Szukając zapomnianych Bogiń

Gdzie są boginie?

(poniższy rozdział jest wstępem do książki „Trzy Kolory Bogini”. )

„Ach, nie interesuje mnie ten cały rzymski chłam…“, narzekał archeolog James Mellaart, odkrywca Çatal Hüyük, przekopując ziemię Anatolii w poszukiwaniu czasów najwcześniejszych. Rozumiem jego niecierpliwość. Ja też omijam w muzeach wystawy z czasów nowożytnych i kieruję się do sal z najwcześniejszymi artefaktami. Moje zainteresowanie początkami religii i cywilizacji zaczęło się w początkach studiów w Zurychu. Kiedy przeglądam dziś swoje stare prace seminaryjne, odkrywam ze zdziwieniem teksty związane z mitologią i przedchrześcijańskimi wierzeniami, pisane na różnych kierunkach – od językoznawstwa (symbolika najwcześniejszych alfabetów) aż do literatury angielskiej (motywy pogańskie w komediach szekspirowskich). A jednak zarażenie wirusem pogaństwa nastąpiło jeszcze wcześniej niż myślałam.

W czasach moich studiów, w latach 80. i 90., pojawiały się w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii obszerne opracowania Barbary G. Walker i archeolożki Mariji Gimbutas o wielowątkowej i bogatej tradycji bogini w Starej Europie. Publikowane były książki Heide Goettner-Abendroth, badaczki matriarchatów, bogiń i ich herosów. Dziś te autorki wydają się zapomniane, a w pracach naukowych do dobrego tonu należy wzmianka o ich rzekomo skompromitowanych i nieaktualnych teoriach. Dzielą los Jamesa Mellaarta i Arthura Evansa, odkrywcy kreteńskiego Knossos, ponieważ ośmieliły się podważyć niejedno tabu świata naukowego, a szczególnie niezbite przekonanie, że patriarchalny porządek świata jest wszechobecny i wieczny. Ktokolwiek przedstawiał dowody mające obalić tę tezę, zajmował się „wyjątkowymi, odosobnionymi oraz rzadkimi“ przypadkami, posługiwał „nienaukowymi“ metodami oraz narażał na drwiny i sarkazm naukowego establishmentu. Co nie znaczy, że świat naukowy nie przedstawiał podobnych teorii. Oczywiście, robił to, ale zawsze dopiero po rytualnym obsmarowaniu i oficjalnym odcięciu się od wyżej wymienionych autorek i autorów. I co najdziwniejsze, często bez odnoszenia się bezpośrednio do ich prac, za to przy pomocy pamfletu Goettinnen Daemmerung (Zmierzch bogiń), który w 1996 roku wydały trzy autorki z uniwersytetu w Bremie, Brigitte Roeder, Juliane Hummel i Brigitte Kunz.

Moja książka nie ma ambicji bycia pracą naukową. Świadomie zrezygnowałam z większości odnośników na rzecz bibliografii zamieszczonej na końcu tekstu. Jest efektem wielu lat badań, podróży, zadawania pytań, zbierania tekstów, przeglądania zbiorów muzealnych. Jest wynikiem pasji i ciekawości oraz zachwytu prehistorią. Wędrówki badawcze umożliwiły mi spojrzenie na bogatą, ludzką kulturę z innej perspektywy, pozwoliły obnażyć ignorancję uzurpatorów jedynej i niepodważalnej prawdy, nadętych głosicieli wyższości kultur rzymsko-greckich nad innymi, łączących początki jedynej cywilizacji i „wysokiej kultury“ z początkami chrześcijaństwa.

Okres należący do tzw. prehistorii ludzkości obejmuje 95% ogólnego czasu ludzkiej egzystencji na naszej planecie, a tzw. okres historyczny – jedynie 5%. Dyskutując o zagadnieniach związanych z wierzeniami i religią, chętnie o tych proporcjach zapominamy. Szczególnie ludziom wierzącym trudno jest przełknąć fakt, że monoteistyczne religie nie wprowadziły w zasadzie nic nowego, że są kontynuacją i transformacją dawniejszych mitów i wcześniejszej symboliki. Nasza kultura i myśl religijna nie powstały w Atenach, Jerozolimie czy Rzymie, ale sięgają korzeniami wczesnego neolitu. Ich rozkwit nastąpił na obszarach ziem tzw. Płodnego Półksiężyca, obszaru rozciągającego się od wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego, przez Pustynię Syryjską do Zatoki Perskiej. Zanim powstały kultury w dorzeczach Eufratu i Tygrysu, istniały już pokojowe i egalitarne cywilizacje Anatolii, posiadające bogaty świat wierzeń religijnych. Odkrycie wcześniejszych niż kreteńska cywilizacji Hissarlika i Çatal Hüyük zdystansowały niedawne odkrycia w pobliskim Goebekli Tepe. Znowu musimy przenieść „początek kultury“ o parę tysiącleci wcześniej, w okres nie 5000, lecz 9000 lat p.n.e. Na wzgórzu, którego nazwa znaczy Góra Pępka, odnaleziono jedną z najstarszych rycin naskalnych, przedstawiających „śmiałą“ sylwetkę kobiecą z rozstawionymi nogami, spomiędzy których wypływa woda. Znalezisko to nie doczekało się komentarza, za to przy męskiej figurce z penisem w stanie erekcji pada pytanie: „Czyżby dowód na kult męskiej płodności“? To wyjątkowa ignorancja w stosunku do dobrze poznanych już kultur, w których dające życie boginie współistniały z fallicznymi symbolami. Jedna z najstarszych figurynek naszej kultury, rzeźba natufijska, przedstawia symbolicznie waginę wraz z penisem – piękna metafora początków ludzkości.

Parę lat temu świat naukowy poruszyła wiadomość o odkryciu w południowym Iranie mitycznej Aratty (3000 p.n.e.), cywilizacji niezwykle bogatej, jeszcze starszej niż sumeryjska, bardziej wyrafinowanej niż mezopotamska. Cztery najstarsze legendy sumeryjskie opowiadały o bogactwie owej Aratty i o jej znaczeniu jako kołyski kultury. Bajki jako ślady historycznej rzeczywistości? To nic nowego, przecież bez pieśni Homera Heinrich Schliemann nie odszukałby Troi. Prowadzone obecnie wykopaliska na terenie pustyni Karakum w Turkmenistanie odkrywają bogato wyposażone groby z wczesnego okresu brązu. Archeolodzy odnajdują w nich majestatyczne figurki bogiń, przedmioty codziennego użytku z wyrafinowaną ornamentyką oraz przybory do makijażu. Te ostatnie również w grobach męskich. Prowadzone w Polsce wykopaliska nad rzeką Kamienną odkrywają siedliska ludzkie, datowane na 11 000 lat p.n.e. Oprócz narzędzi znaleziono również wiele figurek kobiecych, przypominających słynną boginię z Willendorfu. Kto wie, co przyniosą dalsze badania w Iranie, w Iraku i innych krajach arabskich, rejonach zamkniętych jeszcze dzisiaj dla nauki, a stanowiących tragiczny teatr działań wojennych.

Mottem dla poniższej pracy może być figurka Myśliciela z Czernawody (Rumunia), z neolitycznego grobu, datowana na ok. 4000 lat p.n.e. Myśliciel jest wyjątkiem wśród artefaktów owej epoki, przedstawiających głównie kobiety. Znaleziono go wraz z figurką jego partnerki o charakterystycznych obfitych kształtach.[1] Sylwetka Myśliciela lub Smutnego Boga, jak nazywają go specjaliści, jest nam dobrze znana – przecież to nasz Chrystus Frasobliwy! Gdzie podziała się jego partnerka? Czy można ją dzisiaj rozpoznać w ikonografii religijnej? Jaką transformację przeszła na przestrzeni tysięcy lat?

To właśnie tymi „zagubionymi“, niegdyś potężnymi, twórczymi i wyłącznymi, potem zdegradowanymi do roli biernych i bezsilnych, chcę zająć się w tej książce.

[1] Jeszcze starszego Smutnego Boga zobaczyłam w 2007 roku w Bazylei na wystawie o cywilizacji trackiej w Bułgarii. Pochodził z V tysiąclecia p.n.e. Siedział zamyślony, jedną rękę trzymał na kolanie, drugą podpierał głowę.

frasob

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s