „Saule“.

W angielskim Bath mamy kąpielisko z czasów rzymskich, znane jako Acque Sulis, wody Sulis. W czasach rzymskich matronat nad wodami w Bath przejęła Minerwa, nie detronując zresztą poprzedniczki, ale dodając jej imię do swojego. Synkretyzm wśród pogan przebiegał na ogół bezboleśnie.

Sulis Minerva z Bath

Sulis Minerva z Bath

Kim jest?

Specjaliści nie wiedzą do dzisiaj. W źródłach historycznych przytacza się datę powstania 49 p.n.e. Jedni twierdzą, że to figura bogini płodności Izydy czczona przez rzymskich legionistów. Inni mówią o greckich i celtyckich wpływach. Faktem jest, że na wzgórzu Castennec aż do późnego średniowiecza trwały, ostro zwalczane przez Kościół, obrzędy kultu płodności. Również chorzy na reumatyzm szukali pomocy u dziwnej Pani, ocierając bolące kończyny o nią. Ciężarne kobiety obchodziły ją trzy razy, recytując zaklęcia i trzymając ręce na brzuchu. Czasami przynosiły wstęgi, którymi dotykały figury i obwiązywały nimi talię, albo zostawiały połowę wstęgi na figurze, chowając drugą część w ubraniu do czasu rozwiązania. Często po urodzeniu dziecka kobiety odbywały rytualne kąpiele w niecce pod posągiem. Niektóre źródła wspominają o „bezecnych i nieprzyzwoitych“ aktach popełnianych w pobliżu pomnika.

Kościół zwalczał wszystkimi środkami kult tej nazywanej przez okoliczną, bretońską ludność „Ar groareg houarn“ (Żelazna Kobieta) czy „Groah Hoart“ (Stara Opiekunka).

W 1661 roku Charles de Rosmadec, biskup z Vannes, nakazał właścicielowi Quinipily, hrabiemu Klaudiuszowi de Lannion zniszczyć figurę, wrzucić ją do rzeki i postawić na jej miejscu krzyż. Ludzie jednak nie mieli ochoty rezygnować ze swojej Bogini. Trzy lata później rzeźba została wydobyta z rzeki i postawiona na swoim starym miejscu. Stare rytuały znowu odżyły. W 1666 biskup ponowił wezwanie do usunięcia figury i parę lat później zagroził ekskomunikacją biorącym udział w obrzędach. Wysłał grupę swoich siepaczy, którzy mieli roztrzaskać Groah Hoart, ale granit okazał się zbyt twardy, uszkodzono tylko jedną pierś i ramię. Bogini znowu wylądowała w rzece.

Po śmierci Klaudiusza, jego syn Pierre polecił w 1696 roku wyciągnąć rzeźbę z Blavet. Potrzebowano do tej akcji aż 40 par wołów. Stanęła tym razem wraz z antyczną niecką, w parku koło jego zamku. Zlecono wtedy również kamieniarzowi rekonstrukcję rzeźby. Woda do niecki została doprowadzona z pobliskiego źródełka Św. Michała.

Zmiana miejsca nie odegrała roli, do Bogini znowu ciągneli ludzie o pomoc, stare obrzędy odżyły, nocą kobiety i mężczyźni przechodzili przez mur parku i kąpali się w wodzie źródlanej. Biskup nie mógł się pogodzić z przegraną, w 1700 roku przeprowadził kosztowny proces sądowy z Lannionem walcząc o prawo do zniszczenia Bogini. Po roku procesu sąd pozwolił Lannionowi zachować figurę. Tylko dzięki zaangażowaniu odważnego właściciela Pani z Quinipily nie zniknęła z powierzchni ziemi bez śladu, jak wiele jej pogańskich koleżanek.

Niektórzy uważają, że prace restauracyjne Pierre de Lannion zniszczyły oryginalną figurę. Inni mówią, że biskup nie wydawałby tyle pieniędzy na procesowanie się o zwykła kopię.

To co nie udało się przeprowadzić Kościołowi powiodło się zabójczej technologii naszej epoki. Rzeźba co prawda nadal stoi, ale źródełko zniknęło, ponieważ w pobliżu wydobywany jest gaz łupkowy.

Bogini w kontekście

Przyjrzyjmy się bliżej Damie z Quinipily. Ułożenie jej ramion kojarzy się z niektórymi postaciami starożytnych bogiń płodności. Jedna ręka pod piersią, druga na brzuchu. To gest charakterystyczny dla wielu Bogiń od zarania ludzkości. Wystarczy popatrzeć na alabastrową figurkę z Tell es –Sawwan sprzed ośmiu tysięcy lat, obecnie w Luwrze. Przekaz jest jasny, karmię i daję życie. To, że podobne figurki zostały znalezione w grobach dodaje jeszcze jeden ich aspekt: rola opiekuńcza również w świecie zmarłych, przeprowadzanie z jednego świata do drugiego jako psychopompos.

Ten jasny gest, ręka pod piersią i ręka na brzuchu. I wszystko jasne

Ten jasny gest, ręka pod piersią i ręka na brzuchu. I wszystko jasne

Jestem jednego pewna: podejrzewam co kamieniarz hrabiego de Lanniona mógł zmienić w figurze. Dodał zasłonę na genitalia. Z drugiej strony figura ma gołe pośladki. Mogę się założyć, że oryginalna figura wyraźnie eksponowała waginę. Oczywista oczywistość. Obecnie wygląda jak pani wychodząca z kąpieli, przytrzymująca wstydliwie ręcznik.

Przeniesienie figury w inne miejsce uratowało jej życie, ale jednocześnie zniszczyło cały kompleks sakralny jakim jest wzgórze Castennec. Przypomina to migrację figur na naszej Ślęży, Panna z Rybą czy tzw. „Mnich“ zostali również wyrwani z kontekstu. To tak, jakby wynieść ołtarz Mariacki i postawić go w ogródku jordanowskim. A teraz przyjrzyjmy się miejscu, skąd ją zabrano. Wzgórze Castennec jest niezwykłe, otoczone rzeką Blavet w kształcie omegi. Od razu przypominają mi się podobne kultowe miejsca, jak opasany rzeką Doubs Besancon, jak okolony rzeką Alzette kościół św. Jana ze słynną figurą Czarnej Madonny w Luksemburgu, jak nawet nasz Wawel.

Tak wyglądało w Castennec wcześniej. Menhirów już nie ma. Ten krzyż na dole przejmuje władzę.

Tak wyglądało w Castennec wcześniej. Menhirów już nie ma. Właśnie widzimy jak je się usuwa. Ten krzyż na dole przejmuje władzę.

W Castennec znajduje się niezwykła kaplica św. Gildasa wbudowana w skałę. Dokładnie tak jak w szwajcarskiej Solurze kościółki wciśnięte w jaskinie w wąwozie Wereny. A więc istniała tam grota. I to grota niezwykła, obok niej było, jakżeby inaczej, źródełko. Co więcej, obok stoi niezwykły kamień, nazywany tronem św. Gildasa. A w kościele znajdujemy tzw. dźwięczący kamień, pierre sonnante. I przy tym pejzażu mitologicznym rola Pani z Quinipily blednie. Czy została ona tam umieszczona przez Celtów, czy Rzymian nie odgrywa większej roli. To miejsce było od zarania ludzkości święte. Na skale o przedziwnym kształcie, jakby siedzącej postaci, oczywiście został umieszczony krzyż. Do tego źródełka, co jest potwierdzone historycznie, od dawna niepłodne kobiety pielgrzymowały. Tam musiały się odbywać obrządki cyklicznego roku, na tronie mógł zasiadać rocznie wybierany majowy król z królową, jak to miało miejsce w innych naturalnych pogańskich świątyniach w Europie. Dlatego właśnie tam przybyli pierwsi chrześcijańscy mnisi, ten św. Gildas czy św. Bieuzy w 538 roku. E voilà, mamy piękne legendy o św. Gildasie spacerującym z siekierą w głowie kilometrami, bo sprzeciwstawił się złemu, pogańskiemu panu.

Kapliczka św. Gildasa wciśnięta w jaskinie. Ta skała była pierwszą Boginią, jeszcze zanim figura obecnej Bogini, zwanej obecnie, jakżeby inaczej Wenus, pojawiła się tam. To była ta Przodkini, wielka Matka, genius loci. Miejsce pielgrzymek, miejsce adoracji. Tam gdzie teraz jest kaplica była jej szczodra wagina. Dająca i odbierająca życie.

Dzisiaj nie możemy obejść figury Pani z Quinipily, nie da się jej dotknąć, nie da się potrzeć o nią bolącego kolana, stoi za wysoko. Ale na Castennec można dojść i zachwycić się jego pięknem. Wszystkiego nie da się zniszczyć i zakłamać.

Kamień dźwięczący. Jeden z wielu czczonych od prawieków kamieni.

Kamień dźwięczący. Jeden z wielu czczonych od prawieków kamieni.

Kaplicę św. Gildasa oraz jej okolicę można zobaczyć na krótkim filmie na youtube:

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

„Ascetyzm bohaterski” kobiet wczoraj i dzisiaj

Czytając bardzo ciekawe opracowanie Ruth Karras o seksualności w wiekach średnich wpadłam na rozdział o ascetyzmie i wstrzemięźliwości seksualnej kobiet.

Omawiając zjawisko „bohaterskiego ascetyzmu“ autorka pisze, że kobiety aspirujące do bycia świętą, nie walczyły z własnymi żądzami, ale raczej przeciwko żądzom innych, biorąc na siebie odpowiedzialność za seksualne reakcje mężczyzn. Pisarz z V wieku, Palladius opowiada historię o Aleksandrze egipskiej, która zamurowała się w grobowcu i nie widziała żadnego człowieka przez dziesięć lat. Wyjaśniła swoje powody następująco: „Przeze mnie myśli tego mężczyzny były pomieszane, wiec ja zamiast zgorszyć tę duszyczkę stworzoną na wyobrażenie Boga, sama udałam się do grobowca, by nie spowodować cierpienia tego człowieka ani go nie odrzucić“. Ta historia stoi na początku długiej średniowiecznej tradycji o ascetkach okaleczających się, aby nie wodzić mężczyzn na pokuszenie. Jedną z takich świętych była Kummernis, która wymodliła u Boga brodę. W średniowieczu istniał silny wzorzec każący kobietom brać winę na siebie za męskie pożądanie (Karras Ruth Mazo, Sexuality in Medieval Europe, (Seksualność w średniowiecznej Europie) Routledge, London and New York, 2012. str. 46)

Ta matryca bohaterskiego brania na siebie i własne ciało winy za pożądliwy, męski wzrok jest żywa do dzisiaj, szczególnie w krajach islamskich. Jako że seksualność kobieca w islamie, podobnie jak w europejskim średniowieczu, jest uznawana za bardziej nieokiełznaną niż męska, tym gorsze musi kobieta ponosić konsekwencje. Musi chować swoje grzeszne ciało aby nie prowokować mężczyzn i nie mieszać im w głowach. Musi chować włosy, musi zakrywać ramiona i nogi. W najbardziej skrajnych wypadkach nawet szpara na oczy w nikabie musi być błyskawicznie zasłonięta. Tak jak zrobiła to arabska turystka podczas mijania mnie i męża na górskiej dróżce koło Blausee w Szwajcarii. Do tej pory jestem pod wrażeniem owej reakcji… Kobiety zakopane w grobach tekstylnych. Gdyby pustynna święta Aleksandra żyła dzisiaj nie musiałaby zamurować się w grobie, mogłaby po prostu założyć burkę.

Arabskie turystki

Arabskie turystki

Święta Aleksandra z pustyni (nie mieszać z rzymską Aleksandrą, żoną Dioklecjana, której męczeństwo też jest raczej wątpliwe) była wymysłem Palladiusa, wzorcem idealnym dla chrześcijanki. Jej imię jest mówiące, jak w przypadku wielu niepotwierdzonych historycznie świętych kościoła. Pochodzi od greckich słów ἀλέξειν alexein (bronić, uchować) i ἀνδρός andros (genitiv od mężczyzna) czyli „broniąca się przed „obcymi“ mężczyznami“.

Patriarchat i włosy

Przypomniała mi się wystawa prof. Othmara Keela „L’Eternel féminin“ w szwajcarskim Fryburgu w 2007-2008 roku, którą opisałam w Zadrze w 2007. Tematem wystawy była między innymi transformacja postaci orientalnej Bogini na przestrzeni wieków, od potężnej władczyni do skromnej Marii wraz z przenoszeniem i przekształcaniem jej symboliki. Pozwolę sobie przytoczyć fragment artykułu:

Wizerunki Hathor z charakterystyczna fryzurą na kształt omegi

Wizerunki Hathor z charakterystyczna fryzurą na kształt omegi

 

„Jednym z tematów wystawy, niestety zaprezentowanym w bardzo okrojonym wymiarze, było opanowanie kobiecych włosów przez monoteistyczne religie. Prof. Keel podsumował to zjawisko następująco: „islamska chusta jest częścią wielkiej, monoteistycznej tradycji, według której mężczyźni transponują własny brak zdyscyplinowania na kobiety“. U pierwotnych bogiń włosy odgrywały wielką rolę, były symbolem siły i twórczej potęgi, były przeważnie rozpuszczone, czasami wiązane w kunsztowne sploty. Tak jak bujne loki Hathor czy Tanit w kształcie omegi, symbolu macicy. Wcześniejsza Asztarte nosi podobną fryzurę. W monoteistycznych religiach włosy znikają pod chustami i perukami. Zakrycie włosów to symbol poddania się kobiety patriarchatowi, musiała nakryciem głowy sygnalizować każdą fazę swojego życia, w okresie dojrzewania, przy ślubie, jako wdowa. Tablica z wystawy z ok. 200 roku n.e. z Syrii przedstawia pierwszą parę ludzi przy jabłoni, Ewa ma bujną fryzurę, jej włosy sa jakby naelektryzowane. To wyraźny symbol grzechu.

W 1. Liście do Koryncjan Paweł pisze: „Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa – Bóg. Każdy mężczyzna, modląc się lub prorokując z nakrytą głową, hańbi swoją głowę. Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę: wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. (co oznaczało prostytutkę) Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, ze jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę! Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania, ze względu na aniołów. „

Patrzyłam na „znak poddania“ ortodoksyjnej Żydówki stojącej przede mną w kolejce do kasy w zurychskim sklepie. Peruka z syntetycznych włosów (tzw. szejtel) zdobiła jej głowę. Zeby założyć imitację musiała zgolić głowę. Czy kładzie się do łóżka w piątek, dniu mistycznej kopulacji, połączenia Szekiny, kabalistycznej boskiej siły z mężczyzną, w peruce czy bez? Jeżeli włosy kobiet wodzą bezwolnych mężczyzn na pokusę to dlaczego sztuczne uwłosienie jest w porządku? Wypchane silikonem piersi stymulują podobno -vide pornografia – mężczyzn, dlaczego syntetyczne włosy nie mogą uwieść? Dlaczego mąż tej kobiety przy kasie może spokojnie spać, myśląc że jego przykładna żona przez fakt założenia sztucznych, czy czasami prawdziwych włosów importowanych z Indii, staje się tabu dla innych mężczyzn?“

sheitel

No cóż, pozostaje jeszcze sporo pytań na temat obsesji patriarchatu ciałem kobiety oraz „bohaterskiego ascetyzmu“, który widać nie skończył się w wiekach średnich i w którego sidła kobiety wpadają i dzisiaj.

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Wszystko przez rolników

Od kiedy zabijamy się w wojnach?

Masowy grób po bitwie pod Lützen w 1632 roku

Masowy grób po bitwie pod Lützen w 1632 roku

W Halle (Niemcy), w Muzeum Prehistorii, została otwarta w listopadzie wystawa pt. „Wojna – archeologiczne poszukiwanie śladów“, która stara się prześledzić historię militarnych konfliktów.

W wywiadzie w Spieglu (der Spiegel 48/2015) dyrektor muzeum Harald Meller stwierdza, że skłonność do prowadzenia wojen, w odróżnieniu od używania fizycznej przemocy, nie leży w naturze człowieka, ale jest zjawiskiem kulturowym. Społeczeństwa myśliwych i zbieraczek charakteryzowały się unikaniem otwartych konfliktów i schodzeniem sobie z drogi. Wyobraźmy sobie tylko, 98 procent ludzkiej historii przebiegało bez armii i bitew!

Ludzie zaczęli ze sobą walczyć na masową skalę od rewolucji agrarnej w neolicie, od czasu gdy zaczęli się osiedlać, czyli mniej więcej od 7000 do 5000 lat temu. W Europie ten proces przebiegał około 5.500 lat p.n.e. Nagle, według Mellera, ludzie zaczynają się bogacić, posiadać ziemię, budynki mieszkalne i spichlerze a więc jednocześnie mieć powód do obrony dobytku przed zakusami innych. Według jednych historyków przejście do gospodarki agrarnej spowodowało wzrost populacji. Inni twierdzą, że bliskość zwierząt hodowlanych spowodowała wybuchy epidemii i pogorszenie warunków zdrowotnych ludzi.

Prawdopodobnie na początku dochodziło do potyczek między skłóconymi klanami, w których używano maczug czy siekier. W okresie brązu doszły do tego miecze, sztylety i włócznie.

Meller podkreśla że wojna jest wynalazkiem kulturowym i jej genezę „zawdzięczamy“ społeczeństwom rolniczym. Dla mnie to jest uproszczenie. Oczywiście, twierdzenie że przejście od względnie pokojowych społeczeństw do agresywnych nastąpiło szybko, jest błędny. Na terenach Europy dwa systemy, rolników i zbieraczy egzystowały długo obok siebie, uprawa była ograniczona do niewielkich poletek (podobnie jak w wielu do dzisiaj istniejących społeczeństwach) i polegała na modelu gospodarki tzw. subsystencji, czyli opartej o produkcję na własne potrzeby. W tym modelu bogacenie się jednostek jest per se ograniczone, nadmiar produkcji zostaje rozdawany między członków wspólnoty klanowej czy wioskowej na zasadzie wymiany prezentów, urządzania wspólnych obrzędów religijnych, zabaw itd. Co było powodem zachwiania tego względnie stabilnego systemu? Silne zmiany klimatyczne? Wzmożona agresja z zewnątrz a przez to potrzeba hierarchizacji, oraz oddawanie władzy w ręce przywódców?

Jednym z ważnych powodów pierwszych ataków militarnych, oprócz grabieży mienia, było uprowadzanie kobiet. W trzech z czterech najstarszych grobów brakuje szkieletów młodych kobiet. Uprowadzanie kobiet to specjalność społeczeństwa rolniczego, dla którego każda para rąk do roboty na polu i w zagrodzie miała wagę złota. Im więcej kobiet i dzieci tym lepiej.

Najstarsze pole bitwy w Europie znajduje się w dolinie Tollense w dzisiejszej Meklenburgii-Pomorzu Zachodnim. W 1200 roku p.n.e. walczyły tu ze sobą dwie grupy liczące powyżej 1000 wojowników.

Głównym elementem wystawy jest masowy grób z Saksonii Anhalt z 1632 roku, w którym leżą przemieszane ze sobą szkielety żołnierzy, pogrzebanych pośpiesznie i niedbale. Badając szkielety poległych naukowcy odtwarzają pojedyncze życiorysy: z jakich warstw społecznych pochodzili, czy dobrze się odżywiali, jakie choroby przechodzili w dzieciństwie itd. W ten sposób polegli żołnierze odzyskują godność jednostki, nie są już bezimienną masą. Dla Anji Grothe, specjalistki od wojny trzydziestoletniej, powstaje w ten sposób antywojenny pomnik. Tu nie chodzi o panujących, którzy gdzie indziej leżą w bogato zdobionych sarkofagach, tylko o cierpienie ofiar.

Kto nie zdąży odwiedzić wystawy w Halle (czynnej do końca maja 2016), temu polecam bogatą ilustrowaną książkę Haralda Mellera pt. „Krieg – archäologische Spurensuche“.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Samhain w Szkocji

Kilmartin Glen

Kilmartin Glen

Święto dziękczynnienia, miłości, płodności i przodków.

Właśnie wpadła mi w ręce książka Stuarta McHardy pt. „Myth, Legend and Folklore“, w której między innymi opisuje on cykle i obrzędy roku celtyckiego. Autora znałam wcześniej z jego świetnej książki pt. „The Quest for the Nine Maidens“ 2003 („W poszukiwaniu dziewięciu dziewcząt“. Stuart McHardy poszukiwał dziewięciu mitycznych dziewczyn w Szkocji podczas gdy ja szukałam swoich trzech panienek w Alpach. Dopiero teraz kiedy odwiedziłam jego blog musiałam stwierdzić, że mamy dużo więcej wspólnych tematów. Ja mówię o pejzażu mitologicznym, a Stuart McHardy o zbliżonym pojęciu geomitografii.

Rytuały Samhain przeżyły w różnej formie w Szkocji do dzisiaj a ich początki sięgają neolitu. Chrześcijaństwo nie było w stanie wykorzenić tej bogatej tradycji, w 835 roku Kościół przeniósł dzień Wszystkich Świętych z 21 lutego na 31 października w płonnej nadziei zaanektowania pogańskiego zwyczaju. Efekt był mizerny, w 1840 roku podróżnik Sheriff Barclay mógł zaobserwować na dystansie 16 kilometrów, od Dunkeld do Aberfeldy, co najmniej 30 ognisk z tańczącymi wokół nich ludźmi na wzgórzach.

Podobnie jak w obrzędach związanych z wiosennym świętem Beltane wiele rytuałów Halloweenu powtarza się w Szkocji trzy albo dziewięć razy. Głównym elementem obrzędowym święta jesiennego jest jednakże w odróżnieniu od święta wiosennego przepowiadanie przyszłości. Na Calton Hill w Edynburgu, na którym rozpala się ogniska aby uczcić obydwa te święta, wróży się z orzechów laskowych. Na szuflę, zamieszczoną na ogniu wrzuca się dwa orzechy laskowe. Jeżeli podskakując na żarze zbliżą się do siebie oznacza to szczęście w miłości, jeżeli odskoczą przyszłość związku stoi pod złą gwiazdą. Wróżenie z orzechów jest tak tradycyjne, że nadało nazwę tej nocy, zamiast o Samhain mówi się o Nutcrack Night – nocy łupania orzechów.

Oczywiście w tę noc spożywało się specjalne jedzenie. Mc Hardy opowiada o fascynującym obrzędzie pieczenia placka (bannock) w Rutherglen. Obrzęd ten był pielęgnowany jeszcze do początków XIX wieku. Grupa ośmiu albo sześciu kobiet zbierała się w domu, w którym wyznaczała sakralne miejsce do odbycia rytuału. Zasiadały kołem wokół paleniska, każda ze stolnicą na kolanach. Główna kobieta otrzymywała nazwę Bride (jak celtycka bogini wiosny Brida, Brigid, Bride). Kobieta po prawej stronie Bride nazywała się Hodler, ta po lewej Todler. Todler brała kawałek sfermentowanego ciasta (urobionego tydzień wcześniej), rozwałkowywała go i podawała do dalszej obróbki kobiecie po lewicy, kiedy wszyskie kobiety rozwałkowały placek na cieniutko Bride kładła go na blasze. Ta tradycja jest niezwykła właśnie przez obecność Bride, która musiała w listopadzie odejść i zamienić się w Cailleach, zimową Boginię.

Samhain była nocą czarownic, dzieci biegały wokół ognisk krzycząc „ogień, ogień, pal czarownicę“. Kiedy ostatnia iskierka zagasła tłum rozbiegał się w popłochu krzycząc: „uciekajcie, czarna maciora łapie ostatniego“. Popiół był następnie rozsypywany na polach aby je użyźnić. Mc Hardy widzi w symbolu czarnej maciory echa tradycji czarnej Bogini. Resztę popiołu usypywano w formę koła i każdy uczestnik kładł wokół niego swój kamień. Jeżeli go nie odnalazł następnego dnia to miał pecha, mógł nie przeżyć następnego roku. Szkoda, że Mc Hardy nie wspomina o tradycji palenia czarownicy, nie ma ona bowiem nic wspólnego z historycznym holokaustem kobiet. Ogień był jedynie środkiem transportu (tak jak woda na wiosnę) i pomagał przenieść się Bogini do Tamtego Świata.

Tradycyjne przebieranie się pomagało schować się przed duchami. W tę noc granica między światem żywych i martwych była wyjątkowo krucha, obydwa światy przenikały się, duchy zmarłych mieszały się z żywymi. Najbezpieczniej było wtedy udawać kościotrupa, aby odwrócić ich uwagę.

Polecam blog Stuarta Mc Hardy i życzę miłej lektury, szczególnie w tę dzisiejszą magiczną noc:

https://stuartmchardy.wordpress.com/

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz