Matriarchat u Ajnów

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 1, Stammgesellschaften in Ostasien, Indonesien, Ozeanien, Kohlhammer GmBH, Stuttgart, Berlin, Köln, 1999.

S. 127-139

6.3 Ajnowie w północnej Japonii

W północnej Japonii żyją do dzisiaj potomkowie pierwotnych mieszkańców, Ajnowie. Obszarem ich zamieszkania jest wyspa Hokkaido, południowa część Sachalinu, łańcuch wysp Kurylskich oraz południowa część Kamczatki. Hokkaido oraz północne wyspy są, w przeciwieństwie do południowych, opływane zimnymi prądami morskimi, w związku z czym panuje tam subarktyczny klimat z długimi zimami od listopada do maja. Rosną tam lasy sosnowe i brzozowe, w rzekach jest łosoś, w górach zwierzyna płowa i duże niedźwiedzie, w morzu pływają foki, morsy i wieloryby. To są dobra Ajnów, których tradycyjna egzystencja opierała się do niedawna na polowaniach, rybołóstwie oraz zbieractwie. Klimat nie pozwala na rozwijanie rolnictwa, kobiety Ajnów uzupełniają pokarm mięsny przez uprawę poletek.[1] W związku z tym, Ajnowie są typowymi reprezentami kultury zbieracko-łowieckiej, która odpowiada warunkom życia w paleolicie, na jej podstawie możemy się przekonać czy ten najstarszy model kulturowy jest patriarchalny, czy nie. W podręcznikach i pracach naukowych bowiem, kultura zbieracko-łowiecka jest stereotypowo przedstawiana jako patriarchalna.

Archeologia Japonii poświadcza, że nie mylimy się biorąc kulturę Ajnów za przykład paleolitycznego modelu. Albowiem w najwcześniejszym okresie kultury japońskiej, w czasach Jomon, Ajnowie zasiedlali prawie całą Japonię. (…)

Są rdzennym narodem o pierwotnym, azjatyckim typie, z prastarym językiem i kulturą. Zasiedlali północną Azję jeszcze przed dzisiejszymi narodami mongolskimi, z którymi nie mają nic wspólnego. Mają jasną karnację i okrągłe oczy bez mongolskiej fałdy powiekowej a mężczyźni noszą, w odróżnieniu od Japończyków, bujne, długie brody. Przez to Japończycy nadali im pogardliwy przydomek „kosmaci Ajnowie“. Etnolodzy widzą w nich typ zbliżony do europejskiego, byli porównywani do rasy kaukaskiej, indo-europejskich mieszkańców Kaukazu w dalekiej zachodniej Azji, nad Morzem Czarnym. To stawia nas przed pytaniem: czy są wschodnimi potomkami jasnoskórych, praazjatyckich narodów, z których wywodzą się Indoeuropejczycy? (…)

Styl życia Ajnów zachował się najlepiej na Wyspach Kurylskich, ponieważ nie byli tam przez stulecia poddawani wpływom japońskim oraz nie musieli się równie długo przed nimi bronić. Obyczaje kurylskich Ajnu są więc najlepszym przykładem ich pierwotnej kultury.[2] Mamy tu społeczeństwo z wyraźnym podziałem płci, w którym kobiety sprawują jednoznacznie nadrzędną rolę. Obowiązki, życie duchowe a nawet genealogia są odmienne u kobiet i mężczyzn. Mężczyźni zajmują się polowaniem i rybołóstwem, przez co ich rola społeczna w epoce kamienia zostanie niebywale wyolbrzymiona w większości podręczników. Japońscy Ajnowie zajmowali się również walką z napierającymi Japończykami, i w konsekwencji ulegli pewnej patrarchalizacji, jako że sztuka wojenna nie należała do ich kultury. W tradycyjnej społeczności Ajnów dominacja kobiet widoczna jest chociażby w sferze ekonomii: dzięki takim regularnym czynnościom jak zbieranie dzikich owoców, uprawa poletek, zbieranie drewna na opał, przygotowywanie posiłków, szycie ubrań oraz wychowanie dzieci, są w stanie nie tylko same się utrzymać, ale dodatkowo wyżywić mężczyzn. Ich łupy myśliwskie, bowiem, zależą mniej lub bardziej od przypadku.[3]

Wyraźny podział istnieje również w sferze rytualnej: mężczyźni wykonują obrzędy związane z polowaniem i rybołóstwem, podczas gdy kobiety zajmują się całą sferą szamanizmu. Szamanki nazywają się „Tusu Ainu“, wzywają przodków, są uzdrowicielkami oraz przekazicielkami starej kultury Ajnów recytując mity i epopeje w tańcu. Są otoczone przez duchy i przez Kamui Fuchi (wym. Fudżi, moja uwaga), najważniejszą boginię, porozumiewają się z innymi bogami. Do tego nie potrzebują świątyń, wystarczą im święte miejsca w naturze i głównie palenisko w centrum domu, ponieważ Kamui Fuchi jest boginią ognia, żyjącą w piecu i utrzymującą ludzi przy życiu dając im ciepło.[4]

Również genealogia jest podzielona, ponieważ kobiety zaliczają się do kobiecej linii a mężczyźni do męskiej. Tylko w tych liniach działa system pomocy rodzinnej co wpływa na silną więź między kobietami oraz silną więź między mężczyznami. Przy tej symetrii jednakże, ujawnia się tu pewien brak równowagi, albowiem tylko w linii matczynej występuje ścisła egzogamia, której nie ma w ojcowskiej linii. Kobiety tego samego klanu noszą sekretny pas pod ubraniem, którego żaden mężczyzna nie może zobaczyć. Owe pasy są znakiem ich klanowej przynależności oraz ich solidarności; przypisywane są im magiczne siły. Żaden mężczyzna nie może poślubić kobiety, która nosi ten sam pas co jego matka.[5] To oznacza, że kobiety w matczynej linii są widocznie mocniej między sobą powiązane, niż mężczyźni w męskiej. Linia matki jest ważniejsza, a co za tym idzie, to nie ojciec, ale wujek ze strony matki ma często znaczącą pozycję. Linia ojcowska jest względnie późnym dodatkiem, niewiele znacząca i w żadnym wypadku nie patriarchalna.[6] Tym samym możemy przypuszczać, że Ajnowie charakteryzowali się kiedyś pełną matrylinealnością.

Jest jeszcze pare innych cech, sugerujących, że kluczowa pozycja w ich społeczeństwie należała do kobiety: to ona inicjowała zaloty, to kobieta –zgodnie z zasadami klanowymi- wybierała swojego małżonka. Mogła mieć również kochanków. Pewna śmieszna historyjka opowiada o tym, jak jedna młoda kobieta Ajnów nie zawahała się również przed uwodzeniem młodego etnologa.[7] Według najstarszych zwyczajów, po ślubie młody małżonek wprowadzał się do domu teściowej, przez którą zostawał adoptowany. Tu ujawnia się pełna matrylokalność. W późniejszych czasach, obok domu matki został budowany dom dla żony, w którym była odwiedzana przez małżonka. Jeszcze później, kiedy Ajnowie zetknęli się z patriarchalnymi Japończykami, kobieta pozostawała parę lat, aż do narodzin pierwszego dziecka, w domu rodzinnym i dopiero potem przenosiła się do domu męża. Na Kurylach do tej pory mąż nie mieszka u żony, ale odwiedza ją w jej domu.[8] Dominująca rola kobiet w domu wyraża się również tym, że wydają mężczyznom polecenia oraz zapraszają ich do siebie. [9] Wszystkie przedsięwzięcia mężczyzn wymagają zgody kobiet, ale sprawy kobiece takie jak ciąża, poród czy śmierć członkini klanu są ścisłą domeną kobiet.[10]

Wielu badaczy zastanawia się, w jaki sposób kobiety mogły dojść do takiej władzy nad mężczyznami, którzy przecież często nie respektują nawet rozkazów własnych wodzów! Jednakże właśnie tu ujawnia się niehierarchiczny, niepatriarchalny wzór, według którego kobiety były zawsze chronicielkami starego, klanowego systemu równości. Robert Briffault komentuje lakonicznie, że to właśnie osobista perspektywa badaczy nie pozwala im uwierzyć, że mężczyzna nie był od początku panem i władcą. Gdyby kobiety od paeolitu miały jedynie pozycję równą niewolnikom czy bydłu to ich rozwój do tak wysokiej pozycji, jaką mają u archaicznych, jeszcze istniejących narodów jak Ajnowie, byłby niewyobrażalny. Stwierdza on lapidarnie, że teza paleolitycznej monogamii jest czystą teologiczną fikcją (Adam i Ewa), zupełnie nie do przyjęcia. Nie ma na to ani jednego dowodu, za to wiele mówi przeciwko owej tezie. Do tej pory nie znamy żadnego monogamicznego społeczeństwa wśród pierwotnych ludów. [11].

6.4 Świat wiary w neolicie między Azją i Ameryką

Wiele w społeczeństwie Ajnów przypomina formy bytowania neolitycznych zbieraczek i łowców, chociaż nie używają już narzędzi kamiennych i zamiast w jaskiniach, mieszkają w drewnianych domach. Również świat ich wierzeń jest niezwykle archaiczny: najważniejsze klany (kobiece) noszą imiona wielkich zwierząt jak niedźwiedź, uważany za boga gór, oraz orka, bóg morza. Podobnie jak inne zwierzęta, są bogami w zwierzęcym przebraniu oraz czczone jako zwierzęta totemiczne rodziny czy klanu. Po upolowaniu zwierzęcia mężczyźni przeprowadzają rytuały, śpiewają oraz ofiarowywują mu drewniane rzeźby. Ajnowie wierzą, że zwierzę chętnie opuszcza swoje ciało, jeżeli jego duch, obdarowany prezentami od ludzi, a szczególnie pieśniami, wraca do krainy przodków, bogów – zwierząt. Będzie tam podziwiany przez innych zwierzęcych przodków. Gdyby zjawił się tam bez ludzkich podarunków, płacząc i narzekając, wtedy przodkowie rozgniewali by się i nie wysłali następnych zwierząt na ziemię. Ajnowie dzielą ową wiarę, która prawdopodobnie sięga neolitu, z innymi narodami myśliwskimi Syberii i północnej Azji. [12]

Czczenie zabitych zwierząt pochodzi od czci oddawanej zmarłym ludziom, również oni są żegnani przez obrzędy, pieśni oraz dostają bogate podarunki. Troska o przodków była zawsze domeną kobiet, ponieważ życzyły sobie od nich nowych potomków. Miejscem kultu przodków było otwarte palenisko w środku izby, to w nim, według prastarych wierzeń Ajnów, żyły dusze, to tam były wrota do świata podziemnego. Prawdopodobnie wcześniej zmarli byli grzebani pod ziemią, w pobliżu ognia. Palenisko było czworokątne co dodatkowo oznaczało cztery strony świata i było jego wizerunkiem. W pełni zrytualizowanym świecie Ajnów dom był centrum wiary, a w domu piec, przy którym czuwała kobieta, właścicielka domu. To ona, oraz szamanka, była społeczną i duchową osią, ona przeprowadzała domowe rytuały łączące ją z bogami i przodkami. Przy każdym obrządku była obecna Kamui Fuchi, bogini ognia w ogniu pieca, ją czczono i wołano, bez niej, boskiej przodkini wszystkich kobiet, ich prababci, nie mogła się odbyć żadna uroczystość. Również w życiu codziennym dbano troskliwie o boginię ognia, stojącą w centrum świata Ajnów. Wieczorem posypywano ją popiołem żeby ‚poszła spać“, rano została budzona przez dmuchanie. Ogień nie mógł zagasnąć, a jeśli to się strażniczce ognia przydarzyło odczuwała to jako sporą porażkę i wstyd. [13]

Również w mongolskich narodach Syberii i północnej Azji mamy w środku domu, albo jurty święte palenisko, otoczone opieką przez kobiety. Znamy ich modlitwę do bogini ognia, podobną do modlitwy Ajnów:

„Kłaniam się nisko

„I składam ofiarę

Tobie, moja matko i bogini ognia,

Któraś powstała,

Kiedy na ojcowskim niebie

Nie było chmur,

Kiedy matka ziemi Ertügen,

Była tak mała jak odbicie stopy

Używając kości barana o skręconych rogach,

Przygotowuję ofiarę,

Dla ciebie, matko i bogini ognia,

Która narodziła się,

Gdy morza i rzeki,

Były zatęchłymi kałużami,

Kiedy potężna, broniąca nas góra,

Była małym pagórkiem…“

Po modlitwie szamanki, Kamui Fuchi pomaga jej wejść, w tańcu, w stan opętania. Duch przodka, albo zwierzęcia wchodzi w nią i doprowadza do ekstazy, w tym stanie przekazuje wiadomości od przodków, duchów i bogiń. Szamanka może również śpiewać długie, piękne pieśni o naturze bogiń Ajnów oraz czynach herosów, są to bogate eposy, przekazywane jedynie ustnie przez szamanki. Może również tańczyć w naturze, kiedy jej taniec jest spokojny wtedy wiatr się uspokaja, jeżeli zacznie dziko wirować, wtedy sprowadza wichurę. Podobnie jak szamanka, również bogini wiatru tańcząca na szczytach górskich, przywołuje szturm na morzu. (…)

Japońskie słowo „Kami“ określające bóstwo pochodzi od słowa Ajnu „kamui“, również nazwa Fudżijamy (Fuchi Yama) pochodzi od bogini Ajnów Kamui Fuchi; czczili w nim boginię jeszcze przed Japończykami. Panteon Ajnów jest w większości żeński: jest wspaniała bogini pająk, która nie tylko plecie nici w tkalni, ale również nici życia, jest bowiem boginią narodzin. Jest również boginią szamanek (…)

Matka ziemi obdarza bogactwem lasów, jej córkami i synami są zwierzęta, jak niedźwiedzi bóg i bogini wilczyca, idole myśliwych. Bogini wody, morza i rzek jest wielką, karmiącą matką. Ratuje ludzi od głodu, wysyłając jako orka od czasu do czasu wieloryby na brzeg, które na długo mogą dostarczyć pożywienia. (…)

Polecam filmy o Ainu na youtube, niestety matriarchalna tradycja nie jest w nich tematyzowana.

 

Have you heard about Ainu, https://www.youtube.com/watch?v=0Q6cYEQUpBg

Sachalin Ainu: https://www.youtube.com/watch?v=2L96dMUfMeg

 

 

 

[1] Por. Neil Gordon Munro, „Ainu, Creed and Cult“, London, 1962, s. 1

[2] Por. R. Briffault, op. cit., s. 295

[3] Por. Philippi, op. cit., s. 44

[4] Por. Philippi, op. cit., s. 45, Emiko-Ohnuki-Tierney: „The Shamanism of the Ainu“ (Sachalin), w „Ethnology“ 12, Pittburg 1973.

[5] Por. Philippi, op. cit., s. 45

[6] Por. M. A. Czaplicka „Aboriginal Syberia. A Study in Social Anthropology“, Oxford, 1914 s. 104 / por też badaczy Sternberg i Piłsudski, cyt. u Czaplickiej.

[7] Por. R. Briffault, op. cit, s. 120

[8] Por. R. Briffault, op. cit., s. 295 (wdł. Siebold, Batchelor, Czaplicka)

[9] Por. R. Briffault, op. cit. s. 326

[10] Por. Philippi, op.cit., s. 46

[11] Por. Briffault, op. cit., s. 303, 327.

[12] Por. Philippi, op. cit., s. 87

[13] Por. N. G. Munro, op. cit. s., Philippi, op. cit., s. 68, Emiko Onuki-Thierney

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Już niedługo w księgarniach

heidebuchTrzeci tom Historii Matriarchatów Heide Göttner-Abendroth został wydany 30 kwietnia tego roku. Tytuł: „Historia matriarchalnych społeczeństw i powstanie patriarchatu”. Tym razem autorka przedstawia historię społeczeństw zachodniej Azji oraz Europy.

Nie mogę się doczekać.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Matriarchat w dawnej Japonii

W niedawnej dyskusji na Facebooku, w grupie „Dziewuchy Dziewuchom” pojawil się temat roli kobiety w Japonii. Jedna z dyskutantek zapytała o matriarchat, który miał panować tam do III w. n. e. W związku z tym podrzucam tłumaczenie paru rozdziałów z drugiego tomu pracy H. Göttner-Abendroth o matriarchatach. W następnym blogu udostępnię tłumaczenie dalszego rozdziału o Ainu.

Bogini Amaterasu i tańcząca kapłanka

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 1, Stammesgesellschaften in Ostasien, Indonesien, Ozeanien, Verlag W. Kohlhammer, 1999, s. 118-127

Dla Amaterasu, japońskiej Bogini Słońca i Kamui Fuchi, Bogini Ognia Ainu

6. Wyspy wokół Japonii: kultura kobieca na południu i północy

6.1 Kult shintō w Japonii

Odpowiednikiem koreańskich szamanek „Mudang“ są w Japonii „Miko“. Panowały od najstarszych czasów pierwotnej japońskiej religii shintō. W shintō mamy do czynienia z trzema okresami, zgodnymi z rozwojem japońskiej kultury. [1] Od epoki kamiennej do epoki żelaza (4500 p.n.e. do VII wieku n.e.) panował pra-shintō, w którym kapłanki klanowe dziedziczące funkcję, były odpowiedzialne za cały obrządek religijny. Od średniowiecza do nowożytności (VII – XIX wiek) panował okres zorganizowanego czy upaństwowionego shintō, idącego w parze z patriarchalizacją i centralizacją Japonii trwającą ok. 200 ostatnich lat. Proces ten oddzielił shintō w sanktuariach, wraz z ich cesarsko-urzędniczą kastą od tolerowanego, ale pogardzanego ludowego shintō. Kobiety w roli Miko występowały w obu sferach, lecz w sanktuariach dzieliły obowiązki z mężczyznami. Zostali oni naznaczeni do roli kapłanów urzędników, ale musieli przyjąć kobiece imiona oraz nosili kobiece stroje. [2] Wraz z nacjonalistyczną i wrogą kobietom rewolucją Meiji (1868 do dzisiaj), w ramach zaostrzonej centralizacji kobiety zostały całkowicie odsunięte od pełnienia funkcji kapłańskich, zabroniono im również pełnienia funkcji Miko w wersji ludowej kultu. Państwowe shintō zostało oczyszczone ze wszystkich magicznych i religijnych elementów a świątynie zostały wyznaczone na miejsca państwowych uroczystości. Nie udało się jednak całkiem wykorzenić tradycyjnej obrzędowości w ludowym shintō. W czasach współczesnych, wraz z upadkiem cesarstwa po II Wojnie Światowej, oficjalne shintō uległo deformacji stając się prywatnym rytuałem cesarskiej rodziny. Jednocześnie zaczęły się rozpowszechniać nowe religie, tworzone przez kobiety, w których odrodziła się funkcja Miko.

W epoce pra- shintō kobiety zajmowały najwyższe funkcje jako Miko. Chińskie i japońskie prace historyczne, zajmujące się tym okresem, wspominają o wielu rządzących królowych, które jednocześnie były szamankami o charyzmatycznym autorytecie. Jeszcze w trzecim wieku n.e. mówi się o Himiko, która nie była wyjątkiem, ale ostatnią z długiej linii królowych-szamanek, noszących dziedziczny tytuł „Himiko“ [3] W związku z tym, że od czasów kamienia do 3 w. n. e. kapłaństwo w pra-shintō było jednoznaczne ze sprawowaniem najwyższej władzy w różnych królestwach, niektórzy badacze starożytnej Japonii mówią jednoznacznie o matriarchacie. [4]

To panowanie kapłanki odbywało się według znanego klasycznego, matriarchalnego modelu; reprezentantką największego sakralnego systemu była kobieta, której syn albo brat sprawował administracyjne obowiązki. Obszar jego działalności nazwalibyśmy dzisiaj „świeckim“, gdyby nie to, że matriarchalne społeczeństwa nie znały podziałów na „sacrum“ i „profanum“. Królowa-kapłanka nie pokazywała się w oficjalnie, ale „była otoczona tysiącem służebnych“ (Wie-Chih o Himiko). Te tysiące kobiet z pewnością nie pełniły roli służebnych, ale były doradczyniami tronu i utrzymywały łączność z matriarchalnymi rodami w kraju. Królowa-kapłanka pra-shintōizmu była przy tym mocno związana z Boginią, objawiającą się w szamanistycznych rytuałach w jej osobie. W stanie ekstazy występowała sama jako Bogini. Odzwierciedla to również określenie „Kami“ na bóstwo, zawierające dwa tożsame znaczenia „służyć bóstwu“ oraz „być bóstwem“. [5] Jej syn, względnie brat, był odpowiedzialny za wypełnienie boskiej przepowiedni. (…)

W matriarchalnym pra-shintōizmie funkcja kapłanki nie była wyłącznie przypisana królowym. Każda kobieta, przeprowadzająca rytuały inicjacji posiadała funkcję Miko i mogła dokonywać ceremonii, szczególnie wtedy gdy była matką, albo jeszcze lepiej – matką całego klanu i dla dobra dzieci i rodziny zajmowała się kultem. Dopiero z czasem ta ogólna sakralna funkcja wszystkich kobiet uległa zróżnicowaniu na zaklinaczkę zmarłych, wróżkę, sakralną położną, tancerkę. Święte kobiety, które służyły wyłącznie jednej bogini, nazywały się „Himmo“, albo „Shomo“, co oznaczało świętą matkę. [6]

W tym kontekscie bardzo ciekawym jawi się starojapońskie słowo „Imo“ oznaczające jednocześnie „siostrę“, „kochankę“ oraz „małżonkę“. Wskazuje na bliski matriarchalny związek między siostrą i bratem u królowych Himiko, które miały przy boku brata w funkcji koregenta a może nawet w roli kochanka.

Wyspy Riukiu

6.2. Siostra i brat na wyspach Riukiu

Duchowa dominacja siostry oraz mocny związek brata i siostry nie należą jedynie do historii w kulturze Japonii. Na wyspach Riukiu, do których należy również Okinawa, japońscy etnolodzy zbadali relacje, które są żywym przykładem na układy w starożytnej Japonii. Wyspy Riukiu tworzą połączony łańcuch ciągnący się od południowego krańca Japonii aż do Tajwanu/Formosy. Przy dobrej widoczności można płynąć wzdłuż nich od Tajwanu do Japonii, bez używania sprzętu nawigacyjnego. Dzięki odosobnieniu wysp zachowały się tam zwyczaje charakterystyczne dla dawnej Japonii. I tak, jeszcze do niedawna główna kapłanka, siostra króla nosząca tytuł „Kikoe no Ogimi“ wraz z innymi kapłankami, była uważana za boginię. Przy tym siostra króla była rzeczywistą regentką, wielką, charyzmatyczną postacią, opiekującą się królem i sprawującą najwyższą władzę nad całym krajem.

Ów związek brata i siostry nie dotyczył tylko kobiet z arystokracji, wszystkie kobiety na wyspach Riukiu były czczone przez braci jako „Onari-gami“, „żywa dusza siostrzana“, albo „bogini-siostra“. Kiedy mężczyźni wypływali na morze nosili przy sobie parę włosów swoich sióstr, gdyż były one jednocześnie kapłankami jak i boginiami opiekuńczymi klanu.[7]

Tekst pieśni wioślarzy z Rukiu brzmiał następująco: „nasza rodzona siostro, bogini, przybyłaś aby się nami opiekować. Dusza naszej siostry zamieni się w pięknego motyla, niezwykłego motyla“.

Motyl jest jednocześnie przybyszem z Innego Świata jak i symbolem bogini-siostry. Spełniała ona funkcję rodzinnej kapłanki przy grobie klanowym i w czasie szamanistycznego transu wcielała w siebie dusze przodków, które za jej pośrednictwem służyły klanowi radą i wskazówkami. (…)

Wiara Onari-gami na wyspach wskazuje na to, że matriarchalna kultura dawnej Japonii musiała przyjść z południa. Najstarszą historyczną epoką Japonii jest kultura Jomon, w której zbieraczki i łowcy przyszli z północy przez wyspę Sachalin, leżącą nad ujściem syberyjskiej rzeki Amur. Na japońskiej północnej wyspie Hokkaido żyją potomkowie Jomonów, Ainu, pierwotni mieszkańcy Japonii, którzy zdecydowanie nie mają patriarchalnej tradycji. [8]

Kultura agrarna późniejszego okresu Yayoi wraz z charakterystycznymi cechami matriarchatu dotarła do Japonii jednak z południa. Tu właśnie znani nam już ludzie Yueh odegrali najważniejszą rolę, ich kultura jest jeszcze częściowo zachowana u nie-chińskich narodów jak Yao, Tai i Miao na południu Chin (por. rozdział 4). Ludy Yueh, ludzie morza, wyruszając z południowo-wschodnich Chin zasiedlali obszary Filipin, Tajwanu, żeglowali wzdłuż wybrzeży do poł. Korei i wzdłuż wysp Riukiu do poł. Japonii. Napotkali tam ludy Ainu z północy z którymi się nigdy nie wymieszali. Wprowadzili uprawę ryżu w wodzie, uprawę drzew owocowych, udomowili zwierzęta i budowali wielkie megality, które można znaleźć w Japonii i Korei. (…)

Dopiero koło 200 roku n.e. hordy konnych najeźdźców, przybyłe z Korei do poł. Japonii i należące do syberyjsko-ałtajskiej grupy etnicznej, rozpoczęły podbój pojedynczych matriarchalnych klanów oraz wprowadziły wczesny patriarchat centralizując władzę cesarską.[9]

W tym samym czasie nastąpił rozłam kultury państwowej i narodowej. Jeszcze później Japonia stała się, podobnie jak Korea, przez wprowadzenie najpierw buddyzmu a potem konfucjanizmu jako doktryny państwowej, chińską prowincją kulturalną wraz z odpowiednim podporządkowaniem kobiet. [10]

W kontekście epoki Yayoi nie dziwi nas fakt, że w mitologii południowej Japonii znajdujemy elementy, które nawiązują do innych narodów południowej Azji, aż do Khasi w Assamie. [11] Wyróżnia się tu znowu temat siostry i brata np. w historii Izanami i Izanagi, pierwotnej pary rodzeństwa, które stworzyło Japonię. Boski brat Izanagi, stojący na niebiańskim wiszącym moście miesza swoją „włócznią“ mętne wody potopu, po czym boska siostra Izanami rodzi parę wysp, z których powstaje Japonia. Następnie Izanami rodzi boginie wód i oceanu, wiatrów, drzew, gór, pól i zboża; wszystkie mają charakter ziemsko-agrarny. Zaludnia Japonię i to nadaje jej charakter Matki Ziemi, podczas gdy Izanagi przybiera cechy boga nieba, z jego oczu powstaje słońce i księżyc. Pramatka Izanagi umiera podczas narodzin boga ognia i w ten sposób staje się boginią śmierci w krainie umarłych. Tu odzwierciedla się jasno mit wegetacyjny, w którym bogini natury przemieszcza się między górnym i dolnym światem – ogień niszczy wegetację.

W dalszej części mitu widzimy Izanagi buntującego się przeciwko owemu prawu zamiany życia w śmierć, schodzi on do dolnego świata i mimo zakazu patrzy na boginię śmierci Izanami oraz ucieka przed prześladowcami przy pomocy magii. Oznacza to, że chce tylko popatrzeć na śmierć a samemu nie umrzeć, co narusza kosmiczne prawo rodzenia się i umierania, któremu nawet Izanami się podporządkowywuje. Izanami jest oburzona i rozszerza prawo życia i śmierci również na ludzi: dziennie ma umierać tysiąc ludzi! Izanagi sprzeciwia się temu i stwarza tysiąc pięćset chatek narodzin, aby jeszcze więcej ludzi wróciło ze świata umarłych. Tu jednak kończy się jego moc, ponieważ tylko Izanami, wielka bogini królestwa zmarłych, może wysłać wysłać dzieci do ponownego narodzenia na ziemię ze świata podziemnego. Dostrzegamy więc pewien konflikt między Izanami i Izanagi, który został narzucony przez patriarchalnych skrybów z jasnym zamiarem podważenia starej matriarchalnej wiary w życie, śmierć oraz ponowne narodziny. Są przesłanki na to, że partner Izanagi, który występuje jako bóg działający przeciwko bogini został dodany później i, że Izanami pierwotnie sama z siebie, jako potrójna bogini niebios, ziemi i świata podziemnego, wykreowała kosmos. (…) Różne wersje owego mitu występują na wyspach Riukiu, Okinawie, w Tajwanie, u Miao, Tai i Yao w południowych Chinach, u Tajów, Khmerów i innych narodów Indochin jak i na większych wyspach Indonezji oraz mniejszych Polinezji a więc na całym obszarze, w którym istniały matriarchalne rolnicze społeczeństwa okresu kamiennego.[12]

Motyw siostry ustanawiającej prawo, stwarzającej porządek dla ludzi i kosmosu, oraz brata występującego przeciwko niemu, powraca również w japońskiej mitologii wraz z boginią Amaterasu i jej bratem Susanoo oraz księżniczką Toyotama i księciem Hoori. (…) Podobnie jak pramatka Japonii Izanami, tak i Amaterasu, czczona w świątyni Ise na wschodnim wybrzeżu, musiała być praprzodkinią wielu matriarchalnych grup, zanim została, ta najważniejsza ludowa bogini, przejęta przez patriarchalnych cesarzy jako wyłączna przodkini domu cesarskiego. Była panią świata, który uczyniła zdolnym do zamieszkania, posługując się typowymi matriarchalnymi kunsztami. [13] Założyła małe niebiańskie poletka ryżowe oraz niebiańskie długie pola ryżu i corocznie kosztowała ryżu. Najchętniej przesiadywała ze swoim towarzyszkami w świętej tkalni tkając boskie szaty. Nocami spała w niebiańskiej jaskiniowej grocie. Brat Susanoo był panem burzy i morza i miał dlatego wielce wybuchowy charakter. (…) Kiedy wygrał, zakładając się z siostrą, pycha go poniosła i stracił samokontrolę: zdewastował jej pola ryżowe, zniszczył rowy nawadniające i rozrzucił to wszystko naokoło jak gruzy i śmieci. (…) Odarł ze skóry konia i rzucił go na dach świętej sali tkalni, w której Amaterasu przebywała wraz z towarzyszkami. Umarły z szoku a Amaterasu przepełniona gniewem i bólem zamknęła się w swojej grocie i odmawiała wyjścia. Nastąpiło straszliwe i wieczne zaćmienie słońca na świecie.

Ta część mitu sięga do politycznych zdarzeń kiedy wczesnopatriarchalne narody jeźdzców napadły Japonię z Korei, dewastując uprawy rolników i prześladując matriarchalne królowe. [14] Mit opowiada o zniesieniu przez nich władzy matki klanowej – towarzyszki Amaterasu „umarły“ -, ale bogini słońca była tak głęboko zakorzeniona w wierze ludowej, że nie udało się jej zabić. Wprost przeciwnie, bogini słońca broni się przez pogrążenie świata w ciemnościach. Niezwykle interesująco przedstawia się jej metamorfoza w Miko, boską szamankę, mogącą przynieść pomoc: miriady bogów zbierają się przed grotą Amaterasu, ale na próżno błagają, proszą i żalą się. Zagniewana bogini wzbrania się przed wyjściem. Rozkazano wtedy wszystkim kogutom zapiać, jako że kogut jest świętym zwierzęciem słońca, budzącym je każdego dnia. Jednak nawet one nie odniosły sukcesu. Zawołano wtedy boginię szamankę Amę no Uzume, która zaczęła frenetyczny taniec przed grotą, wpadła w erotyczną ekstazę obnażając piersi a potem zrywając z siebie całe odzienie. Zgromadzeni bogowie zaczęli się gromko śmiać i Amaterasu, zaciekawiona hałasem, wyjrzała z groty. Zapytała o powód owego śmiechu a Miko odpowiedziała, że bogowie znaleźli lepszą boginię od Amaterasu i stąd ich radość. Amaterasu otworzyła szerzej drzwi aby przyjrzeć się owej bogini. Wtedy bóg siły odsunął jej drzwi jeszcze szerzej i światło Amaterasu rozbłysło całą mocą, spojrzała w święte lustro trzymane przez bogów i zobaczyła nową boginie, czyli samą siebie!

Mit pokazuje, że tylko Miko może wywołać słońce z groty swoim ekstatycznym tańcem, ponieważ zna naturę owej matriarchalnej bogini. Jej postać wraz z erotycznymi elementami należy do najstarszych źródeł mitu o Amaterasu. Prawdopodobnie kapłanka boginii słońca nazywała się sama wcześniej Amaterasu, ponieważ wykonywała wszystkie czynności zarezerwowane dla bogini słońca w rytualnych obrzędach, jej mężem i bratem był Susanoo. Dla narodu stawała się na pewien czas boginią, czczoną jako „Jej Wysokość Szamanka“. Owa cześć dla szamanki jako bogini podczas wypełniania jej funkcji jest oddawana nawet dzisiaj na wyspach Riukiu, w samej Japonii jeszcze do dzisiaj przetrwały rodziny szamanek, żyjących w matriarchalnym i matrylokalnym systemie w pobliżu świątyń (…).

Religia ludowa przetrwała w obrazach i w obrządkach, o wiele bogatszych niż rytuały udomowionej państwowej religii. Ich elementy nie tylko łączyły niższą klasę japońską z sąsiednimi kulturami południowych wysep, ale również z przetrwałymi i znanymi kulturami matriarchalnymi w całej wschodniej Azji. Nieprzypadkowo znajdujemy mit o schowaniu się słońca i jego przywołaniu przez szamankę czy koguta u Miao w poł. Chinach jak i u Khasi czy Naga w Assamie. [15] To samo dotyczy czczenia przez rolników bogiń klanowych czy bogiń gospodarstwa, czyli przodkiń. Jedną wielce starą boginią ziemi, lasu oraz gór jest „Yama no-kami“, albo „Yamahime“ (górska księżniczka). Drwale wyobrażali ją sobie jako piękną kobietę, niezwykle chętną do miłosnych gier. W związku z jej kultem istnieje wiele erotycznych rytuałów, przeprowadzanych albo w lesie, albo na górach. Do kultu górskiej bogini należało również przeprowadzanie zmarłych dusz oraz obrządki płodności, przepowiednie plonów oraz bitwy na kamienie między grupami młodych mężczyzn, między którymi sama bogini wybierała sobie ofiarę. Również święta góra Japonii, Fuji Yama (Góra Ognia) była siedliskiem bogini o imieniu Sengen-Sama. Owa tradycja łączyła się z kultami innych wielkich bogiń gór w całej zachodniej Azji. Dopiero podczas industrializacji Japonii na wzór krajów zachodnich owe obrządki zostały wytępione.

[1] Por. Haruko Okana „Die Stellung der Frau im Shintō“ Wiesbaden 1976, M. Eder „Geschichte der japanischen Religion“, Nagoya, 1978, s. 218

[2] Por. H. Okana, op.cit., s. 23

[3] Por. H. Okana, op.cit., s. 27

[4] Por. H. Okana, op.cit., s. 30, 35, 22ff

[5] Por. pojęcie „Kami“ u Edera, op. cit. s. 1-49

[6] Por. H. Okana, op. cit., s. 18 i 38

[7] Por. H. Okana, op. cit., s. 16 i 26-28

[8] J. M. Kitagawa, Prehistoric Background of Japanese Religion, w History of Religion, tom 2, Chicago, 1963, s. 304

[9] Por. niezwykle ciekawą książkę C. i A. Cowell, Japan’s Hidden History. Korean Impact on Japanese Culture, Elisabeth (New Jersey) i Seoul (Korea) 1984, Kitagawa op. cit., s. 310, M. Eder, op. cit., s. 268

[10] Por. M. Eder, op. cit., s. 279

[11] Por. U. Pauly “Japan und die Kultur aus dem Süden” w “Beiträge zur Japanischen Ethnogenese”. Wyd. Kreiner, Bonn 1980, s. 78-80, Taryo Obayashi “The Origins of Japanese Mythology” w “Acta Asiatica” 31, Tokyo 1977, s. 1-23

[12] Por. U. Pauly, op. cit., s. 78-90

[13] Por. Odette Bruehl „Japanese Mythology“ w „New Larousse Encyclopedia of Mythology“, London, New York, 1974, s. 409, A. Wedemeyer „Das Verbergen der Sonnengottheit in der Felsenhöhle“ w „Deutsche Gesellschaft fuer Natur- and Voelkerkunde Ostasiens“, Tokyo, 1935.

[14] Por. tlumaczenie mitu: M. Eder, op. cit., s. 225 i 226, H. Okana, op. cit. s. 73-81

[15] Por. Taryo Obayashi „Die Amaterasu Mythe im alten Japan und Sonnenfinsternismythe in Suedostasien“ w „Ethos“, 25, Stockholm, 1960

Opublikowano BLOG | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

A jednak wojowniczka!

Wizualizacja wojowniczki z grobu w Birka. Ilustracja pochodzi z portalu http://www.cambridge.org

Grób na szwedzkiej wyspie Björkö, na cmentarzysku Wikingów w osadzie Birka (Brzoza) został odkryty i przebadany przez archeologa Hjalmara Stolpe już w 1878 roku. Był wyjątkowy, jego wielkość, położenie oraz wielki głaz przy nim zwrócił uwagę badacza. Znalazł w nim ludzki szkielet pochowany wraz z dwoma końmi, mieczem, toporem, dwiema włóczniami, nożem, tarczami oraz strzałami. W dłoni szkieletu znaleziono woreczek z 28 kamyczkami i trzema kostkami do gry, co oznaczało, że zmarły był utalentowanym wojennym strategiem. Typowy grób wojownika Wikingów wysokiej rangi z X wieku.

 

Wagę znaleziska możemy sobie dopiero uzmysłowić, jeżeli dowiemy się, że w Birka przebadano 1100 pochówków, z których jedynie 75 zawierało mniej lub bardziej ofensywną broń. Dopiero w 1975 roku, Berit Wilkans, badająca ponownie kości doszła do wniosku, że szkielet musi należeć do kobiety. Jej hipoteza została dopiero dwa lata temu definitywnie potwierdzona przez zespół badaczy z Uniwersytetu w Uppsali kierowanym przez brytyjskiego archeologa Neila Price’a. W tym samym czasie American Journal of Physical Anthropology zamieścił pracę Hendenstierna-Jonson z wynikami badań przeprowadzonych na próbkach kości z owego pochówku Bj. 581. Przez analizę DNA, na podstawie badań izotopów strontu nie tylko udało się jednoznacznie stwierdzić płeć szkieletu, ale również zidentyfikować jego geograficzne pochodzenie oraz tryb życia.

W środowisku badaczy zawrzało. Przecież przez całe stulecie nie kwestionowano płci pochowanego w Bj. 581. Miecze i tarcze oznaczały grób męski, szpile i korale – kobiecy. Zawsze i wszędzie. To, że mogło być inaczej, podważa podstawę dotychczasowych archeologicznych badań, w których mężczyźni byli aktywnymi graczami w historii a kobiety były przeważnie niewidzialne. Artykuł o grobie z Birka osiągnął niezwykłą popularność, zaraz po publikacji został wspomniany przez 130 agencji prasowych, ok. 2200 indywidualnych portali dyskutowało nad jego treścią angażując miliony czytelników. Artykuł został sklasyfikowany przez Altmetric pod względem popularności na 43 pozycji wśród 2.2 milionów opublikowanych naukowych prac w 2017 roku. Dlaczego akurat ten temat wzbudził takie zainteresowanie? Świat Wikingów jest dla wielu fascynujący i barwny, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Głównym powodem było przełamanie wszechobecnego stereotypu o rolach genderowych w zamierzchłych wiekach.

„To znany problem w antropologii i archeologii“ pisze Holly Norton (The Guardian, 15.09.2017) „pierwotna kategoryzacja „mężczyzny jako producenta narzędzi“ została zakwestionowana przez badaczki feministyczne, np. przez Joan Gero, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Gero wątpiła w założenie, według którego kamienne narzędzia, należące do najbardziej rozpowszechnionych znalezisk archeologicznych, musiały być produkowane i używane przez mężczyzn, nawet jeżeli znaleziono je w miejscach, które miały być domeną kobiet.“ Gero udowodniła, podpierając się historycznymi i etnograficznymi przykładami że hipoteza o „mężczyźnie jako wytwórcy narzędzi“ jest błędna. Mimo tego spotykamy się na każdym kroku z niechęcią części świata naukowego do podważania zakorzenionych wyobrażeń o roli kobiet i mężczyzn w minionych wiekach. Krytycy, nie mogąc zlekceważyć jednoznacznej analizy DNA z grobu Bj. 581, zabrali się do prześwietlania innych czynników, które mogłyby obalić tezę o wojowniczce. Czy rzeczywiście był tam tylko tylko jeden szkielet? Czy nie było tam czasem drugiego, męskiego szkieletu? Przecież archeologia w 1878 roku tkwiła w powijakach, popełniano wtedy mnóstwo pomyłek. Zgadza się, ale Stolpe wyprzedził swoją epokę, jego opis pochówku jest wyjątkowo dokładny, każda pojedyncza kosteczka drobiazgowo opisana. W Bj. 581 był tylko jeden szkielet. Takie wątpliwości w ogóle nie miałyby miejsca, gdyby w owym grobie był jeden męski szkielet, twierdził Price. Niektórzy naukowcy rozwijali nawet fantazje o kobiecie ofiarowanej męskiemu wojownikowi, która z niewytłumaczalnych powodów miała dodatkowo zostać przebrana w jego strój. Inni sugerowali, że broń w grobie miała znaczenie jedynie symboliczne. Upór naukowców dziwi, ponieważ groby wojowniczek nie są wcale tak niezwykłe w Skandynawii. W jednym z nich, w Norwegii, odkryto oprócz woreczka z kamieniami, miecz z ostrzem z damasceńskiej stali, niezwykle cennym w owych czasach. Również kronikarze i historycy wczesnego średniowiecza często opisują walczące kobiety, także głównodowodzące. Do tej pory owe historie uważano za czystą fantazję. A przecież znamy już bogato wyposażone groby kaukaskich wojowniczek oraz celtyckie pochówki ważnych przywódczyń klanowych.

Badania naukowcow z 2017 roku zostały przypomniane i potwierdzone w lutym 2019 roku na łamach portalu Cambridge „Antiquity, tom 93, wydanie 367“. Artykuł podsumował wieloletnią debatę na temat grobu Bj. 581. Autorzy artykułu wyrazili przekonanie, że w najbliższym czasie możemy oczekiwać wielu podobnych odkryć. Naukowcy przeprowadzają obecnie na wielką skalę analizy DNA materiału kostnego ze starych grobów, równocześnie badając współczesne znaleziska. Kto wie, może udowodnią niedługo, że kobiety wojowniczki w społeczeństwie Wikingów nie były wcale zjawiskiem wyjątkowym.

Temat stereotypizacji ról przez archeologów i antropologów poruszyłam we wcześniejszym wpisie z lutego 2016 roku. Chodziło wtedy o społeczeństwa neolitu.

Hedenstierna-Jonson C., Kjellstrom A., Zachhrisson T., et al (2017) A Female Viking Warrior confirmed by Genomics. American Journal of Physical Anthropology.

Gero, Joan (1991) Genderlithics: Women’s Roles in Stone Tool Production. In Engendering Archaeology: Women in Prehistory, edited by Joan Gero and Margaret Conkey. Blackwell Publishers.

Skogstrand, Lisbeth (2010) Is Androcentric Archaeology Really About Men?Archaeologies: Journal of the World Archaeological Congress.

https://www.cambridge.org/core/journals/antiquity/article/viking-warrior-women-reassessing-birka-chamber-grave-bj581/7CC691F69FAE51DDE905D27E049FADCD/core-reader

NZZ am Sonntag, 31 marzec 2019.

Opublikowano BLOG | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Przed Prorokiem

Po ataku terrorystycznym w Mekce w 1979 roku, w którym zginęło około 1000 osób, jedna z bomb rozerwała posadzkę Kaaby. Pod nią znaleziono wiele rzeźb przedislamskich bóstw. Zostały one błyskawicznie usunięte przez Saudów i umieszczone w nieznanym miejscu. Prawdopodobnie oprócz Hubala, Rudy i Duszary znajdowały się między nimi również wizerunki Trzech Bogiń. Nigdy się o tym nie dowiemy.

Odradzałabym dyskusje o nich z konserwatywnymi muzułmanami. Już samo stwierdzenie, że kiedyś, wśród plemion arabskich panowała Wielka Bogini Al-Lāt oraz jej dwie towarzyszki Al-Uzza i Manat, może urazić uczucia religijne. Wspomnienie o tym, że obecne święte miejsca islamu należały kiedyś do niej, może zmobilizować fanatyków. Przekonał się o tym pewien nieszczęsny angielsko-hinduski pisarz, który odważył się w 1988 roku poruszyć temat „Szatańskich Wersetów“.

Susanne Krone, autorka pracy doktorskiej o Al-Lāt, dziwi się w przedmowie do swojej książki, że do tej pory nikt nie podjął się badań nad postacią, charakterem oraz różnorodnymi formami Bogini. Ja się dziwię nieco mniej i podejrzewam, że na prace, szczególnie popularnonaukowe o przedislamskich kulturach i kultach musimy trochę poczekać.

„ Al-Lāt była w Ta’ifie. Była młodsza od Manat. Al-Lāt była sześcianem kamiennym, przy którym Żyd zwykł rozgniatać kaszę (w innych wersjach tłumaczeń: „gotować owsiankę“). Jej opiekunami byli Banu Attab b. Malik z plemiona Taqif. Wznieśli nad nią budynek. Kurajszyci i wszyscy Arabowie czcili ją. To od niej pochodzą imiona „Zayd al-Lat“ i „Taym al-Lat“. Była w tym miejscu, gdzie dzisiaj stoi minaret z lewej strony meczetu w Ta’ifie. Al-Lāt jest jedyną, którą Allah (wielki i wzniosły) wymienia w Koranie mówiąc „co myślicie o Al-Lāt i Al-Uzza?“.

Tak rozpoczyna słynny arabski filolog Hisam b. Muhammad al-Kalbi (737–819) rozdział o Bogini w swojej książce „Kitab al-asnam“ (Księga Idoli) poświęconej pogańskim, staroarabskim kultom.

Książka Susanny Krone jest drobiazgową analizą wszelkich dostępnych źródeł. A tych jest niemało, poczynając od zapisów greckich i rzymskich geografów i filozofów, przez księgi żydowskich mędrców do arabskich i syryjskich myślicieli i poetów. Imiona teoforyczne (czyli zawierające imię boskie) są kolejnym ciekawym tropem. Przede wszystkim archeologia dostarcza wiele cennych artefaktów, jak gliniane tesserae, czyli „bilety wstępu“ do uczt na cześć Bogini, monety, wizerunki oraz w końcu znaleziska najważniejsze: miejsca kultu i ruiny świątyń.

Kim była?

Źródła udowadniają, że jej kult trwał od 500 r. p.n.e. do 700 r. n.e., a więc więcej niż tysiąc lat na terenach całej północnej Arabii, na arabskim półwyspie, Arabii Wschodniej oraz na częściach Arabii Południowej. Tym samym zasięg jej władzy jest nieporównywalny z innymi przedislamskimi bogami arabskich plemion. Jej imię znaczy po prostu „Bogini“. Herodot wspominał ją w swoich Historiach, nazywając ją Alilat i porównując z Afrodytą Uranią. Susanne Krone potwierdza jego wersję, twierdząc że jej imię jest kontrakcją z al-ilahat przez al-ilat, podobnie jak al-ilah został skrócony do Allaha.

Wielu specjalistów łączy arabską Al-Lāt z południowo-mezopotamską Allatum. Źródła pisane dowodzą, że oddawano jej cześć co najmniej od 1400 r. p.n.e między innymi w Nippurze, Ur i Zimudarze. Jej małżonkiem był Nergal a towarzyszką, względnie alter ego była bogini świata podziemnego Ereshkigal.

W ogromnym arabskim materiale źródłowym dot. Bogini zadziwia jedno: brak mitologii i mitów. Kiedy w tym samym czasie na całym semickim obszarze oraz w klasycznym antyku roi się od opowieści o przygodach członków Panteonu, w arabskiej religii nie ma ich zupełnie. Krone nie znajduje na to wytłumaczenia. Całkiem możliwe, że owe opowieści istniały, ale były przekazywane w ściśle zamkniętych kręgach, np. wśród Beduinek. Trudno uwierzyć, że matki nie opowiadały dzieciom bajek o potężnych, dobrotliwych, względnie okrutnych boginiach i bogach i ich spotkaniach z ludźmi.

Przed zwycięstwem kultur monoteistycznych panował ogólny synkretyzm bogów. Podczas podbojów statuetki czy większe rzeźby bogów i bogiń zostały rabowane ze świątyń i zawożone do rodzimych krajów, gdzie czekało na nie godne miejsce i szacunek. Zdarzało się, że w wypadku zawarcia pokoju zostawały zwracane przez najeźdźców. W większych miejscach kultu spotykało się bóstwa noszące podwójne, np. arabsko-greckie imię. Podobnie było z boginiami arabskimi. Oto niektóre alter ego Al-Lāt:

Najczęściej Al-Lāt asymilowano z Ateną. Bogini nosiła podwójne imię zarówno na większych rzeźbach jak i na małych statuetkach. Podwójne imię pojawia się np. na ołtarzach, tak jak na ołtarzu znalezionym w Kordobie „Athena Al-Lāt“. Dosyć często występowała jako Nemesis, względnie Tyche.

Kolejną boginią, z którą była kojarzona, była Artemida. W Palmyrze, w sanktuarium Al-Lāt znaleziono kamień wotywny z 6 wieku p.n.e., który nosi napis „Dla Al-Lāt, która jest Artemidą“.

Nosiła również epitet „Rabba“ – Pani. Było to jej drugie imię w Ta’if, jednym z jej największych miejsc kultowych. Imię „Rabba“ nosiła również Kaabah z Nagranu oraz inne, liczne święte miejsca. U Nabatejczyków była znana jako „Tagiya“, czyli „Pani miejsca“, tak nazwany był święty kamień w Salhadzie. Słowo to oznacza wierzchołek góry, wyżynę, czy gładki kamień, albo skałę.

Była nazywana również „Gad“, czasami Ga-lat, czy Godlath. Oznacza to szczęście, dobry los i jest nazwą bogini przeznaczenia podobnie do greckiej Tyche.

Występowała jako alter ego Isztar, Asztarte oraz Atargatis, nazywana była gwiazdą Wenus. Była kojarzona z księżycem, a na jej kultowych kamieniach wyryte były symbole księżyca.

Afrodyta/Asztarte z Nikozji w muzeum Pergamon w Berlinie. Z gołębicą. Krewna Lat i Uzzy.

Miejsca kultu i symbolika Al-Lāt

Była najważniejszą Boginią północno-arabskich Nabatejczyków. To właśnie u nich było najwięcej imion z nazwą Bogini. Oto niektóre z nich:

„Pastwisko Al-Lāt“

„Sługa Al-Lāt“

„Służąca Al-Lāt“

„Dar Al-Lāt“

„Ćma Al-Lāt“

„Klitoris Al-Lāt“

„Al-Lāt chroni“

„Radość Al-Lāt“

„Szczęście Al-Lāt“

„Ziarno Al-Lāt“

W północno-zachodnich oazach potwierdzono jeszcze inne warianty imienia Bogini: „Prezent Al-Lāt“, „Hiena Al-Lāt“ oraz „Al-Lāt jest tłusta“.

Również na wschodzie, w okolicach Taj i Qatifu odnaleziono wiele artefaktów związanych z kultem Bogini, do tej pory odnaleziono około 20 statuetek tzw. Matek Bogiń.

Al-Lāt była czczona pod postacią kamienia betyla, baitylosa, którego nazwa oznacza „dom boga“ – „beit-el“. Czasami na betylu wyryte były oczy jako pars pro toto Bogini. Kamień kultowy był częścią obszaru poświęconego Bogini, zwanego „hima“ względnie „haram“. Podobnie jak w starożytnej Grecji ta święta okolica „temenos“ była wyjątkowym miejscem, odznaczała się albo obecnością wody (np. źródła), albo bujną roślinnością, albo specyficznym położeniem, czy wyjątkowym uformowaniem skał. Granice temenosu wyznaczały święte kamienie tzw. ansab.

Pod kamieniem kultowym znajdowała się szczelina, albo jama o wyjątkowym przeznaczeniu zwana Gab Gab. To tam składane były daniny dla Bogini, kosztowne szaty, kadzidło, biżuteria, złoto, kamienie szlachetne. Jeżeli na kamieniu dokonywało się rytualnych ofiar, wtedy krew odpływała prosto do Gab Gab. Podróżnicy i kupcy dokonujący pielgrzymki do miejsca kultu Bogini przede wszystkim obcinali włosy i poświęcali je Bogini, albo umieszczając je w Gab Gab, albo rozwieszając je na świętym drzewie. Rytuał poświęcania włosów był rozpowszechniony w całym semickim świecie, podobne obrzędy odprawiano również w Fenicji, oraz w Hierapolisie dla Dei Syrii. Znany był również w starożytnej Grecji, na wyspie Delos, na której kobiety oddawały włosy Artemidzie. Jako że włosy były symbolem siły życiowej i potęgi, oddanie ich na świętym miejscu było magicznym aktem, prośbą o ochronę przed złym losem.

Bogini czczona była w pieczarach i jaskiniach. Mieszkała również w drzewach, np. w drzewach samura, odmianie akacji. Jej rzeźby, albo święte kamienie były noszone pod zasłoną w procesjach. Były one również obchodzone przez wiernych, podobnie jak dzisiaj obchodzi się święty kamień w Mekce, czy święte źródełka w Irlandii. Dotykanie ich, całowanie, przynosiło szczęście i chroniło przed urokiem. Jednym ze znanych rytuałów było pieczenie ciasteczek dla Al-Lāt (oraz Al-Uzzy). Ów Żyd wymieniony w Księdze Idoli, który miał rozcierać kaszę niedaleko betyla Bogini w Ta’ifie, mógł być piekarzem wypiekającym ciasteczka dla Bogini.

Świętym zwierzęciem Al-Lāt był lew, w 1977 znaleziono w Palmyrze w świątyni Bogini ogromną figurę lwa z napisem na lewej łapie: „Bogini błogosławi tych wszystkich, ktorzy nie przelewaja krwi w jej świątyni“. Na wspomnianych już glinianych tesserach Bogini siedzi na tronie, wraz z lwami, wielbłądami, orłami oraz księżycem albo sześcioramienną gwiazdą. Na monetach z Bosry nosi wszystkie charakterystyczne atrybuty Ateny, jej tarczę z Gorgoną, dzidę i hełm. Otoczona jest astralną symboliką.

Często gołębica jako symbol Wenus była również przypisywana Al-Lāt względnie Al-Uzzy.

Obrzędom na cześć Bogiń towarzyszyła muzyka i tańce. Na skalnych rycinach, na obszarach północno-arabskich przedstawione są często kobiece sylwetki z rozwianymi włosami, podniesionymi ramionami, które prawdopodobnie przedstawiają ekstatyczne tańce świątynne. Również Sura 8, 35 wspomina, że „ich modlitwa w świątyni to nic innego jak gwizdy i klaskanie w ręce“.

Kochankowie, synowie, siostry, córki i żurawie

Herodot porównał Al-Lāt i jej towarzysza (paredros) Orotalta do Afrodyty i Dionizosa. Susanne Krone nie znajduje wielu dowodów na połączenie Bogini z owym bogiem. Również na związek Bogini z Allahem, jednym z wielu lokalnych bogów. Istnieją przesłanki, że partnerem Bogini był Ruda, którego płeć jest w wielu wypadkach niejasna. W Koranie Lat, Uzza i Manat pojawiają się jako córki Allaha. W panteonie ludów arabskich istnieje również bóg Duszara (Du-sara), który w plemionach safaickich towarzyszy Bogini. Jest on głównym męskim bogiem w Petrze (dzisiejsza Jordania). Był tam czczony również pod postacią betyla. Grecki autor Epiphanius opisuje Dusarę jako boga zrodzonego z dziewicy, którą nazywa „kaabu“. Badacze identyfikują „kaabu“ jednoznacznie jako Al-Lāt w jej roli bogini płodności i włączają parę Matki i Syna do panteonu nabatejskiego.

Allah, jeden z lokalnych bogów nomadów, przedstawiany często jako jeździec, jest niezwykle rzadko wymieniany w napisach. Istnieje około stu napisów, względnie inwokacji do Al-Lāt czy Rudy i jedynie 20 do Allaha. Pochodzi z obszarów syryjskich i pojawia się stosunkowo późno w plemionach arabskich. Imiona z nazwaniem boga występują dopiero koło 2 wieku n.e. Centrum jego kultu było w Mekce, jeszcze przed zwycięstwem islamu.

Al-Lāt występuje jako trójca wraz z Al-Uzza i Manat dopiero na końcu swojej „kariery“ boginicznej. Wcześniej wszystkie boginie były czczone przez różne plemiona osobno. Al-Uzza (Wielka, Potężna) była przywoływana wspólnie z Lat we wszystkich staroarabskich zaklinaniach, czasami mówiło się o obydwu „te dwie Uzze“. Podwójne boginie występowały często w semickich kręgach kulturowych, również w północnej Syrii czy Mezopotamii. Miejsca kultu Uzzy są podobnie jak Lat umieszczone w skalnych świątyniach, świętych gajach, czy hellenistycznych kompleksach świątynnych. Była czczona pod postacią czarnego kamienia.

Trzecia, Manat, Bogini losu, przeznaczenia i śmierci wydaje się być najstarszą arabską boginią. Naród Thamudów czcił ja już w 8 wieku p.n.e. co potwierdzają źródła assyryjskie. Zwana była Boginią Bogiń, wierni nosili imiona: „Dar Manat“, „Sługa Manat“, „Kolczyki Manat“ czy „Grono winne Manat“.

53 Sura Koranu „Gwiazda“ nieustannie redagowana i poprawiana przez uczonych islamskich mówi o Boginiach czczonych w Mekce pod trzema postaciami: Lat jako rzeźba kobiety, al-Uzza jako drzewo i Manat jako kamień. Wszystkie trzy były czczone tam wraz z innymi bóstwami. Mohamet mówi: „Widzieliście Lat i Uzzę oraz Manat, tę inną, tę trzecią?“ po czym następuje tekst oryginalny: „Wszystkie trzy to czcigodne żurawie (garaniq), możemy liczyć na ich wstawiennictwo“. Określenie „garaniq“ pozostaje niejasne, może oznaczać żurawia czy łabędzia, ale również anielskie istoty. Ten „oburzający“ werset został odwołany później przez Mahometa, bo nie pasował do ogólnej tezy Koranu, został podszepnięty przez Szatana a nie anioła Gabriela.

Kiedy Mohamet podbija Mekkę w roku 630 rozbija i niszczy wszystkie pogańskie idole w haramie, według arabskich autorów miało ich być aż 360. Okazuje się, że niektóre przeżyły masakrę pod posadzką Kaaby do 1979 roku.

Masakra Bogiń

Po zdobyciu Mekki los trzech Bogiń jest przypieczętowany. Ale ich całkowita destrukcja pochłonęła wiele czasu. Wielu arabskich filozofów i poetów pisze o psychicznym konflikcie czcicieli Bogiń, skonfrontowanych z ich upadkiem. Można sobie tylko wyobrazić co musiało dziać się w duszach kobiet, pozbawionych swoich bóstw. Al-Lāt była Boginią płodności (jej lew nie symbolizował tylko agresywności, ale był również symbolem płodności), to do niej zwracały się ciężarne i menstruujące Nabatejki. Żołnierze Mohameta zabierali na bitwy kamienie symbolizujące Boginie. Sam prorok na początku odnosił się do obszaru „himy“ okręgu kultowego Bogiń z szacunkiem. Jednocześnie wzbiera fala nienawiści i pogardy. Abu Bakr, teść i poplecznik proroka, miał używać obraźliwego sformułowania do wrogów: „Lizałeś klitoris Al-Lāt!“.

Kiedy Al-Lāt zniszczono a jej świątynię spalono, Shaddid ibn-Arid al Jushami ostrzegł klan Taqifów przed powrotem do jej kultu oraz przed próbą zemsty nad jej oprawcami:

„Nie chodź do Allat bo Bóg skazał ją na zagładę;

Jak możesz trzymać z tą, która poniosła porażkę?
Zaprawde ta, która nie oparła się płomieniom kiedy ją palono,

I nie uratowała swoich kamieni, jest bez honoru i wartości,

Więc, gdy nasz wysłaniec się pojawi u was i odejdzie,

Nie pozostanie ani jeden jej wyznawca.“

Aws ibn-Hajar, zaklinając się na Allat powiedział:

„Na Allat i Al-Uzzę i tych którzy w nie wierzą,

I na Allaha, zaprawdę, on jest od nich większy“.

„Allahu akbar“, Bóg jest większy, powtarza każdy muzułmanin. „Akbar“ jest jednocześnie superlatywem (jest największy), ale ma również znaczenie komparatywu, jak w powyższym tekcie: Jest większy od nich.

Zniszczenie Uzzy nastąpiło 25 Ramadana w ósmym roku hidżry. Opowiada o nim wiele źródeł. Najbardziej obszerne opisy możemy znaleźć u at-Tabari i Ibn al-Kalbi: „Al-Uzza była demonem mieszkającym w trzech drzewach sakury w dolinie Nahli. Kiedy prorok zdobył Mekkę, posłał po Halida b. al-Walida i rozkazał mu: idź do doliny Nahli, znajdziesz tam trzy drzewa sakury. Zrąb pierwsze drzewo! Halid wykonał zadanie, kiedy wrócił do proroka ten zapytał: zobaczyłeś coś? Halid zaprzeczył. (Historia powtórzyła się z drugim drzewem i Halid zbliżył się do trzeciego). Zobaczył wtedy przed sobą czarownicę ze zmierzwionymi włosami, dłońmi na szyi, zgrzytającą zębami, czarną, nagą, rozczochraną kobietę, u at-Tabari gołą Abisynkę, która głośno zawodziła. Za nią stał Dubayya b. Harami al-Saybani as-Sulamiyy, jej opiekun. Kiedy zobaczył Halida, zawołał: Och Uzza, rzuć się na Halida, nie rozczaruj mnie, odrzuć zasłonę, bierz się do dzieła! Jeżeli nie zabijesz teraz Halida, to pogrążysz się w hańbie i wtedy nikt ci nie pomoże! Ale Halid odpowiedział: Och Uzza, dla ciebie wyparcie nie nagroda! Widzę, że Allah skazał cię na hańbę! Uderzył czarownicę rozrąbując jej czaszkę. Zamieniła się w węgiel. Halid ściął drzewo i zabił Dubayę. Wrócił do proroka i zdał sprawozdanie. Ten odpowiedział: Taka jest Al-Uzza! Już nie będzie po niej żadnej Al-Uzzy dla Arabów więcej. Od zaraz nie wolno jej czcić“.

Podobny los dosięgnął Manat. Ibn Sad w towarzystwie pięciu jeźdźców udaje się do kapłana jej świątyni; na jego pytanie, co zamierza, odpowiada „Zniszczyć Manat“. Kapłan radzi mu ironicznie spróbować. Sad próbuje i widzi nagle przed sobą czarną, nagą, rozczochraną kobietę, wykrzykującą obelgi, bijącą się w piersi. Kapłan woła: pokaż, och Manat, na jaki gniew cię stać! Sad zabija kobietę a jego towarzysze rozbijają figurę Bogini.

A więc tylko Boginie, które mogą się same bronić zasługują na obronę wiernych. Przypomina to niszczenie pogańskich gajów i figur przez mnichów w Europie, którzy drwili z bezsilności posągów i drzew.

Masakra Bogiń arabskich przypomniała mi historię wypędzenia sumeryjskiej Lilith, która mieszkała w drzewie uluppu (wierzby), w którego korzeniach mieszkał wąż a w koronie ptak Anzu miał gniazdo. Drzewo zostało ścięte, Lilith uleciała na pustynię, ale często wraca w tekstach talmudycznych i kabalistycznych.

Arabskie Boginie zostały zniszczone nieodwołalnie. Jedyne co po nich zostało to półksiężyc i gwiazda Wenus na flagach państw islamskich.

Krone Susanne, Die altarabische Gottheit al-Lat, Heidelberger Orientalistische Studien, Peter Lang, Frankfurt am Main, 1992.

Księga Idoli: https://archive.org/stream/KitabAlAsnam/Allat_djvu.txt

 

 

Opublikowano BLOG | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Przeklęte Dusze

Kraina dusz

Za ostatnią osadą z kamieniem kultowym i kapliczką białej Marii rozciąga się pusta, dzika, tajemnicza dolina, prowadząca do Długiego Lodowca. Po drodze można odkryć jeszcze inne kamienie miseczkowe. Przed lodowcem znajduje się miejsce zwane Aanen wraz z jeziorkiem o tym samym imieniu. W poprzednim blogu mówiłam o legendzie białej Anny, twórczyni lodowca i pani okolicy. To imię nie zostało użyte przypadkowo, to jedno z najstarszych i najbardziej rozpowszechnionych pra-indoeuropejskich imion.

Heide Göttner-Abendroth pisze o nim następująco: „to słowo występuje jako „Ana“, albo z nagłosem jako „D‘ana“, „D‘anu“. „Ana“ względnie „Dana“ oznacza pierwotną, twórczą Matkę Ziemi i Wody. Pierwotni mieszkańcy Grecji Pelazgowie nazywali siebie „Danajowie“, Fenicjanie nosili imię „Danaici“. W mitycznych czasach przywędrowało do Irlandii plemię Dany, Túatha Dé Danann. Bogini Anie, albo Danie była oddawana cześć w całej Europie, była również czczona w kulturach całego obszaru śródziemnomorskiego oraz Bliskiego Wschodu (Zach. Azji). „Ana“ albo „Anna“ oznacza „pramatka”, jak imiona bogiń „In-Anny“ z Sumeru, czy „Anahity“ z Persji, „Diktyanny“ i „Danae“ na Krecie. Również biblijna matka Marii z Palestyny nosiła imię „Anna““. (HGA, Berggöttinen der Alpen, str. 456). To jedynie skromny zarys tej niezwykłej etymologii.

Imię pramatki jest obecne również w krajobrazie, w Irlandii góry są piersiami Danu, mamy Dunaj czyli Dana-aue, szwajcarska Engadyna (En-gadin) to ogród Anny, nazwa rzeki Inn pochodzi również od En/An. (Mój sąsiad pochodzący z Gryzonii, zawsze mnie wita „cześć An!). Anna króluje również w bretońskim pejzażu kultowym. W niemieckim imię Anny, pramatki, jest związane z Ahnen – przodkami. „Ahnin“ to przodkini.

Tym samym krajem pramatki z Lötschental jest lodowiec oraz tajemnicze jezioro. Legendy z okolicy opowiadają o „złotym wieku“, kiedy na miejscu lodowca zieleniła się trawa i rosły sady. Teraz szczodra matka, Biała Krowa, karmi ludzi swoim mlekiem, wodą z lodowca.

Nieszczęsne dusze

Sagi z alpejskich krain opowiadają o jeziorach lodowcowych, w których przebywają dusze zmarłych, tzw. „biedne dusze“, „Arme Seelen“. Podobnie jest z Aanen See w kraju Anny. Jedna z sag z doliny Lonzy przedstawia go wyjątkowo ponuro. W jego lodowatych głębinach cierpią i zawodzą dusze, pokutujące za hulaszcze życie, za tańce, za „uwodzące spojrzenia“. To dusze chłopców i dziewczyn lubiących się bawić. Teraz wylewają łzy, z których to jeziorko powstało. (Ciekawe co było zanim nieszczęśnicy zostali tam uwięzieni? Nie było jeziorka?) Czasami, w nocy, głównie w zimie, wylatują z wody w białych szatach, lecą nad graniami, kołują nad domostwami, zaglądają do domów.

Lubią szczególnie wchodzić do chat, w których odbywają się wesołe biesiady. Wtedy w ciepłych izbach, przy suto zastawionych stołach, gdzie rozbrzmiewa muzyka i odbywają się skoczne tańce nagle robi się przerażająco zimno. Wieje lodowaty wiatr. Biesiadnicy zamierają. Dusze wracają, jedna za drugą do jeziora, jak w korowodzie potępionych, roniąc po drodze łzy, żałując za grzechy. Ich łzy zamieniają się w kryształy i rankiem błyszczą na śniegu jak diamenty. W tych wietrznych, zimowych nocach ludzie w dolinie zamykają drzwi, nie zapalają światła i modlą się o wybawienie dla nieszczęśników. Oczywiście klerycy chętnie wspomagają modlitwami za odpowiednią opłatą.

Wiele sag z okolicy opowiada o tzw. „Gratzug“, procesji na graniach. Jest to pochód zmarłych dusz, które wybierają się na wędrówkę z jeziora lodowca Aanen i idą, względnie lecą, w prostej linii po grzbietach górskich. Czasami widać ich sylwetki na wierzchołkach, ich białe szaty powiewają na wietrze. Nie można stanąć na ich drodze, nie można im w tym marszu przeszkodzić, bo można zostać zostać przez nie porwanym i dołączyć do nich. Czasem udaje się w ostatnim momencie jeszcze wyrwać ofiarę z pochodu dusz. Jeden ojciec uratował w ten sposób swoje dziecko. Jeżeli żyjący zobaczy siebie w owej procesji umrze za kilka dni. Korowód potępionych często przechodzi przez domy, lubią zbliżać się do paleniska. Dusze wracają z powrotem do jeziora dokładnie tą samą drogą. Zachowanie dusz jest niejednoznaczne i zdradza ich wielką potęgę. To nie biedne, bezradne duszyczki. Potrafią ludzi okrutnie karać, ale również nagradzać za dobre uczynki. To nie są „Arme Seelen“/“Biedne dusze“, ale „Ahnen Seelen“, dusze przodkiń i przodków.

Jezioro Aanen, tu jęczą w głębinach nieszczęsne dusze

Przodkom oddawano cześć od czasów neolitu, są trwałym elementem wiary i obrzędowości społeczeństw matriarchalnych. To ich dusze przebywają w królestwie Bogini, w jej łonie, czyli jeziorze, kamieniu czy źródle i czekają na ponowne narodziny. Chrześcijańska propaganda zamieniła ich w pokutujących za grzechy. Nic bardziej błędnego, orgiastyczne obrzędy, tańce, śpiewy były nierozerwalnie związane z kultem Bogiń od prawieków. Nie przychodzą do ognia czy palenisk, jak to naiwnie tłumaczy się w legendach, żeby ogrzać się ich ciepłem. Ogniska, paleniska i piece to były święte miejsca przodków. To było centrum życia rodzinnego, najważniejsze miejsce. Do dzisiaj w wielu kulturach wrzuca się do ognia daniny dla przodków, względnie dla bogini ognia. W kulturach matriarchalnych dusze przodków były wszechobecne, należało je ugościć, nakarmić. Zwyczaj zostawiania chleba, sera, czy mleka dla zmarłych, zachował się jeszcze do niedawna w alpejskich wioskach. Czasami gospodynie nie tylko zostawiały drzwi otwarte z frontu i tyłu domu, aby dusze mogły swobodnie przejść, ale miały specjalny pojemnik z jedzeniem tylko dla nich. Jeżeli zapomniały do niego włożyć daninę, zdarzało się, że z pustego pojemnika rozlegało sie pukanie.

H.G.A. porównuje te pochody dusz z mityczną tradycją tzw. „Dzikich Polowań“, znanych z Niemiec, kiedy pani Holle, bogini Percht czy dzika Urschel z Thüringen wyprawiają się ze szczytów górskich, z całą hordą przodków i wielkim hałasem na ziemię. Ich konduktowi towarzyszą zamiecie i huragany. Przeważnie szaleją cyklicznie, wtedy gdy otwierają się wrota między Tym i Innym Światem, w końcu jesieni, albo w czasie tych magicznych „ciemnych, brudnych“ dwunastu dni („Dwunastu“ czyli „Die Rauhnächte“) w okresie zimowego przesilenia, od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, oraz na wiosnę.

Tschäggettä

Lubię to słowo „Czegete“, brzmi jak dźwięk kastanietów. Na każdym kroku w Lötschental widzi się te maski, na ścianach domów, na karcie menu w restauracji, w restauracjach na ścianach…Nie, w restauracjach już nie. Turyści kradli. Coraz więcej turystów przyjeżdża, żeby obejrzeć ten niezwykły spektakl. Przyniosłam z biblioteki uniwersyteckiej ogromną księgę o Czegete. Jej podtytuł – „Pozostaną tajemnicą“. W okresie karnawału, od 3 lutego wyłażą te potwory na zasypane śniegiem uliczki i gnębią mieszkańców. Maski, zwane przez Szwajcarów również „Larven“ (Larwy) są wyrzeźbione w drewnie limby i muszą być szkaradne, odrażające, potworne. W książce wypowiadają się eksperci, każdy z inną, zadziwiającą teorią. Niektórzy starsi specjaliści twierdzą, że pochody Czegete to stosunkowo późny wynalazek, niektórzy wyrażają zniesmaczenie tymi prymitywnymi, pogańskimi rytuałami. Autorzy wydają się zapominać, że tradycja potworów, straszących ludzi, głównie w okresie karnawału, jest wspólna dla całej Europy. Wystarczy wspomnieć o Mamutonach z Sardynii, którzy wyglądają dokładnie tak samo jak Czegete. Ubrani w skóry baranie czy kozie, obwieszeni krowimi dzwonkami, z potwornymi maskami. Czegete z doliny Lonzy zakładają na plecy worki ze słomą, pod skóry zwierzęce, co zniekształca ich sylwetki, zmienia w wielkie maszkary.

Przemarsz Czegete przez wioski to replika pochodu dusz przodków. Chodzą od domu do domu i domagają się danin. Ugoszczenie ich to również gwarancja dobrobytu doliny, dzięki im zazielenią się łąki, owce, kozy i krowy bedą się rozmnażać. Są brutalni, są inni, muszą być inni bo pochodzą z Innego Świata. Tego niezrozumiałego Innego Świata, czasami porywają dziecko i trzeba je wykupić. Ich ataki na dziewczyny to nie rozpasanie seksualne, dusze z Innego Świata chcą narodzić się ponownie. A do tego potrzebują młodych kobiet. Kontaktu z nimi, przez obsmarowanie sadzą, przez obrzucenie śniegiem. Ich pierwotna nazwa to Roischtschäggetta. Wielu specjalistów wskazuje na celtyckie słowo Rèiteach (wymawiane Rejczach), które w Szkocji i na Hebrydach oznacza „wieczór kawalerski“. Możliwe, że właśnie nazwa masek w dolinie Lonzy ma pochodzenie celtyckie.

Inną ciekawą wskazówką jest popularna nazwa masek w szwajcarskich karnawałach, Larven. Larwy. Pochodzi zdecydowanie od łacińskich Lares „Larów“, duchów domu, którym się ofiarowywało daniny. Podobno złymi duchami były „larvae“.

Szkoda, że Czegete stały się atrakcją turystyczną, dobrze, że dzisiaj również kobiety i dzieci stają się Czegete. Większość ludzi biorących udział w tym spektaklu nie ma, niestety, zielonego pojęcia o symbolice tego rytuału.

Ja się zachwyciłam dodatkowym, niezamierzonym symbolem w tej przedziwnej dolinie mitów. Na łąkach pasą się krowy, czarne z białym pasem w talii (jeżeli, można mówić w ogóle o talii u krów), rasa Galloway. Również tam można spotkać przedziwne kozy, charakterystyczne dla tej doliny, połowa ciała, łeb i pół tułowia jest czarna a reszta biała. Zbieg okoliczności, ale jednak pięknie pasuje do tradycji tej doliny, królestwa tej Białej i Czarnej. Bogini narodzin i śmierci.

koza

Koza z Valais

drogadoaanen

Droga do Annen o poranku

 

 

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 2 Komentarze

Biała Pani

via Biała Pani

Cytat | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Biała Pani

Dawno temu, w mieście Sion, żyła na jednej z dwóch gór pani Anna. Była najbogatszą i najpiękniejszą kobietą w okolicy. Ubierała się zawsze na biało, nie tylko przy okazji ślubów i chrzcin, nazywano ją więc Białą Anną. Biała Pani zdecydowała się powrócić do miejsca swoich narodzin, do skraju lodowca w południowej dolinie szwajcarskiego kantonu Valais. Zbudowała tam dom i zasadziła ogromny ogród i sad. Po pewnym czasie poczuła się osamotniona, żaden człowiek nie zbliżał się do jej raju i soczystych łąk. Zwołała więc wszystkie kozice do swoich kotlin, co zaniepokoiło myśliwych i pasterzy. Najodważniejszy z myśliwych zebrał całą odwagę i stanął przed wielką postacią Anny prosząc o oddanie kozic. Anna zgodziła się, pod warunkiem, że za każdą kozicę dostanie krowę. Oprócz tego zażyczyła sobie młodego pasterza.

Eisten

Kościółek na kamieniu w Eisten

Jeden ze śmiałków zdecydował się zebrać krowy i pojawił się w jej królestwie. Wtedy wszystkie kozice rozbiegły się po dolinie. Młody pasterz nie był szczęśliwy u Anny. Okazała się kobietą o lodowatym sercu. Była szczodra, ale bardzo dumna, z dnia na dzień odwlekała termin jego powrotu w dolinę. Pasterz, gnębiony tęsknotą za bliskimi, zaplanował ucieczkę. Nie zdążył, nagle zrobiło się zimno, odnogi lodowca jak węże ześlizgnęły się niżej. Wszystko skamieniało z zimna, źródła pokrył lód, krowy zamarzły stojąc, z otwartymi oczami. Młody pasterz błagał Białą Panią o litość, o odwrócenie czaru. Niestety Anna nie była w stanie odwrócić uroku i rozpuścić lodowca, mimo że go sama stworzyła w ciągu jednej nocy. Pasterz zamarzł i Anna przykryła go białym całunem. Sama uciekła na najwyższe skały, na których płacze do dzisiaj, jej łzy wyryły wyżłobienia na skale. Po pewnym czasie lodowce stopniały, okolica zazieleniła się, ale niestety ogrody i dom Anny nie odzyskały dawnej świetności.

Pasterze unikają łąk Białej Pani. A Biała Pani nadal siedzi na najwyższym szczycie okolicy, nawet nie patrzy, czy jej ogród kwitnie czy nie, spogląda na lodowce i obserwuje, czy nie schodzą w dolinę. Bo dobrze wie, że jeżeli lodowce zejdą w dół, wypełnią Lötschental, dojda do doliny Rodanu i zaczna lizać swoimi językami skały Tourbillon i Valerii w Sionie, wtedy będzie zbawiona. Będzie wtedy mogła powstać z tego kamienia i wrócić do Sionu, jej ojczyzny. Ale zanim to się wydarzy, przejdą gorące lata i lodowate zimy i pasterze będą spoglądali w kierunku straconego raju, który dzisiaj nazywa sie „Anen“. (Johann Siegen, Gletschermärchen aus dem Lötschental)

Wróciłam właśnie z alpejskiego kraju Białej Anny. Tak bardzo mnie zafascynował, że musiałam go odwiedzić ponownie, zaledwie parę dni po wcześniejszej wizycie. Dolina rzeki Lonzy (Lötsche), wypływającej z Langgletscher (Długiego Lodowca) była do 1906 roku, czyli do wybudowania tunelu i połączenia kolejowego, trudno dostępna. Dzięki temu, zachowała swój unikalny charakter, tradycje, sagi i obrzędy. Jej wschodnia część jest zamknięta ścianą gór, między którymi spływa lodowiec. Po drugiej stronie Langgletscher spotyka się z drugim lodowcem Aletsch, nad którym tronuje masyw Jungfrau.

Białe doliny

Od głównej doliny Rodanu odchodzą dwie, mniejsze. Jedna z nich to Lötschental, druga zaczyna się w Leuk i dochodzi do Leukerbad. „Leuk“ pochodzi z greckiego (leukos, leuzos) i oznacza „biały“. Przywodzi na myśl Leukotheę, Białą Boginię. Również Lonza (wymawiana w celtyckim Lötsche) to „biała“. Nic dziwnego, jej woda przypomina pieniące się mleko. Znajdujemy się w kolejnym mitycznym Białym Kraju Bogini, czczonym od neolitu, jak Albion (Anglia) z białym wybrzeżem czy Rugia z białymi skałami i niezliczonymi „białymi“ miejscami. Białą Panią spotykamy na każdym kroku, nie tylko w sagach, ale również w topografii. Na północ od doliny Lonzy rozciąga się masyw Blüemlisalp, w którym jeden z trzechtysięczników nazywa się Wysse Frau (niem. Weisse Frau), Biała Kobieta. Niedaleko mamy inny szczyt, nazywający się Wildi Frau (Wilde Frau), Dzika Kobieta. Lodowiec nazywany jest również Weisse Kuh, Biała Krowa. O archaicznej symbolice białej jałówki w wielu kulturach, od Indii, przez Egipt do Walii i Irlandii oraz Skandynawii, można opowiadać godzinami.

lonza

Biala Lonza. Wypływa z lodowca widocznego na górze między dwoma masywami górskimi.

Sagi z Lötschental dostarczają informacji o Wielkiej Creatrix krajobrazu. W jednej z nich pewien mędrzec polecił mieszkańcom doliny cierpiącej na suszę znaleźć dziewicę. Owa młoda dziewczyna (Jungfrau) zebrała siedem kawałków z innych lodowców i położyła je w luce między dwoma masywami. Kawałki zrosły się ze sobą i tak powstał lodowiec, który odtąd dostarczał ludziom zbawienną wodę. W wyżej przytoczonej sadze wspomina się mimochodem, że to Anna z Sionu stworzyła lodowiec. Biała Pani mieszka też w rzece. Jedna z sag opowiada o Białej Pani w Mlecznym Strumieniu. Pewna matka z Wiler miała wysłać córkę z konewką mleka do ojca, pracującego na pastwisku. Dziecko poślizgnęło się na kładce, nad Mlecznym Strumieniem i wpadło w wodę. Ale nie utopiło się, ponieważ znalazło się na kolanach Białej Pani, która ją uratowała. O dziwo, dziewczynka nie uroniła ani jednej kropli mleka!

Saga o Annie jest ciekawa, ponieważ ma wiele sprzecznych wątków. Na archaiczną opowieść nakłada się moralizatorskie przesłanie chrześcijaństwa. Niezrozumiałą staje się metamorfoza szczodrej i bogatej w zimną i cierpiącą. Dlaczego czeka na zbawienie i powrót do swojego Sionu, mimo że go sama opuściła, aby wrócić do miejsca narodzin? Kto rzucił na nią urok? Niewątpliwie jest Panią Okolicy, od Sionu po Anen, jej boskość jest niewątpliwa, dlaczego jest więc bezradna? W sadze mamy wyraźne dwa oblicza  pradawnych Bogiń. Z jednej strony dawały życie na ziemi, nie tylko ludziom, ale również plonom i zwierzętom, łącząc się w związku z młodym mężczyzną (bratem, synem, kochankiem) na wiosnę. Ich połączenie, akt hieros gamos, było konieczne, inaczej natura wymarłaby a ludzie wyginęliby z głodu. Z drugiej strony młody kochanek musiał umrzeć, zejść pod ziemię, do Innego Świata. Wtedy zamierało życie na ziemi, wszystko marniało i wysychało, pani Narodzin stawała się panią Śmierci. Ze świetlistej stawała się czarną, królując nad Tamtym Światem. W sagach wszystkie te archaiczne postaci Bogiń, zamieniają się dodatkowo w nieszczęśnice, które muszą być wybawione, najlepiej przez odważnego śmiałka. Często jednak, tak jak w tym wypadku, brakuje owej wyższej siły, która by miała rzucić zaklęcie. „Czekające na wybawienie“, niegdyś „dumne i pyszne“. Motyw pani, zakładającej i pielęgnującej piękny ogród w górach, który zostaje potem przykryty przez śnieg, przypomina sagę o innej szwajcarskiej Bogini –Verenie.

Czarne Jezioro

Między Blatten a ostatnią wioską w dolinie, znajduje się Czarne Jezioro. Saga z nim związana mówi o bogatej księżnej, która miała nad nim zamek i rządziła całą okolicą od Aletsch do Langgletscher. Była do tego niezwykle piękna i wielu mężczyzn się w niej kochało. Była jednak zbyt dumna aby wybrać któregoś z nich na męża. (Wieczny motyw „dumnej damy“ powraca). Księżna miała za zamkiem wspaniały ogród, jakżeby inaczej, a ubierała się, pewnie przez przypadek, chętnie na biało. Starającym się o jej rękę dawała zadanie nie do wykonania. Mieli wspiąć się po prostopadłej ścianie do jej okna i zerwać dla niej czerwony goździk rosnący przed nim. Jeden z zakochanych młodzieńców podjął się tego zadania, pokonał stromą ścianę i już sięgał po kwiat, kiedy zobaczył księżnę przed sobą. Jej uroda, oczy jak gwiazdy oraz błysk drogich klejnotów oślepiły go i sparaliżowały. Spadł prosto do jeziora. Ojciec nieszczęśnika przeklął księżnę. Jej zamek się rozpadł, zostały po nim tylko kamienie porozrzucane po okolicy. Kosztowności dumnej pani wpadły do jeziora, farbując jego wodę na czarno. A ona sama zamieniła się w białego węża, ze złotą koroną na głowie. W złotej koronie znajduje się czerwony goździk. Wyzwolenie od przeklęcia może jej przynieść tylko śmiałek, który trzy razy pocałuje ją w usta. Niestety, do tej pory nikt na to się nie odważył i biały wąż do tej pory ukrywa się w głębinach jeziora. (Źródło: Johannes Jegerlehner: Walliser Sagen, Hans Feuz Verlag Bern, 1959)

czarnejezioro

Czarne Jezioro

 

W sadze o księżnej wyraźnie zaznaczone są trzy kolory: biała szata dumnej pani, biały wąż, czerwony goździk oraz jej czerwone policzki i czerń jeziora. Wyznaczanie niewykonalnych zadań zalotnikom to popularny baśniowy topos. W końcu tylko najodważniejsi i najmocniejsi mogli nadawać się na partnera Bogini w świętym małżeństwie. Jeszcze do niedawna śmiałkowie wspinali się w okresie wiosennym, na białą skałę na Rugii. Kto ją zdobył, był ogłaszany królem. Pani Czarnego Jeziora miała nie tylko piękny ogród, ale była również bogata. Tak jak bogata może być Bogini, posiadająca nie tylko wszystkie skarby w ziemi, w jaskiniach, ale również władająca zwierzętami, roślinami oraz światem podziemnym. Również ludzkimi duszami. A te najchętniej lubią przebywać w Czarnych Jeziorach. Albo w źródłach, albo pod kamieniami. Czarny jest kolorem świata podziemnego. Biały wąż nie potrzebuje zbawienia, ponieważ króluje nad okolicą jako lodowiec. To alter ego Białej. Którą zobaczyłam na własne oczy niedaleko Czarnego Jeziora oraz na końcu doliny w drodze do Anen. Zanim o niej opowiem, wrócę do niezwykłego miejsca w Fafleralp, małej wioski złożonej z paru zaledwie poczerniałych od starości, drewnianych domów.

Kapliczka i kamień

Wśród domów leżą wielkie kamienie. Podobnie jak w całej dolinie. Niektóre z nich są jednak niezwykłe, albo z powodu charakterystycznego kształtu, przypominającego ludzką formę, albo usytuowanych w znaczących miejscach i związanych z kultami. Jeden przyciąga uwagę, ponieważ znajduje się na nim niewielka kapliczka. W kapliczce stoi Maria w białej sukni.

bialamaria

Biała Maria w kapliczce na końcu doliny

Obok kapliczki leży niezwykły kamień, jego część najbliżej kapliczki jest pochyła jak zjeżdżalnia, po prawej stronie jest udekorowany pionowymi rowkami. Na jego powierzchni znajdują się wyżłobione miseczki. W okolicy odnajduję następny kamień z rowkami oraz kamienie miseczkowe. A więc był to tzw. kamień poślizgowy, nazywany w dialekcie szwajcarskim Chindlistein, czyli kamień dzieci. Kobiety chcące zajść w ciążę ześlizgiwały się po nim, w ten sposób dusze dzieci z kamienia, przedostawały się do ich ciał. W niektórych regionach Europy ten zwyczaj utrzymywał się aż do dwudziestego wieku. Kamienie miseczkowe są kultowymi kamieniami z neolitu i okresu brązu. Do tej pory uczeni nie są zgodni co do tego, czy przedstawiały planety na niebie, czy wypełniało je się oliwą, wodą, wzglednie mlekiem przy pewnych rytuałach. Możliwe, że spełniały rolę lampek, po wypełnieniu tłuszczem i włożeniu do nich knota. Mogły zresztą spełniać te wszystkie role na raz. Do drugiego kamienia, nieco dalej, zaprowadził mnie towarzyski kotek, który towarzyszył nam w poszukiwaniach.

Jeżeli wybierzemy się na wschód doliny, do większych wsi, zobaczymy dwa wyjątkowe kościoły. Jeden w Kuhmatte, drugi wzniesiony na kamieniu w Eisten tuż koło Blatten. W obydwu królują złote Marie, oslepiające blaskiem. Mówią, że Maria z Kuhmatte świeci w nocy jak księżyc. Tylko która? Na ołtarzu stoją trzy, jedna pod drugą. Największa stoi na kuli oplecionej przez węża. W Eisten, w kaplicy na kamieniu znowu złota, barokowa Maria. Następczyni białej Anny.

Zauważyłam ją nad Czarnym Jeziorem, kiedy przypatrywałam się uważnie okolicy. Ależ oczywiście! Leżąca Biała Pani, masyw Breitlauihorn. Górna część skały jest z białego kamienia, reszta z ciemnego. Nie trzeba wielkiej fantazji, żeby zobaczyć zarys sylwetki, profil, nawet koronę z prawej strony, biust, złożone ręce na brzuchu oraz po lewej stronie stopy. Jeszcze lepiej się prezentuje naprzeciwko kapliczki i kultowego kamienia w ostatniej wiosce doliny. Można zauważyć na niej pionowe pęknięcia podobne do fałd tkaniny. Czy są to może owe wyrzeźbione rowki od łez, które Pani Anna musi nieustannie wylewać? Czy rowki wyżłobione na kultowym kamieniu nawiązują do jej postaci leżącej naprzeciwko w Breitlauihorn? A może zostały wyżłobione w bardziej prozaicznym celu. Wiadomo że kultowe kamienie były żłobione, aby pozyskać proszek, mający cudowne właściwości. Dodawano go do wody i traktowano jak lekarstwo. Nawet po przeniesieniu kultowego kamienia, albo jego części do kościoła zwyczaj ten nie ustawał, wierni nadal ścierali jego powierzchnię. To nie zabobon. Czytałam parę dni temu rozmowę z kucharzem szwajcarskim i antropozofem, Stefanem Wiesnerem. Mówił o niezwykłych właściwościach kamiennego proszku, który zawiera mnóstwo minerałów i żelazo. Może zapobiec powstawaniu trujących substancji w jelitach, kwasocie, pomóc w trawieniu. Ciężarne kobiety w Kenii cenią sobie jego działanie.

bialanadczarnym

Leżąca Biała nad Czarnym Jeziorem

Przy zbieraniu literatury do historii i tradycji Lötschental natknęłam się na artykuł w pewnym czasopiśmie o wędrówkach w dolinie. Autor uporczywie powtarzał o duchu gór, panującym tam, potrząsającym białą brodą i rozsypującym śnieg. Miał to być gniewny Stary Loetscher. Kolejny uzurpator narzucony krainie Białej Bogini.

sylwetkastadel

Tu sylwetka Białej widziana z kultowego kamienia w Gletscherstadel

W następnym wpisie napiszę o głębokiej tradycji owej Anny/Dany, o której wspominałam w „Trzech Kolorach“. Wspomnę również o fascynującym obrzędzie z maszkarami Tschäggättä i o jego powiązaniu z kultem przodków.

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano BLOG, Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Seminarium „Wielkie Przodkinie” (Zurich, 26. Maj 2018) Część druga.

Model osiedla na palach z Pfyn-Breitenloo (ok. 4000 lat p.n.e.) z muzeum archeologicznego Frauenfeld (Szwajcaria)

Heide Göttner-Abendroth rozpoczęła swój wykład od krótkiego przypomnienia czym się zajmuje współczesna nauka o matriarchatach. W odróżnieniu od pierwszych badaczy matriarchatów Bachofena, Morgana, względnie Engelsa, u których dominowała ideologia nad empirią, współczesne badaczki matriarchatów zajmują się badaniem konkretnych, jeszcze do tej pory istniejących matriarchalnych kultur. Podkreśla się przy tym z naciskiem, że matriarchalne społeczeństwa nie są lustrzanym odbiciem patriarchalnych, kobiety nie miały „władzy“. I tu można się zgodzić z mantrą uparcie powtarzaną przez większość naukowców że „nigdy nie było rządów kobiet“. Naczelną zasadą matriarchatów było skoncentrowanie się na wartościach matczynych „mother first“, przy czym nie chodziło tu jedynie o zdolność do reprodukcji, „macierzyństwo“ obejmowało opiekę nad członkami w klanie, troskę nad dobrobytem materialnym i duchowym oraz oznaczało komplementarność między płciami i pokoleniami. Równowaga materialna w tych społeczeństwach prowadzących produkcję na własne potrzeby, była zapewniona przez cyrkulacje dóbr, często w postaci podarunków przy okazji licznych uroczystości i świąt. Ideałem nie było gromadzenie dóbr przez jednostki, ale rozdawnictwo i dystrybucja towarów. Dzielono się dobrami w zależności od własnych możliwości oraz urodzaju. W ten sposób nikt nie musiał głodować. Horyzontalnie powiązane matriarchalne sieci rodowe rozciągały się na ogromnych przestrzeniach i nawet, jak w przypadku Irokezów, mogły przekraczać granice stanowe, rozpościerając się od Pacyfiku do Atlantyku. Do sytuacji społecznej dochodziła sfera religii, zdominowanej przez kobiece bóstwa oraz swoboda seksualna obydwu płci. Dominacja jednej płci nad drugą była niemożliwa, budowanie elit utrudnione. Cały świat był postrzegany jako boski, nie istniało pojęcie transcendentnego boga, nieosiagalnego, oddalonego, karzącego. Również wszystkie codzienne czynności miały znaczenie rytualne.Archeolodzy, nie zauważając owych zasad egalitarnego konsensusu, upierali się często przy istnieniu „elit“. Göttner-Abendroth widzi w owym uporczywym wymyślaniu elit projekcję czy „przeniesienie“ pojęcia z naszego neo-liberalnego społeczeństwa. I rzeczywiście, oglądając ostatnio film o zaginionym mieście Ciudad Perdida, w północno-wschodniej Kolumbii, który został niedawno pokazany na Arte, znowu jest mowa o wielkich festynach, podtrzymujących niby władzę „elit“. Miałam wrażenie, że autorzy filmu znowu bezkrytycznie wprowadzają ten ulubiony motyw. Oczywiście bez żadnych konkretnych dowodów na istnienie owych elit.

Matriarchalna linia rodowa

Symbolika „Fryzu z przodkiniami“ jest dla badaczki matriarchatów przejrzysta i łączy się z tradycyjnym i szeroko rozpowszechnionym motywem linii rodowej. Grupa „Matka i dziecko“ jest najstarszym kulturowym modelem. Podwójne, jakby zrośnięte figury (czy to z Ain Ghazal, Catal Höyuk, czy z kultury Vinća) pojawiające się od 7000 lat p.n.e. do 3000 p.n.e mogą być zwiazane tematycznie z owym motywem. Owe linie rodzinne są przedstawione również przez podwójne figurki (jedna stojąca na drugiej) z Kyklad. Również naskalne ryciny w Gavrinis (Francja) mogą przedstawiać owo „drzewo życia“ za pomocą symbolicznych „wagin“, wyrastających jedna z drugiej. Podwójną figurę kobiecych postaci znajdujemy również w światyniach w Gozo. Niewątpliwie istnienie owych podwójnych figur kobiecych jest zastanawiającym fenomenem. Moim zdaniem, nie muszą koniecznie przedstawiać matki z dzieckiem, mogą być wizualizacją dwupostaciowej bogini. Możliwe, że są i jednym i drugim.

Jaskinia Gavrinis (Francja)

Symbole i pejzaże

Kurt Derungs przeprowadza analizę naczyń z wizerunkiem piersi. Jednocześnie przytacza znaleziska wokół Jeziora Bodeńskiego oraz na innych terenach Europy, aż do dzisiejszych Węgier. Wizerunki piersi nie pojawiały się tylko na naczyniach, w La Maison des Feins (dom wróżek) w Bretanii widzimy również kamienie z piersiami. Podobnie symbol „drzewa życia“ powraca nieustannie, czy to na bębnach szamanów, czy nawet na kości znalezionej na Pomorzu, a liczącej sobie 9000 lat. Figura postaci z uniesionymi rękami i rozłożonymi nogami towarzyszy nam od tysiącleci. Jest wszędzie i według mnie jest transponowana na późniejsze figury tzw. syren z rozłożonymi płetwami. Wspaniała ewolucja, od prostych przedstawień do dzisiejszej syreny, symbolu Starbucks. Kurt Derungs, przede wszystkim, koncentruje się na krajobrazie okolicy Jeziora Bodeńskiego, bo przecież wierzenia nie mogły być odizolowane od krajobrazu. Wiemy doskonale, że pejzaż zawierał głębokie znaczenie dla archaicznych narodów, głównie góry miały sakralne znaczenie. Mamy przecież słynne Paps of Danu w Anglii (piersi bogini Danu), Paps of Jura itd. Mamy inne przedstawienia kobiecej postaci w pejzażu, zawsze rozpoznawalnej, przekazywanej w mitologii. Dla Kurta najważniejszym elementem w okolicy Jeziora Bodeńskiego jest góra Säntis, która musiała być inspirującym źródłem wiary ludów neolitycznych.

Garnek na zboże z pochówku neolitycznego (muzeum w Frauenfeld). Tu piersi umieszczone są wewnątrz naczynia.

Eksperci zaczęli od omawiania najstarszego miejsca kultu w historii Europy, czyli od tureckiego Göbekli Tepe, w którym pierwsze budowle powstały ok. 10 000 lat p.n.e. Na razie odkopano obszar siedmiu kręgów z kamiennymi słupami w kształcie litery T. Wykopaliska trwają nadal, do tej pory przebadano jedynie 1.5% terenu. Schlichtehrle, podpierając się przykładem owej najstarszej świątyni, odrzuca hipotezę Heide G.A., że społeczeństwa neolityczne były w większości matriarchalne. Nie znaleziono tam żadnego dowodu na dominujący element żeński, ani na tradycję kobiecej linii rodu. Podobnie Catal Höyük, mimo wielu świetnie zachowanych artefaktów (dostojna kobieta na tronie z lampartami czy lwicami, oraz sylwetki kobiece na ścianach) nie dostarcza dowodów na egalitarną społeczność. Kurt Derungs stanowczo zaoponował, wskazując na nazwę owego wyjątkowego miejsca, G.T. to nic innego jak „Góra Brzucha“. Do dzisiaj kobiety pielgrzymują do owej góry i zawieszają na gałązkach rosnącego tam drzewa morwowego kawałki tkanin, prosząc o dzieci. H.G.A. dodaje, że wykopaliska i dyskusje na temat organizacji społecznej w obu miejscach nadal się toczą, badacze nie są zgodni i przytacza wypowiedzi archeologa Hoddera, który zebrał wystarczająco wiele dowodów na egalitarność owych społeczeństw. H.G.A. zaprzeczyła również stwierdzeniu Schlichtehrle, jakoby w owych miejscach panował element męski, z powodu dużej ilości byczych czaszek z rogami. Bycze czaszki znaleziono również w palafitach. Bycze, czy krowie rogi (jak często zapomina się, że kiedyś krowy również miały potężne rogi) towarzyszyły od zawsze bogini, były symbolem księżyca. Nie mówiąc również o hipotezach, że bucranium przypomina kształtem jajniki i macicę. Wśród znalezisk kultury trypolskiej z Bilcza Złotego, znaleziono złotą plakietkę w kształcie czaszki byka z rogami. Na niej została wyryta sylwetka kobiety z wyraźnie zaznaczoną vulvą. To nie mógł być przypadek, to jest jasne stwierdzenie.

Bilcze Zlote. Kultura trypolska.

Rozmówcy zapomnieli o jednym, wyjątkowym znalezisku na Górze Brzucha, postaci kobiety wykutej na kamieniu. Dziwna głowa w kształcie omegi, albo hełmu, z rozkraczonymi nogami, między jej nogami wypływa woda, albo łożysko. Najprawdopodobniej scena porodu. Zrobiła na mnie wrażenie już dawno temu, dziwne że jest tak rzadko tematyzowana.

Rycina kobiety z Góry Brzucha.

Następnym tematem dyskusji było naczynie z piersiami, w którym znaleziono resztki smoły z kory brzozowej. Wszyscy rozmówcy byli zgodni co do tego, że proces przerabiania kory musiał być również rytuałem, w owym garnku przechodziła transformacja, zamiana materii, przeistoczenie się. Smoła brzozowa (oraz dziegieć) była i jest używana do dzisiaj jako lekarstwo leczące najróżniejsze choroby, od chorób skóry do niewydolności nerek, wątroby itd. W neolicie była używana też jako klej, oraz… guma do żucia.

Dyskusja

Dyskusja była bardzo ożywiona, czasami temperatura podnosiła się, n.p. kiedy H.G.A. ze swadą zbijała argumenty archeologa o niby inherentnym patriarchalizmie społeczeństw pasterskich, przypominając o śladach matriarchalnej przeszłości Tuaregów i Berberów. Na końcu Dr. Schlichtehrle musiał przyznać, że owa wymiana poglądów była niezwykle owocna, dała mu możliwość spojrzenia na pewne zagadnienia z nowej perspektywy. Świetnie, pomyślałam, dlaczego więcej archeologów nie wpadnie na pomysł współpracy z badaczkami matriarchatów? Dlaczego muszą czekać na emeryturę, żeby się odważyć na taki eksperyment? Wiadomo dlaczego. Ryzykowali by własną karierę, w tym środowisku wspomnienie o matriarchacie to naukowe sepuku.

Jesienią ma się pojawić kolejna książka H.G.A. z serii „Matriarchat“ omawiająca tym razem matriarchaty europejskie. Poprzednie zajmowały się Azją, Afryką, Oceanią oraz Ameryką Południową. Czekam z niecierpliwością.

HGA w rozmowie z Dr. Schlichterle.

Heide Göttner-Abendroth

 

Kurt Derungs

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Matki klanów

W styczniu 2016 roku zamieściłam wpis o archeologicznej sensacji z Jeziora Bodeńskiego, czyli rekonstrukcji ściany z neolitycznego domu na palach, z wizerunkiem kilku kobiecych postaci. Kim były? Boginiami? Klanowymi matkami? Dowodem na matriarchalne struktury rodzinne? Co wiemy o nich na pewno, a co jest jedynie spekulacją? Całodniowe sympozjum 26-go maja, w zurychskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej wyjaśniło parę zagadek i jednocześnie przyniosło wiele pytań.

Ld_Busenwand_Tafeln

Jedna z figur.

Seminarium zostało zorganizowane przez MatriArchiv z St. Gallen (wspominam o MatriArchivie również we wcześniejszych wpisach) z udziałem archeologa dr. Helmuta Schlichtehrle, prowadzącego badania palafitów na Jeziorze Bodeńskim, dr. Heide Göttner-Abendroth, filozofki, badaczki matriarchatów oraz dr. Kurta Derungsa, etnologa, historyka oraz twórcy pojęcia „pejzaży mitologicznych“. Tłumnie zgromadzona publiczność mogła popatrzyć przez pryzmat trzech kierunków badawczych na ten niezwykły wizerunek.

Archeologia

W Ludwigshafen oraz Sipplingen, nad brzegami Jeziora Bodeńskiego już w latach dziewięćdziesiątych zaczynano odkrywać pierwsze artefakty w przybrzeżnych kąpieliskach. Niestety pierwszymi, przypadkowymi odkrywcami byli kąpiący się. Można przypuszczać, że niestety, wiele ze znalezisk znajduje się do tej pory w prywatnych domach. Badania wykazały, że było to spore osiedle palafitów, w 15 rzędach stało 80 domów. Pod jednym z nich znaleziono ok. 2000 części ściennej dekoracji, która zsunęła się do wody i roztrzaskała na dnie. Powyżej dwudziestu lat trwała rekonstrukcja owego najstarszego malowidła ściennego północnej Europy. Z niezwykła akrybią dokonano złożenia tej, liczącej sobie 6000 lat, kompozycji. To było wielce żmudne zadanie. Analizowano różne style, przypatrywano się dokładnie w jakim kierunku spływała farba wapienna, żeby móc stwierdzić gdzie jest dół i gdzie góra fragmentu. Porównywano kontury. Stwierdzono, że ośmiometrowy fryz był malowany przez parę osób, że niewielki dom, w którym ozdabiał ścianę mógł pomieścić na raz jedynie parę osób. Helmut Schlichtehrle wskazywał na walory estetyczne obrazu, postacie były udekorowane białymi, wapiennymi kropkami, w ciemnym pomieszczeniu musiały jaśnieć. Każda z przedstawionych kobiet była nieco inna, u niektórych głowy otoczone były promieniami, jak symbole słońca, bardzo podobne motywy do rycin naskalnych we włoskiej Valcamonice.

Ld_Busenwand-Montage 7 Meter Wandlänge

Zrekonstruowana ściana figur z piersiami.

Motyw piersi

Mimo, że w tym puzzle brakuje wiele elementów, widać dokładnie powtarzający się schemat, figura z naturalistycznie przedstawionymi piersiami i obok niej na dole symbol drzewa z antropomorficznymi elementami. Schlichtehrle wskazał na wyjątkową archaiczność owego symbolu Drzewa Życia, znajdowanego powszechnie w neolicie na ceramice, rysunkach naskalnych, na zwierzęcych kościach. Badacz widzi w nim abstrakcyjne przedstawienie kobiecego lineage, czyli ciągu rodzinnego, linii pochodzenia w jednej matriarchalnej grupie. Jeden element wychodzący z drugiego, jakby rodzący się z niego, każdy podobny, ale innej wielkości. Forma gałązek jest podobna do neolitycznych, abstrakcyjnych przedstawień rodzących z rozłożonymi nogami. Pod „drzewem“ stoją ludzkie sylwetki.

Ld_Busenwand_Baum 02

Drzewo rodu

O funkcji owego domu z fryzem można jedynie spekulować. To, że odgrywał rolę religijno-obrzędową jest jasne. Na pewno należał do całej społeczności a nie był tylko dekoracją dla wybranych mieszkańców Możliwe, że odbywały się tam inicjacje, obrzędy szamanistyczne, seansy uzdrowieniowe, może nawet był to dom narodzin.

Busen_13-305-15 OS

Piersi z Jeziora Bodeńskiego. Ta i pozostałe fotografie pochodzą z „Landesamt für Denkmalpflege im Regierungspräsidium Stuttgart“.

Piersi znaleziono również na dwóch naczyniach znalezionych w osiedlu. Mamy więc do czynienia z wyraźnym podkreśleniem funkcji kobiety jako żywicielki. Podobne naczynia ozdobione piersiami znajdowano na całym terenie Europy. Jeden z takich egzemplarzy można m. in. podziwiać w warszawskim Muzeum Archeologicznym. Co więcej, w garncu z piersiami z Jeziora Bodeńskiego znaleziono resztki smoły pochodzącej ze spalonej kory brzozowej. Wytwarzanie smoły brzozowej było znane od czasów paleolitu. Po spaleniu kory powstawała lepka substancja, używana jako klej, czy nawet guma do żucia. O innych zastosowaniach dyskutowano w drugiej części sympozjum. Są znajdowane również garnce i wazy z przedstawieniem trzech, czterech czy więcej piersi. Schlichtehrle widzi w tym symboliczne przedstawienie „wielu, mnogości“. Kiedy odnajdowano pierwsze naczynia ozdobione piersiami wielu badaczy, nie rozumiejąc symboliki, brało te wypukłości za „uchwyty“, mimo że rzeczywiste uchwyty znajdowały się na obrzeżach owych ceramik.

Si11_536-127-1223 ua_Gefaess 751

Te naczyniai już znamy, są dosyć powszechne, znajdziemy je również w Muzeum Archeologicznym w Warszawie

Dr. Schlichtehrle zajął się również charakterystycznym elementem dekoracyjnym sylwetek kobiecych, symboliką X, jakby skrzyżowanego więzadła, również popularną w grafice archaicznej. Postacie kobiet są naturalnej wielkości, dobrze widać to na fotografii, na której współpracowniczka archeologa przyłożyła kalkę z wizerunkiem do własnego ciała. Wypustki w górnej części mogą być dłońmi skierowanymi w górę w geście modlitewnym, mogą również sygnalizować skrzydełka. Nasuwa się również skojarzenie z ubiorami szamańskimi, z frędzlami na obrzeżach stroju. Schlichtehrle porównywał ów X do pasów na figurach greckich i etruskich. Inni badacze uważali, że mogło chodzić tu o neolityczne biustonosze, stabilizujące i podtrzymujące piersi. Ta teoria spotkała się z szyderczym odzewem publiczności. I pytaniem jednej uczestniczki: „po co kobiety, w kulturach neolitycznych miałyby „stabilizować“ piersi? No rzeczywiście. Abstrahując już od faktu, że te pasy nie przechodziły przez piersi.

fryzschichtehrle

Dr. Schlichtehrle analizuje fryz, w środku fotografia współpracowniczki z kalką postaci.

Brak kości

Niestety, nie znaleziono pochówków ani, w ogóle, ludzkich kości w osiedlach na palach. Co stanowi sporą tajemnicę i jednocześnie uniemożliwia dokonanie analizy DNA, która wniosłaby ważne informacje dotyczące struktury rodzinnej klanów mieszkających w palafitach. Nie wiemy, jak tamtejsza ludność grzebała ciała zmarłych. Może były to pochówki na drzewach, czyli dobrze znane i w czasach późniejszych (również we wschodniej Europie) deponowanie zmarłych na gałęziach drzew, oddając je ptakom na pożarcie?

 

Tyle pytań, tyle interpretacji, tyle domniemywań i sugestii…Następna część spotkania była jeszcze ciekawsza. Zapraszam do następnego wpisu.

schichttree

Dr. Schlichtehrle porównuje wizerunek drzewa jako linii rodowej z innymi przedstawieniami  lineage’u z neolitu.

 

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | 2 Komentarze