Przed Prorokiem

Po ataku terrorystycznym w Mekce w 1979 roku, w którym zginęło około 1000 osób, jedna z bomb rozerwała posadzkę Kaaby. Pod nią znaleziono wiele rzeźb przedislamskich bóstw. Zostały one błyskawicznie usunięte przez Saudów i umieszczone w nieznanym miejscu. Prawdopodobnie oprócz Hubala, Rudy i Duszary znajdowały się między nimi również wizerunki Trzech Bogiń. Nigdy się o tym nie dowiemy.

Odradzałabym dyskusje o nich z konserwatywnymi muzułmanami. Już samo stwierdzenie, że kiedyś, wśród plemion arabskich panowała Wielka Bogini Al-Lāt oraz jej dwie towarzyszki Al-Uzza i Manat, może urazić uczucia religijne. Wspomnienie o tym, że obecne święte miejsca islamu należały kiedyś do niej, może zmobilizować fanatyków. Przekonał się o tym pewien nieszczęsny angielsko-hinduski pisarz, który odważył się w 1988 roku poruszyć temat „Szatańskich Wersetów“.

Susanne Krone, autorka pracy doktorskiej o Al-Lāt, dziwi się w przedmowie do swojej książki, że do tej pory nikt nie podjął się badań nad postacią, charakterem oraz różnorodnymi formami Bogini. Ja się dziwię nieco mniej i podejrzewam, że na prace, szczególnie popularnonaukowe o przedislamskich kulturach i kultach musimy trochę poczekać.

„ Al-Lāt była w Ta’ifie. Była młodsza od Manat. Al-Lāt była sześcianem kamiennym, przy którym Żyd zwykł rozgniatać kaszę (w innych wersjach tłumaczeń: „gotować owsiankę“). Jej opiekunami byli Banu Attab b. Malik z plemiona Taqif. Wznieśli nad nią budynek. Kurajszyci i wszyscy Arabowie czcili ją. To od niej pochodzą imiona „Zayd al-Lat“ i „Taym al-Lat“. Była w tym miejscu, gdzie dzisiaj stoi minaret z lewej strony meczetu w Ta’ifie. Al-Lāt jest jedyną, którą Allah (wielki i wzniosły) wymienia w Koranie mówiąc „co myślicie o Al-Lāt i Al-Uzza?“.

Tak rozpoczyna słynny arabski filolog Hisam b. Muhammad al-Kalbi (737–819) rozdział o Bogini w swojej książce „Kitab al-asnam“ (Księga Idoli) poświęconej pogańskim, staroarabskim kultom.

Książka Susanny Krone jest drobiazgową analizą wszelkich dostępnych źródeł. A tych jest niemało, poczynając od zapisów greckich i rzymskich geografów i filozofów, przez księgi żydowskich mędrców do arabskich i syryjskich myślicieli i poetów. Imiona teoforyczne (czyli zawierające imię boskie) są kolejnym ciekawym tropem. Przede wszystkim archeologia dostarcza wiele cennych artefaktów, jak gliniane tesserae, czyli „bilety wstępu“ do uczt na cześć Bogini, monety, wizerunki oraz w końcu znaleziska najważniejsze: miejsca kultu i ruiny świątyń.

Kim była?

Źródła udowadniają, że jej kult trwał od 500 r. p.n.e. do 700 r. n.e., a więc więcej niż tysiąc lat na terenach całej północnej Arabii, na arabskim półwyspie, Arabii Wschodniej oraz na częściach Arabii Południowej. Tym samym zasięg jej władzy jest nieporównywalny z innymi przedislamskimi bogami arabskich plemion. Jej imię znaczy po prostu „Bogini“. Herodot wspominał ją w swoich Historiach, nazywając ją Alilat i porównując z Afrodytą Uranią. Susanne Krone potwierdza jego wersję, twierdząc że jej imię jest kontrakcją z al-ilahat przez al-ilat, podobnie jak al-ilah został skrócony do Allaha.

Wielu specjalistów łączy arabską Al-Lāt z południowo-mezopotamską Allatum. Źródła pisane dowodzą, że oddawano jej cześć co najmniej od 1400 r. p.n.e między innymi w Nippurze, Ur i Zimudarze. Jej małżonkiem był Nergal a towarzyszką, względnie alter ego była bogini świata podziemnego Ereshkigal.

W ogromnym arabskim materiale źródłowym dot. Bogini zadziwia jedno: brak mitologii i mitów. Kiedy w tym samym czasie na całym semickim obszarze oraz w klasycznym antyku roi się od opowieści o przygodach członków Panteonu, w arabskiej religii nie ma ich zupełnie. Krone nie znajduje na to wytłumaczenia. Całkiem możliwe, że owe opowieści istniały, ale były przekazywane w ściśle zamkniętych kręgach, np. wśród Beduinek. Trudno uwierzyć, że matki nie opowiadały dzieciom bajek o potężnych, dobrotliwych, względnie okrutnych boginiach i bogach i ich spotkaniach z ludźmi.

Przed zwycięstwem kultur monoteistycznych panował ogólny synkretyzm bogów. Podczas podbojów statuetki czy większe rzeźby bogów i bogiń zostały rabowane ze świątyń i zawożone do rodzimych krajów, gdzie czekało na nie godne miejsce i szacunek. Zdarzało się, że w wypadku zawarcia pokoju zostawały zwracane przez najeźdźców. W większych miejscach kultu spotykało się bóstwa noszące podwójne, np. arabsko-greckie imię. Podobnie było z boginiami arabskimi. Oto niektóre alter ego Al-Lāt:

Najczęściej Al-Lāt asymilowano z Ateną. Bogini nosiła podwójne imię zarówno na większych rzeźbach jak i na małych statuetkach. Podwójne imię pojawia się np. na ołtarzach, tak jak na ołtarzu znalezionym w Kordobie „Athena Al-Lāt“. Dosyć często występowała jako Nemesis, względnie Tyche.

Kolejną boginią, z którą była kojarzona, była Artemida. W Palmyrze, w sanktuarium Al-Lāt znaleziono kamień wotywny z 6 wieku p.n.e., który nosi napis „Dla Al-Lāt, która jest Artemidą“.

Nosiła również epitet „Rabba“ – Pani. Było to jej drugie imię w Ta’if, jednym z jej największych miejsc kultowych. Imię „Rabba“ nosiła również Kaabah z Nagranu oraz inne, liczne święte miejsca. U Nabatejczyków była znana jako „Tagiya“, czyli „Pani miejsca“, tak nazwany był święty kamień w Salhadzie. Słowo to oznacza wierzchołek góry, wyżynę, czy gładki kamień, albo skałę.

Była nazywana również „Gad“, czasami Ga-lat, czy Godlath. Oznacza to szczęście, dobry los i jest nazwą bogini przeznaczenia podobnie do greckiej Tyche.

Występowała jako alter ego Isztar, Asztarte oraz Atargatis, nazywana była gwiazdą Wenus. Była kojarzona z księżycem, a na jej kultowych kamieniach wyryte były symbole księżyca.

Afrodyta/Asztarte z Nikozji w muzeum Pergamon w Berlinie. Z gołębicą. Krewna Lat i Uzzy.

Miejsca kultu i symbolika Al-Lāt

Była najważniejszą Boginią północno-arabskich Nabatejczyków. To właśnie u nich było najwięcej imion z nazwą Bogini. Oto niektóre z nich:

„Pastwisko Al-Lāt“

„Sługa Al-Lāt“

„Służąca Al-Lāt“

„Dar Al-Lāt“

„Ćma Al-Lāt“

„Klitoris Al-Lāt“

„Al-Lāt chroni“

„Radość Al-Lāt“

„Szczęście Al-Lāt“

„Ziarno Al-Lāt“

W północno-zachodnich oazach potwierdzono jeszcze inne warianty imienia Bogini: „Prezent Al-Lāt“, „Hiena Al-Lāt“ oraz „Al-Lāt jest tłusta“.

Również na wschodzie, w okolicach Taj i Qatifu odnaleziono wiele artefaktów związanych z kultem Bogini, do tej pory odnaleziono około 20 statuetek tzw. Matek Bogiń.

Al-Lāt była czczona pod postacią kamienia betyla, baitylosa, którego nazwa oznacza „dom boga“ – „beit-el“. Czasami na betylu wyryte były oczy jako pars pro toto Bogini. Kamień kultowy był częścią obszaru poświęconego Bogini, zwanego „hima“ względnie „haram“. Podobnie jak w starożytnej Grecji ta święta okolica „temenos“ była wyjątkowym miejscem, odznaczała się albo obecnością wody (np. źródła), albo bujną roślinnością, albo specyficznym położeniem, czy wyjątkowym uformowaniem skał. Granice temenosu wyznaczały święte kamienie tzw. ansab.

Pod kamieniem kultowym znajdowała się szczelina, albo jama o wyjątkowym przeznaczeniu zwana Gab Gab. To tam składane były daniny dla Bogini, kosztowne szaty, kadzidło, biżuteria, złoto, kamienie szlachetne. Jeżeli na kamieniu dokonywało się rytualnych ofiar, wtedy krew odpływała prosto do Gab Gab. Podróżnicy i kupcy dokonujący pielgrzymki do miejsca kultu Bogini przede wszystkim obcinali włosy i poświęcali je Bogini, albo umieszczając je w Gab Gab, albo rozwieszając je na świętym drzewie. Rytuał poświęcania włosów był rozpowszechniony w całym semickim świecie, podobne obrzędy odprawiano również w Fenicji, oraz w Hierapolisie dla Dei Syrii. Znany był również w starożytnej Grecji, na wyspie Delos, na której kobiety oddawały włosy Artemidzie. Jako że włosy były symbolem siły życiowej i potęgi, oddanie ich na świętym miejscu było magicznym aktem, prośbą o ochronę przed złym losem.

Bogini czczona była w pieczarach i jaskiniach. Mieszkała również w drzewach, np. w drzewach samura, odmianie akacji. Jej rzeźby, albo święte kamienie były noszone pod zasłoną w procesjach. Były one również obchodzone przez wiernych, podobnie jak dzisiaj obchodzi się święty kamień w Mekce, czy święte źródełka w Irlandii. Dotykanie ich, całowanie, przynosiło szczęście i chroniło przed urokiem. Jednym ze znanych rytuałów było pieczenie ciasteczek dla Al-Lāt (oraz Al-Uzzy). Ów Żyd wymieniony w Księdze Idoli, który miał rozcierać kaszę niedaleko betyla Bogini w Ta’ifie, mógł być piekarzem wypiekającym ciasteczka dla Bogini.

Świętym zwierzęciem Al-Lāt był lew, w 1977 znaleziono w Palmyrze w świątyni Bogini ogromną figurę lwa z napisem na lewej łapie: „Bogini błogosławi tych wszystkich, ktorzy nie przelewaja krwi w jej świątyni“. Na wspomnianych już glinianych tesserach Bogini siedzi na tronie, wraz z lwami, wielbłądami, orłami oraz księżycem albo sześcioramienną gwiazdą. Na monetach z Bosry nosi wszystkie charakterystyczne atrybuty Ateny, jej tarczę z Gorgoną, dzidę i hełm. Otoczona jest astralną symboliką.

Często gołębica jako symbol Wenus była również przypisywana Al-Lāt względnie Al-Uzzy.

Obrzędom na cześć Bogiń towarzyszyła muzyka i tańce. Na skalnych rycinach, na obszarach północno-arabskich przedstawione są często kobiece sylwetki z rozwianymi włosami, podniesionymi ramionami, które prawdopodobnie przedstawiają ekstatyczne tańce świątynne. Również Sura 8, 35 wspomina, że „ich modlitwa w świątyni to nic innego jak gwizdy i klaskanie w ręce“.

Kochankowie, synowie, siostry, córki i żurawie

Herodot porównał Al-Lāt i jej towarzysza (paredros) Orotalta do Afrodyty i Dionizosa. Susanne Krone nie znajduje wielu dowodów na połączenie Bogini z owym bogiem. Również na związek Bogini z Allahem, jednym z wielu lokalnych bogów. Istnieją przesłanki, że partnerem Bogini był Ruda, którego płeć jest w wielu wypadkach niejasna. W Koranie Lat, Uzza i Manat pojawiają się jako córki Allaha. W panteonie ludów arabskich istnieje również bóg Duszara (Du-sara), który w plemionach safaickich towarzyszy Bogini. Jest on głównym męskim bogiem w Petrze (dzisiejsza Jordania). Był tam czczony również pod postacią betyla. Grecki autor Epiphanius opisuje Dusarę jako boga zrodzonego z dziewicy, którą nazywa „kaabu“. Badacze identyfikują „kaabu“ jednoznacznie jako Al-Lāt w jej roli bogini płodności i włączają parę Matki i Syna do panteonu nabatejskiego.

Allah, jeden z lokalnych bogów nomadów, przedstawiany często jako jeździec, jest niezwykle rzadko wymieniany w napisach. Istnieje około stu napisów, względnie inwokacji do Al-Lāt czy Rudy i jedynie 20 do Allaha. Pochodzi z obszarów syryjskich i pojawia się stosunkowo późno w plemionach arabskich. Imiona z nazwaniem boga występują dopiero koło 2 wieku n.e. Centrum jego kultu było w Mekce, jeszcze przed zwycięstwem islamu.

Al-Lāt występuje jako trójca wraz z Al-Uzza i Manat dopiero na końcu swojej „kariery“ boginicznej. Wcześniej wszystkie boginie były czczone przez różne plemiona osobno. Al-Uzza (Wielka, Potężna) była przywoływana wspólnie z Lat we wszystkich staroarabskich zaklinaniach, czasami mówiło się o obydwu „te dwie Uzze“. Podwójne boginie występowały często w semickich kręgach kulturowych, również w północnej Syrii czy Mezopotamii. Miejsca kultu Uzzy są podobnie jak Lat umieszczone w skalnych świątyniach, świętych gajach, czy hellenistycznych kompleksach świątynnych. Była czczona pod postacią czarnego kamienia.

Trzecia, Manat, Bogini losu, przeznaczenia i śmierci wydaje się być najstarszą arabską boginią. Naród Thamudów czcił ja już w 8 wieku p.n.e. co potwierdzają źródła assyryjskie. Zwana była Boginią Bogiń, wierni nosili imiona: „Dar Manat“, „Sługa Manat“, „Kolczyki Manat“ czy „Grono winne Manat“.

53 Sura Koranu „Gwiazda“ nieustannie redagowana i poprawiana przez uczonych islamskich mówi o Boginiach czczonych w Mekce pod trzema postaciami: Lat jako rzeźba kobiety, al-Uzza jako drzewo i Manat jako kamień. Wszystkie trzy były czczone tam wraz z innymi bóstwami. Mohamet mówi: „Widzieliście Lat i Uzzę oraz Manat, tę inną, tę trzecią?“ po czym następuje tekst oryginalny: „Wszystkie trzy to czcigodne żurawie (garaniq), możemy liczyć na ich wstawiennictwo“. Określenie „garaniq“ pozostaje niejasne, może oznaczać żurawia czy łabędzia, ale również anielskie istoty. Ten „oburzający“ werset został odwołany później przez Mahometa, bo nie pasował do ogólnej tezy Koranu, został podszepnięty przez Szatana a nie anioła Gabriela.

Kiedy Mohamet podbija Mekkę w roku 630 rozbija i niszczy wszystkie pogańskie idole w haramie, według arabskich autorów miało ich być aż 360. Okazuje się, że niektóre przeżyły masakrę pod posadzką Kaaby do 1979 roku.

Masakra Bogiń

Po zdobyciu Mekki los trzech Bogiń jest przypieczętowany. Ale ich całkowita destrukcja pochłonęła wiele czasu. Wielu arabskich filozofów i poetów pisze o psychicznym konflikcie czcicieli Bogiń, skonfrontowanych z ich upadkiem. Można sobie tylko wyobrazić co musiało dziać się w duszach kobiet, pozbawionych swoich bóstw. Al-Lāt była Boginią płodności (jej lew nie symbolizował tylko agresywności, ale był również symbolem płodności), to do niej zwracały się ciężarne i menstruujące Nabatejki. Żołnierze Mohameta zabierali na bitwy kamienie symbolizujące Boginie. Sam prorok na początku odnosił się do obszaru „himy“ okręgu kultowego Bogiń z szacunkiem. Jednocześnie wzbiera fala nienawiści i pogardy. Abu Bakr, teść i poplecznik proroka, miał używać obraźliwego sformułowania do wrogów: „Lizałeś klitoris Al-Lāt!“.

Kiedy Al-Lāt zniszczono a jej świątynię spalono, Shaddid ibn-Arid al Jushami ostrzegł klan Taqifów przed powrotem do jej kultu oraz przed próbą zemsty nad jej oprawcami:

„Nie chodź do Allat bo Bóg skazał ją na zagładę;

Jak możesz trzymać z tą, która poniosła porażkę?
Zaprawde ta, która nie oparła się płomieniom kiedy ją palono,

I nie uratowała swoich kamieni, jest bez honoru i wartości,

Więc, gdy nasz wysłaniec się pojawi u was i odejdzie,

Nie pozostanie ani jeden jej wyznawca.“

Aws ibn-Hajar, zaklinając się na Allat powiedział:

„Na Allat i Al-Uzzę i tych którzy w nie wierzą,

I na Allaha, zaprawdę, on jest od nich większy“.

„Allahu akbar“, Bóg jest większy, powtarza każdy muzułmanin. „Akbar“ jest jednocześnie superlatywem (jest największy), ale ma również znaczenie komparatywu, jak w powyższym tekcie: Jest większy od nich.

Zniszczenie Uzzy nastąpiło 25 Ramadana w ósmym roku hidżry. Opowiada o nim wiele źródeł. Najbardziej obszerne opisy możemy znaleźć u at-Tabari i Ibn al-Kalbi: „Al-Uzza była demonem mieszkającym w trzech drzewach sakury w dolinie Nahli. Kiedy prorok zdobył Mekkę, posłał po Halida b. al-Walida i rozkazał mu: idź do doliny Nahli, znajdziesz tam trzy drzewa sakury. Zrąb pierwsze drzewo! Halid wykonał zadanie, kiedy wrócił do proroka ten zapytał: zobaczyłeś coś? Halid zaprzeczył. (Historia powtórzyła się z drugim drzewem i Halid zbliżył się do trzeciego). Zobaczył wtedy przed sobą czarownicę ze zmierzwionymi włosami, dłońmi na szyi, zgrzytającą zębami, czarną, nagą, rozczochraną kobietę, u at-Tabari gołą Abisynkę, która głośno zawodziła. Za nią stał Dubayya b. Harami al-Saybani as-Sulamiyy, jej opiekun. Kiedy zobaczył Halida, zawołał: Och Uzza, rzuć się na Halida, nie rozczaruj mnie, odrzuć zasłonę, bierz się do dzieła! Jeżeli nie zabijesz teraz Halida, to pogrążysz się w hańbie i wtedy nikt ci nie pomoże! Ale Halid odpowiedział: Och Uzza, dla ciebie wyparcie nie nagroda! Widzę, że Allah skazał cię na hańbę! Uderzył czarownicę rozrąbując jej czaszkę. Zamieniła się w węgiel. Halid ściął drzewo i zabił Dubayę. Wrócił do proroka i zdał sprawozdanie. Ten odpowiedział: Taka jest Al-Uzza! Już nie będzie po niej żadnej Al-Uzzy dla Arabów więcej. Od zaraz nie wolno jej czcić“.

Podobny los dosięgnął Manat. Ibn Sad w towarzystwie pięciu jeźdźców udaje się do kapłana jej świątyni; na jego pytanie, co zamierza, odpowiada „Zniszczyć Manat“. Kapłan radzi mu ironicznie spróbować. Sad próbuje i widzi nagle przed sobą czarną, nagą, rozczochraną kobietę, wykrzykującą obelgi, bijącą się w piersi. Kapłan woła: pokaż, och Manat, na jaki gniew cię stać! Sad zabija kobietę a jego towarzysze rozbijają figurę Bogini.

A więc tylko Boginie, które mogą się same bronić zasługują na obronę wiernych. Przypomina to niszczenie pogańskich gajów i figur przez mnichów w Europie, którzy drwili z bezsilności posągów i drzew.

Masakra Bogiń arabskich przypomniała mi historię wypędzenia sumeryjskiej Lilith, która mieszkała w drzewie uluppu (wierzby), w którego korzeniach mieszkał wąż a w koronie ptak Anzu miał gniazdo. Drzewo zostało ścięte, Lilith uleciała na pustynię, ale często wraca w tekstach talmudycznych i kabalistycznych.

Arabskie Boginie zostały zniszczone nieodwołalnie. Jedyne co po nich zostało to półksiężyc i gwiazda Wenus na flagach państw islamskich.

Krone Susanne, Die altarabische Gottheit al-Lat, Heidelberger Orientalistische Studien, Peter Lang, Frankfurt am Main, 1992.

Księga Idoli: https://archive.org/stream/KitabAlAsnam/Allat_djvu.txt

 

 

Reklamy
Opublikowano BLOG | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Przeklęte Dusze

Kraina dusz

Za ostatnią osadą z kamieniem kultowym i kapliczką białej Marii rozciąga się pusta, dzika, tajemnicza dolina, prowadząca do Długiego Lodowca. Po drodze można odkryć jeszcze inne kamienie miseczkowe. Przed lodowcem znajduje się miejsce zwane Aanen wraz z jeziorkiem o tym samym imieniu. W poprzednim blogu mówiłam o legendzie białej Anny, twórczyni lodowca i pani okolicy. To imię nie zostało użyte przypadkowo, to jedno z najstarszych i najbardziej rozpowszechnionych pra-indoeuropejskich imion.

Heide Göttner-Abendroth pisze o nim następująco: „to słowo występuje jako „Ana“, albo z nagłosem jako „D‘ana“, „D‘anu“. „Ana“ względnie „Dana“ oznacza pierwotną, twórczą Matkę Ziemi i Wody. Pierwotni mieszkańcy Grecji Pelazgowie nazywali siebie „Danajowie“, Fenicjanie nosili imię „Danaici“. W mitycznych czasach przywędrowało do Irlandii plemię Dany, Túatha Dé Danann. Bogini Anie, albo Danie była oddawana cześć w całej Europie, była również czczona w kulturach całego obszaru śródziemnomorskiego oraz Bliskiego Wschodu (Zach. Azji). „Ana“ albo „Anna“ oznacza „pramatka”, jak imiona bogiń „In-Anny“ z Sumeru, czy „Anahity“ z Persji, „Diktyanny“ i „Danae“ na Krecie. Również biblijna matka Marii z Palestyny nosiła imię „Anna““. (HGA, Berggöttinen der Alpen, str. 456). To jedynie skromny zarys tej niezwykłej etymologii.

Imię pramatki jest obecne również w krajobrazie, w Irlandii góry są piersiami Danu, mamy Dunaj czyli Dana-aue, szwajcarska Engadyna (En-gadin) to ogród Anny, nazwa rzeki Inn pochodzi również od En/An. (Mój sąsiad pochodzący z Gryzonii, zawsze mnie wita „cześć An!). Anna króluje również w bretońskim pejzażu kultowym. W niemieckim imię Anny, pramatki, jest związane z Ahnen – przodkami. „Ahnin“ to przodkini.

Tym samym krajem pramatki z Lötschental jest lodowiec oraz tajemnicze jezioro. Legendy z okolicy opowiadają o „złotym wieku“, kiedy na miejscu lodowca zieleniła się trawa i rosły sady. Teraz szczodra matka, Biała Krowa, karmi ludzi swoim mlekiem, wodą z lodowca.

Nieszczęsne dusze

Sagi z alpejskich krain opowiadają o jeziorach lodowcowych, w których przebywają dusze zmarłych, tzw. „biedne dusze“, „Arme Seelen“. Podobnie jest z Aanen See w kraju Anny. Jedna z sag z doliny Lonzy przedstawia go wyjątkowo ponuro. W jego lodowatych głębinach cierpią i zawodzą dusze, pokutujące za hulaszcze życie, za tańce, za „uwodzące spojrzenia“. To dusze chłopców i dziewczyn lubiących się bawić. Teraz wylewają łzy, z których to jeziorko powstało. (Ciekawe co było zanim nieszczęśnicy zostali tam uwięzieni? Nie było jeziorka?) Czasami, w nocy, głównie w zimie, wylatują z wody w białych szatach, lecą nad graniami, kołują nad domostwami, zaglądają do domów.

Lubią szczególnie wchodzić do chat, w których odbywają się wesołe biesiady. Wtedy w ciepłych izbach, przy suto zastawionych stołach, gdzie rozbrzmiewa muzyka i odbywają się skoczne tańce nagle robi się przerażająco zimno. Wieje lodowaty wiatr. Biesiadnicy zamierają. Dusze wracają, jedna za drugą do jeziora, jak w korowodzie potępionych, roniąc po drodze łzy, żałując za grzechy. Ich łzy zamieniają się w kryształy i rankiem błyszczą na śniegu jak diamenty. W tych wietrznych, zimowych nocach ludzie w dolinie zamykają drzwi, nie zapalają światła i modlą się o wybawienie dla nieszczęśników. Oczywiście klerycy chętnie wspomagają modlitwami za odpowiednią opłatą.

Wiele sag z okolicy opowiada o tzw. „Gratzug“, procesji na graniach. Jest to pochód zmarłych dusz, które wybierają się na wędrówkę z jeziora lodowca Aanen i idą, względnie lecą, w prostej linii po grzbietach górskich. Czasami widać ich sylwetki na wierzchołkach, ich białe szaty powiewają na wietrze. Nie można stanąć na ich drodze, nie można im w tym marszu przeszkodzić, bo można zostać zostać przez nie porwanym i dołączyć do nich. Czasem udaje się w ostatnim momencie jeszcze wyrwać ofiarę z pochodu dusz. Jeden ojciec uratował w ten sposób swoje dziecko. Jeżeli żyjący zobaczy siebie w owej procesji umrze za kilka dni. Korowód potępionych często przechodzi przez domy, lubią zbliżać się do paleniska. Dusze wracają z powrotem do jeziora dokładnie tą samą drogą. Zachowanie dusz jest niejednoznaczne i zdradza ich wielką potęgę. To nie biedne, bezradne duszyczki. Potrafią ludzi okrutnie karać, ale również nagradzać za dobre uczynki. To nie są „Arme Seelen“/“Biedne dusze“, ale „Ahnen Seelen“, dusze przodkiń i przodków.

Jezioro Aanen, tu jęczą w głębinach nieszczęsne dusze

Przodkom oddawano cześć od czasów neolitu, są trwałym elementem wiary i obrzędowości społeczeństw matriarchalnych. To ich dusze przebywają w królestwie Bogini, w jej łonie, czyli jeziorze, kamieniu czy źródle i czekają na ponowne narodziny. Chrześcijańska propaganda zamieniła ich w pokutujących za grzechy. Nic bardziej błędnego, orgiastyczne obrzędy, tańce, śpiewy były nierozerwalnie związane z kultem Bogiń od prawieków. Nie przychodzą do ognia czy palenisk, jak to naiwnie tłumaczy się w legendach, żeby ogrzać się ich ciepłem. Ogniska, paleniska i piece to były święte miejsca przodków. To było centrum życia rodzinnego, najważniejsze miejsce. Do dzisiaj w wielu kulturach wrzuca się do ognia daniny dla przodków, względnie dla bogini ognia. W kulturach matriarchalnych dusze przodków były wszechobecne, należało je ugościć, nakarmić. Zwyczaj zostawiania chleba, sera, czy mleka dla zmarłych, zachował się jeszcze do niedawna w alpejskich wioskach. Czasami gospodynie nie tylko zostawiały drzwi otwarte z frontu i tyłu domu, aby dusze mogły swobodnie przejść, ale miały specjalny pojemnik z jedzeniem tylko dla nich. Jeżeli zapomniały do niego włożyć daninę, zdarzało się, że z pustego pojemnika rozlegało sie pukanie.

H.G.A. porównuje te pochody dusz z mityczną tradycją tzw. „Dzikich Polowań“, znanych z Niemiec, kiedy pani Holle, bogini Percht czy dzika Urschel z Thüringen wyprawiają się ze szczytów górskich, z całą hordą przodków i wielkim hałasem na ziemię. Ich konduktowi towarzyszą zamiecie i huragany. Przeważnie szaleją cyklicznie, wtedy gdy otwierają się wrota między Tym i Innym Światem, w końcu jesieni, albo w czasie tych magicznych „ciemnych, brudnych“ dwunastu dni („Dwunastu“ czyli „Die Rauhnächte“) w okresie zimowego przesilenia, od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, oraz na wiosnę.

Tschäggettä

Lubię to słowo „Czegete“, brzmi jak dźwięk kastanietów. Na każdym kroku w Lötschental widzi się te maski, na ścianach domów, na karcie menu w restauracji, w restauracjach na ścianach…Nie, w restauracjach już nie. Turyści kradli. Coraz więcej turystów przyjeżdża, żeby obejrzeć ten niezwykły spektakl. Przyniosłam z biblioteki uniwersyteckiej ogromną księgę o Czegete. Jej podtytuł – „Pozostaną tajemnicą“. W okresie karnawału, od 3 lutego wyłażą te potwory na zasypane śniegiem uliczki i gnębią mieszkańców. Maski, zwane przez Szwajcarów również „Larven“ (Larwy) są wyrzeźbione w drewnie limby i muszą być szkaradne, odrażające, potworne. W książce wypowiadają się eksperci, każdy z inną, zadziwiającą teorią. Niektórzy starsi specjaliści twierdzą, że pochody Czegete to stosunkowo późny wynalazek, niektórzy wyrażają zniesmaczenie tymi prymitywnymi, pogańskimi rytuałami. Autorzy wydają się zapominać, że tradycja potworów, straszących ludzi, głównie w okresie karnawału, jest wspólna dla całej Europy. Wystarczy wspomnieć o Mamutonach z Sardynii, którzy wyglądają dokładnie tak samo jak Czegete. Ubrani w skóry baranie czy kozie, obwieszeni krowimi dzwonkami, z potwornymi maskami. Czegete z doliny Lonzy zakładają na plecy worki ze słomą, pod skóry zwierzęce, co zniekształca ich sylwetki, zmienia w wielkie maszkary.

Przemarsz Czegete przez wioski to replika pochodu dusz przodków. Chodzą od domu do domu i domagają się danin. Ugoszczenie ich to również gwarancja dobrobytu doliny, dzięki im zazielenią się łąki, owce, kozy i krowy bedą się rozmnażać. Są brutalni, są inni, muszą być inni bo pochodzą z Innego Świata. Tego niezrozumiałego Innego Świata, czasami porywają dziecko i trzeba je wykupić. Ich ataki na dziewczyny to nie rozpasanie seksualne, dusze z Innego Świata chcą narodzić się ponownie. A do tego potrzebują młodych kobiet. Kontaktu z nimi, przez obsmarowanie sadzą, przez obrzucenie śniegiem. Ich pierwotna nazwa to Roischtschäggetta. Wielu specjalistów wskazuje na celtyckie słowo Rèiteach (wymawiane Rejczach), które w Szkocji i na Hebrydach oznacza „wieczór kawalerski“. Możliwe, że właśnie nazwa masek w dolinie Lonzy ma pochodzenie celtyckie.

Inną ciekawą wskazówką jest popularna nazwa masek w szwajcarskich karnawałach, Larven. Larwy. Pochodzi zdecydowanie od łacińskich Lares „Larów“, duchów domu, którym się ofiarowywało daniny. Podobno złymi duchami były „larvae“.

Szkoda, że Czegete stały się atrakcją turystyczną, dobrze, że dzisiaj również kobiety i dzieci stają się Czegete. Większość ludzi biorących udział w tym spektaklu nie ma, niestety, zielonego pojęcia o symbolice tego rytuału.

Ja się zachwyciłam dodatkowym, niezamierzonym symbolem w tej przedziwnej dolinie mitów. Na łąkach pasą się krowy, czarne z białym pasem w talii (jeżeli, można mówić w ogóle o talii u krów), rasa Galloway. Również tam można spotkać przedziwne kozy, charakterystyczne dla tej doliny, połowa ciała, łeb i pół tułowia jest czarna a reszta biała. Zbieg okoliczności, ale jednak pięknie pasuje do tradycji tej doliny, królestwa tej Białej i Czarnej. Bogini narodzin i śmierci.

koza

Koza z Valais

drogadoaanen

Droga do Annen o poranku

 

 

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 2 Komentarze

Biała Pani

via Biała Pani

Cytat | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Biała Pani

Dawno temu, w mieście Sion, żyła na jednej z dwóch gór pani Anna. Była najbogatszą i najpiękniejszą kobietą w okolicy. Ubierała się zawsze na biało, nie tylko przy okazji ślubów i chrzcin, nazywano ją więc Białą Anną. Biała Pani zdecydowała się powrócić do miejsca swoich narodzin, do skraju lodowca w południowej dolinie szwajcarskiego kantonu Valais. Zbudowała tam dom i zasadziła ogromny ogród i sad. Po pewnym czasie poczuła się osamotniona, żaden człowiek nie zbliżał się do jej raju i soczystych łąk. Zwołała więc wszystkie kozice do swoich kotlin, co zaniepokoiło myśliwych i pasterzy. Najodważniejszy z myśliwych zebrał całą odwagę i stanął przed wielką postacią Anny prosząc o oddanie kozic. Anna zgodziła się, pod warunkiem, że za każdą kozicę dostanie krowę. Oprócz tego zażyczyła sobie młodego pasterza.

Eisten

Kościółek na kamieniu w Eisten

Jeden ze śmiałków zdecydował się zebrać krowy i pojawił się w jej królestwie. Wtedy wszystkie kozice rozbiegły się po dolinie. Młody pasterz nie był szczęśliwy u Anny. Okazała się kobietą o lodowatym sercu. Była szczodra, ale bardzo dumna, z dnia na dzień odwlekała termin jego powrotu w dolinę. Pasterz, gnębiony tęsknotą za bliskimi, zaplanował ucieczkę. Nie zdążył, nagle zrobiło się zimno, odnogi lodowca jak węże ześlizgnęły się niżej. Wszystko skamieniało z zimna, źródła pokrył lód, krowy zamarzły stojąc, z otwartymi oczami. Młody pasterz błagał Białą Panią o litość, o odwrócenie czaru. Niestety Anna nie była w stanie odwrócić uroku i rozpuścić lodowca, mimo że go sama stworzyła w ciągu jednej nocy. Pasterz zamarzł i Anna przykryła go białym całunem. Sama uciekła na najwyższe skały, na których płacze do dzisiaj, jej łzy wyryły wyżłobienia na skale. Po pewnym czasie lodowce stopniały, okolica zazieleniła się, ale niestety ogrody i dom Anny nie odzyskały dawnej świetności.

Pasterze unikają łąk Białej Pani. A Biała Pani nadal siedzi na najwyższym szczycie okolicy, nawet nie patrzy, czy jej ogród kwitnie czy nie, spogląda na lodowce i obserwuje, czy nie schodzą w dolinę. Bo dobrze wie, że jeżeli lodowce zejdą w dół, wypełnią Lötschental, dojda do doliny Rodanu i zaczna lizać swoimi językami skały Tourbillon i Valerii w Sionie, wtedy będzie zbawiona. Będzie wtedy mogła powstać z tego kamienia i wrócić do Sionu, jej ojczyzny. Ale zanim to się wydarzy, przejdą gorące lata i lodowate zimy i pasterze będą spoglądali w kierunku straconego raju, który dzisiaj nazywa sie „Anen“. (Johann Siegen, Gletschermärchen aus dem Lötschental)

Wróciłam właśnie z alpejskiego kraju Białej Anny. Tak bardzo mnie zafascynował, że musiałam go odwiedzić ponownie, zaledwie parę dni po wcześniejszej wizycie. Dolina rzeki Lonzy (Lötsche), wypływającej z Langgletscher (Długiego Lodowca) była do 1906 roku, czyli do wybudowania tunelu i połączenia kolejowego, trudno dostępna. Dzięki temu, zachowała swój unikalny charakter, tradycje, sagi i obrzędy. Jej wschodnia część jest zamknięta ścianą gór, między którymi spływa lodowiec. Po drugiej stronie Langgletscher spotyka się z drugim lodowcem Aletsch, nad którym tronuje masyw Jungfrau.

Białe doliny

Od głównej doliny Rodanu odchodzą dwie, mniejsze. Jedna z nich to Lötschental, druga zaczyna się w Leuk i dochodzi do Leukerbad. „Leuk“ pochodzi z greckiego (leukos, leuzos) i oznacza „biały“. Przywodzi na myśl Leukotheę, Białą Boginię. Również Lonza (wymawiana w celtyckim Lötsche) to „biała“. Nic dziwnego, jej woda przypomina pieniące się mleko. Znajdujemy się w kolejnym mitycznym Białym Kraju Bogini, czczonym od neolitu, jak Albion (Anglia) z białym wybrzeżem czy Rugia z białymi skałami i niezliczonymi „białymi“ miejscami. Białą Panią spotykamy na każdym kroku, nie tylko w sagach, ale również w topografii. Na północ od doliny Lonzy rozciąga się masyw Blüemlisalp, w którym jeden z trzechtysięczników nazywa się Wysse Frau (niem. Weisse Frau), Biała Kobieta. Niedaleko mamy inny szczyt, nazywający się Wildi Frau (Wilde Frau), Dzika Kobieta. Lodowiec nazywany jest również Weisse Kuh, Biała Krowa. O archaicznej symbolice białej jałówki w wielu kulturach, od Indii, przez Egipt do Walii i Irlandii oraz Skandynawii, można opowiadać godzinami.

lonza

Biala Lonza. Wypływa z lodowca widocznego na górze między dwoma masywami górskimi.

Sagi z Lötschental dostarczają informacji o Wielkiej Creatrix krajobrazu. W jednej z nich pewien mędrzec polecił mieszkańcom doliny cierpiącej na suszę znaleźć dziewicę. Owa młoda dziewczyna (Jungfrau) zebrała siedem kawałków z innych lodowców i położyła je w luce między dwoma masywami. Kawałki zrosły się ze sobą i tak powstał lodowiec, który odtąd dostarczał ludziom zbawienną wodę. W wyżej przytoczonej sadze wspomina się mimochodem, że to Anna z Sionu stworzyła lodowiec. Biała Pani mieszka też w rzece. Jedna z sag opowiada o Białej Pani w Mlecznym Strumieniu. Pewna matka z Wiler miała wysłać córkę z konewką mleka do ojca, pracującego na pastwisku. Dziecko poślizgnęło się na kładce, nad Mlecznym Strumieniem i wpadło w wodę. Ale nie utopiło się, ponieważ znalazło się na kolanach Białej Pani, która ją uratowała. O dziwo, dziewczynka nie uroniła ani jednej kropli mleka!

Saga o Annie jest ciekawa, ponieważ ma wiele sprzecznych wątków. Na archaiczną opowieść nakłada się moralizatorskie przesłanie chrześcijaństwa. Niezrozumiałą staje się metamorfoza szczodrej i bogatej w zimną i cierpiącą. Dlaczego czeka na zbawienie i powrót do swojego Sionu, mimo że go sama opuściła, aby wrócić do miejsca narodzin? Kto rzucił na nią urok? Niewątpliwie jest Panią Okolicy, od Sionu po Anen, jej boskość jest niewątpliwa, dlaczego jest więc bezradna? W sadze mamy wyraźne dwa oblicza  pradawnych Bogiń. Z jednej strony dawały życie na ziemi, nie tylko ludziom, ale również plonom i zwierzętom, łącząc się w związku z młodym mężczyzną (bratem, synem, kochankiem) na wiosnę. Ich połączenie, akt hieros gamos, było konieczne, inaczej natura wymarłaby a ludzie wyginęliby z głodu. Z drugiej strony młody kochanek musiał umrzeć, zejść pod ziemię, do Innego Świata. Wtedy zamierało życie na ziemi, wszystko marniało i wysychało, pani Narodzin stawała się panią Śmierci. Ze świetlistej stawała się czarną, królując nad Tamtym Światem. W sagach wszystkie te archaiczne postaci Bogiń, zamieniają się dodatkowo w nieszczęśnice, które muszą być wybawione, najlepiej przez odważnego śmiałka. Często jednak, tak jak w tym wypadku, brakuje owej wyższej siły, która by miała rzucić zaklęcie. „Czekające na wybawienie“, niegdyś „dumne i pyszne“. Motyw pani, zakładającej i pielęgnującej piękny ogród w górach, który zostaje potem przykryty przez śnieg, przypomina sagę o innej szwajcarskiej Bogini –Verenie.

Czarne Jezioro

Między Blatten a ostatnią wioską w dolinie, znajduje się Czarne Jezioro. Saga z nim związana mówi o bogatej księżnej, która miała nad nim zamek i rządziła całą okolicą od Aletsch do Langgletscher. Była do tego niezwykle piękna i wielu mężczyzn się w niej kochało. Była jednak zbyt dumna aby wybrać któregoś z nich na męża. (Wieczny motyw „dumnej damy“ powraca). Księżna miała za zamkiem wspaniały ogród, jakżeby inaczej, a ubierała się, pewnie przez przypadek, chętnie na biało. Starającym się o jej rękę dawała zadanie nie do wykonania. Mieli wspiąć się po prostopadłej ścianie do jej okna i zerwać dla niej czerwony goździk rosnący przed nim. Jeden z zakochanych młodzieńców podjął się tego zadania, pokonał stromą ścianę i już sięgał po kwiat, kiedy zobaczył księżnę przed sobą. Jej uroda, oczy jak gwiazdy oraz błysk drogich klejnotów oślepiły go i sparaliżowały. Spadł prosto do jeziora. Ojciec nieszczęśnika przeklął księżnę. Jej zamek się rozpadł, zostały po nim tylko kamienie porozrzucane po okolicy. Kosztowności dumnej pani wpadły do jeziora, farbując jego wodę na czarno. A ona sama zamieniła się w białego węża, ze złotą koroną na głowie. W złotej koronie znajduje się czerwony goździk. Wyzwolenie od przeklęcia może jej przynieść tylko śmiałek, który trzy razy pocałuje ją w usta. Niestety, do tej pory nikt na to się nie odważył i biały wąż do tej pory ukrywa się w głębinach jeziora. (Źródło: Johannes Jegerlehner: Walliser Sagen, Hans Feuz Verlag Bern, 1959)

czarnejezioro

Czarne Jezioro

 

W sadze o księżnej wyraźnie zaznaczone są trzy kolory: biała szata dumnej pani, biały wąż, czerwony goździk oraz jej czerwone policzki i czerń jeziora. Wyznaczanie niewykonalnych zadań zalotnikom to popularny baśniowy topos. W końcu tylko najodważniejsi i najmocniejsi mogli nadawać się na partnera Bogini w świętym małżeństwie. Jeszcze do niedawna śmiałkowie wspinali się w okresie wiosennym, na białą skałę na Rugii. Kto ją zdobył, był ogłaszany królem. Pani Czarnego Jeziora miała nie tylko piękny ogród, ale była również bogata. Tak jak bogata może być Bogini, posiadająca nie tylko wszystkie skarby w ziemi, w jaskiniach, ale również władająca zwierzętami, roślinami oraz światem podziemnym. Również ludzkimi duszami. A te najchętniej lubią przebywać w Czarnych Jeziorach. Albo w źródłach, albo pod kamieniami. Czarny jest kolorem świata podziemnego. Biały wąż nie potrzebuje zbawienia, ponieważ króluje nad okolicą jako lodowiec. To alter ego Białej. Którą zobaczyłam na własne oczy niedaleko Czarnego Jeziora oraz na końcu doliny w drodze do Anen. Zanim o niej opowiem, wrócę do niezwykłego miejsca w Fafleralp, małej wioski złożonej z paru zaledwie poczerniałych od starości, drewnianych domów.

Kapliczka i kamień

Wśród domów leżą wielkie kamienie. Podobnie jak w całej dolinie. Niektóre z nich są jednak niezwykłe, albo z powodu charakterystycznego kształtu, przypominającego ludzką formę, albo usytuowanych w znaczących miejscach i związanych z kultami. Jeden przyciąga uwagę, ponieważ znajduje się na nim niewielka kapliczka. W kapliczce stoi Maria w białej sukni.

bialamaria

Biała Maria w kapliczce na końcu doliny

Obok kapliczki leży niezwykły kamień, jego część najbliżej kapliczki jest pochyła jak zjeżdżalnia, po prawej stronie jest udekorowany pionowymi rowkami. Na jego powierzchni znajdują się wyżłobione miseczki. W okolicy odnajduję następny kamień z rowkami oraz kamienie miseczkowe. A więc był to tzw. kamień poślizgowy, nazywany w dialekcie szwajcarskim Chindlistein, czyli kamień dzieci. Kobiety chcące zajść w ciążę ześlizgiwały się po nim, w ten sposób dusze dzieci z kamienia, przedostawały się do ich ciał. W niektórych regionach Europy ten zwyczaj utrzymywał się aż do dwudziestego wieku. Kamienie miseczkowe są kultowymi kamieniami z neolitu i okresu brązu. Do tej pory uczeni nie są zgodni co do tego, czy przedstawiały planety na niebie, czy wypełniało je się oliwą, wodą, wzglednie mlekiem przy pewnych rytuałach. Możliwe, że spełniały rolę lampek, po wypełnieniu tłuszczem i włożeniu do nich knota. Mogły zresztą spełniać te wszystkie role na raz. Do drugiego kamienia, nieco dalej, zaprowadził mnie towarzyski kotek, który towarzyszył nam w poszukiwaniach.

Jeżeli wybierzemy się na wschód doliny, do większych wsi, zobaczymy dwa wyjątkowe kościoły. Jeden w Kuhmatte, drugi wzniesiony na kamieniu w Eisten tuż koło Blatten. W obydwu królują złote Marie, oslepiające blaskiem. Mówią, że Maria z Kuhmatte świeci w nocy jak księżyc. Tylko która? Na ołtarzu stoją trzy, jedna pod drugą. Największa stoi na kuli oplecionej przez węża. W Eisten, w kaplicy na kamieniu znowu złota, barokowa Maria. Następczyni białej Anny.

Zauważyłam ją nad Czarnym Jeziorem, kiedy przypatrywałam się uważnie okolicy. Ależ oczywiście! Leżąca Biała Pani, masyw Breitlauihorn. Górna część skały jest z białego kamienia, reszta z ciemnego. Nie trzeba wielkiej fantazji, żeby zobaczyć zarys sylwetki, profil, nawet koronę z prawej strony, biust, złożone ręce na brzuchu oraz po lewej stronie stopy. Jeszcze lepiej się prezentuje naprzeciwko kapliczki i kultowego kamienia w ostatniej wiosce doliny. Można zauważyć na niej pionowe pęknięcia podobne do fałd tkaniny. Czy są to może owe wyrzeźbione rowki od łez, które Pani Anna musi nieustannie wylewać? Czy rowki wyżłobione na kultowym kamieniu nawiązują do jej postaci leżącej naprzeciwko w Breitlauihorn? A może zostały wyżłobione w bardziej prozaicznym celu. Wiadomo że kultowe kamienie były żłobione, aby pozyskać proszek, mający cudowne właściwości. Dodawano go do wody i traktowano jak lekarstwo. Nawet po przeniesieniu kultowego kamienia, albo jego części do kościoła zwyczaj ten nie ustawał, wierni nadal ścierali jego powierzchnię. To nie zabobon. Czytałam parę dni temu rozmowę z kucharzem szwajcarskim i antropozofem, Stefanem Wiesnerem. Mówił o niezwykłych właściwościach kamiennego proszku, który zawiera mnóstwo minerałów i żelazo. Może zapobiec powstawaniu trujących substancji w jelitach, kwasocie, pomóc w trawieniu. Ciężarne kobiety w Kenii cenią sobie jego działanie.

bialanadczarnym

Leżąca Biała nad Czarnym Jeziorem

Przy zbieraniu literatury do historii i tradycji Lötschental natknęłam się na artykuł w pewnym czasopiśmie o wędrówkach w dolinie. Autor uporczywie powtarzał o duchu gór, panującym tam, potrząsającym białą brodą i rozsypującym śnieg. Miał to być gniewny Stary Loetscher. Kolejny uzurpator narzucony krainie Białej Bogini.

sylwetkastadel

Tu sylwetka Białej widziana z kultowego kamienia w Gletscherstadel

W następnym wpisie napiszę o głębokiej tradycji owej Anny/Dany, o której wspominałam w „Trzech Kolorach“. Wspomnę również o fascynującym obrzędzie z maszkarami Tschäggättä i o jego powiązaniu z kultem przodków.

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano BLOG, Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Seminarium „Wielkie Przodkinie” (Zurich, 26. Maj 2018) Część druga.

Model osiedla na palach z Pfyn-Breitenloo (ok. 4000 lat p.n.e.) z muzeum archeologicznego Frauenfeld (Szwajcaria)

Heide Göttner-Abendroth rozpoczęła swój wykład od krótkiego przypomnienia czym się zajmuje współczesna nauka o matriarchatach. W odróżnieniu od pierwszych badaczy matriarchatów Bachofena, Morgana, względnie Engelsa, u których dominowała ideologia nad empirią, współczesne badaczki matriarchatów zajmują się badaniem konkretnych, jeszcze do tej pory istniejących matriarchalnych kultur. Podkreśla się przy tym z naciskiem, że matriarchalne społeczeństwa nie są lustrzanym odbiciem patriarchalnych, kobiety nie miały „władzy“. I tu można się zgodzić z mantrą uparcie powtarzaną przez większość naukowców że „nigdy nie było rządów kobiet“. Naczelną zasadą matriarchatów było skoncentrowanie się na wartościach matczynych „mother first“, przy czym nie chodziło tu jedynie o zdolność do reprodukcji, „macierzyństwo“ obejmowało opiekę nad członkami w klanie, troskę nad dobrobytem materialnym i duchowym oraz oznaczało komplementarność między płciami i pokoleniami. Równowaga materialna w tych społeczeństwach prowadzących produkcję na własne potrzeby, była zapewniona przez cyrkulacje dóbr, często w postaci podarunków przy okazji licznych uroczystości i świąt. Ideałem nie było gromadzenie dóbr przez jednostki, ale rozdawnictwo i dystrybucja towarów. Dzielono się dobrami w zależności od własnych możliwości oraz urodzaju. W ten sposób nikt nie musiał głodować. Horyzontalnie powiązane matriarchalne sieci rodowe rozciągały się na ogromnych przestrzeniach i nawet, jak w przypadku Irokezów, mogły przekraczać granice stanowe, rozpościerając się od Pacyfiku do Atlantyku. Do sytuacji społecznej dochodziła sfera religii, zdominowanej przez kobiece bóstwa oraz swoboda seksualna obydwu płci. Dominacja jednej płci nad drugą była niemożliwa, budowanie elit utrudnione. Cały świat był postrzegany jako boski, nie istniało pojęcie transcendentnego boga, nieosiagalnego, oddalonego, karzącego. Również wszystkie codzienne czynności miały znaczenie rytualne.Archeolodzy, nie zauważając owych zasad egalitarnego konsensusu, upierali się często przy istnieniu „elit“. Göttner-Abendroth widzi w owym uporczywym wymyślaniu elit projekcję czy „przeniesienie“ pojęcia z naszego neo-liberalnego społeczeństwa. I rzeczywiście, oglądając ostatnio film o zaginionym mieście Ciudad Perdida, w północno-wschodniej Kolumbii, który został niedawno pokazany na Arte, znowu jest mowa o wielkich festynach, podtrzymujących niby władzę „elit“. Miałam wrażenie, że autorzy filmu znowu bezkrytycznie wprowadzają ten ulubiony motyw. Oczywiście bez żadnych konkretnych dowodów na istnienie owych elit.

Matriarchalna linia rodowa

Symbolika „Fryzu z przodkiniami“ jest dla badaczki matriarchatów przejrzysta i łączy się z tradycyjnym i szeroko rozpowszechnionym motywem linii rodowej. Grupa „Matka i dziecko“ jest najstarszym kulturowym modelem. Podwójne, jakby zrośnięte figury (czy to z Ain Ghazal, Catal Höyuk, czy z kultury Vinća) pojawiające się od 7000 lat p.n.e. do 3000 p.n.e mogą być zwiazane tematycznie z owym motywem. Owe linie rodzinne są przedstawione również przez podwójne figurki (jedna stojąca na drugiej) z Kyklad. Również naskalne ryciny w Gavrinis (Francja) mogą przedstawiać owo „drzewo życia“ za pomocą symbolicznych „wagin“, wyrastających jedna z drugiej. Podwójną figurę kobiecych postaci znajdujemy również w światyniach w Gozo. Niewątpliwie istnienie owych podwójnych figur kobiecych jest zastanawiającym fenomenem. Moim zdaniem, nie muszą koniecznie przedstawiać matki z dzieckiem, mogą być wizualizacją dwupostaciowej bogini. Możliwe, że są i jednym i drugim.

Jaskinia Gavrinis (Francja)

Symbole i pejzaże

Kurt Derungs przeprowadza analizę naczyń z wizerunkiem piersi. Jednocześnie przytacza znaleziska wokół Jeziora Bodeńskiego oraz na innych terenach Europy, aż do dzisiejszych Węgier. Wizerunki piersi nie pojawiały się tylko na naczyniach, w La Maison des Feins (dom wróżek) w Bretanii widzimy również kamienie z piersiami. Podobnie symbol „drzewa życia“ powraca nieustannie, czy to na bębnach szamanów, czy nawet na kości znalezionej na Pomorzu, a liczącej sobie 9000 lat. Figura postaci z uniesionymi rękami i rozłożonymi nogami towarzyszy nam od tysiącleci. Jest wszędzie i według mnie jest transponowana na późniejsze figury tzw. syren z rozłożonymi płetwami. Wspaniała ewolucja, od prostych przedstawień do dzisiejszej syreny, symbolu Starbucks. Kurt Derungs, przede wszystkim, koncentruje się na krajobrazie okolicy Jeziora Bodeńskiego, bo przecież wierzenia nie mogły być odizolowane od krajobrazu. Wiemy doskonale, że pejzaż zawierał głębokie znaczenie dla archaicznych narodów, głównie góry miały sakralne znaczenie. Mamy przecież słynne Paps of Danu w Anglii (piersi bogini Danu), Paps of Jura itd. Mamy inne przedstawienia kobiecej postaci w pejzażu, zawsze rozpoznawalnej, przekazywanej w mitologii. Dla Kurta najważniejszym elementem w okolicy Jeziora Bodeńskiego jest góra Säntis, która musiała być inspirującym źródłem wiary ludów neolitycznych.

Garnek na zboże z pochówku neolitycznego (muzeum w Frauenfeld). Tu piersi umieszczone są wewnątrz naczynia.

Eksperci zaczęli od omawiania najstarszego miejsca kultu w historii Europy, czyli od tureckiego Göbekli Tepe, w którym pierwsze budowle powstały ok. 10 000 lat p.n.e. Na razie odkopano obszar siedmiu kręgów z kamiennymi słupami w kształcie litery T. Wykopaliska trwają nadal, do tej pory przebadano jedynie 1.5% terenu. Schlichtehrle, podpierając się przykładem owej najstarszej świątyni, odrzuca hipotezę Heide G.A., że społeczeństwa neolityczne były w większości matriarchalne. Nie znaleziono tam żadnego dowodu na dominujący element żeński, ani na tradycję kobiecej linii rodu. Podobnie Catal Höyük, mimo wielu świetnie zachowanych artefaktów (dostojna kobieta na tronie z lampartami czy lwicami, oraz sylwetki kobiece na ścianach) nie dostarcza dowodów na egalitarną społeczność. Kurt Derungs stanowczo zaoponował, wskazując na nazwę owego wyjątkowego miejsca, G.T. to nic innego jak „Góra Brzucha“. Do dzisiaj kobiety pielgrzymują do owej góry i zawieszają na gałązkach rosnącego tam drzewa morwowego kawałki tkanin, prosząc o dzieci. H.G.A. dodaje, że wykopaliska i dyskusje na temat organizacji społecznej w obu miejscach nadal się toczą, badacze nie są zgodni i przytacza wypowiedzi archeologa Hoddera, który zebrał wystarczająco wiele dowodów na egalitarność owych społeczeństw. H.G.A. zaprzeczyła również stwierdzeniu Schlichtehrle, jakoby w owych miejscach panował element męski, z powodu dużej ilości byczych czaszek z rogami. Bycze czaszki znaleziono również w palafitach. Bycze, czy krowie rogi (jak często zapomina się, że kiedyś krowy również miały potężne rogi) towarzyszyły od zawsze bogini, były symbolem księżyca. Nie mówiąc również o hipotezach, że bucranium przypomina kształtem jajniki i macicę. Wśród znalezisk kultury trypolskiej z Bilcza Złotego, znaleziono złotą plakietkę w kształcie czaszki byka z rogami. Na niej została wyryta sylwetka kobiety z wyraźnie zaznaczoną vulvą. To nie mógł być przypadek, to jest jasne stwierdzenie.

Bilcze Zlote. Kultura trypolska.

Rozmówcy zapomnieli o jednym, wyjątkowym znalezisku na Górze Brzucha, postaci kobiety wykutej na kamieniu. Dziwna głowa w kształcie omegi, albo hełmu, z rozkraczonymi nogami, między jej nogami wypływa woda, albo łożysko. Najprawdopodobniej scena porodu. Zrobiła na mnie wrażenie już dawno temu, dziwne że jest tak rzadko tematyzowana.

Rycina kobiety z Góry Brzucha.

Następnym tematem dyskusji było naczynie z piersiami, w którym znaleziono resztki smoły z kory brzozowej. Wszyscy rozmówcy byli zgodni co do tego, że proces przerabiania kory musiał być również rytuałem, w owym garnku przechodziła transformacja, zamiana materii, przeistoczenie się. Smoła brzozowa (oraz dziegieć) była i jest używana do dzisiaj jako lekarstwo leczące najróżniejsze choroby, od chorób skóry do niewydolności nerek, wątroby itd. W neolicie była używana też jako klej, oraz… guma do żucia.

Dyskusja

Dyskusja była bardzo ożywiona, czasami temperatura podnosiła się, n.p. kiedy H.G.A. ze swadą zbijała argumenty archeologa o niby inherentnym patriarchalizmie społeczeństw pasterskich, przypominając o śladach matriarchalnej przeszłości Tuaregów i Berberów. Na końcu Dr. Schlichtehrle musiał przyznać, że owa wymiana poglądów była niezwykle owocna, dała mu możliwość spojrzenia na pewne zagadnienia z nowej perspektywy. Świetnie, pomyślałam, dlaczego więcej archeologów nie wpadnie na pomysł współpracy z badaczkami matriarchatów? Dlaczego muszą czekać na emeryturę, żeby się odważyć na taki eksperyment? Wiadomo dlaczego. Ryzykowali by własną karierę, w tym środowisku wspomnienie o matriarchacie to naukowe sepuku.

Jesienią ma się pojawić kolejna książka H.G.A. z serii „Matriarchat“ omawiająca tym razem matriarchaty europejskie. Poprzednie zajmowały się Azją, Afryką, Oceanią oraz Ameryką Południową. Czekam z niecierpliwością.

HGA w rozmowie z Dr. Schlichterle.

Heide Göttner-Abendroth

 

Kurt Derungs

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Matki klanów

W styczniu 2016 roku zamieściłam wpis o archeologicznej sensacji z Jeziora Bodeńskiego, czyli rekonstrukcji ściany z neolitycznego domu na palach, z wizerunkiem kilku kobiecych postaci. Kim były? Boginiami? Klanowymi matkami? Dowodem na matriarchalne struktury rodzinne? Co wiemy o nich na pewno, a co jest jedynie spekulacją? Całodniowe sympozjum 26-go maja, w zurychskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej wyjaśniło parę zagadek i jednocześnie przyniosło wiele pytań.

Ld_Busenwand_Tafeln

Jedna z figur.

Seminarium zostało zorganizowane przez MatriArchiv z St. Gallen (wspominam o MatriArchivie również we wcześniejszych wpisach) z udziałem archeologa dr. Helmuta Schlichtehrle, prowadzącego badania palafitów na Jeziorze Bodeńskim, dr. Heide Göttner-Abendroth, filozofki, badaczki matriarchatów oraz dr. Kurta Derungsa, etnologa, historyka oraz twórcy pojęcia „pejzaży mitologicznych“. Tłumnie zgromadzona publiczność mogła popatrzyć przez pryzmat trzech kierunków badawczych na ten niezwykły wizerunek.

Archeologia

W Ludwigshafen oraz Sipplingen, nad brzegami Jeziora Bodeńskiego już w latach dziewięćdziesiątych zaczynano odkrywać pierwsze artefakty w przybrzeżnych kąpieliskach. Niestety pierwszymi, przypadkowymi odkrywcami byli kąpiący się. Można przypuszczać, że niestety, wiele ze znalezisk znajduje się do tej pory w prywatnych domach. Badania wykazały, że było to spore osiedle palafitów, w 15 rzędach stało 80 domów. Pod jednym z nich znaleziono ok. 2000 części ściennej dekoracji, która zsunęła się do wody i roztrzaskała na dnie. Powyżej dwudziestu lat trwała rekonstrukcja owego najstarszego malowidła ściennego północnej Europy. Z niezwykła akrybią dokonano złożenia tej, liczącej sobie 6000 lat, kompozycji. To było wielce żmudne zadanie. Analizowano różne style, przypatrywano się dokładnie w jakim kierunku spływała farba wapienna, żeby móc stwierdzić gdzie jest dół i gdzie góra fragmentu. Porównywano kontury. Stwierdzono, że ośmiometrowy fryz był malowany przez parę osób, że niewielki dom, w którym ozdabiał ścianę mógł pomieścić na raz jedynie parę osób. Helmut Schlichtehrle wskazywał na walory estetyczne obrazu, postacie były udekorowane białymi, wapiennymi kropkami, w ciemnym pomieszczeniu musiały jaśnieć. Każda z przedstawionych kobiet była nieco inna, u niektórych głowy otoczone były promieniami, jak symbole słońca, bardzo podobne motywy do rycin naskalnych we włoskiej Valcamonice.

Ld_Busenwand-Montage 7 Meter Wandlänge

Zrekonstruowana ściana figur z piersiami.

Motyw piersi

Mimo, że w tym puzzle brakuje wiele elementów, widać dokładnie powtarzający się schemat, figura z naturalistycznie przedstawionymi piersiami i obok niej na dole symbol drzewa z antropomorficznymi elementami. Schlichtehrle wskazał na wyjątkową archaiczność owego symbolu Drzewa Życia, znajdowanego powszechnie w neolicie na ceramice, rysunkach naskalnych, na zwierzęcych kościach. Badacz widzi w nim abstrakcyjne przedstawienie kobiecego lineage, czyli ciągu rodzinnego, linii pochodzenia w jednej matriarchalnej grupie. Jeden element wychodzący z drugiego, jakby rodzący się z niego, każdy podobny, ale innej wielkości. Forma gałązek jest podobna do neolitycznych, abstrakcyjnych przedstawień rodzących z rozłożonymi nogami. Pod „drzewem“ stoją ludzkie sylwetki.

Ld_Busenwand_Baum 02

Drzewo rodu

O funkcji owego domu z fryzem można jedynie spekulować. To, że odgrywał rolę religijno-obrzędową jest jasne. Na pewno należał do całej społeczności a nie był tylko dekoracją dla wybranych mieszkańców Możliwe, że odbywały się tam inicjacje, obrzędy szamanistyczne, seansy uzdrowieniowe, może nawet był to dom narodzin.

Busen_13-305-15 OS

Piersi z Jeziora Bodeńskiego. Ta i pozostałe fotografie pochodzą z „Landesamt für Denkmalpflege im Regierungspräsidium Stuttgart“.

Piersi znaleziono również na dwóch naczyniach znalezionych w osiedlu. Mamy więc do czynienia z wyraźnym podkreśleniem funkcji kobiety jako żywicielki. Podobne naczynia ozdobione piersiami znajdowano na całym terenie Europy. Jeden z takich egzemplarzy można m. in. podziwiać w warszawskim Muzeum Archeologicznym. Co więcej, w garncu z piersiami z Jeziora Bodeńskiego znaleziono resztki smoły pochodzącej ze spalonej kory brzozowej. Wytwarzanie smoły brzozowej było znane od czasów paleolitu. Po spaleniu kory powstawała lepka substancja, używana jako klej, czy nawet guma do żucia. O innych zastosowaniach dyskutowano w drugiej części sympozjum. Są znajdowane również garnce i wazy z przedstawieniem trzech, czterech czy więcej piersi. Schlichtehrle widzi w tym symboliczne przedstawienie „wielu, mnogości“. Kiedy odnajdowano pierwsze naczynia ozdobione piersiami wielu badaczy, nie rozumiejąc symboliki, brało te wypukłości za „uchwyty“, mimo że rzeczywiste uchwyty znajdowały się na obrzeżach owych ceramik.

Si11_536-127-1223 ua_Gefaess 751

Te naczyniai już znamy, są dosyć powszechne, znajdziemy je również w Muzeum Archeologicznym w Warszawie

Dr. Schlichtehrle zajął się również charakterystycznym elementem dekoracyjnym sylwetek kobiecych, symboliką X, jakby skrzyżowanego więzadła, również popularną w grafice archaicznej. Postacie kobiet są naturalnej wielkości, dobrze widać to na fotografii, na której współpracowniczka archeologa przyłożyła kalkę z wizerunkiem do własnego ciała. Wypustki w górnej części mogą być dłońmi skierowanymi w górę w geście modlitewnym, mogą również sygnalizować skrzydełka. Nasuwa się również skojarzenie z ubiorami szamańskimi, z frędzlami na obrzeżach stroju. Schlichtehrle porównywał ów X do pasów na figurach greckich i etruskich. Inni badacze uważali, że mogło chodzić tu o neolityczne biustonosze, stabilizujące i podtrzymujące piersi. Ta teoria spotkała się z szyderczym odzewem publiczności. I pytaniem jednej uczestniczki: „po co kobiety, w kulturach neolitycznych miałyby „stabilizować“ piersi? No rzeczywiście. Abstrahując już od faktu, że te pasy nie przechodziły przez piersi.

fryzschichtehrle

Dr. Schlichtehrle analizuje fryz, w środku fotografia współpracowniczki z kalką postaci.

Brak kości

Niestety, nie znaleziono pochówków ani, w ogóle, ludzkich kości w osiedlach na palach. Co stanowi sporą tajemnicę i jednocześnie uniemożliwia dokonanie analizy DNA, która wniosłaby ważne informacje dotyczące struktury rodzinnej klanów mieszkających w palafitach. Nie wiemy, jak tamtejsza ludność grzebała ciała zmarłych. Może były to pochówki na drzewach, czyli dobrze znane i w czasach późniejszych (również we wschodniej Europie) deponowanie zmarłych na gałęziach drzew, oddając je ptakom na pożarcie?

 

Tyle pytań, tyle interpretacji, tyle domniemywań i sugestii…Następna część spotkania była jeszcze ciekawsza. Zapraszam do następnego wpisu.

schichttree

Dr. Schlichtehrle porównuje wizerunek drzewa jako linii rodowej z innymi przedstawieniami  lineage’u z neolitu.

 

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Rodzący bogowie

Na Boże Narodzenie, pod choinkę, tłumaczenie paru rozdziałów z w.w. książki Doris Wolf. Tym razem chodzi o zdolność do dawania życia, z którą bogowie wszelkiego autoramentu mieli poważny problem. Boginie można było zmienić na męskich bogów, ośmieszyć, nawet zabić czy odsunąć od władzy. Trudno jednak rodzić bez macicy i jajników. Jak sobie bogowie z tym dylematem poradzili?

Absurdalne mity o ciężarnych bogach.

To właśnie kobieca zdolność rodzenia wzbudza zazdrość i nienawiść patriarchalnych mężczyzn pisze francuski historyk i poeta Jean Markale. „Wiadomo z etnologicznych studiów, że zdolność kobiet do dawania życia była zawsze postrzegana z przerażeniem i zdziwieniem, a to mogło być powodem nienawiści do kobiet, nawet „gynofobii“, która występuje we wszystkich rozwiniętych społeczeństwach.“ (Markale 1987, s. 16.)

Twórcza siła, zachodzenie w ciążę i rodzenie, stała się jak wskazują na to najstarsze mity, największym życzeniem patriarchalnych Indoeuropejczyków.

Istotnie, przejęcie kobiecej siły darowania życia, wydaje się być wyróżniającym atrybutem najwcześniejszych bogów. (Barbara G. Walker)

Zeus rodzi Atenę z głowy.

Wszystkie patriarchalne religie od początku dokładały wszelkich starań, aby ten nieprzezwyciężony problem rodzenia, daru, który wyłącznie kobiety posiadają, rozwiązać na różne sposoby.

Obrazy miały wesprzeć zapisane mity. Ptah uchodził za „męskokobiecego“, miał mieć ciężarny, kobiecy brzuch, „prawzgórze“. Jest, podobnie jak Ozyrys w grobie Tutanchamuna w „izbie narodzin“ przedstawiany na kamiennych rzeźbach z Tell Basta z tą charakterystyczną dla Egiptu, subtelną insynuacją ciąży. Atum był postrzegany jako mężczyzna, ale miał zawierać w sobie męskość i kobiecość, był wielkim Nim albo Nią. Tekst 80 z tekstów trumiennych, mówi dosłownie o tym że Atum urodził Schu i Tefnut (mesj – rodzić), co tłumaczy się przez: „stworzył, spowodował“. Jednakże jak wynika z obrazów wyobrażano sobie bogów w ciąży. Egipski „reformator“ Echnaton wziął przykład z Ptaha i Ozyrysa, pozwolił się przedstawiać z ciężarnym kobiecym ciałem, wyjątkowy wizerunek rozdętego męskiego ego.

Jakkolwiek niemożliwym może się to wydawać, mężczyźni chcieli za każdą cenę utrzymać wrażenie, że mężczyzna jest w stanie urodzić dziecko. (Barbara G. Walker)

Aby dodać ważności ojcostwu, które w matriarchacie było całkiem ignorowane, niektóre kultury wymyśliły zwyczaj “kuwady“, gdy ojciec kładzie się do łóżka z nowonarodzonym dzieckiem i pozwala kobietom się o niego troszczyć i karmić, tak jakby był w połogu. „Funkcja kuwady polega na stworzeniu społecznego ojcostwa, przez symboliczne zrównanie ojca z matką“. (Malinowski, cyt. za Bettelheimem 1975, s. 148). Mężczyzna chce w ten sposób odciągnąć uwagę od znaczenia kobiety, pisze Bettelheim. Jednakże „kopiuje w ten sposób tylko cechy powierzchowne zamiast najistotniejszej, której po prostu nie jest w stanie wykonać. Takie małpowanie powierzchowności jest tym intensywniejsze , im bardziej zazdrości się rzeczywistej, konkretnej mocy. Kobiety, które są usatysfakcjonowane emocjonalnie, ponieważ rodziły i są pewne swojej zdolności dawania życia mogą się pogodzić z kuwadą: mężczyźni potrzebują jej, aby wypełnić emocjonalną próżnię, która powstała z niemożności rodzenia dzieci.“ (Bettelheim 1975, S. 149).

Parę lat temu Franz Alt, teolog i redaktor, przechwalał się w niemieckiej telewizji, że wraz z żoną są w ciąży. Czyżby go dopadł syndrom kuwady?

Odrażające mity męskich porodów.

Ponieważ mity o ciężarnych bogach spotykały się ze sceptycznym nastawieniem, podejmowano dalsze wysiłki, aby propagować ich zdolność tworzenia. W związku z tym, że nawet bogom brakowało kobiecych narządów rodnych, kapłani byli zmuszeni wymyślić inne metody poczęcia i narodzin. Amun stwierdza: „różnorakie postaci wyszły z moich ust“. Ra poślubił własną rękę i „urodził“ przez własny penis: Amen wziął penis w rękę, zjadł własną spermę i „wykreował“ w ten sposób bliźniaków Schu i Tefnut.

Tak więc bogowie „rodzą “swoje kreatury przez usta i nos, przez penis, przez oczy, przez wypróżnianie się, wymioty, plucie, kasłanie, przez masturbację, samozapłodnienie, spermę, ślinę, łzy i krew. Makabryczne i nieapetyczne mity, opowiadające o tym, musiały wydawać się Egipcjanom i Egipcjankom, jeżeli w ogóle o nich słyszeli, groteskowymi wygłupami, wywołującymi raczej obrzydzenie i kpinę niż respekt.

Adolf Erman, który w swojej książce „Religia Egiptu“ poświęcił jeden rozdział sagom o bogach, opowiada zniesmaczony o żartach, sprośnych kawałach i tak dokładnych i obleśnych opisach, że decyduje się je opuścić (Erman 1934, S. 93). Mimo wszystko, zapoznaje czytelników z jedną historią. Thot, „syn obydwu panów (!), który wychynął z czaszki“ był produktem gwałtu na Secie przez ityfalicznego boga Mina. Erman, udostępniając ów mit, zaobserwował, „że warunkiem do powstania owego typu sagi musi być zrozumienie pederastii jako aktu upokorzenia pokonanego wroga oraz zmuszenia go do absolutnego poddaństwa“ (…) Najdobitniej owo przekonanie wyrażone w tekstach z piramid występuje w magicznym tekscie trumiennym okresu Herakleopolisu, kiedy narrator mówi: „Re nie ma nade mną władzy, ponieważ to ja jestem tym, który mu zabiera powietrze. Atum nie ma nade mną władzy, bo to ja kopuluję z jego tyłkiem (Kees, ZAS 60, 1925, S.1)

Erman przypuszczał, że owe sagi zostały dostosowane do „gustu pospólstwa“, które ma inne poczucie humoru niż elity. Myli się jednak: te wulgaryzmy nie zostały wymyślone przez lud, ale przez kapłanów jako część religijnej mitologii. Te niesmaczne historyjki nie były częścią wiary ludowej, co Erman w innym miejscu podkreśla: „Z tego wszystkiego, co wykoncypowali egipscy boscy kapłani, bardzo niewiele przesączyło się do ludu“.

Również Plutarch uznał wiele miejsc w naukach dynastycznych za wstrętne, według niego powinno się po ich przeczytaniu wypluć i wypłukać usta. Można widzieć w nich „rozjaśnienie świadomości“ (W. Wolf 1977, S. 65), ale wydaje się, że określenia „zły gust i perwersja“ opisują je dokładniej. Również Gerda Weiler podziela ten punkt widzenia. Pisze: „obrazy rodzących bogów są perwersyjne. Ani Atun, ani egipski bóg Heliopolisu, ani bóg Ptah z Memfisu, ani Aton, bóg Echnatona, ani Zeus nie są wiarygodni jako rodzący ojcowie. Obrazów porodu nie daje się zawłaszczyć przez męskie fantazje o darowaniu życia. (Weiler 1993, s. 161)

Zastanawiającym jest, jak często mężczyżni nazywają siebie „ojcami“, nawet „ojcami świętymi“ mimo że nie mogą być nimi biologicznie.

Określenie „ojciec“ zostało przejęte przez kleryków żyjących w celibacie od egipskich bogów ojców. Lecz owe określenie ani jednym ani drugim nie przysługuje, ojcem zostaje się jedynie przez kobietę, która rodzi dzieci. Jednakże ci „ojcowie“ starają się właśnie unikać kobiet.

Materialna i duchowa kultura naszego zachodniego świata ma wiele korzeni w kulturze stworzonej przez Sumerów 3000 lat przed chrześcijaństwem. (Hartmut Schmöckel)

Ciężarny Ptah z Bubastis. Wizerunek z blogu D. Wolf

Wyrafinowany mit o tworzeniu słowem

Gorące życzenie identyfikacji z bogami wczesnych królów, którzy „naturalnie“ sami z siebie zachodzili w ciążę i rodzili, stanowiło trudne zadanie dla mitologów, ponieważ jak wszyscy widzieli, tworzenie nowego życia należało wyłącznie do kobiet i natury. Inaczej niż w Egipcie, w którym kapłani wynaleźli wiele nieapetycznych „trywialno-lubieżnych“ mitów, aby wyeliminować kobiety z procesu tworzenia, kapłani z Sumeru szukali innego, bardziej „duchowego“ rozwiązania problemu. Wynaleźli więc mit tworzenia przez słowo.

Ponieważ bóg nie ma żadnej specjalnej przeszłości, jako że jest młodym bogiem zdobywców, dostaje on bohaterską przeszłość. Święta historia wstępuje na miejsce koniecznego dowodu potęgi. (Walter Beltz)

Marduk, którego już poznaliśmy w micie „Enuma Elish“ jako mordercę matki, przechodzi przez tajemniczy egzamin na głównego boga:

Rozłożyli szatę pośrodku: do Marduka, swojego pierworodnego powiedzieli: „W rzeczy samej, och Panie, twoje przeznaczenie wywyższa cię nad innych bogów. Rozkaż niszczyć i tworzyć – i tak się stanie! Przez słowo padłe z twych ust pozwól zniszczyć tę szatę: rozkaż na nowo i pozwól, że szata znowu się scali! I padło słowo z jego ust i szata rozpadła się. I znowu rozkazał i szata zrosła się na nowo. Kiedy bogowie i jego ojcowie, rozpoznali siłę jego słowa, wtedy wznieśli okrzyki radości, oddali mu hołd i rzekli: Marduk jest królem”.

(Heidel, cyt. za Frommem)

Znaczenie owego egzaminu zawiera się w tym, że mężczyzna przezwyciężył swoją niezdolność do naturalnego tworzenia, daną jedynie ziemi i kobietom, przez inny rodzaj siły tworzącej – siły umysłu oraz słowa. Marduk, który na swój sposób mógł tworzyć, przezwyciężył naturalną przewagę matki i mógł przejąć jej miejsce. (Fromm 1974, s. 146) Erich Fromm, który szczegółowo zajmował się fałszerstwami patriarchalnych mitów, pisze o tym następująco:

„Biblijny mit zaczyna się tam, gdzie babiloński kończy. Władza nadrzędna męskiego boga jest postanowiona, z wcześniejszych matriarchalnych systemów nie pozostało nic. „Egzamin“ Marduka stał się głównym tematem biblijnej historii kreacji. Bóg stwarza świat przez słowo: kobieta i jej twórcze siły nie są już potrzebne. Ewa zostanie stworzona z żebra Adama. Jednak wspomnienie matriarchalnego panowania jeszcze całkiem nie wygasło. W Ewie widzimy kobietę mocniejszą od mężczyzny. „ (Fromm 1991, s. 156). A także:

„Mit biblijny jest pieśnią triumfalną nad pokonaną kobietą, zakłamuje on fakt, że to kobieta rodzi mężczyznę i tym samym odwraca naturalny stan rzeczy w jego przeciwieństwo“ (Fromm 1974, S. 127)

Mit tworzenia przez słowo stanowi jeden z najbardziej wyrafinowanych wynalazków, aby ukryć rolę kobiety w procesie tworzenia i jest jednocześnie „najbardziej szaloną fantazją, jaką można tylko wymyślić, przeczy ona całemu doświadczeniu, całej rzeczywistości, całemu naturalnemu uwarunkowaniu“ (Fromm, 1994, s. 91)

Również inni autorzy i autorki wyrażali zaskoczenie; Lucie Stapenhorst pisze: „Jak to się mogło stać, że ludzie wbrew rozsądkowi oraz wbrew własnym doświadczeniom zaakceptowali tego twórcę-boga, który tworzy życie za pomocą słowa. Na to może być tylko jedna odpowiedź: ta nauka została wbijana w ich umysły tak długo, dopóki przestali się odważać inaczej myśleć. Od tego czasu chrześcijaństwo wykazuje się specjalnym talentem wymyślania nauk sprzecznych z naturą. Im absurdalniejsze przesłanie tym bardziej zasłużonym jest akt wiary; inaczej mówiąc, im mniej rozumu tym więcej wiary“. (Stapenhorst 1993, s. 11)

Nie bogowie stworzyli ludzi, tylko ludzie bogów. (Homer)

To zrozumiałe, że „kapłani męskich bogów, rzucili się z zapałem na to stwierdzenie, jakoby można tworzyć słowem, ponieważ w ten sposób dało się uniknąć tłumaczenia problemu w jaki sposób jakiś byt niemogący rodzić, stawał się twórcą. Z tego powodu Logos stał się ważną kliszą każdej patriarchalnej religii. Powodem do zachwytów kapłanów nad nauką Logosu było to, że owa nauka udostępniała męskim bóstwom metodę kreacji, czyli tego co było dotąd przywilejem dających życie bogiń“ (Angus, cyt. Walker 1993, s. 620 i 1997, s. 149).

Wraz z aktem tworzenia przez słowo, dzieła bogów przeistaczały się w coraz bardziej abstrakcyjne pojęcia. Niektórzy egiptolodzy podziwiają Echnatona, który jako pierwszy „postawił genialny krok w kierunku abstrakcyjnego pojęcia boga. Niestety naród nie „był zdolny pojąć bogactwa świętej tajemnicy“ żałują Brunner i Brunner (1984, s. 8). Dopiero abstrakcyjne pojęcia bogów umożliwiły mitologom, stworzyć boskie niebo, bez konkretnej, twórczej, żeńskiej siły i uwolnić ich od ziemskiej rzeczywistości przez fikcyjną, twórczą potęgę umysłu.

Ten abstrakt nazywają „duchowym, niematerialnym, metafizycznym, zasadniczym, tajemniczym, transcendentnym, ukrytym, mistycznym, tajemniczym, niezgłębionym“ i z tego powodu monoteistyczne religie Księgi są przez ich przedstawicieli określane jako „wysokie religie“. Tym samym sugerując, że są „wyższe“, mądrzejsze, bardziej boskie i duchowe niż zdewaluowane przez nich „bluźniercze“ religie ludowe czy święcące naturę.

Manipulacja, podobnie jak w przypadku określenia „kultura wysoka“. „Religie wysokie“ są abstrakcyjne, oddzielone od ziemskiej rzeczywistości, twierdzą, że przekroczyły granice świadomości, budują na nierealnych podstawach, urojeniach. Są to nieudolne techniki maskujące. Freud mówi o „neurozie natręctw“ i o „psychozie halucynacyjnej“. Religie wielkiego boga są „niewytłumaczalne“ twierdzą klerycy. Są „niepojęte“, ani „oko tego nie widziało, ani ucho nie słyszało“. W ten sposób można uniknąć tłumaczenia „transcendentnych“ bogów oraz ich absurdalnych i złośliwych, wrogim ludziom przekazań.

Każda patriarchalna wiara, czy to sumeryjska, czy babilońska, irańska, egipska, rzymska, grecka, europejska, celtycka, nordycka, żydowska, chrześcijańska czy muzułmańska posługuje się mitami jako dowodami na jedyną prawdę i wyższość swojej wiary oraz na przemoc używaną do wypełniania swojej misji. [1]

Iran, kraj Ariów, udowadnia nam w lutym 2009 roku, jak patriarchat od wieków potrafił przeżyć troszcząc się o swoje owieczki: muzułmanie, którzy odchodzą od nakazanej „wiary“ i przechodzą „do innej religii“, mają być w przyszłości bezwzględnie karani śmiercią. Do tej pory wypowiedzenie kary śmierci zależało od uznania sędziego, teraz wolność jurystyczna ma być ograniczona. Tak można sobie właśnie wyobrazić wprowadzanie wszystkich patriarchalnych religii, dokładnie tak, przez przemoc.

(…)

Nasze przodkinie nie miały innego wyboru po zbrodniach na czarownicach, jeżeli nie chciały przeżyć tych samych okrucieństw oraz śmierci jak ich zamordowane siostry. W najlepszym wypadku groziło im, w późniejszych wiekach odebranie dóbr, ziemi, zniesławienie, nieufność, wrogość, wypędzenie z domy, wspólnoty, prześladowanie przez fanatycznych „głosicieli prawdziwej wiary“ a nawet śmierć. Zostaliśmy odizolowani od wiedzy o morderstwach na czarownicach, o tym czasie koszmaru i wstydu, nawet o pamięci o nich. Kto wyciąga te sprawy na jaw, żyje niebezpiecznie. Szczególnie myślące i studiujące kobiety są solą w oku patriarchalnych mężczyzn.

Podobnie jak nasze poprzedniczki zastraszane przez męki piekielne, przez tortury i śmierć aż straciły zdolność do myślenia, tak samo my po stuleciach prania mózgów zostaliśmy nawróceni na siłę i nawet tego nie czujemy. Ludzie dają się wyjątkowo łatwo uwieść teoriom zbawienia oraz kapłanom zbawienia. Czy przez religię czy politykę, dają się manipulować propagandzie i ideologiom i wykorzystywać władcom dla politycznych celów.

(…)

Miej odwagę używać własnego rozumu, powiedział Immanuel Kant, a jednak: patriarchat potrzebuje wiernych a nie krytycznie myślących ludzi!

Nasze życie jeszcze niedawno podobne było do tego, co dzisiaj przeżywa wiele muzułmańskich kobiet. Najgorzej prześladują je i dręczą talibowie, którzy przypominają chrześcijańskich krzyżowców i średniowiecznych inkwizytorów, horda „wierzących mężczyzn“, bez kobiet, oszalała, prymitywna, która terroryzuje świat, a szczególnie, jak zawsze, kobiety.

Bibliografia:

Markale Jean, La femme celte, Paris, 1989

Bettelheim Bruno, die Symbolischen Wunden, München 1975

Erman Adolf, Aegypten und aegyptisches Leben im Altertum, Hildesheim, 1984

Kees Hermann, Aegypten, ZÄS, 1925

Wolf Walter, Funde in Aegypten, 1966

Wolf Walter, Kulturgeschichte des alten Aegypten, Stuttgart, 1977

Weiler Gerda, Das Matriarchat im alten Israel, 1989

Fromm Erich, Anatomie der menschlichen Destruktivität, Stuttgart, 1974

Fromm Erich, Märchen, Mythen, Träume, Reinbeck Hamburg, 1951/1991

Stapenhorst Lucie, Die Drächin und der Held, Norden, 1993

Walker Barbara G., Das geheime Wissen der Frauen, Frankfurt, 1993

Brunner-Traut Emma, Die alten Aegypter, Stuttgart, 1987

(Doris Wolf, Der Kampf gegen Weisheit und Macht der matriarchalen Urkultur Ägyptens“, eine Kriminalgeschichte, DEWE, Zürich, 2009 s. 295-303)

[1] Tu mogę się z Doris Wolf zgodzić tylko częściowo, oprócz religii monoteistycznych, które uważały się za jedną słuszną religię i nie tolerowały innych obok siebie, reszta wymienionych oznaczała się pewną tolerancją. Bogów i boginie można było wymieniać, dodawać celtyckie imiona do greckich, czy rzymskich. Pokojowe współistnienie wyznawców Sarapisa, Artemidy, Jupitera czy Minerwy w Cesarstwie Rzymskim legło w gruzach dopiero po uznaniu religii chrześcijańskiej za państwową.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Walka z chaosem

Co było przed faraonami? Dlaczego tak mało wiemy o starożytnym Egipcie? Dlaczego egiptolodzy tak bronią się przed stwierdzeniem, że Egipt posiadał wspaniałą kulturę przed epoką faraonów oraz, że wraz z inwazją Indoeuropejczyków nastąpił jej koniec? Mało wiemy o ewolucji w świecie egipskich bogów, o detronizacji bogiń, o utracie ich prestiżu i władzy. Doris Wolf próbuje odpowiedzieć na powyższe pytania w książce pt. „Walka z mądrością i potęgą matriarchalnej prakultury Egiptu. Historia kryminalna“ (DEWE Verlag, Zurich, 2009). Rzeczywiście tę książkę czyta się jak wielowątkowy kryminał, czasami włosy się  jeżą na karku z przerażenia. Wybieram jeden z krótkich rozdziałów dotyczący dzielnych herosów zabijających smoki. Ale na tłumaczenie czekają jeszcze bardziej smakowite kąski, np. historie o tym jak męscy bogowie zachodzili w ciąże.

Titelbild_Engel,_Dämonen_und_phantastische_Wesen

św. Michał מיכאל Ostatnim słowem, który potwór usłyszał przed śmiercią było: „Mi kam (ocha) el (ohim), Mikael „, „kto jest jak ty Boże?”). Na obrazie Michał trzyma wagę, na której waży uczynki ludzi. Potwór ma wyraźnie kobiece piersi.

„Pamiętajcie o tych wszystkich prawach, które były stosowane przez naszych przodków aby ograniczyć wolność kobiet, aby je poddać pod władzę mężczyzn. Gdy tylko nam dorównają, będą od nas lepsze.“ (Portius Cato, rzymski cenzor). Ten strach towarzyszy męskim uzurpatorom do dzisiaj.

Wolf, Doris. Der Kampf gegen Weisheit und Macht der matriarchalen Urkultur Aegyptens, Eine Kriminalgeschichte, DEWE Verlag Zürich, 2009, s. 273-275.

Na okładce kobiety bite przez kapłanów.

Diabolizowanie Wielkiej Bogini w indoeuropejskich smoczych mitach.

Zwycięstwo nad indygenną Wężową Boginią oraz jej przemiana w demona i smoka jest metaforą triumfu patriarchatu nad przedstawicielkami wcześniejszego matriarchalnego systemu w Azji południowo-zachodniej.

Samuel N. Kramer twierdzi, że „wiele wątków w tkaninie greckich i wczesnych chrześcijańskich mitów o smokach, sięga do sumeryjskich źródeł“, ponieważ w mitologii Sumeru w 3000 p.n.e mit zabójcy smoka odgrywał wielką rolę (Kramer Samuel Noah, Geschichte beginnt mit Sumer, Monachium, 1959, s. 131). Gilgamesh, bohaterski sumeryjski zabójca smoka, przechodzi jako morderca Bogini Świata Podziemnego (w jej zmaskulinizowanej formie jako „Chuwawa“) do historii mitologii. Mordercy smoków towarzyszą nieustannie postępującej patriarchalizacji.

Motyw zabójcy smoka jest typowym motywem stepowym, który rozprzestrzenił się na całym świecie wraz z podbojami wojowniczych, północnych nomadów. W niezliczonych indoeuropejskich smoczych mitach „Bogowie Światła“ walczą ze znienawidzonymi kobiecymi bóstwami.

Walka ze smokiem jest zawsze przedstawiana jako „walka światła z ciemnością“, i jako „zwycięstwo nad chaosem“. Jednakże to porównanie w rzeczywistości opisuje walkę patriarchatu przeciwko matriarchatowi, przeciwko pradawnemu elementowi kobiecemu, skazując go na rolę szatana i diabła. Badaczki i badacze mitów odnaleźli we wszystkich indoeuropejskich mitach walki motyw zgładzenia pierwotnej wężowej bogini (również pod postacią smoka, demona czy potwora) przez patriarchalnych herosów względnie przez wtórnego boga, który tę pierwotną, żeńską siłę unicestwił i przejął jej siłę. Również w Egipcie. Emma Brunner-Traut zadaje nawet pytanie, czy Egipt nie był źródłem średniowiecznych, europejskich sag o smokach (Emma Brunner-Traut, Gelebten Mythen, Stuttgart, 1988, S. 109-116).

Egipt nie był kolebką owych sag, ale indoeuropejscy kapłani zwycięzców często się nimi posługiwali. Kiedy Horus przebija lancą krokodyla Setha, jest „nikim innym jak św. Jerzym w walce ze smokiem, symbolem zła.“ (Stierlin Henri, Aegypten, Stuttgart, 1988, s. 157)

Seth schował się jako smok pod ziemię a Re rzekł: Seth zmienił swą postać w ryczącego smoka.

Odnajdujemy ten mit z niewielkimi odstępstwami u Germanów, kiedy Thor zwycięża nad wężem Midgard, w hinduskiej Rig Vedzie, w której Indra kaleczy potężnego smoka Vritrę i tak długo dręczy matkę Vritry Danu, aż uchodzi z niej życiodaja energia. W hetyckiej Anatolii toczy się walka między bogiem burzy i smokiem Illujanką, w północnym Kanaanie, między Baalem i wężem Lat / Lotan albo Lawtan (w języku arabskim i kanaanejskim „Lat“ oznacza „Bogini“). „W Babilonii – podczas panowania klasy rządzącej, będącej pod wpływem Indoeuropejczyków – była to walka między Mardukiem i Boginią Tiamat. W Asyrii, opanowanej przez Indoeuropejczyków, Aschur przejmuje dzieło Marduka. W indoeuropejskiej Grecji mamy Zeusa i smoka Tyfona. Dalej mamy Herkulesa, który triumfuje nad wężem Ladonem, który opiekuje się świętym sadem bogini Hery, która miała go dostać od Gai jako prezent ślubny po poślubieniu Zeusa. Ten mit pojawia się we wszystkich starych hebrajskich tekstach. W nich wąż Lewiatan jest pokonany przez hebrajskiego Jahwe (Jehowę). Nawet chrześcijaństwo przejęło legendę o świętym Jerzym i smoku oraz świętym Patryku i wężach“. (Merlin Stone, Als Gott eine Frau war, Monachium, 1988, S. 107). W północno – nordyckich i germańskich sagach, głównie w Sadze Nibelungów, zabójcą węża jest Siegfried (również Sigurd).

Walka jest kontynuowana w monoteistycznych religiach. Częścią polityki kapłanów było przekształcenie bogiń starej i pokonanej kultury w demony nowej. Czytamy w Księdze Objawienia (12,7-9):

I wybuchła walka w niebie: Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego, Lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca w niebie. I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie.

Tak komentuje to Uwe Steffen w swojej książce „Walka ze smokiem“ wydanej w chrześcijańskim wydawnictwie „Krzyż (Kreuz)“: „Ten żydowski mit upadku aniołow należy do licznych mitów o duchowej pra-katastrofie w niebie i kosmosie, o walce ze smokiem, o walce światła z ciemnościa, o pokonaniu chaotycznej, ciemnej kobiecości i o wstąpieniu do akcji ratującej siły, która zwycięża chaos.“ (Steffen Uwe, Drachenkampf, Stuttgart, 1984, s. 100)

Marduk w walce z Tiamat

Niesamowita wypowiedź! I nawet same kobiety zamykają oczy i zasłaniają uszy przed takimi stwierdzeniami i tym samym starają się oszukać własny rozum: nie chcą spojrzeć jasno na wrogie kobietom wypowiedzi chrześcijańskich autorów. Wraz z inwazją indoeuropejskich zdobywców legendy o zabójcach smoków rozprzestrzeniły się od Oceanu Indyjskiego aż po Atlantyk, utrwaliły się również w afrykańskich królestwach aż do czasów współczesnych. Dittmer Kunz stwierdza w swojej „Historii Afryki“: „Dopiero po zabiciu smoka (węża, czy innego potwora) założyciel państwa mógł przejąć władzę od starszej dynastii (od boskich „królów“, którzy czcili owe „boskie zwierzęta“ (…) Co oznaczało według starej orientalnej tradycji w perskim dualizmie wypełnienie szlachetnego obowiązku walki światła z ciemnością i wprowadzenie porządku nad chaosem. Według indygennego „prawa matki“ należało następnie zalegitymizować uzurpację tronu przez małżeństwo z lokalną królową.„ (Dittmer Kunz, Zur Geschichte Afrikas, Köln, 1967, s. 335).

Co za szczęście dla despotów, że jedna połowa ludzi nie myśli a druga nie czuje. (J.G. Seume, Apokryphen)

Kościółek św. Jerzego w szwajcarskim Rhäzüns. Ok. 1340 r. Jerzy ratuje damę przed smokiem.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Ciemne wieki

W tym roku ukazała się świetna książka Catherine Nixey „The Darkening Age“ („Ciemniejący Wiek“ albo „Wiek Zachmurzony“) o zniszczeniu antycznego świata przez chrześcijaństwo. C. Nixey, absolwentka filologii klasycznej z Cambridge, opowiada o szokującej i ogólnie do tej pory nieznanej historii o tym, w jaki sposób głosiciele „jednego, zazdrosnego Boga“ i jedynej „słusznej religii“ zdewastowali dobytek nauki i sztuki epoki antycznej. Właśnie szykowałam się do napisania krótkiej recenzji o książce dla babyryby. Niestety, okazało się, że ktoś wcześniej czytał w moich myślach i ujął to dokładnie tak, jak zamierzałam to zrobić. I w dodatku umieścił ten tekst na łamach dzisiejszego szwajcarskiego dziennika „Tages-Anzeiger“.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak przetłumaczyć recenzję Ralpha Pöhnera pt. „ Kaznodzieje nienawiści w aureolach. History Reloaded. Oaza pustynna Palmira była już wcześniej zniszczona“.

Brodaci mężczyźni, dla których liczył się tylko jeden Bóg, nadciągneli w niewielkich grupach z pustyni. Zebrali się pod Palmirą. Zaatakowali stare miasto-oazę, zbeszcześcili świątynie, zburzyli kolumny które stały tu od pięciuset lat. Roztrzaskali wszystkie posągi, jakie znalazły się na ich drodze. Spalili każdą księgę, która nie chwaliła ich Boga.
Islamskie Państwo w Syrii? Nie, to stało się w czasach Rzymskiego Cesarstwa, w roku 385. Chrześcijańscy mnisi przejęli władzę na wschodzie Imperium. Angielska publicystka Catherine Nixey, rozpoczyna książkę o „ciemnej epoce historii“ opisem tego haniebnego czynu dokonanego w Palmirze. Tematem książki jest zniszczenie klasycznego świata przez chrześcijaństwo. W naszej świadomości istnieje obraz pierwszych chrześcijan jako marzycielskich ekscentryków, prześladowanych przez Rzymian, ciągle jeszcze mieszkających w katakumbach, nadstawiającym swoim oprawcom drugi policzek. Jeżeli ktokolwiek miał zagrażać wysokiej kulturze antycznej i w końcu zniszczyć ją to były to, w powszechnym mniemaniu, pogańskie hordy barbarzyńców germańskich. Tak przedstawiała to nauka. Nixey jednak maluje obraz całości, który zmieni całkowicie historię głoszoną przez szkółki niedzielne, przede wszystkim w dwóch punktach.

Po pierwsze: Mit męczennictwa wczesnych chrześcijan to właściwie fake. Oczywiście, były prześladowania chrześcijan w Rzymskim Cesarstwie, ale trwały krótko, były nieudolne i przeprowadzane bez przekonania. Państwowe, oficjalne akcje prześladowcze trwały w ciągu 12 albo 13 lat na przestrzeni 300 lat. I jasne, istnieli ówczas również młodzi mężczyźni, którzy uważali za konieczne poświęcenie z egzaltacją życia w imieniu swojego Boga. Jednakże tylko kilka takich wypadków można udowodnić. Już w osiemnastym wieku słynny historyk Edward Gibbon podejrzewał, że mniej niż 2000 chrześcijan zostało straconych ze względu na wiarę i to w ciągu wielu wieków. Współcześni badacze znacznie obniżają tę liczbę, prawdopodobnie było tylko kilkuset prawdziwych męczenników i to, w dodatku, na obszarze całego Cesarstwa. Jednakże późniejsi wierzący zmajstrowali z tego potężny martyrologiczny dramat, którego ociekające krwią obrazy do dzisiaj zdobią ściany kościołów i rządzą umysłami.

Po drugie, w ówczesnych czasach, 2000 lat temu, po terenie Cesarstwa Rzymskiego nie tylko błąkali się sympatyczni jezusowi hipisi. To byli raczej głosiciele nietolerancji, albo – może należy użyc określenia: kaznodzieje nienawiści? Kiedy rzymscy cesarze podnieślii w 380 roku chrześcijaństwo do statusu religii państwowej , pogrzebali tym samym wolność religijną w krajach śródziemnomorskich. Skończył się czas, kiedy wyznawcy Jupitera, Zeusa, Jahwe, Izydy i Ozyrysa współegzystowali i pozwalali wierzyć innym w co chcą. Ten, kto odmawiał nawrócenia „musi zostać uznany za prawdziwie szalonego i opętanego“ i powinien zostać prześladowany, tak głosił edykt trzech cesarzy z 380 roku. Pięć lat później doszło do pierwszej potwierdzonej egzekucji pewnego heretyka. To był tylko początek. Zakonnicy i biskupi całego Cesarstwa przystąpili do czynu, walczący faceci, których do dzisiaj czci się jako świętych i „ojców Kościoła“. Wypędzili greckich filozofów z miast. Mordowali każdego, kto składał ofiary dla innych bogów. Ogłosili, że homoseksualność jest przestępstwem. Zabronili muzyki, tańca, purpury i szminki. Ich kulturowy przekaz stał się jasny dla każdego, kiedy biskup z Aleksandrii rozkazał w 391 zburzenie świątyni Serapisa i przy okazji puścił z dymem największą bibliotekę antycznego świata: „grzeszne sprawy“, papirusy na stos.

Triumf chrześcijaństwa był nie tylko zwycięstwem: oznaczał przede wszystkim destrukcję starego klasycznego świata. Religia, która wskazuje jedyną drogę do zbawienia, staje się w nieunikniony sposób nietolerancyjna. I takimi stali się głosiciele „jedynej wiary“. W gruncie rzeczy Catherine Nixey zdradza nam bardzo znaną historię. Ale przy okazji zdajemy sobie również sprawę jakim genialnym, propagandowym posunięciem było polukrowanie tej całej zagłady i przyozdobienie jej na końcu świętą aureolą.

Tages-Anzeiger, 2 grudzień, 2017

https://blog.tagesanzeiger.ch/historyreloaded/index.php/1985/hassprediger-mit-heiligenschein/

Catherine Nixey, The Darkening Age, The Christian Destruction of the Classical World, Pan Macmillan, London, 2017

aphrodite with cross

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pokój Narodzin i Śmierci, część 2.

Kiedy pozostali członkowie rodziny czekali na swoją kolej, daba stojący przy trumnie podjął rozdzierająco zawodzącą pieśń w molowej tonacji i kontynuował ją recytując z kartki imiona i nazwiska członków rodziny A My. Wyliczenie wszystkich krewnych zajęło mu wieczność, po której przeszedł do dalszych inkantacji starożytnych tekstów.

„Moim zadaniem na pogrzebie jest otwarcie drogi dla duszy zmarłego aby jej ułatwić podróż do Sina-Anawah“ powiedział mi pewien daba, z którego udało mi się we wcześniejszej rozmowie wyciągnać bardzo ciekawe informacje o szamanistycznych praktykach podczas ceremonii pogrzebowej.

Stos pogrzebowy. Zdjęcie pochodzi z portalu thekingdomofwomen.co.uk

„Słowa, które śpiewam, pomagają poprowadzić duszę z powrotem do miejsca, z którego my, Mosuo, pochodzimy. Śpiewam je aby chronić drogę i ostrzegać duszę przed wszystkimi możliwymi niebezpieczeństwami i zagrożeniami podczas podróży. Mówię duszy, żeby się nie lękała, mimo tego że droga do Sina-Anawah może być trudna i zdradliwa. Mówię duszy, że może się zabłąkać na ścieżkę dzikich zwierząt i zagrażających złych duchów. Będę śpiewać, aby pomóc duszy uniknąć tych pułapek. Mówię też duszy, że kiedy dotrze do Sina-Anawah znajdzie tam nowe życie i wróci do rodziny z powrotem, aby jej pomóc.“

Na podwórku tłoczyli się sąsiedzi i przyjaciele rodziny. Ochotnicy z kręgu przyjaciół A My zaczęli podawać kolację z dań przygotowanych przez różne rodziny z wioski.

Ta scena z pierwszej nocy pogrzebu A My była powtarzana codziennie przez dwa tygodnie aż do wigilii kremacji. Przedostatnia noc była kulminacyjnym punktem w obrzędach pogrzebowych i zgodnie z wierzeniami Mosuo była tym momentem kiedy dusza osiągnęła ostatni etap zdradliwej i niebezpiecznej ścieżki do starożytnej krainy Sina-Anawah.

Aby pomóc duszy A My w przezwyciężeniu niebezpieczeństw pojawiających się na jej drodze, daba zajął główne miejsce na podwórku i zabrał się do odegrania niezwykłego szamańskiego rytuału mającego wesprzeć odchodzącą duszę. Daba ubrany od rana w ten sam kolorowy, tradycyjny szamański strój skinął na grupę oczekujących męskich członków rodziny aby do niego podeszli. Pierwsza para wysunęła się na czoło. Daba pomógł im założyć archaiczne skórzane zbroje i ozdobione piórami nakrycia głów oraz wręczył im miecze i sztylety. Teraz para wyglądająca na wojowników z minionych wieków zaczęła dziki taniec wokół dziedzińca, goniąc urojone duchy i wydając okrzyki wojenne, wymachując mieczami w walce przeciwko niewidzialnym, dzikim zwierzętom oczyszczając w ten sposób ostatni odcinek drogi, którą dusza miała pokonać.

Po tym jak pierwsza para skończyła swoje przedstawienie, następna para ochotników zajęła ich miejsce zakładając ich ubrania i odgrywając tę samą scenę. Nieustannie, na zmianę kolejne pary wojowników kontynuowały walkę z czyhającym w ciemnościach złem. To godzinne, niezwykłe przedstawienie tradycyjnego tańca udowodniło mi jak bliskie sercu Mosuańczyków były stare, pogańskie zwyczaje. Owe dzikie podwórkowe sceny były równoważone spokojnymi, śpiewnymi recytacjami buddystycznych lamów, którzy w swoich szafranowo-bordowych szatach siedzieli wewnątrz domu. Jako niezbędny element każdego mosuańskiego pogrzebu, święci mężowie Buddy pomagali swoimi recytacjami prowadzić duszę A My do reinkarnacji. Słuchając szalonego hałasu na zewnątrz słyszałam coraz głośniejszy pomruk śpiewów w tle. Rzuciłam okiem przez szparę w drzwiach i zobaczyłam dużą grupę lamów, intonujących coraz głośniej aby zagłuszyć konkurencję dabów.

Zastanowił mnie ten obrazek, dwie wiary rywalizujące między sobą w wykonaniu swoich różnych wersji pożegnania duszy, ale jednocześnie siedzące ramię w ramię przez całą tę ponurą noc. To mówiło wszystko o powściągliwym zrozumieniu i wzajemnej tolerancji dwóch stron lokalnych religijnych odłamów. Nie było między nimi konfliktu, ponieważ ambiwalentni z natury Mosuańczycy bezproblemowo zaadaptowali nowy Buddyzm nie rezygnując jednocześnie ze swojej pogańskiej przeszłości. Każda mosuańska rodzina zawsze zaprasza obydwie religijne grupy na pogrzeby.

Wymęczeni i brudni krewni, jako że Mosuańczycy nie myją się i nie obcinają włosów podczas całego okresu żałoby, zostali na ostatnią noc czuwania, aby dotrzymać towarzystwa odchodzącej duszy. Nocne czuwanie zmieniło się w energiczny poranek, wszyscy przygotowywali się do odegrania swoich roli w końcowym spektaklu, który rozpoczął się z brzaskiem dnia.

Dzień przed kremacją mężczyźni skonstruowali małą replikę domu z bali na polu u podnóża góry, niedaleko wioski A My. Niewielka budowla, wystarczająca na zmieszczenie trumny A My, przypominała typowy mosuański dom zbudowany z sosnowych bali łączonych na wręby. W związku z tym, że był to pogrzeb kobiety konstrukcja była wysoka na siedem belek, w wypadku mężczyzny replika domu miałaby dziewięc belek.

W domu jeden z braci Gumi przebrał się za woźnicę i zaprzągł konia. Woźnica wraz z koniem czekali potem przed bramą aby poprowadzić kondukt pogrzebowy. Napięcie zaczęło rosnąć kiedy mężczyźni rozwinęli białe płótno na ziemi jak chodnik prowadzący od głównych drzwi przez całe podwórko aż do bramy wejściowej.

Nadszedł już czas.

W pokoju babci, dyskretnie zasłaniani przez ruchomą płócienną zasłonę, synowie A Ma weszli do pokoju narodzin i śmierci. Razem wynieśli, przeciekający już worek z ciałem do pokoju babci. Uroczyście podnieśli go i umieścili w kwadratowej trumnie, wkładając tam również jej ubrania i położyli na nim wieko.

Ustawiając się w dwa szeregi po obu stronach, synowie podnieśli drągi, na których była ustawiona trumna, na ramiona. Powoli wynieśli ją z domu na podwórzec, na którym oczekiwały ich grupy rodziny i znajomych klęczących po obu stronach białego płótna. Synowie ostrożnie balansowali trumnę nad głowami krewnych. Kiedy przechodzili nad żałobnikami przydarzyła się niezwykle wzruszająca scena. Każdy z klęczących zaczął krzyczeć i szlochać i wołać osobiste pożegnania do A My opuszczającej dom. Kondukt doszedł do bramy, gdzie syn-woźnica pociągnąl wodze konia i skierował go na czoło konduktu. Nagle zaczęły wybuchać głośne petardy, słychać było uderzenia gongu. Niesiona wysoko trumna podążała za koniem, a za nią uformował się długi orszak żałobników, którzy powstali z kolan i opuścili podwórzec. Znowu parę petard wybuchło aby odgonić złe duchy.

Cała grupa zeszła raźno w dół po zboczu pagórka do miejsca wyznaczonego na kremację. Niosący trumnę synowie postawili ją obok drewnianej konstrukcji, repliki ich domu. Niezwykle szybko, osłaniając cała operację przed kobietami i dziećmi parawanem, przenieśli worek z ciałem i złożyli go w domku. Potem roztrzaskali pustą trumnę na małe kawałki i włożyli je do drewnianej repliki, ostatniego miejsca spoczynku A My.

Gumi wraz z innymi kobietami i dziećmi położyły się przed stosem A My na gołej ziemi i zaczęły szlochać i wykrzykiwać ostatnie pożegnania, podczas gdy mężczyźni stali obok ze stoickim spokojem z opuszczonymi głowami. Wszyscy bili pokłony zmarłej po raz ostatni. Po jednej stronie lamowie siedzący w dwóch szeregach zaczęli pożegnalne recytacje, dzwoniąc dzwoneczkami i kropiąc święconą wodą. Kiedy ich charakterystyczne, patetyczne basy ucichły po ostatnim refrenie, młody mnich zapalił na długiej chochli tłuszcz z masła jaka i podbiegł do stosu podkładając ogień pod strukturę z belek. Pierwsze płomyki szybko popełzły w górę stosu, który błyskawicznie stanął w ogniu. Zapalenie ognia było ważnym sygnałem dla Mosuo, którzy wiedzieli, że właśnie w tym momencie dusza A My odłączyła się od ciała aby ulecieć w przestworza w drodze do reinkarnacji.

Teraz ceremonia dobiegła końca. Skończyły się pożegnania i płacze, już nic nie pozostało do zrobienia. Wypadało się zbierać. Nadszedł czas aby krewne odwróciły się plecami do tak przez nich ukochanej osoby. Gumi wraz ze wszystkimi kobietami i dziećmi podniosła się i odeszła. Można było A Mę zostawić teraz samą na jej drodze do Sina-Anawah. Zostałam jeszcze, żeby posłuchać lamów recytujących ostatnie modlitwy przy palącym się stosie. Mężczyźni też zostali, czekali aż ogień się wypali do końca przed uprzątnięciem paleniska.

Ostatni obrządek odbył się następnego rana, kiedy synowie A My powrócili na miejsce kremacji zebrać jej popioły. W szóstkę wspięli się potem na wzgórze i wysypali je na wiatr.

Choo Waihong, The Kingdom of Women, Life, Love and Death in China’s Hidden Mountains, I. B. Tauris, London, New York, 2017, str. 181-186

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz