Carel van Schaik, Kai Michel, Prawda o Ewie. Wynalezienie nierówności między kobietami i mężczyznami, Rowohlt, Hamburg, grudzień 2020

Biologia i kultura

Kiedy i dlaczego zaczęło się zniewolenie kobiet w ludzkiej historii? Co zadecydowało o tym, większe muskuły mężczyzn, wynalezienie pługa, zrozumienie zasad prokreacji i roli mężczyzny w zapłodnieniu? Przypadek, przeznaczenie, pomyłka? Dziennikarka w szwajcarskiej TV poprosiła Carela van Schaika o krótką odpowiedź. „Krótką?” van Schaik pokręcił głową wybuchając śmiechem, wziął sporą kartkę i namalował na niej długą linię. Linia miała przedstawiać rozwój ludzkiej historii, 2 miliony lat homo erectus wraz z ostatnimi 300 000 latami istnienia homo sapiens. Przez cały ten długi okres płcie istniały w równowadze, w egalitarnych grupach, dopiero na samym końcu linii, w ostatnich 5000 lat następuje załamanie, władza przechodzi w ręce mężczyzn.

Aby zrozumieć ten proces konieczna jest głęboka wiedza o biologii ewolucyjnej, zoologii, antropologii i etologii. Badaczki feministyczne odrzucały przesłanki biologiczne, widząc w nich słusznie, sprytnie zastawione pułapki tłumaczące nierówność między płciami: „kobieta ma macicę, kobieta jest fizycznie słabsza, jej mózg ma mniejszą objętość, itd. Itp.” Według autorów „Prawdy o Ewie” nadszedł najwyższy czas, aby porzucić strach przed biologią. To właśnie niewiedza o niej powoduje, że populistyczne pomysły padają na żyzną glebę. A to zaczyna być niebezpieczne. „Od pewnego czasu antyfeminizm stał się częścią spiskowo-teoretycznych majaków ekstremalnie prawicowych i rasistowskich środowisk: emancypacja ma odbierać kobietom ich „naturalne przeznaczenie”, czyli chęć do rodzenia, aby w ten sposób przyśpieszyć „zagładę białej rasy”. Chętnie usprawiedliwiając nierówność odmienia się przez wszystkie przypadki przymiotnik „naturalny”. Najwyższy czas, twierdzą autorzy, skończyć z przekonaniem, że nierówność może być naturalna i przypominają, że również dzieciobójstwo należy do jak bardziej naturalnych zachowań u prymatów i homo, a jednak jest potępiane w większości kultur.

Biologia pozwala, kultura zabrania! Biologia oferuje nam niezwykle bogate spektrum zachowań i reakcji. To kultura ogranicza je, wybiera jedne, zabrania drugich. Homoseksualizm istnieje, ale to czy będzie akceptowany, czy nie, zależy od kodów kulturowych, kobiety mogą rodzić dzieci, ale nie muszą, biologii jest to całkiem obojętne. Kobieta może być promiskuitywna, albo aseksualna. Kobiety z plemienia !Kung czy Aché mają po kilku mężów i kilkunastu kochanków, skąd się więc wzięła patriarchalna wierność, skąd się wzięło pojęcie monogamii? Pytania nad przyczynami dominacji mężczyzn trapiły badaczki feministyczne od wielu lat. Miały pecha, twierdzą Schaik i Michel, zaczęły zadawać owe pytania zbyt wcześnie. Nauka do XX wieku była zdominowana przez mężczyzn, interesujących się przede wszystkim męskimi tematami. Większość historycznych źródeł była tworzona przez mężczyzn, co więcej, tylko kultury posiadające pismo zasługiwały na uwagę i badanie XIX wiecznych historyków. Wszystkie prace dot. historii kobiet zaczynały się od czasów greckich, lub rzymskich, czasem od chrześcijaństwa. Niestety, owe kultury były patriarchalne.

Dopiero od lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia otwierają się nowe perspektywy dzięki postępom w nauce m.in. prymatologii, archeologii, genetyki, paleobiologii i antropologii. Dzięki nim możemy zrekonstruować struktury społeczne najwcześniejszych ludzi.

Egalitaryzm płciowy i rewolucja agrarna

Im dalej autorzy sięgają w głąb historii człowieka tym większa równość panuje między płciami. Kiedy 2 miliony lat temu niewielkie grupy homo erectus pojawiają się na sawannie, ich życie społeczne jest nacechowane współpracą, umiejętnością dzielenia się oraz zawieraniem przyjaźni. Wspólne wychowywanie dzieci było motorem sukcesu ówczesnych ludzi. Cooperative Breeding! W tym procesie uczestniczyli również mężczyźni. Naukowcy stwierdzili, że wśród prymatów i homo erectus wspólna troska o dzieci powoduje powiększanie się mózgu u potomków. Wśród grup nomadycznych nie było również możliwości ograniczenia przestrzennego, zarówno kobiety jak i mężczyźni poruszali się swobodnie w poszukiwaniu jedzenia.

Zmiana nastąpiła, kiedy zbieraczki i myśliwi zaczęli się osiedlać i rozwijać rolnictwo w młodszej epoce kamienia. Osiadły tryb życia oznaczał pogorszenie zdrowia przez mało urozmaiconą dietę opartą na zbożu, wyniszczające choroby, powodowane przez bliski kontakt ze zwierzętami hodowlanymi. Ciężka praca na polu oraz częstsze porody były zabójcze dla kobiet. Kobiety karmiły niemowlęta krócej, ponieważ mogły odżywiać je dodatkowo papkami z kasz, przez co odstępy między ciążami były coraz krótsze. Mimo pojawienia się chorób zakaźnych i epidemii nastąpiła eksplozja demograficzna. Osiadły tryb życia umożliwił gromadzenie dóbr, pojawiła się własność prywatna, zjawisko nieznane u wcześniejszych pokoleń. Ziemia, bydło i dobra zostały dziedziczone w linii męskiej. Kobiety stawały się niezastąpioną siłą roboczą, zapewniając jednocześnie spadkobierców. Im większa kumulacja bogactwa tym większe niebezpieczeństwo agresji z zewnątrz, tym większa potrzeba ulepszania technik wojennych, wzrost niewolnictwa oraz większa kontrola nad seksualnością kobiet. Coraz młodsze kobiety zostawiały swoje grupy rodzinne i przenosiły się do mężów. Matrylokalność, obecna jeszcze w początkowej fazie rozwoju rolnictwa -ogrodnictwie, została zamieniona na patrylokalność. W praktyce oznaczało to ubezwłasnowolnienie kobiet i przerwanie związków solidarnościowych między nimi. Tym samym zaczęły się kruszyć najmocniejsze filary kobiecej mocy: autonomia seksualna, ekonomiczna niezależność oraz mocna sieć kobiecych wspólnot. Badacze stawiają pytanie: czy Ewa, która była inicjatorką i spiritus movens rewolucji agrarnej wpadła we własną pułapkę?

Z czasem nastąpił wyraźny podział sfery religijnej na męską i kobiecą. Męskie bóstwa wzrastały w siłę, uzurpowały pozycję bogiń, stawały się częścią aparatu państwowego. Dotychczasowi partnerzy bogini, jej synowie, bracia i kochankowie wysuwali się na pierwszy plan, przejmując władzę i atrybuty matek i sióstr. Nastąpił rozłam na religię państwową i oficjalną oraz ludową.

Kryzys męskości, fallocentryzm

Dla Van Schaika i Michela przełomowym punktem w procesie przejmowania władzy przez mężczyzn jest już okres wcześniejszy, czas pierwszych miast neolitu, Catal Hüyük (ok. 7 000 p.n.e.  i Goebekli Tepe (początek ok.10 000 p.n.e.) Goebekli Tepe w południowo-wschodniej Anatolii to wielkie sanktuarium z kamiennymi słupami w formie litery T ustawionymi w kręgi. Na słupach mamy ryciny zwierząt, lisy, węże, lamparty, lwy, gazele, skorpiony, bawole czaszki. Do tego figury męskie z erekcjami. Autorzy zauważają brak kobiecej symboliki. Jedną figurę kobiecą z rozkraczonymi nogami, między którymi wypływa woda uważają za przypadek, za późniejsze i nieudolne grafitti. Sanktuarium jest dla Van Schaika i Michela symbolem fallocentryzmu, demonstrowania męskiej siły i stanowi cezurę do wcześniejszych matrycentrycznych miejsc kultu. Miała to być rekompensata za utratę prestiżu mężczyzn łowców. Życie osiadłe nie przynosiło mężczyznom splendoru, poczucia siły, autorytetu oraz braterstwa. Utraconą pozycję trzeba było nadrabiać w inny sposób, między innymi przez wywyższanie się ponad kobiety. Toksyczna mieszanka potencji, agresji i kultu śmierci oraz logiczna konsekwencja: walka i wojna jako namiastka polowań, gloryfikowanie herosów wojennych. I tu następuje dla mnie zgrzyt w rozumowaniu autorów. Van Schaik i Michel ignorują kobiece figurki z Catal Hüyük, Nie widzą w nich wyobrażenia boskości. Jest to dla mnie niewytłumaczalne, ponieważ figura dostojnej kobiety siedzącej na tronie z dłońmi opartymi na głowach leopardów nie może być niczym innym niż symbolem władczyni. Ten symbol będzie kontynuowany i powielany uparcie w wielu wariantach aż do czasów przedchrześcijańskich. Następnym błędem jest opieranie teorii powstania fallocentryzmu jedynie na części wykopalisk z Goebekli, przypominam, że do tej pory odkopano jedynie jedną piątą sanktuarium. Trochę za wcześnie na wysuwanie wniosków.

Autorzy omijają temat matriarchatów szerokim łukiem. Według nich matriarchatu nie było. Jasne, że matriarchatów jako odwrócenia patriarchatu trudno się doszukać w historii. Jak jednak nazwać społeczeństwa żyjące według innych zasad niż patriarchalne? Społeczeństwa matrylokalne i matrylinearne? Van Schaik i Michel nazywają społeczności powstałe po egalitaryzmie wcześniejszych pokoleń matrixem patriarchalnym. Patrixem. Lekceważą jednak systemy matrixu, które zachowały się jeszcze szczątkowo do dzisiaj. Lekceważą również badaczki matriarchatów, mimo że są wymienione w b. bogatej bibliografii książki.

Grzech Ewy

Dlaczego napiętnowanie Ewy pojawia się już na samym początku Biblii? Jeżeli władza mężczyzn nad kobietami miała być „naturalnym” zjawiskiem, to dlaczego trzeba było grzechu i kary kobiety, żeby usunąć ją z raju i zniewolić wszystkie następne pokolenia? Ewa przejawia inicjatywę, jest odkrywcza, ciekawa, odważna. Adam podąża za nią. Tego nie mógł tolerować zazdrosny Bóg, który uzurpował sobie pierwsze i najważniejsze miejsce w panteonie i nie tolerował konkurencji. A w starym Izraelu konkurencja była liczna, archeolodzy znaleźli w siedliskach ok. 3000 charakterystycznych figurek kobiecych, przedstawiających boginię Asherę. Wiadomo było, że Jahwe miał na początku kariery towarzyszkę. Istniały kulty przodków, demonów, duchów opiekuńczych. I tu natrafiamy na powód ukarania Ewy. Kobiety były grupą najbardziej oddaloną od monoteistycznego Boga, nie były związane z kultem elity państwowej, z wyłącznie męskimi kapłanami zazdrosnego Boga. Ich obrzędowość była niezależna od kultu Jahwe. Tę wolność należało ukrócić, obok zazdrosnego Twórcy nie było miejsca dla innych. Aby nie dopuścić do ich buntu, ponownego sięgnięcia po jabłko wiedzy i komitywy z wężem kobiety musiały znaleźć się pod kontrolą mężczyzn.

Tak więc historia o Adamie i Ewie to przykład tzw. „czarnej pedagogiki”, którą autorzy porównują do dziewiętnastowiecznych umoralniających historyjek dla dzieci, w których niesłuchanie się starszych kończyło się utratą palca, samospaleniem czy śmiercią głodową. Koniec z rytuałami dla przodków, z magią, z czarami, wróżeniem, z całą sferą religijności kobiecej, ważnej również dla mężczyzn, bo była bezpośrednio powiązana z codziennymi troskami i przeżyciami. Ta wiara nie potrzebowała świętych pism ani wielkich świątyń. Monoteizm był kolonizacją, imperialistycznym wtargnięciem w świat wiary. Jahwe zajmuje się sprawami państwowymi, decyduje o polityce, ale jest bezradny w sprawach codziennych. Karze i morduje narody, zsyła na nie plagi, ale nie może nieść pocieszenia jednostce. Zsyła choroby, które są karą za grzechy, ale nie jest w stanie nikogo uzdrowić, nie jest kompetentny w takich obszarach jak śmierć i żałoba, w sprawach kobiecych nie posiada najskromniejszej nawet wiedzy. Mimo wysiłków współczesnych teolożek, które podkreślają jego bezpłciowość, Bóg biblijny jest „natrętnie męski”. Podobnie jak każda zdrada narodu Izraela, jako oblubienicy Pana jest karana jako wystąpienie przeciwko woli Boga, tak każda zdrada kobiety wobec mężczyzny zasługuje na najcięższą karę. Stąd bierze się obsesja patriarchatu związana z seksualnością kobiet, ich wiernością, monogamią i dziewictwem. Dla kobiet oznacza to samotność i izolację.

Tracą swoją duchową ojczyznę i zostają skazane na łaskę i niełaskę religii zdominowanej przez mężczyzn. W najbardziej intymnych momentach są poddane męskiemu bogowi wraz z jego męskimi ekspertami, którzy nie mają zielonego pojęcia co oznacza kobiecość. Kobieca seksualność? Jest traktowana jako zagrożenie. Odtąd męscy kapłani, potem męski kościół czuwają nad zbawieniem duszy kobiet. Kiedy kobiety muszą spowiadać się mężczyznom ze swoich trosk i „grzechów” wtedy kontrola Patrixu osiąga perfekcję.” (s. 420)

Nowy Testament z pokojowym prorokiem przychylnym kobietom osłabia Patrix tylko chwilowo. Ojcowie i propagandyści Kościoła umacniają do dzisiaj negatywny obraz słabej kobiety, posłusznej żądzom cielesnym, intelektualnie podrzędnej mężczyźnie, istoty skłonnej do grzechu, nadającej się jedynie do prokreacji. Czy dzisiejszy wzrost fundamentalistycznych ugrupowań na całym świecie i ich agresywna agitacja na rzecz „naturalnego porządku” świata to realne zagrożenie, czy dowód na przedśmiertne drgawki patriarchatu?

.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Wieczny patriarchat?

Kai Michel

Manko nr. 3 Patriarchat jawi się wieczny

Tabu Ewy zakłamuje całkowicie spojrzenie na ludzką historię. Kto zamyka się na głębię ewolucji ogranicza historię ludzkości do czasu zdominowanego przez mężczyzn. Nic dziwnego, że ten złowieszczy patriarchat jawi się jako wieczny i niezmienny. Ale w ten sposób dajemy się nabrać. Ograniczamy nasze spojrzenie na to, co wydaje się być godnym historii, czyli wyłącznie na „wysokie kultury” czy „cywilizacje”, które posiadały pismo, a które były spatriarchalizowane. To ograniczenie jest najgłębszym szowinistycznym podziałem 19. wieku – patriarchalna ideologia par excellence. To było dzieło – i w tym wypadku klisza się zgadza – starych, białych mężczyzn, którzy w ten sposób ideologicznie zabezpieczyli w sporej części rasistowski kolonializm europejskich państw i lekceważyli niepaństwowe odmiany jako „prymitywne” etapy kultury. Ewolucjonizm właśnie. 

Patrząc z tej perspektywy zaczynamy rozumieć z jaką oczywistością, nawet dzisiaj, tematy historii kultury jak: płeć, przemoc, wojna, demokracja, rodzina, moralność czy religia są analizowane, jakby inaczej, od czasów antycznych. Jakby wcześniej nie było ludzi. Te klapki na oczach zasłaniają 99 procent historii ludzkości. To jest wyjątkowo niewybaczalne w przypadku kobiet. Ostatnie 5000 lat był to bowiem okres, w którym władza należała niemal wyłącznie do mężczyzn. Przez ograniczoną perspektywę patriarchat jawi się jako normalność a mizoginizm częścią męskiej Condition humaine. Nic bardziej błędnego.

Przez to, wiele prac na temat historii kobiet, nawet wybitnych i świetnie napisanych, jest deprymującą lekturą. Nawet pięciotomowe dzieło Georgesa Dubys i Michelle Perrots „Historia kobiet” zaczyna się od Greków, inne nawet później, od chrześcijaństwa. Cementują wrażenie, że nie było czasów bez męskiej dominancji i nie dostarczają teorii jak w ogóle mogło do niej dojść.

Wyobrażenie wiecznej władzy mężczyzn jest więc artefaktem. Dlaczego nie możemy zrzucić tych klapek i nacieszyć się pełnym widokiem wielkiej panoramy ludzkiej ewolucji? Jeżeli rozszerzymy perspektywę to zobaczymy od razu: męska dominacja nie jest normalnym stanem u homo sapiens, jest krótką anomalią, błędną ścieżką (wynaturzeniem). Rozszerzyć perspektywę oznacza rzut oka na 300 000 lat, co oznacza przypatrzenie się jedynie naszemu gatunkowi homo sapiens. Ale możemy przyjrzeć się ostatnim 2 milionom lat, kiedy nasz gatunek homo rozwinął swoje typowe cechy, włącznie z mocną pozycją kobiet.

Gdybyśmy wyobrazili sobie ten ogromny okres jako 24 godzinny dzień, to dominacja mężczyzn nie trwałaby w nim nawet czterech minut. Mamy wybór: jeśli wybierzemy tabu Ewy to zniewolenie kobiet będzie w 100 procent stanowić normalną sytuację. Jeżeli zrezygnujemy z tabu Ewy to skurczy się ono do żałosnego 0.25 procenta ludzkiej historii. A więc w czyim interesie jest lekceważenie ewolucji?

Najwyższy czas, żeby wysłać tabu Ewy na dobrze zasłużoną emeryturę. Zrobiło swoje a mimo to stanowi przeszkodę, która utrzymuje kobiety w defensywie. Mamy dzisiaj wystarczająco wiele wiadomości o biologicznej i kulturalnej ewolucji ludzkości, oraz o centralnej roli, którą odgrywały kobiety, aby móc zrekonstruować jak mogło dojść do zniewolenia kobiet i wykazać, że stanowiło to w historii naszego gatunku błędną ścieżkę.

Carel van Schaik

Carel van Schaik, Kai Michel, Die Wahrheit über Eva. Die Erfindung der Ungleichheit von Frauen und Männern. Dezember 2020, Rowohlt. S. 27-28.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Prawda o Ewie

Cover: https://exlibris.azureedge.net/covers/9783/4980/0112/4/9783498001124xl.jpg

Lockdown może dla mnie jeszcze 10 tygodni potrwać! Mam świetną lekturę liczącą 700 stron. Mowa jest o książce Carela van Scheika i Kaia Michela „Die Wahrheit ueber Eva” („Prawda o Ewie. Wynalezienie nierówności między kobietami i mężczyznami”), która ukazała się miesiąc temu w wydawnictwie Rowohlt.

Carel van Schaik (etolog[i], biolog ewolucji, m.in. profesor biologicznej ewolucji na zurychskim Uniwersytecie) oraz Kai Michel (historyk i literaturoznawca) analizują, bagatela, 2 miliony lat naszej ewolucji. Tekst z okładki: „W 99 procentach ludzkiej historii równość płciowa nie stanowiła problemu. Autorzy zapoznają nas z tajemnicami biologicznej i kulturalnej ewolucji, tłumaczą jak rozwijały się relacje między kobietami i mężczyznami i co doprowadziło do poważnej dysproporcji między płciami. Nowe wnioski z badań biologii ewolucyjnej, genetyki, archeologii, etnologii oraz teologii rozjaśniają ten skomplikowany proces, który wpędził kobiety w nieszczęście, ale również nie przyniósł nic dobrego mężczyznom.

Carel van Schaik i Kai Michel badają zachowania naszej rodziny prymatów, przypatrują się fantastycznym neolitycznym sanktuariom oraz wertują Biblię. Pokazują dlaczego wierność jest męskim wynalazkiem i dlaczego seksualność została zdiabolizowana. Odkrywają co do dzisiaj zatruwa małżeństwo, rodzinę i sferę władzy, i jak centralną rolę odgrywa w tym religia. Prawda o Ewie może pomóc w zakończeniu trudnej relacji między płciami.”

Oto początkowe tytuły rozdziałów:

Krok 1

Kłamstwo o Ewie

Kiedy Ewa była Boginią

Krok 2

Witajcie w Ewalucji!

Podwójna ewolucja

Jak staliśmy się ludźmi

Co powinniśmy wiedzieć o płci i genderze

Krok 3

Zmierzch mitów

Mit monogamii

Mit męskiej wyższości

Krok 4

Prawdziwy grzech pierworodny

Krok 5

Wynalazek nierówności

Krok 6

Dlaczego Bóg ma problem z kobietami?

Krok 7

Patrix budzi się do działania

Czekałam bardzo długo na podobną książkę więc zaczynam lekturę z wielką radością. Oczywiście podzielę się natychmiast na blogu moimi wrażeniami i tłumaczeniami co ciekawszych ustępów.


[i] Etologia (gr. ήθος – obyczaj) – dziedzina zoologii, zajmująca się szeroko pojętymi badaniami zachowań zwierząt, zarówno dziedziczonych, jak i nabytych, ich aspektem przystosowawczym, rozwojem osobniczym, orientacją przestrzenną, zachowaniami społecznymi. (Wikipedia)

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Tajemnicze jaskinie Gurfy

 

gurfa1

Magiczne miejsce

Gurfę trudno znaleźć. Znajduje się niedaleko miasta Alia w prowincji Palermo (Sycylia), ale droga jest niełatwa, zwykli turyści nie są tam wpuszczani, brama jest zamknięta. Na szczęście podróżowałam z geologiem, który znalazł przewodnika, a ten otworzył bramę i oprowadził nas po tej nieprawdopodobnej jaskini. Nie mogę jej zapomnieć do dzisiaj. To było niezwykłe przeżycie.  Ciągle zbieram wrażenia, informacje, chciałabym tam jeszcze wrócić, obejrzeć spokojnie okolicę.  Zrozumieć.

Nazwa „Gurfa” pochodzi z arabskiego i oznacza „magazyn”, albo „pokój”. Kompleks jaskiń to nierzadki na Sycylii przykład architektury skalnej. Groty są wykute w czerwonym piaskowcu, obok już istniejących, naturalnych nisz. Prace przy nich były wykonywane między 2500 a 1600 rokiem p.n.e.

gurfa_eingang

Wejście do jaskini. Przed wejściem niecki z wodą.

Główne wejście prowadzi do ogromnej (wysokość 16 m35 cm), wydrążonej przez ludzi jaskini w formie tolosa[1], otwór na górze pozwala słońcu w czasie przesilenia letniego wypełnić wnętrze światłem. Na prawo, przez inny otwór wpadają promienie słońca w czasie zimowego przesilenia. Widzimy schody po lewej stronie, jest tam również coś w rodzaju balkonu. Na zewnątrz jaskini możemy wspiąć się po schodkach i wejść do innych pomieszczeń, prowadzących do groty. Parę pokoików, przechodzi się z jednego do drugiego i dochodzi z góry do wielkiej groty, do której można wpaść przez otwór w podłodze. Czy dokonywały się tam rytualne inicjacje, kiedy śmiałkowie spuszczali się na dół? Tak twierdził przewodnik. Możliwe. Mnie bardziej zafascynowały miejsca, w których w dół po ścianach sączyła się woda. Po kamieniach spływała w niecki. Sporo było takich miejsc. Znając tradycję świętości wody na Sycylii jestem przekonana, że to miejsce musiało być związane również z kultem wody. Na szczycie piaskowej góry znajdują się groby. Jeszcze dalej znajduje się cmentarz „Necropoli del Cozzo Sulfara» ze źródłem bogatym w siarkę.

Niewątpliwie jaskinie Gurfa były na początku miejscami kultu. Potem stały się spichlerzami zboża. W wiekach średnich podobno germańscy rycerze opanowali tereny wokół Gurfy i nawet zbudowali w grocie kaplicę. Z prac Diodorusa Siculusa dowiadujemy się, że Gurfa może być miejscem zabicia legendarnego króla Minosa, który w poszukiwaniu Dedala udał się na Sycylię. Morderstwo miała popełnić córka lokalnego króla Cocelusa, oblała Minosa wrzątkiem podczas kąpieli. Niedaleko miała znajdować się świątynia Afrodyty.

gurfa_guide

Przewodnik z ciekawym, ale niezrozumiałym reliefem w pokoju na górze.

Przed jaskinią są ciekawe niecki, jak wanny. Nasz przewodnik zaczął opowiadać o lokalnych legendach, według których dziewczyny miały zanurzać się w wodzie w tych wannach, żeby, uwaga, odzyskać dziewictwo! Tu musiałam zaprotestować i zwrócić mu uwagę na to, że w dawnych kulturach, w całej Europie, kąpiel w świętej wodzie służyła nie przywracaniu dziewictwa, ale wspomaganiu płodności. Przez kąpiel w tej świętej wodzie (jak również w różnych świętych źródłach) dusze przodkiń przechodziły w ciała kobiet, żeby narodzić się ponownie. A więc dla kobiet to musiało być niezwykle ważne miejsce. Kto panował nad tym miejscem? Po prawej stronie od wejścia do groty widać ciekawy, bardzo zniszczony wizerunek siedzącej osoby. Przewodnik mówił o bogini arabskiej. No cóż… Arabowie rozpoczęli najazdy na Sycylię w 652 roku, już wtedy zapomnieli o swoich boginiach Al Lat, Al Manat i Al Uzza. Ta ciekawa postać, przypomina wizerunki Kybele. To właśnie ona była przecież boginią grot i jaskiń. Od zawsze.

gurfa_wanna

Wanna przed jaskinią.

Giuseppe Tornatore, reżyser sycylijski, nakręcił parę scen filmu „L’uomo delle stelle“ w jaskiniach Gurfy. Jeszcze nie udało mi się go zobaczyć.

gurfa_sylwetka

Ledwie widoczna sylwetka na ścianie przy wejściu.

[1] Tolos, starożytny grobowiec z kamienia na planie koła, znany w epoce minojskiej, mykeńskiej, był popularny w Grecji i Tracji.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | 4 Komentarze

Demetra, Anna, Kybele i „pępek Sycylii”

Demetra, muzeum archeologiczne w Palermo

Enna

„L’ombelico di Sicilia», tak nazwał Kallimach z Cyreny miasto Ennę, stolicę prowincji Enna.  Usytuowana w środku wyspy, na wysokości 931 metrów jest najwyższym miastem Włoch. Zamieszkała była już w czasach neolitycznych, na jej terenie znaleziono artefakty z 14 wieku p.n.e. Prawdopodobnie założona, względnie rozbudowana została przez grupy Sykanów i Sykulów, które zamieszkiwały wyspę przed inwazjami fenickimi i greckimi.

Widok z tarasu na najwyższym punkcie miasta oszałamia, przed nami rozpościera się szeroki pejzaż, na którym przesuwają się cienie chmur. Na licznych wzgórzach malownicze miasteczka i wioski. Przy dobrej pogodzie można nawet zobaczyć Etnę. Jeżeli pójdziemy dalej bulwarem widokowym dotrzemy do Zamku Lombardzkiego, fortecy zbudowanej w pierwszym tysiącleciu naszej ery. Parę kroków dalej i stoimy przed Skałą Ceres, dalej jest tylko przepaść.

Enna, miasto bogini

To właśnie tu jest dla mnie najważniejsze miejsce na Sycylii. Łączy się z najciekawszą opowieścią świata helleńskiego, o Korze (czyli Persefonie, albo Prozerpinie), córce Demetry (Ceres) porwanej przez boga świata zmarłych Hadesa (Pluton). To właśnie tu, niedaleko skały w Ennie, na kwitnącej łące przy jeziorze Pergusa Kora została porwana przez Hadesa. Demetra, matka bogini, odpowiedzialna za urodzaj, zboże i nasiona, zapala łuczywo od ognia Etny, zarzuca czarny szal na głowę i wędruje po wyspie szukając córki. W tym czasie na ziemi nic nie rośnie, nic się nie rodzi, ludzie głodują i bydło wymiera. Walka matki o powrót córki kończy się połowicznym rozwiązaniem, Kore może opuszczać świat zmarłych na osiem miesięcy i wtedy na ziemi wszystko się odradza i zazielenia. Historia Demetry, jej błądzenia po ziemi, rozpaczy, zamieniania się w prostą kobietę, która przejmuje obowiązki opiekunki dziecka, rozpoznanie jej przez ludzi, pocieszanie przez taniec i sprośne przyśpiewki Iambe (Baubo), jest wielowarstwową, skomplikowaną narracją. Każdy autor klasyczny dodawał do opowieści nowe wątki i akcenty. Największe obrzędy świata helleńskiego, misteria eleuzyjskie, były związane z Demetrą. Kilkudniowy festiwal organizowany przez kobiety, czczący płodność, Thesmoforia, odbywał się w świątyniach Demetry.

Archeolodzy przypuszczają, że słynna świątynia bogini w Ennie, o której mówią liczne źródła, musi znajdować się pod zamkiem Lombardów zbudowanym w pobliżu skały. Ogromny posąg Demetry został stamtąd wywieziony przez gubernatora rzymskiego Verresa. Cycero, w słynnej mowie oskarżającej występki rzymskiego oficjała, wspomina o tragedii obywateli Enny, dla których kradzież posągu Demetry była jak ponowne porwanie bogini przez Hadesa, tylko że tym razem gwałt dokonał się na matce. „To miasto nie jest miastem, jest wielką świątynią Ceres. Enneńczycy wierzyli, że Ceres mieszkała między nimi a ich wiara była tak mocna, że wydawało mi się, że mieszkańcy byli bardziej jej ministrantami niż obywatelami miasta.” (The Two last Pleadings of Marcus Tullius Cicero Against Verres, Google Books, str. 82) Cycero podkreśla również wyjątkowo długą tradycję jej kultu.

Skała Ceres

Bóg to ona.

Ileana Ch. Colombo zaczyna w biografii bogini Demetry (Demetra. La divinità, i santuari, il culto, la leggenda Atti del I Congreso international, Enna 1-4 Luglio 2004, Pisa, Roma, Fabrizio Serra Editore, 2008, str. 15) od ważnego faktu, który wydaje się być dzisiaj całkowicie zapomniany. Należy przypomnieć, że w politeizmie greckim, kiedy się zwracano do istoty boskiej używano rodzaju męskiego: ho theos, bóg. Męska nazwa wkluczała również rodzaj żeński. Mówiono na przykład o „bogu” Atenie.  To ważny szczegół, który prawdopodobnie został przeniesiony z greki i łaciny do czasów późniejszych. „Ho theos” zostawał tłumaczony automatycznie w tekstach antycznych jako bóg, usuwając tym samym boginie i umniejszając ich rolę. Mówiono więc o „bogach” czy „bóstwie” mieszkającym w rzekach, jeziorach, skałach, pomimo że rządziły tam boginie. Colombo cytuje innego badacza, Pettazzoniego, który sugeruje dualizm między kulturą rolniczą i matriarchalną oraz pasterską, patriarchalną reprezentowaną przez najeźdźców indoeuropejskich. Zeus, mógłby być rezultatem transformacji owej pierwotnej boskiej, niebiańskiej istoty.

Rozszerzony panteon grecki posiada wiele figur kobiecych, związanych z ziemią i macierzyństwem, mamy Ge (Ziemię), Meter Theon, matkę bogów, która ma wiele wspólnego z Kybele z Anatolii. Wraz z Demetrą istnieją niezliczone obiekty kultu Matek, Meteres, Matres i Matron, które są obecne na Sycylii, znane w świecie grecko-rzymskim aż do późnego antyku. We wszystkich miejscach, gdzie panował kult Demetry na Sycylii, jej poprzedniczkami były indygenne boginie, w Selinunte bogini wegetacji plemienia Sykanów, w Gela była to bogini Sykulów. Figurki z terakoty znalezione w Tetravecchia, należące do kultu Sykulów były wiązane również z Demetrą. Bogini była czczona w Syrakuzie, Katanii, Agrigento i wielu innych miejscach. Badacze są zgodni do tego, że w Ennie, pępku Sycylii, mieście fortecy, kult greckiej bogini został połączony z lokalnymi wierzeniami, Demetra Hennaia to typowy przykład synkretyzmu.

De-meter. „Meter” oznacza „Matka”. Co do znaczenia przedrostka „De” nie ma zgody naukowców. Jedni utożsamiają go z „ziemią”, inni z „deltą”, czwartą literą alfabetu łacińskiego. Delta, pochodząca z fenickiego „daleth” oznaczała (również w egipskim) „drzwi”. Podobnie jak w sanskrycie i językach celtyckich. Były to „drzwi (brama) urodzin, śmierci i seksualnego raju”. Drzwi, przez które przechodzi się z tego do innego świata. A więc podobnie jak Hekate i anatolijska Kybele Demeter była strażniczką „przejścia”. Historia Demeter i jej córki z czasem ewoluowała, dodawano nowe wątki, nowych partnerów dla bogiń, ujmowano znaczenia boginiom na rzecz bogów. Taką manipulację popełnili Ateńczycy, którzy sztucznie wprowadzili do rytuałów eleuzyjskich postać chłopaka Iakchosa, znanego później jako Triptolemos (potrójny wojownik). Jego rzeźba znajdowała się również w Ennie obok Demetry i została ukradziona przez Verresa. To jemu miała Demetra, zwana również Thesmophoros (przekazicielka prawa) przekazać sekret uprawiania ziemi. Triptolemos miał, z kolei, rozpowszechnić tę tajemnicę wśród ludzi. Tworzenie patriarchalnej mitologii towarzyszyło Atenom w walce o polityczną przewagę. Dlaczego bogini, panująca od neolitu nad plonami i płodnością, musiała nagle znaleźć pośrednika i wtajemniczyć go w jej najgłębsze sekrety? Nasuwa się tylko jedno wytłumaczenie. Aby w ten sposób odsunąć ją od władzy, aby przejąć kontrolę nad obrzędami kobiecymi. Znając historię bogiń chtonicznych również historia o porwaniu jej córki jest ciekawym konstruktem. Hades i Zeus zawierają pakt między sobą, bóg ojciec zgadza się na porwanie Kore, czego rezultatem jest objęcie przez nią władzy w świecie zmarłych. Ale…ta władza należała do niej od zawsze! Ona była odpowiedzialna za świat zmarłych i żywych. Dziewczyna, Matka, Niszczycielka, trzy wersje jednej Wielkiej Bogini. We wcześniejszych wersjach mitu to właśnie Hekate wybawia Kore z Hadesu, w „Hymnie Homeryckim do Demetry”, Hekate pojawia się w tekście dwa razy, to ona wspólnie z Heliosem zauważa porwanie córki bogini, na końcu jako „Hekate o pięknej fryzurze” staje się przyjaciółką i opiekunką Kory. Mamy więc te nasze trzy, Kore, Demeter i Hekate. Hades jako świat podziemny upersonifikowano i nadano mu tytuł władcy zupełnie niezasłużenie. Jego rzymska wersja imienia, Pluto względnie Pluton jeszcze bardziej obnaża mistyfikację. Pluto znaczy „bogacz”, albo „bogactwo”, często przedstawiany jest jako efeb z rogiem obfitości, symbolem ukradzionym starszym boginiom. Bogactwo podziemne, szlachetne kamienie, minerały, złoto, zawsze były w mitologii ludowej chronione przez węże, względnie białe panie, które albo nagradzały dobrych ludzi i dzieliły się dobrami, albo ich okrutnie karały. Imiona Persefony, albo Prozerpiny są związane z wężami. Łacińskie słowo „proserpere” oznacza „pełzanie”, tak jak pełzanie węża (wł. serpente). To były te wężowe władczynie podziemnego królestwa skarbów. Pluto jako bogacz to nowa wersja Pandory „Pandorei”, wielkiej bogini rozdającej bogactwo, skarby. Przerobionej w mitologii Hesioda w boginię ściągającą na ród ludzki przekleństwa i plagi. Ciekawe, że wśród wielu towarzyszek Kore, które wraz z nią zbierały kwiaty koło jeziora Pergusy jest również Pluto oraz Styks.

Demetra, Kore i Hekate. Fryz z Seinunte.

Boginie indygenne  – Anna

Giulia Pedrucci wspomina o szeroko rozpowszechnionym kulcie bogiń wodnych na Sycylii na długo przed inwazją Greków. Owe boginie rzek, źródełek i jezior były głównym przedmiotem kultu mieszkańców wyspy. Straciły swe lokalne imiona i charakterystyki kiedy Grecy „zaadaptowali” je, nadając im imiona Paides, Korai czy Nymphai. Centrum kultu wodnych bogiń znajdowało się prawdopodobnie niedaleko gór Erejskich, wśród rzek najbardziej czczona była Anapo. Miejscami kultu owych bóstw były przeważnie groty i jaskinie. Słynna grota poświęcona Paides i Annie znajduje się w Buscemi. Paides i Anna były również czczone w Akrai i Tauromenio. Skąd wzięła się owa enigmatyczna Anna? Według Guarducci „Anna” miała być zdrobnieniem nazwy znanej wśród narodów indoeuropejskich a oznaczającej „matkę”, „karmicielkę”. Badaczka uważa, że ani w Grecji ani w Azji Mniejszej nie było bogini Anny. Jedyną krewniaczką sykulskiej Anny mogła być łacińska Anna Perenna. Przypuszcza się, że Anna Perenna wywodzi się od potężnej archaicznej bogini, dającej pożywienie i opiekę ludziom i zwierzętom. W rzeczywistości, bogini o nazwie „An-na” istniała w Anatolii w okresie paleo-assyryjskim. Jedną z najstarszych bogiń była Nana, czczona w Babilonii, potem przeniesiona do Armenii, Egiptu i świata greckiego, gdzie została zasymilowana z Artemidą.  Oczywiście nie można pominąć związków z boginią Inanną. Nie można zapomnieć o tym, że w V w. p.n.e. wiele imion bogiń wyrytych na rzeźbach było poprzedzane słowem „ana” tłumaczonym jako „matka.” Możliwe jest również, że rzymskie Matres wywodzą się od wcześniejszych bogiń Ann. Do dzisiaj w Turcji babcia ze strony matki nazywa się „anneanne”. Mamy więc powtarzający się motyw „matki” od najstarszych neolitycznych źródeł. O Annie Perennie nie mamy zbyt dużo materiału, wiadomo tylko, że jej święto odbywało się w czasie Id Marcowych, tzn. przy pierwszej pełni księżyca w marcu, według kalendarza rzymskiego był to pierwszy miesiąc w roku. Działo się wtedy. To był ludowy festyn, budowano szałasy z gałęzi, w których młode pary przeżywały erotyczne przygody, w święto Anny Perenny trzeba było pić dużo wina, bo wyrocznia przepowiadała, że tyle lat przeżyjesz ile kieliszków wina wypijesz. To musiały być wyjątkowo radosne biesiady. Jej przydomek Perenna ma pochodzić od „per annum”, ponieważ jej święto zamykało cykl roku. Nie zgadzam się z tą interpretacją, ponieważ Perenna oznacza również „wieczna” a to określenie pasuje lepiej do tej archaicznej postaci.

Do Matek i Ann dołączyła w okresie inwazji frygijskiej Kybele, wielka anatolijska bogini, której kult trwał aż do 4 w. n.e. Jej obecność w Ennie jest potwierdzana przez wielu klasycznych pisarzy. To ona rządziła na górach, skałach, w pieczarach. Wiązana jest ze swoją przodkinią Kubabą, czczoną 2000 lat p.n.e. w Syrii oraz boginią sumeryjską Babą. Łączy ją z nimi wspólny symbol, symbol drzwi, który pojawia się na jej przedstawieniach. Sumeryjska Baba miała swój znak „KA” oznaczający bramę miasta. Mamy nazwę “Ba-ba, -ig-gal”, która znaczy “Baba jest wielką bramą”. W tekście akkadyjskim słowo „babu” (drzwi) jest interpretowane jako „vulva”. Kybele byłaby więc boginią vulvy. Oczywiście brama ma również znaczenie przechodzenia w świat zmarłych. Wiele wspólnych cech z Demetrą, Matką D.

Boginie nie zostają zapominane chociaż ich sława przygasa, czasem wracają w nieco zmienionej postaci. Tak było w Eleusis, gdzie wcześni badacze z Dilettanti Society przebywali na kolejnych ekspedycjach (1763/1860) szukając śladów Misteriów. Richard Chandler wspomniał rzeźbę Kariatydy oraz lokalny folklor, ludzie oddawali jej cześć, uważali ją za świętą opiekunkę ich plonów. Nazywali ją św. Demetrą, jej historia była podobna do historii Demetry i Kore, z jednym wyjątkiem. Córka została porwana nie przez Hadesa, ale przez Turka. To jej oddawano ostatni snop po żniwach, zwyczaj, który do dzisiaj panuje w całej Europie. Kościół nie wprowadził św. Demetry do kanonu, zamiast niej dał status świętego niejakiemu Demetriuszowi, który na wzór św. Jerzego walczył ze smokiem.

Nazwa Enna/Henna ma pochodzić z okresu greckiego. Mamy jeszcze inne łacińskie odmiany: Ennae Castrum, Anni Castrum. Sykulowie nazywali miejsce Castrianni. Przez pewien czas, do 1927 roku miasto nosiło nazwę Castrum Ioannes (Castrogiovanni). Badacze nie są pewni co do etymologii nazwy. Ja, wiedząc, że kult Matek Ann, był wyjątkowo popularny na Sycylii, wiązałabym nazwę raczej z Anną. A więc Twierdza Anny. Tam nie mogło być miejsca dla Ioannesa.

Skała Ceres. W grocie znajduje się żródło.

Literatura:

Cosmopoulos Michael B., Bronze Age Eleusis and the Origins of the Eleusinian Mysteries., Cambridge Univ. Press, 2015

Demetra. La divinità, i santuari, il culto, la leggenda Atti del I Congresso internationale, Enna 1-4 Luglio 2004, Pisa, Roma, Fabrizio Serra Editore, 2008

HInz Valentina, Der Kult von Demeter und Kore auf Sizilien und in der Magna Graecia, Dr. Ludwig Reichert Verlag, Wiesbaden, 1998

Pedrucci Giulia, Cibele Frigia e la Sicilia. I santuari rupestri nel culto della dea., l’Erma di Breitschneider, Roma, 2009 (Studia archeologica, nr. 168)

The Two last Pleadings of Marcus Tullius Cicero Against Verres, Google Books

Opublikowano BLOG | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Niezwykła pani Sauter i ślady matriarchatu w Wietnamie.

W środę, 13. listopada w St. Gallen (Szwajcaria) odbył się interesujący wykład badaczki matriarchatów dr. Theresii Sauter-Bailliet.

O badaczce

Theresia Sauter, która się określa jako romanistka, germanistka, anglistka i feministka, urodziła się w Niemczech w 1932 roku. Już w wieku 20 lat zdecydowała się wyjechać do Anglii. Jej rodzice odmówili finansowania podróży i nauki angielskiego, więc młoda Niemka zarabiała na naukę w Anglii jako służąca. Wróciła z dyplomem do Niemiec, aby znowu w 1953 wyruszyć do Paryża, tym razem pociągiem z uchodźcami ze Wschodu. Na dyplom z języka francuskiego zarabiała ponownie jako sprzątaczka i służąca

W szkole średniej marzyła o studium chemii, ale wyperswadowano jej to, nauka języków pasowała podobno lepiej do kobiety. Theresia pracowała jako tłumaczka, w 1958 roku pojechała do Stanów Zjednoczonych statkiem i przejechała cały kontynent z zachodu na wschód autobusami do Seattle. Na tamtejszym uniwersytecie zaczęła dwa lata później studiować literaturę. W 1969 obroniła tytuł doktorski. Rok wcześniej poślubiła Francuza, Claude’a Bailliet. Małżeństwo nie trwało długo, młoda doktorantka szybko się zorientowała, że znalazła się w pułapce, oczekiwano od niej poświęcenia własnej kariery i podporządkowania się mężowi. Nadchodziła nowa fala ruchu feministycznego, będąc profesorką na Allegheny College w Pensylwanii zaangażowała się w politykę i pracę na rzecz kobiet.

W 1973 roku zrezygnowała z profesury na Uniwersytecie Loyola i wróciła do Niemiec, do Technische Hochschule Aachen. Prowadziła tam pierwsze seminarium na temat współczesnych trendów w Ameryce: Black Studies and Women Studies. W 1974 założyła wraz z grupą Francuzek Parti Féministe. Był to gorący okres debaty o prawie do aborcji. Wraz z prawniczką Gisèle Halimi, zaangażowała się w organizacji CHOISIR, walczącej o depenalizację aborcji. Od 1982 roku zajmuje się feministyczną literaturą Science Fiction amerykańskich autorek, takich jak Marge Piercy, Joanna Russ, Ursula LeGuin.

W ostatnich dwudziestu latach T. Sauter-Bailliet zajęła się badaniem matriarchatów. Do dzisiaj podróżuje po dalekich krajach i kontynentach i przygląda się życiu kobiet w indygennych społeczeństwach, publikuje na ten temat reportaże i książki. Trzy razy odwiedziła chińską prowincję Junnan i matriarchalną grupę Mosuo. Zajmowała się również figurą chińskiej bogini Kuan Yin, której poświęcona jest wyspa Putuoshan. Odwiedziła następnie Myanmar i w 2011 odbyła wędrówkę w Nepalu w rejonie Annapurny. W 2013 odwiedziła Minangkabau na Sumatrze oraz prowincję Aceh, w której przeprowadziła rozmowę z pokojową aktywistką Surayią Kamaruzzaman. O podróży do kolumbijskiego plemienia Wiwa w 2014 napisała książkę. Grupa Wiwa, należąca do indygennych plemion Tairona, walczy o przeżycie, podobnie jak Wayuu na półwyspie Guajira.

Zachęcona filmem, przedstawiającym wyspy Palau w Mikronezji jako wyspy kobiet, wybiera się tam w 2016 roku. Przy okazji 84 letnia badaczka robi pierwszy raz w życiu kurs nurkowania.

Ślady matriarchatu w Wietnamie

Po raz pierwszy Theresia Sauter odwiedziła Wietnam 60 lat temu (ostatni raz była tam w zeszłym roku), przejechała autobusem przez Kambodżę do Sajgonu, po czym w tym samym roku powtórzyła wycieczkę z północy znowu na południe. Przede wszystkim zafascynowała ją wszechobecna i mocna wiara w Boginię Matkę Dao Mau. Jej tradycja jest wyjątkowo archaiczna, jest matką wszystkich ludzi, Boginią ziemi, wody, gór i lasów. Ceremonie odbywające się na jej cześć w świątyniach są związane z kultem przodkiń. Bogini występuje w czterech wariantach i czterech kolorach: żółtym, czerwonym, zielonym i białym. W jej kult włącza się religię tzw. Czterech Pałaców. Kult Bogini jest synkretyczną mieszanką buddyzmu, taoizmu i konfucjanizmu. Mimo, że późniejsze religie wpłynęły na postać Bogini, można również zauważyć, że i ona zmieniła wizerunki Buddy, są one wyjątkowo kobiece. Pani Sauter obserwowała rytuały w świątyniach poświęcone Dao Mau, opierały się na szamanistycznych praktykach „hau dong” z medium komunikującym się z przodkami w transie, przy pomocy pieśni. Podobne rytuały istnieją w innych częściach Azji, w południowych Chinach, Birmie oraz różnych społecznościach w Indiach. Były zabronione przez rząd komunistyczny jako przesądy i zabobony, ale wróciły do łask w 1987 roku.

Wietnam ma długą tradycję niepatriarchalnych grup narodowych, do nich należą Ede, Mnong, Jarai, Coho, Churu, Raglai. Pomimo że nie ma w nich małżeństw odwiedzinowych, tak jak np. u chińskich Mosuo i dzieci znają swoich ojców, to zachowana została matrylokalność i matrylinearność. Mąż wprowadza się do klanu swojej żony, dom jest własnością kobiet, córki przejmują nazwisko matki, najmłodsza córka jest uprzywilejowana, to ona dziedziczy majątek. U Ede, podczas uroczystości zaślubin oddaje się honor położnej narzeczonego jak i jego szamanowi czy szamance.

W Wietnamie istnieje długa tradycja wojowniczek i to od początku kolonizacji chińskiej aż do francuskiej. Wśród nich ogromną estymą cieszy się Lady Trieu z 3 wieku n.e., która oparła się wschodnim Chińczykom Wu. Naukowiec Peter C. Phan twierdzi, że pierwsze trzy osoby, które zorganizowały powstanie przeciwko Chińczykom były kobietami i sugeruje, że pradawny Wietnam był społeczeństwem matriarchalnym. System patriarchalny został wprowadzony przez Chińczyków, ale spotkał się z oporem, kobiety utrzymały wysoką pozycję w rodzinie i społeczeństwie, głównie wśród warstwy chłopskiej i w niższych kastach. W.w. Lady Trieu, czczona przez Wietnamczyków niemal jak bogini, miała być autorką słynnego powiedzenia: „chcę ujeżdżać sztormy, zabijać rekiny na pełnym morzu, wypędzać ciemiężców, odbić kraj, rozwiązać węzły poddaństwa i nigdy nie schylić karku zostając konkubiną jakiegokolwiek mężczyzny”.

Innym tradycyjnym powiedzeniem wietnamskim jest: „gdy wróg stoi u bram, kobieta idzie walczyć”.

W 40 r. n. e. siostry Tru’ng (Trưng Trắc i Trưng Nhị) wywołały powstanie przeciwko chińskiemu uzurpatorowi, chińskiemu gubernatorowi Tô Định. Założyły własne królestwo w Mê Linh, którego królową została Tru’ng Trac, dla niej została zbudowana stolica. Siostry zniosły przede wszystkim wysokie podatki, które zostały narzucone przez gubernatora. Zostały pokonane trzy lata później przez chińskiego generała Ma Yuan, ale do tej pory są uważane za waleczne wojowniczki i narodowe bohaterki. W armii sióstr, liczącej sobie ok. 80’000 żołnierzy wiele kobiet było oficerami, co według niektórych badaczy stanowi o potędze matriarchalnych wartości. Również dowodem na matriarchalną tradycję ma być fakt, że do tej pory zachował się grób i świątynia matki sióstr, ale nie ma żadnych śladów po ojcu.

Niewiele jest publikacji o tradycji matriarchalnej w Wietnamie, tym bardziej prelekcja pani Sauter była niezwykle cenna. Rola kobiet wzmacnia się we współczesnym Wietnamie, coraz więcej kobiet obejmuje najwyższe stanowiska, zarówno w polityce jak i gospodarce. Wysokość ich zatrudnienia na rynku pracy jest jedną z najwyższych na świecie. Czekam niecierpliwie na nowe i pogłębione publikacje o wietnamskim matriarchacie

 

https://edition.cnn.com/travel/article/mother-goddess-worship-hanoi/index.html

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | 4 Komentarze

Baba Ryba jest wszędzie

Ilustracja z książki D. Srejovića

Nazywają ją „Praroditeljka”, pochodzi z Lepenskiego Vira w Serbii. Niezwykła, wyjątkowa, po raz pierwszy zobaczyłam ją jeszcze w latach osiemdziesiątych w książce Mariji Gimbutas „The Goddesses and Gods of Old Europe”. Hybryda ludzko-zwierzęca, wypukłe oczy, rybie usta, pani karp, która pokazuje trójkątne genitalia. Pani Ryba mówi: patrz, stąd pochodzi życie.

Lepenski Vir, nazywany pierwszym miastem w Europie, był zamieszkały w mezolicie, od 9500 r. p.n.e. do mniej więcej 6000 r. p.n.e. Po nim rozwinęły się kultury Vinča i Starčevo. Położony we wschodniej Serbii, na prawym brzegu Dunaju pod skałą Treskavac. Warunki do życia były tu wyjątkowo korzystne, klimat łagodny, miejsce otoczone lasami, wiry rzeczne napędzały ryby w płytsze miejsca. Ludność zajmowała się zbieractwem i łowiectwem i cieszyła się wyjątkowym zdrowiem. Niektórzy dożywali nawet osiemdziesięciu lat. Zmarłych chowano na niedalekim cmentarzu, zdarzały się też pochówki w okolicach paleniska w domu. Wszystkie większe i mniejsze domki budowano według tego samego schematu. Miały trapezoidalny kształt z zaokrągloną podstawą, w kształcie wachlarza, wszystkie były ustawione wejściem do rzeki. Na podłodze każdego domku znajdowało się palenisko o prostokątnej formie, przypominające ludzką sylwetkę. Było ono otoczone kamieniami, czasami po obu stronach znajdowały się kamienne ozdoby (symbole?) w formie litery A. Były one budowane również z ludzkich kości, a dokładniej z żuchw. Potem żuchwy zostały zastąpione przez kawałki kamiennych płytek. Naukowcy podejrzewali, że mogły one nawiązywać do pogrzebanych pod paleniskiem przodków. Na końcu palenisk znajdowały się owalne kamienie z wgłębieniem przypominające ołtarz. W niektórych domkach u szczytu paleniska zostały wbudowane w podłogę kamienne rzeźby. Liczą sobie powyżej 8000 lat.

Domki w kształcie trapezu, skierowane wejściem do rzeki. W centrum rynek. (Ilustracjia z książki D. Srejovića)

Czyżby Praojciec i Progenitor?

Dragoslav Srejović, archeolog prowadzący prace w Lepenskim Virze od 1965 do 1971 roku nadał kamiennym wizerunkom nazwy: „Wodna Wiła”, „Praroditeljka”, „Praotec”, „Danubius”, „Rodonaćalnik” (Progenitor). O ile Pramatka jest wyraźnie płci żeńskiej, płeć Danubiusa, niby Boga Dunaju, oraz Praojca i Progenitora budzi poważne wątpliwości. Marija Gimbutas nazywa Danubiusa „Boginią Rybą”. Wygląda na to, że może mieć rację. Srejović nie tylko w tym wypadku mógł się mylić, w jego książce „Lepenski Vir. Eine vorgeschichtliche Geburtsstätte europäischer Kultur” znajdę jeszcze więcej ryzykownych hipotez. I ten cały Praojciec czy Progenitor, czy nawet noszący imię „Adam” ma wyraźnie zaznaczone piersi. Zastanówmy się. Całe siedlisko było skierowane na Dunaj, było związane z rzeką, niewątpliwie mającą cechy boskie (o etymologii Dunaju piszę w innych blogach), ta rzeka musiała być święta, jej imię wskazuje na kult bogini Dany a wszystkie te kamienne figury, hybrydy ludzko-rybie podkreślały to kultowe miejsce. Ta święta ryba, pokazująca genitalia była symbolem rzeki. Dodatkowo mamy w domach paleniska i ołtarze jak brzuch z pępkiem umieszczone dokładnie w środku domu. Paleniska, piece były od początków historii człowieka utożsamiane z boginiami, z kobietami. Miejsca śmierci i narodzenia. Nic dziwnego, że właśnie wokół palenisk grzebano przodkinie i dzieci. I nie, panie Miodragu Pavloviću, autorze książki „Opfer und Tempel”, nie były tam chowane „ofiary” poświęcone dla dobrobytu rodziny, czy klanu. Nie ma żadnych dowodów na „poświęcanie” noworodków. Jeszcze w zeszłym stuleciu pochówki wokół palenisk, pod podłogą, w wielu kulturach matriarchalnych (np. Mosuo) miały miejsce. Pavlović ma racje, widząc w tych prostokątnych szczelinach palenisk symbol waginy. Pod owalnym kamieniem, z wgłębieniem, symbolem omphalosa, umieszczonego w centrum domu prowadziła ta symboliczna wagina do drzwi. Czasami na dole, po obu stronach, były umieszczane kamienne płyty jak nogi. Oprócz tych licznych wyraźnych wskazówek mamy w Lepenskim Virze kamienną rzeźbę przedstawiającą vulvę, pars pro toto Bogini.

Kamień z vulvą, w póln.wschodnim narożniku paleniska (D. Srejović)

I jeszcze dodatkowa wskazówka wskazująca na symbolikę paleniska. Podłoga wokół niego była wylepiona w kształcie trapezu czerwonym gipsem, po serbsku „lep”, a jak wiadomo czerwony kolor był zawsze związany z narodzinami, niemal na wszystkich neolitycznych figurkach znaleziono ślady ochry.

Baba Ryba i druga rzeźba „Danubius” w narożnikach paleniska (D. Srejović)

Treskavac

Niezwykła skała Treskavac (Wikipedia)

Cała osada została zbudowana pod skałą o wyjątkowej formie. To nie mógł być przypadek. Wulkaniczna skała ma formę trapezu, Wygląda jak wielki bezgłowy tułów rozpościerający po obu stronach ramiona. W jej środku znajduje się wzniesienie. Pavlović pisze, że z jednej strony skała Treskavac wygląda jak leżąca kobieta. Ciekawe. A jeszcze ciekawsze są badania naukowców, którzy stwierdzili, że można na Treskavacu prześledzić niezwykły fenomen w czerwcu, w momencie przesilenia. Słońce pojawia się tam dwa razy rano, najpierw koło lewego szczytu a potem w środku skały. Wyjątkowe zjawisko. Podobno jest jeszcze parę miejsc na ziemi, które są podobne. Zostawiając na boku szalone teorie z kosmitami lądującymi w tym miejscu (o tak, te teorie kursują tu i tam), musimy stwierdzić, że to miejsce było specjalne. I dlatego przyciągnęło ludzi i zachęciło ich do osiedlenia się tam. Z jednej strony święta rzeka Dunaj, z drugiej strony boska skała. Założenie osady między tymi dwoma boskimi siłami było logiczne, gwarantowało bezpieczeństwo i pomyślność.

Srejović, czyli odwieczne bzdury archeologów.

Książkę Dragosłava Srejowića połknęłam błyskawicznie. On był odkrywcą tego niezwykłego miejsca, on jako pierwszy odkopał i przeanalizował to bogactwo. I nagle natrafiam na teksty, przy których muszę przecierać oczy. Autor stwierdza, że Lepenski Vir jest wyjątkowy, nigdy przedtem nie było podobnych siedlisk z porównywalną symboliką. Że jak, przepraszam? Owszem, jeśli chodzi o kształt ludzkich osad, to może być prawdą, ale symbolika istniała wcześniej. Vir miał specyficzną zabudowę, ale symbole waginy, które w nim znaleziono pojawiały się wcześniej, choćby w kulturze graweckiej. Jej przedstawienia pojawiają się koło 35’000 lat p.n.e. i towarzyszą ludziom przez cały neolit aż do wieku brązu, czyli mniej więcej 1200 p.n.e. Obrazki sa ryte w kamieniach, znajdowane w grotach w La Ferrassie i Abri Cellier w Dordonii, we Francji. Vulvy znajdujemy wszędzie w Europie, niektóre są przedstawione realistycznie, niektóre abstrakcyjnie, niektóre są owalne, czasami trójkątne. Oprócz tego mamy kontynuację tradycji pokazywania kobiecych genitalli przez Sheela-na-gigs aż do średniowiecza. Ich młodszymi siostrami są syreny z rozłożonymi płetwami na romańskich i gotyckich kościołach.

Na samym początku książki  Srejović analizuje zmiany społeczeństwa aż do epoki graweckiej (32 tysiące do 20 tysięcy p.n.e.), w której miał nastąpić wyraźny postęp gospodarczo-społeczny. „Pojawiają się pierwsze mikrolity i polerowana broń kamienna (Steinwaffen). Rybołóstwo stopniowo wypiera łowiectwo. Powstają większe grupy rodzinne. Kobieta przestaje odgrywać panującą rolę.” (str. 15) Na jakiej podstawie czcigodny naukowiec stawia ową tezę? A właściwie dwie tezy: że najpierw kobieta odgrywała „panującą” rolę i potem straciła ją. Zero dowodów. Podobnie jak w następnych przekazach o systemie społecznym w Lepenskim Virze. „Ta kultowa monotematyczność zakłada istnienie wspólnoty, która utożsamiała się jako jedność, istnienie wielu tabu, wielu społecznych norm, używanie czczonych objektów, które przez pokolenia były ustawiane w tym samym porządku wokół domowych świętych miejsc – wszystko to dowodzi nie tylko zadziwiające trzymanie się tradycji, ale również istnienie ścisłej patriarchalnej struktury rodzinnej.” (str. 149)

A więc kultura, która długo pielęgnuje swoje tradycje, oddaje cześć kultowym objektom musi być a priori patriarchalna, potrzebuje naczelnika, szefa rodziny, który wywiera presje, nakazuje i dba o porządek. Jest to oczywiście absurdalne, ale zgodne z tradycyjnym myśleniem naukowców o kulturach tzw. prehistorycznych, w których miało panować „nieuporządkowanie” społeczne, chaos i anarchia. Po wywodzie o ograniczeniu jednostki, konieczności podporządkowania się jej społeczeństwu, ponieważ izolacja oznaczała w Lepenskim Virze śmierć, Srejović konstatuje: „Oczywiście tylko rezygnacja z osobistej wolności i skierowanie zaangażowania wszystkich do realizowania wspólnych celów spowodowała znaczący kolektywny rozwój ludzkiej energii, i w ten sposób powstała nośna organizacja społeczna, powstała wyraźnie potężna męska kultura.” (str. 151)

W kulturach matriarchalnych rzeczywiście na pierwszy plan wysuwa się kooperacja i współpraca. Bez nich te społeczeństwa nie mogłyby istnieć, to nie były miejsca dla indywidualistów. Analogicznie każda kobieta potrzebowała stabilnego otoczenia i pomocy, współpracy, doświadczenia innych kobiet aby wychować zdrowe potomstwo.

W rozdziale o strukturze rodzinnej Srejović zaczyna fantazjować: „Zgodnie z gospodarczymi układami, charakterem religii i „stylem’ całej kultury mężczyzna musiał odgrywać panującą rolę. To on, w społeczeństwie ogólnie jak i w rodzinie miał najwięcej do powiedzenia. Jednakowoż wydaje się, że również kobiety cieszyły się pewną równością i przy boku mężczyzn były dosyć rezolutne.” (str. 160). Potem fantazja galopuje bez trzymanki, jako że ojciec był głową rodziny, również wszyscy mężczyźni musieli wspólnie wybierać wodza osiedla. Ten „primus inter pares” miał zajmować największe domostwo i rządzić społecznością. Dowody? Oczywiście brak. To, że Srejović konfabulował to jasne, to że nikt nie zaprotestował i nie skorygował jego wywodów jest przerażające.

Oczywiście niezbitych dowodów na istnienie matriarchatu w Lepenskim Virze nie ma, ale są wyraźne wskazówki na istnienie egalitarnego i pokojowego społeczeństwa. 5000 lat liczyło nieprzerwane zaludnienie na tym terenie, oznaczało to 240 do 280 pokoleń ludzkich. Rodzaj pochówków zmieniał się, były pochówki poza terenem osiedla, były już wspomniane groby przy palenisku. Zmarli byli grzebani w pozycji embrionalnej, ale również na wznak. Znaleziono również zadziwiające pozycje z rozłożonymi nogami i złączonymi stopami w przysiadzie „po turecku”. Ciała zmarłych poddawane były dekarnacji, czyli usunięciu miękkich tkanek, szkielety były chowane, czasem osobno, czasem grupowo. Czaszki były odcinane, pozbawiano je również żuchw i ustawiane w domach na wybranych miejscach. Co najważniejsze, badanie szkieletów wykazało, że kobiety i mężczyźni mieli tak podobną budowę kostną, że czasami trudno było oznaczyć wyraźnie płeć. To oznacza, że obie płcie miały taki sam dostęp do żywności. W strukturach patriarchalnych kobiety często były drobniejsze i budowa ich kości wskazywała na gorsze wyżywienie. Przecież „głowy rodzin” miały tradycyjnie prawo do większej michy, z najlepszymi kąskami.

Srejović podkreśla dwa razy, że ludzie byli zdrowi i dożywali późnego wieku, czasami nawet 70 i 80 lat. Również istnienie w centrum osiedla tzw. placu zgromadzeń, czy rynku nie świadczy o tym, że na nim spotykali się tylko męscy przywódcy, wprost przeciwnie, historia społeczeństw egalitarnych czy matriarchalnych dowodzi, że służyły one jako miejsce narad, względnie obrzędów dla wszystkich. W końcu fakt, że jeden z domów (nr. 64) był wyjątkowo duży, 42 m kw., i w nim znaleziono dziewięć rzeźb wcale nie musiał oznaczać, że należał do „szefa”. Mogła w nim mieszkać osoba ciesząca się autorytetem, ale mogła to być np. szamanka. Powtarzające się mrzonki o „naczelniku”, czy „głównej władzy” to typowa projekcja myślenia patriarchalnego na struktury przedpatriarchalne. Podpis pod fotografią owego „Danubiusa” jest co najmniej kuriozalny. Znaleziony wraz z ową „Pramatką” miał być niby uważany za „stwórcę ludzi” przez mieszkańców twierdzi Srejović. To dlaczego Pramatka pokazuje waginę, dlaczego waginie jest poświęcona osobna rzeźba? Przecież to jest wyraźna epifania potęgi kreowania życia! Ta symbolika jest jednoznaczna. Oprócz tego znaleziono również czerwone pękate naczynie z rękami po obu stronach, jakby podtrzymującymi ciężarny brzuch! I nie można zapomnieć o Treskavacu, który wygląda jak wielka, bezgłowa olbrzymka, w której brzuchu widać wzniesienie, przypominające dziecko. W kulturze tak dobitnie podkreślającej płodność kobiecą trudno sobie wyobrazić męskiego stwórcę!

garnek

Pękaty, czerwony garniec z Lepenskiego Vira. (D. Srejović)

W 1970 roku rząd Jugosławii zdecydował się na zbudowanie zapory i zalanie części osiedla. Przeniesiono więc najważniejsze fundamenty nieco dalej i zrekonstruowano pod dachem muzeum. „To była największa masakra w historii kultury XX wieku” stwierdził architekt i artysta Aleksandar Deroko.

Baba Ryba w Bergamo.

Nie byłoby wpisu o Lepenskim Virze, gdybym nie odwiedziła niedawno museo civico di Scienze Naturali w Città Alta, Bergamo. Przy zwiedzaniu działu etnograficznego stanęłam jak wryta. Baba Ryba z Nigerii, ten sam jajowaty kształt, te same rybie usta i okrągłe oczy, te same ręce otwierające waginę! Do tej pory nie dostałam odpowiedzi z muzeum na moje pytanie, skąd dokładnie owa figura pochodzi i ile lat sobie liczy. Nie doczekam się, wiem że wszelkie zapytania wysyłane do muzeów wpadają w czarną dziurę. Najważniejsze jest to, że symbole Baby Ryby nie są unikatami, są wszędzie od Afryki po Serbię. Głoszą: pamiętaj, stąd pochodzimy.

Baba Ryba z Nigerii w muzeum w Bergamo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Srejović, Dragoslav, Lepenski Vir. Eine vorgeschichtliche  Geburtsstätte europäischer Kultur, Gustav Lübbe Verlag, 1972, Bergisch Gladbach

Gimbutas Marija, The Goddesses and Gods of Old Europe, Myths and Cult Images, University of California Press, 1982, Berkeley and Los Angeles

Pavlović, Miodrag, Opfer und Tempel, Literaturverlag Droschl, 1993, Graz

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Matriarchat u Ajnów

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 1, Stammgesellschaften in Ostasien, Indonesien, Ozeanien, Kohlhammer GmBH, Stuttgart, Berlin, Köln, 1999.

S. 127-139

6.3 Ajnowie w północnej Japonii

W północnej Japonii żyją do dzisiaj potomkowie pierwotnych mieszkańców, Ajnowie. Obszarem ich zamieszkania jest wyspa Hokkaido, południowa część Sachalinu, łańcuch wysp Kurylskich oraz południowa część Kamczatki. Hokkaido oraz północne wyspy są, w przeciwieństwie do południowych, opływane zimnymi prądami morskimi, w związku z czym panuje tam subarktyczny klimat z długimi zimami od listopada do maja. Rosną tam lasy sosnowe i brzozowe, w rzekach jest łosoś, w górach zwierzyna płowa i duże niedźwiedzie, w morzu pływają foki, morsy i wieloryby. To są dobra Ajnów, których tradycyjna egzystencja opierała się do niedawna na polowaniach, rybołóstwie oraz zbieractwie. Klimat nie pozwala na rozwijanie rolnictwa, kobiety Ajnów uzupełniają pokarm mięsny przez uprawę poletek.[1] W związku z tym, Ajnowie są typowymi reprezentami kultury zbieracko-łowieckiej, która odpowiada warunkom życia w paleolicie, na jej podstawie możemy się przekonać czy ten najstarszy model kulturowy jest patriarchalny, czy nie. W podręcznikach i pracach naukowych bowiem, kultura zbieracko-łowiecka jest stereotypowo przedstawiana jako patriarchalna.

Archeologia Japonii poświadcza, że nie mylimy się biorąc kulturę Ajnów za przykład paleolitycznego modelu. Albowiem w najwcześniejszym okresie kultury japońskiej, w czasach Jomon, Ajnowie zasiedlali prawie całą Japonię. (…)

Są rdzennym narodem o pierwotnym, azjatyckim typie, z prastarym językiem i kulturą. Zasiedlali północną Azję jeszcze przed dzisiejszymi narodami mongolskimi, z którymi nie mają nic wspólnego. Mają jasną karnację i okrągłe oczy bez mongolskiej fałdy powiekowej a mężczyźni noszą, w odróżnieniu od Japończyków, bujne, długie brody. Przez to Japończycy nadali im pogardliwy przydomek „kosmaci Ajnowie“. Etnolodzy widzą w nich typ zbliżony do europejskiego, byli porównywani do rasy kaukaskiej, indo-europejskich mieszkańców Kaukazu w dalekiej zachodniej Azji, nad Morzem Czarnym. To stawia nas przed pytaniem: czy są wschodnimi potomkami jasnoskórych, praazjatyckich narodów, z których wywodzą się Indoeuropejczycy? (…)

Styl życia Ajnów zachował się najlepiej na Wyspach Kurylskich, ponieważ nie byli tam przez stulecia poddawani wpływom japońskim oraz nie musieli się równie długo przed nimi bronić. Obyczaje kurylskich Ajnu są więc najlepszym przykładem ich pierwotnej kultury.[2] Mamy tu społeczeństwo z wyraźnym podziałem płci, w którym kobiety sprawują jednoznacznie nadrzędną rolę. Obowiązki, życie duchowe a nawet genealogia są odmienne u kobiet i mężczyzn. Mężczyźni zajmują się polowaniem i rybołóstwem, przez co ich rola społeczna w epoce kamienia zostanie niebywale wyolbrzymiona w większości podręczników. Japońscy Ajnowie zajmowali się również walką z napierającymi Japończykami, i w konsekwencji ulegli pewnej patrarchalizacji, jako że sztuka wojenna nie należała do ich kultury. W tradycyjnej społeczności Ajnów dominacja kobiet widoczna jest chociażby w sferze ekonomii: dzięki takim regularnym czynnościom jak zbieranie dzikich owoców, uprawa poletek, zbieranie drewna na opał, przygotowywanie posiłków, szycie ubrań oraz wychowanie dzieci, są w stanie nie tylko same się utrzymać, ale dodatkowo wyżywić mężczyzn. Ich łupy myśliwskie, bowiem, zależą mniej lub bardziej od przypadku.[3]

Wyraźny podział istnieje również w sferze rytualnej: mężczyźni wykonują obrzędy związane z polowaniem i rybołóstwem, podczas gdy kobiety zajmują się całą sferą szamanizmu. Szamanki nazywają się „Tusu Ainu“, wzywają przodków, są uzdrowicielkami oraz przekazicielkami starej kultury Ajnów recytując mity i epopeje w tańcu. Są otoczone przez duchy i przez Kamui Fuchi (wym. Fudżi, moja uwaga), najważniejszą boginię, porozumiewają się z innymi bogami. Do tego nie potrzebują świątyń, wystarczą im święte miejsca w naturze i głównie palenisko w centrum domu, ponieważ Kamui Fuchi jest boginią ognia, żyjącą w piecu i utrzymującą ludzi przy życiu dając im ciepło.[4]

Również genealogia jest podzielona, ponieważ kobiety zaliczają się do kobiecej linii a mężczyźni do męskiej. Tylko w tych liniach działa system pomocy rodzinnej co wpływa na silną więź między kobietami oraz silną więź między mężczyznami. Przy tej symetrii jednakże, ujawnia się tu pewien brak równowagi, albowiem tylko w linii matczynej występuje ścisła egzogamia, której nie ma w ojcowskiej linii. Kobiety tego samego klanu noszą sekretny pas pod ubraniem, którego żaden mężczyzna nie może zobaczyć. Owe pasy są znakiem ich klanowej przynależności oraz ich solidarności; przypisywane są im magiczne siły. Żaden mężczyzna nie może poślubić kobiety, która nosi ten sam pas co jego matka.[5] To oznacza, że kobiety w matczynej linii są widocznie mocniej między sobą powiązane, niż mężczyźni w męskiej. Linia matki jest ważniejsza, a co za tym idzie, to nie ojciec, ale wujek ze strony matki ma często znaczącą pozycję. Linia ojcowska jest względnie późnym dodatkiem, niewiele znacząca i w żadnym wypadku nie patriarchalna.[6] Tym samym możemy przypuszczać, że Ajnowie charakteryzowali się kiedyś pełną matrylinealnością.

Jest jeszcze pare innych cech, sugerujących, że kluczowa pozycja w ich społeczeństwie należała do kobiety: to ona inicjowała zaloty, to kobieta –zgodnie z zasadami klanowymi- wybierała swojego małżonka. Mogła mieć również kochanków. Pewna śmieszna historyjka opowiada o tym, jak jedna młoda kobieta Ajnów nie zawahała się również przed uwodzeniem młodego etnologa.[7] Według najstarszych zwyczajów, po ślubie młody małżonek wprowadzał się do domu teściowej, przez którą zostawał adoptowany. Tu ujawnia się pełna matrylokalność. W późniejszych czasach, obok domu matki został budowany dom dla żony, w którym była odwiedzana przez małżonka. Jeszcze później, kiedy Ajnowie zetknęli się z patriarchalnymi Japończykami, kobieta pozostawała parę lat, aż do narodzin pierwszego dziecka, w domu rodzinnym i dopiero potem przenosiła się do domu męża. Na Kurylach do tej pory mąż nie mieszka u żony, ale odwiedza ją w jej domu.[8] Dominująca rola kobiet w domu wyraża się również tym, że wydają mężczyznom polecenia oraz zapraszają ich do siebie. [9] Wszystkie przedsięwzięcia mężczyzn wymagają zgody kobiet, ale sprawy kobiece takie jak ciąża, poród czy śmierć członkini klanu są ścisłą domeną kobiet.[10]

Wielu badaczy zastanawia się, w jaki sposób kobiety mogły dojść do takiej władzy nad mężczyznami, którzy przecież często nie respektują nawet rozkazów własnych wodzów! Jednakże właśnie tu ujawnia się niehierarchiczny, niepatriarchalny wzór, według którego kobiety były zawsze chronicielkami starego, klanowego systemu równości. Robert Briffault komentuje lakonicznie, że to właśnie osobista perspektywa badaczy nie pozwala im uwierzyć, że mężczyzna nie był od początku panem i władcą. Gdyby kobiety od paeolitu miały jedynie pozycję równą niewolnikom czy bydłu to ich rozwój do tak wysokiej pozycji, jaką mają u archaicznych, jeszcze istniejących narodów jak Ajnowie, byłby niewyobrażalny. Stwierdza on lapidarnie, że teza paleolitycznej monogamii jest czystą teologiczną fikcją (Adam i Ewa), zupełnie nie do przyjęcia. Nie ma na to ani jednego dowodu, za to wiele mówi przeciwko owej tezie. Do tej pory nie znamy żadnego monogamicznego społeczeństwa wśród pierwotnych ludów. [11].

6.4 Świat wiary w neolicie między Azją i Ameryką

Wiele w społeczeństwie Ajnów przypomina formy bytowania neolitycznych zbieraczek i łowców, chociaż nie używają już narzędzi kamiennych i zamiast w jaskiniach, mieszkają w drewnianych domach. Również świat ich wierzeń jest niezwykle archaiczny: najważniejsze klany (kobiece) noszą imiona wielkich zwierząt jak niedźwiedź, uważany za boga gór, oraz orka, bóg morza. Podobnie jak inne zwierzęta, są bogami w zwierzęcym przebraniu oraz czczone jako zwierzęta totemiczne rodziny czy klanu. Po upolowaniu zwierzęcia mężczyźni przeprowadzają rytuały, śpiewają oraz ofiarowywują mu drewniane rzeźby. Ajnowie wierzą, że zwierzę chętnie opuszcza swoje ciało, jeżeli jego duch, obdarowany prezentami od ludzi, a szczególnie pieśniami, wraca do krainy przodków, bogów – zwierząt. Będzie tam podziwiany przez innych zwierzęcych przodków. Gdyby zjawił się tam bez ludzkich podarunków, płacząc i narzekając, wtedy przodkowie rozgniewali by się i nie wysłali następnych zwierząt na ziemię. Ajnowie dzielą ową wiarę, która prawdopodobnie sięga neolitu, z innymi narodami myśliwskimi Syberii i północnej Azji. [12]

Czczenie zabitych zwierząt pochodzi od czci oddawanej zmarłym ludziom, również oni są żegnani przez obrzędy, pieśni oraz dostają bogate podarunki. Troska o przodków była zawsze domeną kobiet, ponieważ życzyły sobie od nich nowych potomków. Miejscem kultu przodków było otwarte palenisko w środku izby, to w nim, według prastarych wierzeń Ajnów, żyły dusze, to tam były wrota do świata podziemnego. Prawdopodobnie wcześniej zmarli byli grzebani pod ziemią, w pobliżu ognia. Palenisko było czworokątne co dodatkowo oznaczało cztery strony świata i było jego wizerunkiem. W pełni zrytualizowanym świecie Ajnów dom był centrum wiary, a w domu piec, przy którym czuwała kobieta, właścicielka domu. To ona, oraz szamanka, była społeczną i duchową osią, ona przeprowadzała domowe rytuały łączące ją z bogami i przodkami. Przy każdym obrządku była obecna Kamui Fuchi, bogini ognia w ogniu pieca, ją czczono i wołano, bez niej, boskiej przodkini wszystkich kobiet, ich prababci, nie mogła się odbyć żadna uroczystość. Również w życiu codziennym dbano troskliwie o boginię ognia, stojącą w centrum świata Ajnów. Wieczorem posypywano ją popiołem żeby ‚poszła spać“, rano została budzona przez dmuchanie. Ogień nie mógł zagasnąć, a jeśli to się strażniczce ognia przydarzyło odczuwała to jako sporą porażkę i wstyd. [13]

Również w mongolskich narodach Syberii i północnej Azji mamy w środku domu, albo jurty święte palenisko, otoczone opieką przez kobiety. Znamy ich modlitwę do bogini ognia, podobną do modlitwy Ajnów:

„Kłaniam się nisko

„I składam ofiarę

Tobie, moja matko i bogini ognia,

Któraś powstała,

Kiedy na ojcowskim niebie

Nie było chmur,

Kiedy matka ziemi Ertügen,

Była tak mała jak odbicie stopy

Używając kości barana o skręconych rogach,

Przygotowuję ofiarę,

Dla ciebie, matko i bogini ognia,

Która narodziła się,

Gdy morza i rzeki,

Były zatęchłymi kałużami,

Kiedy potężna, broniąca nas góra,

Była małym pagórkiem…“

Po modlitwie szamanki, Kamui Fuchi pomaga jej wejść, w tańcu, w stan opętania. Duch przodka, albo zwierzęcia wchodzi w nią i doprowadza do ekstazy, w tym stanie przekazuje wiadomości od przodków, duchów i bogiń. Szamanka może również śpiewać długie, piękne pieśni o naturze bogiń Ajnów oraz czynach herosów, są to bogate eposy, przekazywane jedynie ustnie przez szamanki. Może również tańczyć w naturze, kiedy jej taniec jest spokojny wtedy wiatr się uspokaja, jeżeli zacznie dziko wirować, wtedy sprowadza wichurę. Podobnie jak szamanka, również bogini wiatru tańcząca na szczytach górskich, przywołuje szturm na morzu. (…)

Japońskie słowo „Kami“ określające bóstwo pochodzi od słowa Ajnu „kamui“, również nazwa Fudżijamy (Fuchi Yama) pochodzi od bogini Ajnów Kamui Fuchi; czczili w nim boginię jeszcze przed Japończykami. Panteon Ajnów jest w większości żeński: jest wspaniała bogini pająk, która nie tylko plecie nici w tkalni, ale również nici życia, jest bowiem boginią narodzin. Jest również boginią szamanek (…)

Matka ziemi obdarza bogactwem lasów, jej córkami i synami są zwierzęta, jak niedźwiedzi bóg i bogini wilczyca, idole myśliwych. Bogini wody, morza i rzek jest wielką, karmiącą matką. Ratuje ludzi od głodu, wysyłając jako orka od czasu do czasu wieloryby na brzeg, które na długo mogą dostarczyć pożywienia. (…)

Polecam filmy o Ainu na youtube, niestety matriarchalna tradycja nie jest w nich tematyzowana.

 

Have you heard about Ainu, https://www.youtube.com/watch?v=0Q6cYEQUpBg

Sachalin Ainu: https://www.youtube.com/watch?v=2L96dMUfMeg

 

 

 

[1] Por. Neil Gordon Munro, „Ainu, Creed and Cult“, London, 1962, s. 1

[2] Por. R. Briffault, op. cit., s. 295

[3] Por. Philippi, op. cit., s. 44

[4] Por. Philippi, op. cit., s. 45, Emiko-Ohnuki-Tierney: „The Shamanism of the Ainu“ (Sachalin), w „Ethnology“ 12, Pittburg 1973.

[5] Por. Philippi, op. cit., s. 45

[6] Por. M. A. Czaplicka „Aboriginal Syberia. A Study in Social Anthropology“, Oxford, 1914 s. 104 / por też badaczy Sternberg i Piłsudski, cyt. u Czaplickiej.

[7] Por. R. Briffault, op. cit, s. 120

[8] Por. R. Briffault, op. cit., s. 295 (wdł. Siebold, Batchelor, Czaplicka)

[9] Por. R. Briffault, op. cit. s. 326

[10] Por. Philippi, op.cit., s. 46

[11] Por. Briffault, op. cit., s. 303, 327.

[12] Por. Philippi, op. cit., s. 87

[13] Por. N. G. Munro, op. cit. s., Philippi, op. cit., s. 68, Emiko Onuki-Thierney

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Już niedługo w księgarniach

heidebuchTrzeci tom Historii Matriarchatów Heide Göttner-Abendroth został wydany 30 kwietnia tego roku. Tytuł: „Historia matriarchalnych społeczeństw i powstanie patriarchatu”. Tym razem autorka przedstawia historię społeczeństw zachodniej Azji oraz Europy.

Nie mogę się doczekać.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | 3 Komentarze

Matriarchat w dawnej Japonii

W niedawnej dyskusji na Facebooku, w grupie „Dziewuchy Dziewuchom” pojawil się temat roli kobiety w Japonii. Jedna z dyskutantek zapytała o matriarchat, który miał panować tam do III w. n. e. W związku z tym podrzucam tłumaczenie paru rozdziałów z drugiego tomu pracy H. Göttner-Abendroth o matriarchatach. W następnym blogu udostępnię tłumaczenie dalszego rozdziału o Ainu.

Bogini Amaterasu i tańcząca kapłanka

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 1, Stammesgesellschaften in Ostasien, Indonesien, Ozeanien, Verlag W. Kohlhammer, 1999, s. 118-127

Dla Amaterasu, japońskiej Bogini Słońca i Kamui Fuchi, Bogini Ognia Ainu

6. Wyspy wokół Japonii: kultura kobieca na południu i północy

6.1 Kult shintō w Japonii

Odpowiednikiem koreańskich szamanek „Mudang“ są w Japonii „Miko“. Panowały od najstarszych czasów pierwotnej japońskiej religii shintō. W shintō mamy do czynienia z trzema okresami, zgodnymi z rozwojem japońskiej kultury. [1] Od epoki kamiennej do epoki żelaza (4500 p.n.e. do VII wieku n.e.) panował pra-shintō, w którym kapłanki klanowe dziedziczące funkcję, były odpowiedzialne za cały obrządek religijny. Od średniowiecza do nowożytności (VII – XIX wiek) panował okres zorganizowanego czy upaństwowionego shintō, idącego w parze z patriarchalizacją i centralizacją Japonii trwającą ok. 200 ostatnich lat. Proces ten oddzielił shintō w sanktuariach, wraz z ich cesarsko-urzędniczą kastą od tolerowanego, ale pogardzanego ludowego shintō. Kobiety w roli Miko występowały w obu sferach, lecz w sanktuariach dzieliły obowiązki z mężczyznami. Zostali oni naznaczeni do roli kapłanów urzędników, ale musieli przyjąć kobiece imiona oraz nosili kobiece stroje. [2] Wraz z nacjonalistyczną i wrogą kobietom rewolucją Meiji (1868 do dzisiaj), w ramach zaostrzonej centralizacji kobiety zostały całkowicie odsunięte od pełnienia funkcji kapłańskich, zabroniono im również pełnienia funkcji Miko w wersji ludowej kultu. Państwowe shintō zostało oczyszczone ze wszystkich magicznych i religijnych elementów a świątynie zostały wyznaczone na miejsca państwowych uroczystości. Nie udało się jednak całkiem wykorzenić tradycyjnej obrzędowości w ludowym shintō. W czasach współczesnych, wraz z upadkiem cesarstwa po II Wojnie Światowej, oficjalne shintō uległo deformacji stając się prywatnym rytuałem cesarskiej rodziny. Jednocześnie zaczęły się rozpowszechniać nowe religie, tworzone przez kobiety, w których odrodziła się funkcja Miko.

W epoce pra- shintō kobiety zajmowały najwyższe funkcje jako Miko. Chińskie i japońskie prace historyczne, zajmujące się tym okresem, wspominają o wielu rządzących królowych, które jednocześnie były szamankami o charyzmatycznym autorytecie. Jeszcze w trzecim wieku n.e. mówi się o Himiko, która nie była wyjątkiem, ale ostatnią z długiej linii królowych-szamanek, noszących dziedziczny tytuł „Himiko“ [3] W związku z tym, że od czasów kamienia do 3 w. n. e. kapłaństwo w pra-shintō było jednoznaczne ze sprawowaniem najwyższej władzy w różnych królestwach, niektórzy badacze starożytnej Japonii mówią jednoznacznie o matriarchacie. [4]

To panowanie kapłanki odbywało się według znanego klasycznego, matriarchalnego modelu; reprezentantką największego sakralnego systemu była kobieta, której syn albo brat sprawował administracyjne obowiązki. Obszar jego działalności nazwalibyśmy dzisiaj „świeckim“, gdyby nie to, że matriarchalne społeczeństwa nie znały podziałów na „sacrum“ i „profanum“. Królowa-kapłanka nie pokazywała się w oficjalnie, ale „była otoczona tysiącem służebnych“ (Wie-Chih o Himiko). Te tysiące kobiet z pewnością nie pełniły roli służebnych, ale były doradczyniami tronu i utrzymywały łączność z matriarchalnymi rodami w kraju. Królowa-kapłanka pra-shintōizmu była przy tym mocno związana z Boginią, objawiającą się w szamanistycznych rytuałach w jej osobie. W stanie ekstazy występowała sama jako Bogini. Odzwierciedla to również określenie „Kami“ na bóstwo, zawierające dwa tożsame znaczenia „służyć bóstwu“ oraz „być bóstwem“. [5] Jej syn, względnie brat, był odpowiedzialny za wypełnienie boskiej przepowiedni. (…)

W matriarchalnym pra-shintōizmie funkcja kapłanki nie była wyłącznie przypisana królowym. Każda kobieta, przeprowadzająca rytuały inicjacji posiadała funkcję Miko i mogła dokonywać ceremonii, szczególnie wtedy gdy była matką, albo jeszcze lepiej – matką całego klanu i dla dobra dzieci i rodziny zajmowała się kultem. Dopiero z czasem ta ogólna sakralna funkcja wszystkich kobiet uległa zróżnicowaniu na zaklinaczkę zmarłych, wróżkę, sakralną położną, tancerkę. Święte kobiety, które służyły wyłącznie jednej bogini, nazywały się „Himmo“, albo „Shomo“, co oznaczało świętą matkę. [6]

W tym kontekscie bardzo ciekawym jawi się starojapońskie słowo „Imo“ oznaczające jednocześnie „siostrę“, „kochankę“ oraz „małżonkę“. Wskazuje na bliski matriarchalny związek między siostrą i bratem u królowych Himiko, które miały przy boku brata w funkcji koregenta a może nawet w roli kochanka.

Wyspy Riukiu

6.2. Siostra i brat na wyspach Riukiu

Duchowa dominacja siostry oraz mocny związek brata i siostry nie należą jedynie do historii w kulturze Japonii. Na wyspach Riukiu, do których należy również Okinawa, japońscy etnolodzy zbadali relacje, które są żywym przykładem na układy w starożytnej Japonii. Wyspy Riukiu tworzą połączony łańcuch ciągnący się od południowego krańca Japonii aż do Tajwanu/Formosy. Przy dobrej widoczności można płynąć wzdłuż nich od Tajwanu do Japonii, bez używania sprzętu nawigacyjnego. Dzięki odosobnieniu wysp zachowały się tam zwyczaje charakterystyczne dla dawnej Japonii. I tak, jeszcze do niedawna główna kapłanka, siostra króla nosząca tytuł „Kikoe no Ogimi“ wraz z innymi kapłankami, była uważana za boginię. Przy tym siostra króla była rzeczywistą regentką, wielką, charyzmatyczną postacią, opiekującą się królem i sprawującą najwyższą władzę nad całym krajem.

Ów związek brata i siostry nie dotyczył tylko kobiet z arystokracji, wszystkie kobiety na wyspach Riukiu były czczone przez braci jako „Onari-gami“, „żywa dusza siostrzana“, albo „bogini-siostra“. Kiedy mężczyźni wypływali na morze nosili przy sobie parę włosów swoich sióstr, gdyż były one jednocześnie kapłankami jak i boginiami opiekuńczymi klanu.[7]

Tekst pieśni wioślarzy z Rukiu brzmiał następująco: „nasza rodzona siostro, bogini, przybyłaś aby się nami opiekować. Dusza naszej siostry zamieni się w pięknego motyla, niezwykłego motyla“.

Motyl jest jednocześnie przybyszem z Innego Świata jak i symbolem bogini-siostry. Spełniała ona funkcję rodzinnej kapłanki przy grobie klanowym i w czasie szamanistycznego transu wcielała w siebie dusze przodków, które za jej pośrednictwem służyły klanowi radą i wskazówkami. (…)

Wiara Onari-gami na wyspach wskazuje na to, że matriarchalna kultura dawnej Japonii musiała przyjść z południa. Najstarszą historyczną epoką Japonii jest kultura Jomon, w której zbieraczki i łowcy przyszli z północy przez wyspę Sachalin, leżącą nad ujściem syberyjskiej rzeki Amur. Na japońskiej północnej wyspie Hokkaido żyją potomkowie Jomonów, Ainu, pierwotni mieszkańcy Japonii, którzy zdecydowanie nie mają patriarchalnej tradycji. [8]

Kultura agrarna późniejszego okresu Yayoi wraz z charakterystycznymi cechami matriarchatu dotarła do Japonii jednak z południa. Tu właśnie znani nam już ludzie Yueh odegrali najważniejszą rolę, ich kultura jest jeszcze częściowo zachowana u nie-chińskich narodów jak Yao, Tai i Miao na południu Chin (por. rozdział 4). Ludy Yueh, ludzie morza, wyruszając z południowo-wschodnich Chin zasiedlali obszary Filipin, Tajwanu, żeglowali wzdłuż wybrzeży do poł. Korei i wzdłuż wysp Riukiu do poł. Japonii. Napotkali tam ludy Ainu z północy z którymi się nigdy nie wymieszali. Wprowadzili uprawę ryżu w wodzie, uprawę drzew owocowych, udomowili zwierzęta i budowali wielkie megality, które można znaleźć w Japonii i Korei. (…)

Dopiero koło 200 roku n.e. hordy konnych najeźdźców, przybyłe z Korei do poł. Japonii i należące do syberyjsko-ałtajskiej grupy etnicznej, rozpoczęły podbój pojedynczych matriarchalnych klanów oraz wprowadziły wczesny patriarchat centralizując władzę cesarską.[9]

W tym samym czasie nastąpił rozłam kultury państwowej i narodowej. Jeszcze później Japonia stała się, podobnie jak Korea, przez wprowadzenie najpierw buddyzmu a potem konfucjanizmu jako doktryny państwowej, chińską prowincją kulturalną wraz z odpowiednim podporządkowaniem kobiet. [10]

W kontekście epoki Yayoi nie dziwi nas fakt, że w mitologii południowej Japonii znajdujemy elementy, które nawiązują do innych narodów południowej Azji, aż do Khasi w Assamie. [11] Wyróżnia się tu znowu temat siostry i brata np. w historii Izanami i Izanagi, pierwotnej pary rodzeństwa, które stworzyło Japonię. Boski brat Izanagi, stojący na niebiańskim wiszącym moście miesza swoją „włócznią“ mętne wody potopu, po czym boska siostra Izanami rodzi parę wysp, z których powstaje Japonia. Następnie Izanami rodzi boginie wód i oceanu, wiatrów, drzew, gór, pól i zboża; wszystkie mają charakter ziemsko-agrarny. Zaludnia Japonię i to nadaje jej charakter Matki Ziemi, podczas gdy Izanagi przybiera cechy boga nieba, z jego oczu powstaje słońce i księżyc. Pramatka Izanagi umiera podczas narodzin boga ognia i w ten sposób staje się boginią śmierci w krainie umarłych. Tu odzwierciedla się jasno mit wegetacyjny, w którym bogini natury przemieszcza się między górnym i dolnym światem – ogień niszczy wegetację.

W dalszej części mitu widzimy Izanagi buntującego się przeciwko owemu prawu zamiany życia w śmierć, schodzi on do dolnego świata i mimo zakazu patrzy na boginię śmierci Izanami oraz ucieka przed prześladowcami przy pomocy magii. Oznacza to, że chce tylko popatrzeć na śmierć a samemu nie umrzeć, co narusza kosmiczne prawo rodzenia się i umierania, któremu nawet Izanami się podporządkowywuje. Izanami jest oburzona i rozszerza prawo życia i śmierci również na ludzi: dziennie ma umierać tysiąc ludzi! Izanagi sprzeciwia się temu i stwarza tysiąc pięćset chatek narodzin, aby jeszcze więcej ludzi wróciło ze świata umarłych. Tu jednak kończy się jego moc, ponieważ tylko Izanami, wielka bogini królestwa zmarłych, może wysłać wysłać dzieci do ponownego narodzenia na ziemię ze świata podziemnego. Dostrzegamy więc pewien konflikt między Izanami i Izanagi, który został narzucony przez patriarchalnych skrybów z jasnym zamiarem podważenia starej matriarchalnej wiary w życie, śmierć oraz ponowne narodziny. Są przesłanki na to, że partner Izanagi, który występuje jako bóg działający przeciwko bogini został dodany później i, że Izanami pierwotnie sama z siebie, jako potrójna bogini niebios, ziemi i świata podziemnego, wykreowała kosmos. (…) Różne wersje owego mitu występują na wyspach Riukiu, Okinawie, w Tajwanie, u Miao, Tai i Yao w południowych Chinach, u Tajów, Khmerów i innych narodów Indochin jak i na większych wyspach Indonezji oraz mniejszych Polinezji a więc na całym obszarze, w którym istniały matriarchalne rolnicze społeczeństwa okresu kamiennego.[12]

Motyw siostry ustanawiającej prawo, stwarzającej porządek dla ludzi i kosmosu, oraz brata występującego przeciwko niemu, powraca również w japońskiej mitologii wraz z boginią Amaterasu i jej bratem Susanoo oraz księżniczką Toyotama i księciem Hoori. (…) Podobnie jak pramatka Japonii Izanami, tak i Amaterasu, czczona w świątyni Ise na wschodnim wybrzeżu, musiała być praprzodkinią wielu matriarchalnych grup, zanim została, ta najważniejsza ludowa bogini, przejęta przez patriarchalnych cesarzy jako wyłączna przodkini domu cesarskiego. Była panią świata, który uczyniła zdolnym do zamieszkania, posługując się typowymi matriarchalnymi kunsztami. [13] Założyła małe niebiańskie poletka ryżowe oraz niebiańskie długie pola ryżu i corocznie kosztowała ryżu. Najchętniej przesiadywała ze swoim towarzyszkami w świętej tkalni tkając boskie szaty. Nocami spała w niebiańskiej jaskiniowej grocie. Brat Susanoo był panem burzy i morza i miał dlatego wielce wybuchowy charakter. (…) Kiedy wygrał, zakładając się z siostrą, pycha go poniosła i stracił samokontrolę: zdewastował jej pola ryżowe, zniszczył rowy nawadniające i rozrzucił to wszystko naokoło jak gruzy i śmieci. (…) Odarł ze skóry konia i rzucił go na dach świętej sali tkalni, w której Amaterasu przebywała wraz z towarzyszkami. Umarły z szoku a Amaterasu przepełniona gniewem i bólem zamknęła się w swojej grocie i odmawiała wyjścia. Nastąpiło straszliwe i wieczne zaćmienie słońca na świecie.

Ta część mitu sięga do politycznych zdarzeń kiedy wczesnopatriarchalne narody jeźdzców napadły Japonię z Korei, dewastując uprawy rolników i prześladując matriarchalne królowe. [14] Mit opowiada o zniesieniu przez nich władzy matki klanowej – towarzyszki Amaterasu „umarły“ -, ale bogini słońca była tak głęboko zakorzeniona w wierze ludowej, że nie udało się jej zabić. Wprost przeciwnie, bogini słońca broni się przez pogrążenie świata w ciemnościach. Niezwykle interesująco przedstawia się jej metamorfoza w Miko, boską szamankę, mogącą przynieść pomoc: miriady bogów zbierają się przed grotą Amaterasu, ale na próżno błagają, proszą i żalą się. Zagniewana bogini wzbrania się przed wyjściem. Rozkazano wtedy wszystkim kogutom zapiać, jako że kogut jest świętym zwierzęciem słońca, budzącym je każdego dnia. Jednak nawet one nie odniosły sukcesu. Zawołano wtedy boginię szamankę Amę no Uzume, która zaczęła frenetyczny taniec przed grotą, wpadła w erotyczną ekstazę obnażając piersi a potem zrywając z siebie całe odzienie. Zgromadzeni bogowie zaczęli się gromko śmiać i Amaterasu, zaciekawiona hałasem, wyjrzała z groty. Zapytała o powód owego śmiechu a Miko odpowiedziała, że bogowie znaleźli lepszą boginię od Amaterasu i stąd ich radość. Amaterasu otworzyła szerzej drzwi aby przyjrzeć się owej bogini. Wtedy bóg siły odsunął jej drzwi jeszcze szerzej i światło Amaterasu rozbłysło całą mocą, spojrzała w święte lustro trzymane przez bogów i zobaczyła nową boginie, czyli samą siebie!

Mit pokazuje, że tylko Miko może wywołać słońce z groty swoim ekstatycznym tańcem, ponieważ zna naturę owej matriarchalnej bogini. Jej postać wraz z erotycznymi elementami należy do najstarszych źródeł mitu o Amaterasu. Prawdopodobnie kapłanka boginii słońca nazywała się sama wcześniej Amaterasu, ponieważ wykonywała wszystkie czynności zarezerwowane dla bogini słońca w rytualnych obrzędach, jej mężem i bratem był Susanoo. Dla narodu stawała się na pewien czas boginią, czczoną jako „Jej Wysokość Szamanka“. Owa cześć dla szamanki jako bogini podczas wypełniania jej funkcji jest oddawana nawet dzisiaj na wyspach Riukiu, w samej Japonii jeszcze do dzisiaj przetrwały rodziny szamanek, żyjących w matriarchalnym i matrylokalnym systemie w pobliżu świątyń (…).

Religia ludowa przetrwała w obrazach i w obrządkach, o wiele bogatszych niż rytuały udomowionej państwowej religii. Ich elementy nie tylko łączyły niższą klasę japońską z sąsiednimi kulturami południowych wysep, ale również z przetrwałymi i znanymi kulturami matriarchalnymi w całej wschodniej Azji. Nieprzypadkowo znajdujemy mit o schowaniu się słońca i jego przywołaniu przez szamankę czy koguta u Miao w poł. Chinach jak i u Khasi czy Naga w Assamie. [15] To samo dotyczy czczenia przez rolników bogiń klanowych czy bogiń gospodarstwa, czyli przodkiń. Jedną wielce starą boginią ziemi, lasu oraz gór jest „Yama no-kami“, albo „Yamahime“ (górska księżniczka). Drwale wyobrażali ją sobie jako piękną kobietę, niezwykle chętną do miłosnych gier. W związku z jej kultem istnieje wiele erotycznych rytuałów, przeprowadzanych albo w lesie, albo na górach. Do kultu górskiej bogini należało również przeprowadzanie zmarłych dusz oraz obrządki płodności, przepowiednie plonów oraz bitwy na kamienie między grupami młodych mężczyzn, między którymi sama bogini wybierała sobie ofiarę. Również święta góra Japonii, Fuji Yama (Góra Ognia) była siedliskiem bogini o imieniu Sengen-Sama. Owa tradycja łączyła się z kultami innych wielkich bogiń gór w całej zachodniej Azji. Dopiero podczas industrializacji Japonii na wzór krajów zachodnich owe obrządki zostały wytępione.

[1] Por. Haruko Okana „Die Stellung der Frau im Shintō“ Wiesbaden 1976, M. Eder „Geschichte der japanischen Religion“, Nagoya, 1978, s. 218

[2] Por. H. Okana, op.cit., s. 23

[3] Por. H. Okana, op.cit., s. 27

[4] Por. H. Okana, op.cit., s. 30, 35, 22ff

[5] Por. pojęcie „Kami“ u Edera, op. cit. s. 1-49

[6] Por. H. Okana, op. cit., s. 18 i 38

[7] Por. H. Okana, op. cit., s. 16 i 26-28

[8] J. M. Kitagawa, Prehistoric Background of Japanese Religion, w History of Religion, tom 2, Chicago, 1963, s. 304

[9] Por. niezwykle ciekawą książkę C. i A. Cowell, Japan’s Hidden History. Korean Impact on Japanese Culture, Elisabeth (New Jersey) i Seoul (Korea) 1984, Kitagawa op. cit., s. 310, M. Eder, op. cit., s. 268

[10] Por. M. Eder, op. cit., s. 279

[11] Por. U. Pauly “Japan und die Kultur aus dem Süden” w “Beiträge zur Japanischen Ethnogenese”. Wyd. Kreiner, Bonn 1980, s. 78-80, Taryo Obayashi “The Origins of Japanese Mythology” w “Acta Asiatica” 31, Tokyo 1977, s. 1-23

[12] Por. U. Pauly, op. cit., s. 78-90

[13] Por. Odette Bruehl „Japanese Mythology“ w „New Larousse Encyclopedia of Mythology“, London, New York, 1974, s. 409, A. Wedemeyer „Das Verbergen der Sonnengottheit in der Felsenhöhle“ w „Deutsche Gesellschaft fuer Natur- and Voelkerkunde Ostasiens“, Tokyo, 1935.

[14] Por. tlumaczenie mitu: M. Eder, op. cit., s. 225 i 226, H. Okana, op. cit. s. 73-81

[15] Por. Taryo Obayashi „Die Amaterasu Mythe im alten Japan und Sonnenfinsternismythe in Suedostasien“ w „Ethos“, 25, Stockholm, 1960

Opublikowano BLOG | Otagowano , , , | Dodaj komentarz