Wściekłość i bunt kobiet

Wsciekłość kobiet nie zaczęła się dzisiaj. Istniała zawsze, kiedykolwiek władze naruszały samostanowienie kobiet, jeżeli zbliżały się niebezpiecznie do pewnej granicy, której nie wolno przekroczyć. Szczególnie w społeczeństwach, w których kobiety miały od wieków mocną pozycję. Nie mówię oczywiście o Polsce. Mówię o pewnych afrykańskich społecznościach w Afryce Zachodniej, na przykład o grupie Igbo. Możemy się od nich uczyć. Nigdzie i nigdy w Europie kobiety nie osiągnęły takiej władzy jak kobiety w owych plemionach. W poprzednich wpisach mówiłam o tradycji królowych matek, o matrylokalności, o równorzędnych rządach królowych i królów. Teraz chcę przypomnieć ich bohaterskie powstanie, o którym nie uczą nas w szkołach.

igbo_women

Europejscy antropolodzy nie mieli pojęcia o rządach kobiet w Afryce. Kiedy po „wojnie kobiet“ od 1928 do 1930 roku zaczęli się tym problemem interesować, interpretowali go zgodnie z wiktoriańską ideologią ze sporą domieszką rasizmu. Nie zauważyli ani wyjątkowo elastycznego podejścia do płciowości w owym społeczeństwie, ani ważnej roli kobiet w gospodarce i obrzędach religijnych. Trudno ich winić. Świat Igbo jest tak odmienny od europejskiego, że nawet dzisiaj wydaje się niezwykły i niezrozumiały.

Po 1900 roku nastąpiła inwazja Brytyjczyków na tereny Igbo. Przyniosła agresywną represję indygennych instytucji, narzuciła chrześcijaństwo i zachodnią edukację i wprowadziła nowy system gospodarki przez stworzenie systemu naczelników/namiestników okręgów. W okręgu południowej Idemili, Nnobi (na tym społeczeństwie socjolożka Ifi Amadiume oparła swoje badania naukowe) te zmiany podważyły rolę kobiet. Podczas gdy tradycyjne pojęcia elastycznej płciowości (np. istnienie tzw. „męskich córek“ czy „kobiecych mężów“, brak określenia płci w trzeciej osobie liczby pojedyńczej itd.) umożliwiały wszystkim dostęp do władzy i autorytetu, nowe koncepty zachodnich kolonizatorów wprowadziły ostre nierówności klasowe i płciowe.

Na początku wpływ chrześcijaństwa dotyczył tylko małej grupy uprzywilejowanych mężczyzn. Kobiety nie uczestniczyły w debatach religijnych, ponieważ dla nich żadna inna religia oprócz oddawania czci bogini Idemili nie wchodziła w grę. Gdy próby nawracania stawały się coraz bardziej nachalne, wtedy wybuchł pierwszy masowy protest kobiet „Nwaobiala“, Ruch Tańczących Kobiet, w roku 1925. Podstawowym żądaniem owego ruchu, któremu przewodziły starsze kobiety, był powrót do rodzimej religii i odrzucenie chrześcijaństwa. Opór nie polegał tylko na tańcu i śpiewach, kobiety spaliły targ, zablokowały główne drogi i wyrzuciły śmiecie na dziedzińcu budynku sądowego. Zabrały dzieci ze szkoły oraz wprowadziły bojkot targu. Należy przypomnieć, że targi były tradycyjną domeną kobiet. Bojkot targów oznaczał praktycznie paraliż gospodarczy.

Podczas gdy kobiety protestowały, misjonarze wraz z paru wpływowymi lokalnymi naczelnikami złączyli siły w zniesławianiu kultu Idemili i wyśmiewania jej wiernych jako pogan czy bezbożników. Co więcej, w tym okresie zmieniono nawet płeć starej bogini! Kolonialni antropolodzy porównują Idemili do Boga i używają męskiej formy w opisach jej kultu. Po nich, również naukowcy Igbo zaczynają coraz częściej mówić o bogu ziemi. Nawet słynny pisarz narodu Igbo Chinua Achebe (Ifi Amadiume nazywa go produktem zachodniej cywilizacji) dokonuje maskulinizacji bogini np. w książce „Things Fall Apart“. (Wszystko rozpada się)

axfre79

Jednym z najgorszych przestepstw przeciwko wodnej bogini Idemili było zabijanie jej totemicznego zwierzęcia – pytona. Jak ważny jest pyton dla Igbo pokazuje zdarzenie z połowy ubiegłego wieku. Pewien chrześcijański fanatyk, znany jako Natty, zabił pytona co wywołało masowy bunt kobiet. Półnagie przemaszerowały do prowincjonalnego okręgu Onitschy aby okupować dom lokalnego naczelnika. Kiedy dyskusja z nim nie odniosła skutku, kobiety wróciły do domu Nattiego i zrównały jego dom z ziemią. To była tradycyjna metoda kobiet Igbo stosowana w wypadku obrażenia ich przez mężczyzn. Dwa tygodnie po tym wypadku Natty zmarł. W okolicy do dziś śpiewa się piosenkę:

„Z drogi, ludzie na ulicy!

Z drogi, ludzie w domach!

Natty zabił pytona!“

Chrześcijaństwo nie tylko zwalczało kult bogini, ale przyczyniło się do delegalizacji związanego z nim tytułu kobiecego „ekwe“. W ten sposób godność kobiet legła w gruzach.

Eskalacja protestów kobiet nastąpiła w listopadzie 1929 roku. Dziesięć tysięcy kobiet z różnych grup etnicznych (Ibibio, Andoni, Orgoni, Bonny, Opobo i Igbo) protestowało przeciwko ograniczeniu roli kobiet w rządzie i po walkach doprowadziło do obalenia rządów lokalnych namiestników. Dodatkowym powodem niesnasek miało być wprowadzenie opodatkowania kobiet. Lokalne dysputy rozszerzyły się na inne okręgi, zapraszano do protestu kobiety z innych grup przesyłając im symbolicznie liście drzewa palmowego. Wyobraźmy sobie ogromną skalę tego protestu: dziesięć tysięcy kobiet wyruszających w drogę, uzbrojonych w noże, na ich czele starsza, naga kobieta. Cała ludność zaangażowanych okręgów liczyła wtedy ok. 2 mil. ludzi.

„Siadanie na mężczyźnie“

Zrównanie z ziemią domu Nattiego należało do pradawnej taktyki obrażonych kobiet zwanej „sitting on a man“, czy „walki z mężczyzną“. Kobiety zbierały się przed domostwem oskarżonego, śpiewając i tańcząc i opisując jego wykroczenia. Często obrzucały jego dom gliną, albo waliły w okna i ściany. Przez owo „siadanie“ byli karani mężczyźni za przemoc w rodzinie oraz ci, którzy nie respektowali zasad handlu na targu. Gnębienie ofiary trwało tak długo aż nie poddała się i nie wyraziła skruchy. Przez „siadanie na namiestnikach“ kobiety osiągnęły zamierzony cel, funkcja namiestników została zniesiona.

Wikipedia informuje, że cel kobiet został osiągnięty i ich sytuacja ekonomiczna poprawiona (https://en.wikipedia.org/wiki/Women%27s_War). Innego zdania jest Ifi Amadiume. Żądania kobiet o włączenie ich do administracji rządowej nie zostało spełnione. Legislatorzy nie wpisali obowiązku wybierania kobiet do rad do nowego ustawodawstwa. Powstające rady okręgowe i magistraty składały się wyłącznie z mężczyzn. Kobiety zostały odsunięte od rządzenia i ich, tak potężna dotąd pozycja społeczna i polityczna, zlekceważona.

Do momentu wprowadzenia porządku przez oddziały policji, dziesięć lokalnych sądów uległo zniszczeniu, wiele innych zostało zrujnowanych, europejskie fabryki zostały ograbione. Kobiety zaatakowały 46 więzień wypuszczając więźniów. Wojska kolonialne zabiły około pięćdziesięciu kobiet. Pięćdziesiąt innych było zranionych. One same nie zabiły nikogo.

10 stycznia 1930 roku ich rewolta została stłumiona.

Ifi Amadiume, Male Daughters, Female Husbands, Zed Books Ltd, London & New Jersey, 1987

Ifi Amadiume, Daughters of the Goddess, Daughters of Imperialism, Zed Books Ltd, London & New York, 2000

Ifi Amadiume, Reinventing Africa, Matriarchy, Religion, Culture. Zed Books Ltd, London & New York, 1997

https://en.wikipedia.org/wiki/Women%27s_War

Elisabeth Tietmeyer, Frauen heiraten Frauen: Eine vergleichende Studie zu Gynägamie in Afrika. Renner Verlag, Münche, 1985

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Więcej władzy dla Królowych Matek – szansa dla Afryki?

Wpływ patriarchatu unicestwił potęgę afrykańskich Królowych Matek, odciął korzenie starej tradycji, zakłamał symbolikę. Czy dadzą radę powrócić do źródeł, odzyskać władzę, współuczestniczyć na równych prawach w budowaniu społeczeństwa?

Dodatkowo do poprzednich dwóch blogów filmy o obecnej sytuacji Królowych Matek:

oraz

Chętnie oddaje się obecnie Królowym Matkom sferę dotycząca kobiet i dzieci. To władza ograniczona, ale niemniej niezwykle ważna. Taka władza Królowych przydałaby się w Polsce, może dzięki ich władzy można by było zapewnić prawo do aborcji, do decydowania kobiet o własnym ciele, do wzmocnienia statusu kobiet.

Zapomina się jednak przy tym, że kiedyś Królowe Matki decydowały o wszystkim. Czy będą miały szansę na powrót do władzy, do kulturowego dziedzictwa Afryki? Trzymam za nie kciuki.

Czy nie są wspaniałe? Majestatyczne, dumne, pewne siebie. Tak mało się o nich wie w Europie. Szkoda.

W następnym blogu zostaniemy w Afryce. Ifi Amadiume, autorka książki „Męskie córki, kobiecy mężowie” opowiada o kulturze matriarchalnej Afryki, tak często niezrozumianej i błędnie interpretowanej przez europejskich antropologów. Może dowiemy się więcej o tych afrykańskich sekretnych kobiecych związkach, do których żaden europejski uczony nie miał dojścia.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Więcej o matriarchalnych Akanach, ich Bogini oraz walce z patriarchalnym islamem

Królowa matka mogła jeszcze za życia przekazać swój urząd jednej z córek. Owa dziedzicząca księżniczka, siostra rządzącego i matka przyszłego króla, mogła odtąd nosić tytuł „Ohemmy“ i być szefową państwa. Wtedy król urzędował tymczasowo wraz z dwiema kobietami, starą królową matką jako doradczynią i młodą królową matką jako szefową państwa. Młoda „Ohemma“ reprezentuje przy tym aspekt Wenus bogini Nyame, która jest powiązana jako „Asaase Afua“ z planetą Wenus. Ten aspekt dotyczył jej płodności.

paraegipska

Para egipska. Kładąc rękę na ramieniu mężczyzny kobieta zaznaczała swoją uprzywilejowaną pozycję.

Bogini miłości podobnie jak jej królewska siostra może wybierać wolno męża lub kochanka kiedykolwiek zechce. Jej nieograniczona wolność erotyczna nie odróżnia się jednak od innych królewskich księżniczek, które stosują prawo polyandrii. Dzieci królowej i księżniczek nie mają ojca a to jest bardzo korzystne, ponieważ tylko dziecko niemające ojca może zostać królem. Te wielorakie związki kobiet królewskiego klanu odgrywają ważną rolę w polityce zewnętrznej i tworzeniu strategicznych aliansów.

Dopiero w XIV wieku pojawia się kult słońca związany z królem. Dzięki rozwiniętemu handlowi złotem Bono Mansu wzbogaciło się i przeistoczyło w wielkie królestwo. Odkryte pokłady złota i całe złoto w kraju było własnością króla, który uczynił ze złotego proszku walutę (…) Złoto było uważane oprócz tego za metal słońca. Ułatwiało to wprowadzenie kultu słońca, wyznawanego również przez inne narody. Początkowo Akanowie wierzyli, że księzycowa bogini Nyame rodzi słońce każdego dnia jako swój męski aspekt, nazywany „Nyankopon“. Z czasem Nyankopon stawał się coraz bardziej samodzielnym bogiem słońca, a król przemieniał się w wizerunek słońca oraz w kapłana boga Nyankopon.

Od tej pory kult słońca pomagał najwyższemu z królów, stojącemu ponad królami klanów i miast, podkreślać jego status. Tylko jemu przysługiwała nazwa „Syna Słońca“, podczas gdy inni królowie pozostawali „Synami Księżyca“. „Synem“ boga słońca nie był jednak w sensie biologicznym a tylko z racji urzędu. Jako człowiek był nadal w linii kobiecej synem bogini księżyca. Kiedy królowie Bono Mansu organizowali uroczystości w jej imieniu, siadali na srebrnym tronie. Jeżeli były to państwowe uroczystości wtedy zasiadali na złotym tronie. Król pozostawał w ramach konstytucyjnych synem krolowej matki, nie mógł bez jej zgody podejmować decyzji. Mimo religijnej czci oddawanej słońcu nie miał szansy na stanie się despotycznym monarchą.

Od tego powstrzymywały go jeszcze inne czynniki: w związku z kultem słońca król był widziany jako źródło solarnego życia i miał święty obowiązek wnoszenia do państwa życiodajnej siły, co było rozumiane zarówno w kategoriach magicznych jak i praktycznych. Poliandria królewskich księżniczek ma swój odpowiednik w polygynii króla. Nie jest jednak polygynią wolnego wyboru, według jego widzimisię, lecz podlega pewnym regułom, które są niezwykle ważne i pomagają utrzymać stabilizację wewnątrzpaństwową. Albowiem król bierze za żonę każdą królową klanu czy księżniczkę dziedziczną każdego klanu w kraju.

Biorąc pod uwagę ogromne rozmiary królestwa Bono Mansu, w którym klany miały jeszcze boczne rozgałęzienia, liczba owych królewskich żon była całkiem pokaźna, w idealnym wypadku powinna liczyć 3333 kobiet. (…)

stillmutter

7.4. Religia Akanów i sakralna rola królowej matki oraz króla

Największym bóstwem Akanów jest Nyame, wszechświat, i Nyame jest, wbrew nowym wpływom chrześcijańskiego misjonarstwa, boginią. Jest bardzo podobna do staroegipskiej kosmicznej bogini Nut. Tak jak ona jest wieczna, nieskończona, powstała sama z siebie, jest twórczynią wszystkiego i Wielką Matką. Jest jednoznaczna z nocnym rozgwieżdżonym firmamentem i księżycem, jest „wielkim krążącym kołem“ nieboskłonu.

Nyame ma w sobie pierwiastki męskie i żeńskie, ten pierwszy rodzi każdego ranka na wschodzie pod postacią słońca, podobnie jak bogini Nut rodząca boga słońca Re. Jej podwójna natura jest symbolizowana przez elementy ognia i wody. (…)

Nie tylko królowa matka jako wysoka kapłanka państwa jej ucieleśnieniem, ale również wszystkie kobiety są wcieleniem Nyame, ponieważ są źródłem życia. (…)

Nyame podzieliła świat na trzy sfery: niebo, ziemię i świat podziemny. Mimo że niebo jest jej domem, rządzi również w innych regionach pod dwoma innymi aspektami.

Jako „Asaase Afua“ jest boginią ziemskiego procesu tworzenia i jest reprezentowana przez ośmioramienną gwiazdę i Wenus. Pozwala wszystkiemu rosnąć i jest utożsamiana z dojrzewającą, płodną ziemią. Jej partnerem staje się później bóg Nyankopon. Jej siłą jest erotyka, ratuje i broni życia.

Jako „Asaase Yaa“ Nyame rządzi światem podziemnym i jest niepłodną, wyschniętą ziemią. Jej nazwa „Stara Matka Ziemia“ oznacza aspekt starej bogini. Jej symbolem jest sześcioramienna gwiazda oraz planeta Jupiter. Jest duchem ziemi i twórczynią świata podziemnego, umarli leżą zakopani w jej „kieszeniach“. Jej świętymi zwierzętami są skorpion i wąż, przy czym szczególnie wąż jest symbolem śmierci i odrodzenia. Nikomu nie wolno uprawiać miłości w buszu, na wyschniętym stepie tzn. poza strefą płodnej ziemi. To obraziłoby Asaase Yaa. (…)

W tych trzech aspektach Nyame jest trójpostaciową boginią rozwiniętego matriarchatu, która występowała w wielu formach w krajach Bliskiego Wschodu oraz Europy. Nie miała oficjalnych świątyń w żadnym aspekcie ponieważ sama była kosmosem i ziemią. Tylko mniejsze, niższe bóstwa miały chaty-świątynie, ona tego nie potrzebowała. Dla niej było poświęcone jakieś specjalne drzewo w każdym mieście i w każdym gospodarstwie, ogień w piecu w każdym domu był jej rozpalany dla niej, a „wieczny ogień“ płonął również dla niej w pałacu królewskiego klanu. Jako bogini śmierci przyjmuje ofiary z płynów, które są wylewane na ziemię, pije również krew wylaną przez myśliwych i wojowników. (…)

Królewski zydel podtrzymywany przez antenatki

Królewski zydel podtrzymywany przez antenatki

7.5. Rozwój patriarchalnych tendencji w państwach Akanów

Po okresie najwyższego rozwoju kultura państwowa Akanów przeżywa powolny upadek, ponieważ jej matriarchalne podstawy zostają podważone przez patriarchalny wpływ islamu, który zdążył się rozprzestrzenić w ogromnej części Afryki. Zislamizowane narody rządziły nad Nigrem potężnymi państwami, takimi jak królestwo Mali i Songhai (12 – 15 wiek) i wywierały bezustanny nacisk na sąsiadów, którzy nie mieli już możliwości dalszej emigracji. Samo wprowadzenie kultu słońca wraz z męską radą państwową króla wystarczyło do osłabienia tradycyjnej władzy królowej matki. Pojawiające się uznanie linii ojcowskiej króla – jakkolwiek by nie było ograniczane w praktyce – oznaczało brzemienną w skutkach innowację opartą na islamskich zasadach kultu ojca. Król Obunumankoma (1363-1431) wprowadził oficjalnie kult słońca. Spędził on parę dobrych lat na dworach różnych islamskich sudańskich władzców ucząc się od nich podstaw kierowania państwem. Po przejęciu władzy w Bono Mansu zainicjował kult słońca wraz z linią ojcowską króla, co oznaczało zwiększenie władzy królestwa. Wraz z kolejnymi rządami jego brata Takyi Akwamo (1431-1463) uwidoczniły się polityczne implikacje tej nowej zasady. Nowy król popierał ideologię islamu i wprowadził z niesłychanym rygorem rozpowszechniony w Sudanie kult Ntoro, który w przeciwieństwie do niedawnej równowagi sił, zdecydowanie działał na szkodę kobiet. Kult Ntoro jest odmianą patriarchalnego kultu ojca, wraz z nim została wprowadzona powszechnie ojcowska linia dla wszystkich meżczyzn. Matrylinia nie mogła być jednak zniesiona, istnieje wśród Akanów do dzisiaj, jednakże według dzisiejszych reguł każda osoba pochodzi w kobiecej linii od antenatki, w męskiej od pewnego nadprzyrodzonego przodka, boga swojej grupy Ntoro.

„Ntoro“ oznacza nasienie mężczyzny i jest porównywane do deszczu zapładniającego kobiecą ziemię. Tym samym duchy Ntoro mieszkają w jeziorach i rzekach. Męskie nasienie ma mieć własną duszę, która po śmierci mężczyzny wciela się w kolejne dziecko w rodzinie. Tym samym ojciec zostaje postrzegany jako rodzaj mniejszego boga, ponieważ nosi w sobie życiodajną siłę Ntoro, której należy oddawać cześć.

Wszystkie te nowe pomysły mogłyby mieć niewielkie znaczenie, gdyby jednocześnie nie zostały wprowadzone drastyczne środki wzmacniające męski autorytet. Decydującym było przejście od matrylokalności do patrylokalności, wprowadzenie się żony z dziećmi do klanu ich ojca. To oznaczało, że tym samym ojciec dostawał prawo do dyscyplinowania dzieci oraz kontroli nad przestrzeganiem oddawania należytej czci swojemu bogowi Ntoro. Dalsze środki dotyczyły zmian we wszystkich cyklicznych obrzędach dotyczących ciąży, urodzin, małżeństwa i zgonu. Celebrowane do tej pory przez klan matki, zostały przejęte przez ojca z jego bogiem Ntoro. Do tego dołączyła się dyskryminacja kobiety ze względu na „nieczystą“ menstruację. Zasada „nieczystości“ stała się obowiązującym prawem. Kolor czerwony, wcześniej kolor jej krwi i życia stał się kolorem śmierci. (…)

Te nowe zasady zaczęły dzielić królestwo, zarysował się koniec wspólnoty. Naturalnie ani królowe matki ani proste kobiety Akanu nie zgodziły się bez walki na wprowadzone zmiany. Poza tym, nie wszystkie klany przyłączyły się do kultu Ntoro. Klan Asine z miasta Wenkyi przeciwstawił mu się, nie zaakceptował również kultu słońca króla, co w efekcie przyniosło rozłam. Tradycyjni Wenkyi stworzyli własne królestwo, którego centrum stanowiła królowa matka, urzędująca na perłowym tronie, do tej pory nie praktykują kultu Ntoro. W innych klanach i miastach wprowadzenie patrylokalnego małżeństwa, kiedy młoda narzeczona musiała opuszczać swoją wielką rodzinę by zamieszkać z rodziną męża, napotkało na zdecydowany opór. Do dzisiaj wspomina się, że pod rządami Takyi Akwamo zdarzało się, że żony otruwały mężów i czarna magia kwitła. Najbardziej znienawidzoną zmianą była ta, że żona musiała uznać małżonka za głowę domu i szanować jako boga Ntoro oraz dodatkowo podlegała izolacji podczas menstruacji. Wiele kobiet rozgniewanych zmianami opuszczało swoich mężów i wychodziło za mąż za obcych, albo decydowało się na prostytucję. (…)

Patriarchalne przemiany zdecydowanie wpłynęły na wcześniejszą matriarchalną strukturę małżeństw Akanów. Jednakże rola kobiet w społeczeństwie pozostała nadal silna. Oprócz tego, że mogły łatwo rozwiązywać pierwsze, formalne małżeństwa i nawiązywać następne, utrzymały również swoją ekonomiczną niezależność. Zajmowały się rolnictwem, do nich należała żywność i dodatkowo, do dzisiaj trwająca, kontrola nad handlem na targu. To samo dotyczy kobiet z innych, mocniej spatriarchalizowanych szczepów Akanu z zachodniej Afryki jak Joruba, Ibo, Dahomej, Nupe, Benin czy Ewe w Nigerii. Bardzo ważną ochronna rolę odgrywają również tajne kobiece związki.

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 2. Stammgesellschaften in Amerika, Indien, Afrika, Verlag W. Kohlhammer, 2000, Stuttgart.

(przetłumaczone fragmenty pochodzą z rozdziału 7, s. 204-229)

maska

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Matriarchalne rządy królowych w Zachodniej Afryce

Królowe rządziły od tysiącleci w Zachodniej, Centralnej i Południowej Afryce. W wielu plemionach ich władza trwa do dzisiaj. Ich rządy nie są pojedynczym przypadkami jak w patriarchalnych europejskich monarchiach, np. Elżbieta I w Anglii czy Maria Teresa w Austrii, ale stanowią ciągłą tradycję. Poniższy tekst jest tłumaczeniem fragmentów rozdziału książki Heide Göttner-Abendroth „Matriarchat II. Społeczeństwa plemienne w Ameryce, Indiach i Afryce“. H.G.A. analizuje genezę, rozwój i upadek królowych na przykładzie plemienia Akan, opierając się na pracach etnologów Rattray i Meierovitz.

maska2

Wszystkie ilustracje pochodzą z Muzeum Etnograficznego Rietberg w Zurychu.

„…Zasadniczo w przypadku matriarchalnych królewskich klanów tak jak u innych matriarchalnych ludów w Afryce władza jest podzielona. Król rządzi światem mężczyzn, królowa z tytułem „kobieca królowa“ światem kobiet. Przy czym jest to jej minimalna funkcja, oprócz tego królowa matka jest rzeczywistą matką królewskiej linii rodu a tym samym matką akurat panującego, względnie przyszłego, regenta. Ona go powołuje i jest jedyną osobą, która mu może udzielić publicznie naganę czy ewentualnie odwołać. Ponieważ jest symbolicznie kojarzona z ziemią, na której żyje jej naród, jest „właścicielką“ sakralnego państwa. Ustna tradycja owych narodów przekazuje jednoznaczne opowieści o tym, że to właśnie królowe matki zakładały matriarchalne państwa. W momentach kryzysu nierzadko przejmowały dodatkowo urząd króla i występowały jednocześnie jako królowa kobiet i król mężczyzn z podwójnymi insygniami władzy aby ratować zagrożony naród i jego kulturę. Historia Afryki zna wiele takich władczyń, których niezłomność narody wspominają do dziś z czułą wdzięcznością włączając je jednocześnie w poczet szanowanych i czczonych przodkiń.

(…) Afryka Północna jest obszarem jasnoskórych narodów berberyjskich, należących do śródziemnomorskiego typu i mających niezwykle długą tradycję matriarchalną. Powstaje pytanie, co łączy z nimi Akanów z Czarnej Afryki? Jeżeli cofniemy się w ich historii to natkniemy się przede wszystkim na Ameyya Kese, tzn. „Ameyya Wielka“, królową matkę, która w północnej Ghanie, w okolicy nad pasem lasów na wybrzeżach, założyła królestwo Bono wraz ze stolicą Bono Mansu (1295). To państwo stało się najbogatszym i najbardziej znaczącym kulturowo w całym regionie dzięki eksploatacji złota a o świetności jego dworu do dzisiaj opowiadają lokalni bardowie. Królestwo istniało od XIII do XVI wieku i miało długotrwały wpływ na klan Aszanti, który zamieszkiwał wcześniej południowe rejony pasa leśnego. (Zwycięstwo nad Bono w 1740 roku). Królestwo Aszanti zostało dopiero w 1901 roku podbite przez angielskich kolonialistów.

Burkina Faso, rok 1900. Kobieta z naczyniem. Obwisłe piersi oznaczały płodność.

Burkina Faso, rok 1900. Kobieta z naczyniem. Obwisłe piersi oznaczały płodność.

Ameyya Wielka wyruszyła z narodem z Górnej Wolty, na południu Nigru w kierunku południowym zostawiając pierwsze królestwo Bono, aby założyć drugie i najważniejsze w Ghanie. 300 lat wcześniej Akanowie wywędrowali na południe ze swoich królestw Diala i Diara w rejonie Timbuktu w zakolu Nigru, które przeżywały rozkwit w okresie od 8 do 1010 r. n.e. Owe państwa miały handlowe powiązania szlakami karawan z Saharą, Nubią, Egiptem i Etiopią. Co było powodem tych ciągłych emigracji? W XI wieku rozpoczęła się inwazja zislamizowanych arabskich plemion beduińskich na obszarze Sahary. Zaczęli napadać na szlaki karawan powodując prawdziwą ucieczkę ludów, również innych plemion, z północy na południe. Zagrożone przez agresję oraz rozpowszechniający się islam Ameyya jak i inne wcześniejsze królowe nie chciały się poddać. Musiały się usuwać coraz dalej aby zachować swoją matriarchalną kulturę, która od dawna była zagrożona przez patriarchat.

Zanim matriarchalni Akanowie przybyli do zachodniej Afryki i założyli królestwa przy Nigrze oraz na jego południu, zostali wypędzeni z Federacji Diadomu, ich państwa na płaskowyżu Dschado, między górami Abaggar i Tibesti na Saharze. To były pierwsze islamskie inwazje „ogniem i mieczem“ patriarchalnych Arabów w VII wieku, które podbiły i spustoszyły całe północne wybrzeże Afryki. Arabowie dotarli do, w owych czasach, płodnego i bogatego obszaru Fezzan i zmusili autochtoniczne matriarchalne szczepy do opuszczenia Sahary, czyli do położonego na południe płaskowyżu Dschado. Narody Akanu wycofały się pod przywództwem swoich królowych matek z terenów północnej Afryki ratując swoje matriarchalne dziedzictwo. Ich wcześniejszą ojczyzną musiały być obszary jeszcze dalej na północny wschód Afryki, w Libii. Wspominał o tym Herodot w V w. p.n.e.

Przodkami Akanu były szczepy libijskie, nazywane w czasach antyku „Libijczykami“ albo „Berberami“. Należeli do jasnoskórych, „białych“ Afrykańczyków żyjących na północy kontynentu, którzy żyli w matriarchalnym systemie społecznym. Ustny przekaz historii narodu Akan potwierdza, że ich przodkowie byli jasnoskórzy i przyszli „przez kraj białego piasku“ na południe. Matriarchalne narody musiały setki lat nieprzerwanie wycofywać się ze swoich terenów naciskane przez patriarchalnych najeźdzców. Najpierw przyszli Fenicjanie, przepędzając lokalne szczepy i zakładając swoje państwa na wybrzeżach Afryki północnej (Kartagina), potem napadli Rzymianie, w ślad za Rzymianami pojawiło się misjonujące rzymskie chrześcijaństwo, na końcu pojawili się islamscy Arabowie siejąc spustoszenie.

Sojusze owych narodów podejmowane z innymi szczepami podczas emigracji na południe były oparte na wprowadzonej przez królowe matki polityce małżeństw. Całe szczepy wiązały się przez wymienne małżeństwa między sobą, tak powstawały sojusze i zręby państwowości. Kiedy libijskie jasnoskóre grupy przodków docierały do Nigru w Sudanie, wiązały się przez związki małżeńskie z tubylcami, co tłumaczy ich dzisiejszą ciemną karnację. (…) Polityka małżeństw jest środkiem do budowania typowego matriarchalnego państwa. Przyjaciele, goście, sojusznicy, autochtoni, uchodźcy i nawet niewolnicy zostają wżenieni w klan, nawet królewskiej linii, w celu powiększenia go i stworzenia społeczeństwa połączonego przez rodziny.

Typowym dla państw matriarchalnych, w przeciwieństwie do patriarchalnych, jest po pierwsze to, że są społeczeństwami opartymi na związkach rodzinnych. Po drugie, są to zawsze państwa sakralne, co oznacza, że matrylinearność i duchowo-religijna sfera jest podstawą ich organizacji. Po trzecie, są to państwa rosnące w siłę przez sojusze i związki, ale nigdy przez podboje, charakterystyczne dla państw patriarchalnych.

Maska rytualna z przodkinią (XIX wiek, Zach. Afryka)

Maska rytualna z przodkinią (XIX wiek, Zach. Afryka)

7.2. Królowa matka i najstarsza forma państwa Akanu

Również u Akańczyków najstarsza kobieta w klanie jest źródłem i centralną postacią życia szczepu. Nie jest tylko matką szczepu matrylinearnego, ale również pośredniczką między klanowym bóstwem i żyjącymi członkami grupy. Przodkini oraz założycielka grupy jest czczona jako klanowe bóstwo i matka szczepu jest jego ostatnią inkarnacją. Cały autorytet rytualny jest więc domeną kobiet. Podobnie wygląda sytuacja najstarszej kobiety, królowej matki w klanie królewskim. Nie tylko jest źródłem królewskiej linii i matką rządzącego i przyszłego króla, ale również matką całego społeczeństwa, które stworzyła ona, albo jej poprzedniczki przez związki między różnymi narodami i szczepami. Tylko królowa matka „urodziła“ swój naród i dlatego naród należy do niej tak „jak dziecko należy do matki“. Jest ostatnią inkarnacją ubóstwianej założycielki i tym samym matką wszystkich. Dlatego też każdy członek społeczeństwa może się zwrócić do niej z prośbą, nawet przestępcy mogą szukać u niej schronienia i są wtedy pod jej opieką bezpieczni. Do dzisiejszych czasów zachowała prawo do ułaskawienia i tym samym może podważyć prawne decyzje króla.

Państwo Akanu nigdy nie mogło być założone bez królowej matki zwanej „Ohemmaa“, mogło natomiast istnieć bez króla, którego tytuł brzmiał „Ohene“. I rzeczywiście tylko królowe matki zakładały historyczne państwa Akanu i dopiero potem wybierały jednego ze swoich synów na króla, względnie ko-regenta. W pewnych przypadkach, jeżeli król był jeszcze dzieckiem, względnie nie był obecny, oraz w wypadku konieczności błyskawicznego opuszczenia zajmowanego terenu, królowa matka obejmowała sama rządy. Była wtedy „Ohemmaa“, tzn. królową i „Ohene“ królem, jednocześnie. Te zasady państw akańskich pokazują, że w matriarchalnych systemach władza królowej jest wyższa od władzy króla; królowa matka jest najwyższą instancją i jakby „królującą za plecami króla“. Jest to ten sam porządek jak w klasycznie matriarchalnym klanie, w którym matka klanu jest władczynią a jej syn i brat są przez nią delegowani do działalności na zewnątrz.

Kiedy, w przeszłości, królowa matka opuszczała wspólnie z dworem i klanem swoją ziemię w poszukiwaniu nowej ojczyzny, wtedy prowadziła swój naród przez pustynię posługując się przepowiedniami i wyroczniami. Stawała się wtedy królową-szamanką, podążała za swoim przeczuciem i sygnałami natury. Takim sygnałem mogło być na przykład zwierzę, które pomagało odnaleźć drogę i znaleźć wodę i pożywienie. To zwierzę stawało się potem maską boga i było czczone jako totem całego klanu. (…)

Życie zwykłego klanu było zorganizowane według klasycznego matriarchalnego wzorca. Akanowie nie mieszkali w chatach, tylko w sporych, poprzedzielanych domach. W każdym z domów mieszkała wielka matrylinearna rodzina, której przewodziła najstarsza matka. Córki, synowie i dzieci córek pozostawali razem z nią, mężczyźni nie opuszczali domu matczynego po zawarciu małżeństwa. Pary małżeńskie nie mieszkały wspólnie, ale prowadziły tzw. małżeństwo odwiedzinowe. Podobnie jak w innych matriarchalnych narodach, również u Akanów do dzisiaj najważniejszym i najstarszym świętem ze wszystkich jest inicjacja dziewczyn. Przed świętem dziewczyny są informowane o społecznej organizacji i o związkach małżeńskich, następnie odbywa się ceremonia kąpieli w najbliższej rzece, po której dziewczynka zakłada kobiecy strój. Wszelkie rodzaje obrzezania, czy to dziewczynek czy chłopców, tak rozpowszechnione w zislamizowanej Afryce, są zabronione, kaleczenie przez przelewanie krwi czy deformacja ciała stanowią u Akanów świętokradztwo.

(…) Królowa matka spełniała podobnie jak boginii księżyca Nyame funkcję magiczną, przede wszystkim jako zaklinaczka deszczu. Występowała w niej podczas corocznego obrzędu siewu. Neolitycznym kamiennym toporkiem sprowadzała grzmoty i pioruny oraz deszcz. W wypadku suszy organizowała wraz z księżniczkami wielką procesję, niesiono w niej zbiornik na wodę i ofiarowano zwierzę płci żeńskiej, błagając Nyame o deszcz. Ten rytuał istnieje do dzisiaj. Oprócz wody miała również władzę nad ogniem, podobna procesja była organizowana w wypadku pożarów buszu. (…) Po śmierci królowa matka wracała na księżyc do królestwa Nyame, gdzie żyły wszystkie jej przodkinie. Od tej pory sama stawała się boską przodkinią, która swojej córce, następczyni wskazywała drogę. Jako założycielka państwa zajmuje w kulcie przodkiń wyjątkowo ważne miejsce. (…) Cześć oddawana królewskim przodkiniom jest aktem państwowym.

Heide Göttner-Abendroth, Das Matriarchat II, 2. Stammgesellschaften in Amerika, Indien, Afrika, Verlag W. Kohlhammer, 2000, Stuttgart.

(przetłumaczone fragmenty pochodzą z rozdziału 7, s. 204-229)

 

 

 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Żona mojej matki – ślady matriarchatu w Zachodniej Afryce

Przyznam się, że wspomnienia Davida Uru Iyama na początku trochę mnie rozczarowały. Tytuł jego książki był bardzo zachęcający „Matriarchat i władza w Afryce. Aneji Eko.“ D. U. Iyam jest antropologiem[1], ale w swojej książce zrezygnował z analizy antropologicznej na rzecz wspomnień z dzieciństwa, spędzonego z dala od rodziców, pod opieką niezwykłej babci Aneji Eko. Autor mieszkał z nią w jednej z wiosek grupy Agwagune w Nigerii. Aneji Eko cieszyła się wielkim autorytetem, nie tylko w obrębie swojej grupy, jej sława docierała również do stolicy Nigerii, była znajomą polityków, jej decyzje były respektowane. Była otaczana głębokim szacunkiem, mimo że była analfabetką i nauczyła się tylko podpisywać swoim nazwiskiem. Reprezentowała naturalny majestat wielkich klanowych matek, który można zrozumieć dopiero po zgłębieniu innych prac na temat afrykańskich tradycji matriarchalnych.

daviduiyam

David U. Iyama przybliżył czytelnikom świat nigeryjskich wiosek, pokazując rytuały życia codziennego, obrzędy oraz skomplikowane więzi między rodzinami i sąsiadami, bez idealizowania owego społeczeństwa. Znając zasady systemów matriarchalnych w innych częściach świata można je również zauważyć w wiosce Iyamy: ekonomia subsystencji polegająca na wymianie towarów między członkami rodu i społeczności wioskowej, wiara w przodków i ich reinkarcję w rodzinie, wspólna odpowiedzialność za dzieci danej grupy, niezależność ekonomiczna kobiet. Iyama miał wiele „matek“, jego biologiczna matka była tylko jedną z nich. Pod podłogą chaty Aneji Eko były groby przodków, oczywiście najważniejszych. Inni byli grzebani przed domem, mniej ważni na cmentarzu. Kiedyś, w latach siedemdziesiątych, podczas konfliktu wojennego, kiedy babcia nakazała Iyamie zagrzebać skrzynię z cennymi rzeczami w chacie, natknął się wtedy na resztki zetlałych tkanin, babcia rozkazała mu wtedy kopać nieco dalej, aby nie naruszyć spokoju zmarłego.

Pod koniec książki Iyama opisuje ciekawe spotkanie. Po uroczystym przyjęciu, wydanym z okazji jego powrotu do wioski ze szkolnym dyplomem:

„młoda kobieta, której nie znałem, podeszła do mnie, dygnęła i powitała: „Ina, cham-o! (Witaj, panie)“. (…) nie rozpoznałem jej. Odpowiedziałem na jej powitanie przyznając się, że jej nie pamiętam. „Jestem żoną Mamy“. Jedna z moich matek, która jeszcze została po przyjęciu wtrąciła się w rozmowę: „tak, kiedy wyjechałeś do Lagosu, wiele naszych dzieci przeniosło się do Calabar i wioska opustoszała. Nikt nie mógł pomóc naszej matce w jej pracy domowej i w interesach, więc się naradziliśmy i zdecydowaliśmy znaleźć dla niej żonę“. Tego rodzaju małżeństwo nie było zbyt popularne w Agwagune: jedyna kobieta, która poślubiła kobietę w mojej wiosce, wróciła z Ghany, kiedy chodziłem jeszcze do podstawowej szkoły w Itu. Była znana jako „Mama Sekondi“, ludzie z Agwagune nazywali Ghanę Sekondi. Dziwne, ale tylko kobiety wybierały się w podróż do Sekondi. Kiedy mówiłeś, że jedziesz do Sekondi, wszyscy byli pewni, że wrócisz stamtąd niesłychanie bogaty. Babcia wyrażała się o tych kobietach z wielką pogardą, twierdziła że jadą tam, żeby się prostytuować. W wiosce mówili, że Mama Sekondi zarobiła dużo pieniędzy w Ghanie, przywiozła tyle walizek, że przez całe swoje życie takiej ilości się nie zobaczy. Porozmieszczała je w domach znajomych, ponieważ nie mieściły się w jednym domu. Przeniosła się potem do Aby, gdzie po paru miesiącach założyła restaurację i ożeniła się z dziewczyną z grupy Igbo, która wniosła dwoje dzieci do małżeństwa. Moja babcia nie miała tyle pieniędzy, ale rodzina mimo wszystko znalazła dla niej żonę.

Byłem bardzo szczęśliwy, że mogłem przywitać Imę jako nowego członka naszej rodziny. Babcia powiedziała, że poślubiła Imę ze względu na dom, ale nie była z niej zadowolona, ponieważ żona uprawiała seks z wieloma mężczyznami w wiosce bez jej pozwolenia. Kiedy kobieta poślubia inną kobietę, ta kobieta-żona może uprawiać seks z kim chce, ale mężczyźni muszą być zaakceptowani przez kobietę-męża. „Śpi z każdym w wiosce, nawet z Odinem, który jest największym leniuchem. Lekceważy tych, którzy, według mnie, nadawaliby się na ojców jej dzieci i zadaje się z tymi, których potomkowie wypełnią ten dom jak kozy. Powiedziałam jej, że jeżeli zajdzie w ciążę z jakimś zwierzęciem to wyślę ją z powrotem do Ibibio. (…) Agwagune nigdy nie uważali partnera seksualnego kobiety – żony za prawdziwego ojca dziecka. Dla wioski ten partner po prostu nie istniał i dziecko dorastało bez poznania go. Jedyną osobą uznaną za ojca była partnerka kobiety. I nawet gdyby Odin został biologicznym ojcem dziecka Imy, nie ponosiłby żadnej odpowiedzialności za jego wychowanie czy dobrobyt. Ewentualne dzieci będą należeć do mojej babci, otrzymają jej rodowe nazwisko a główną odpowiedzialność za nie przejmą kobiety i mężczyźni naszej rodziny. Głównym zmartwieniem mojej babci było to, że dzieci Imy mogą pochodzić od mężczyzn, których uważała za „lazy and incoroble[2]. Ima zawsze zwracała się do mnie per „brat“, tak jak reszta ludzi w wiosce, a ja nazywałem ją „gwa aworo“ (nasza żona) „ (tłumaczenie moje)

184-185, Matriarchy and Power in Africa. Aneji Eko. David Uru Iyam, Palgrave MacMillan, New York, 2013

W następnych blogach postaram się pogłębić temat małżeństw między kobietami, temat dziewcząt-chłopców, opowiem o tradycji matriarchalnej Afryki Zachodniej oraz o słynnych dynastiach królowych i ich Bogini. Będzie również o kolonizacji indygennych matriarchatów przez islam i wprowadzaniu patriarchalnego systemu. Literatura na temat matriarchatów afrykańskich jest skromna, wiele prac pochodzi z lat pięćdziesiątych zeszłego stulecia. Niektóre z nich są częściowo krytykowane przez współczesne badaczki afrykańskie, jak między innymi Ifi Amadiume, za europocentryzm i optykę patriarchalną, lekceważącą matriarchalną tradycję w Afryce.

[1] David U. Iyam wykłada na Whittier College w Stanach Zjednoczonych. Jego poprzednie książki to „The Broken Hoe“ i „Nigeria“.

[2] Babcia stworzyła swoją wersje angielskiego i używała często słowa „incoroble“ mającego oznaczać „obibok, łachudra“.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Smoczyce

Co ma wspólnego krakowska Wanda z Vouivre, dlaczego święta Marta i święta Małgorzata ujarzmiają smoka, jaką rolę odgrywa w mitologii Europy baskijska Mari? O co chodzi w podaniach o jaskiniach, wężach i bogactwach, które są w nich strzeżone? Czy to tylko baśnie, czy raczej przebogata tradycja, mająca swoje źródła w najwcześniejszej historii czlowieka na Ziemi? Temat jest fascynujący i szeroki. Nie da się go przerobić w jednym artykule. Proponuję więc tylko rodzaj wprowadzenia, o tym skąd wzięła się mądrość węża, o symbolice jaskiń, o metamorfozie smoków, o ich pognębieniu przez zwycięską religię monoteistyczną.

melusina

Zdradzona przez męża Meluzyna wyleciała ze strasznym zawodzeniem z wieży zamku…

Pod zakładką w górnym menu”Boginie wody, urodzaju i śmierci” dodałam artykuł, opublikowany w ostatniej Zadrze. http://www.pismozadra.pl, do którego wszystkich zapraszam.

W poprzednim blogu zamieściłam dodatkowe ilustracje.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Freudenberg – Góra Skarbów

Na północ od Bad Ragaz (Szwajcaria, kanton St. Gallen), kurortu znanego z wody termalnej ze źródła rzeki Taminy, znajduje się wzgórze mające skrywać niezwykłe skarby. Poszukiwaczom kosztowności odradzałabym jednak spacery z detektorem metali. W owych tajemniczych górach skrywają się skarby, których nie da się wykopać.

taminaschlucht

Podobno dopiero mnich w XII wieku odkrył ciepłe źródło w wąwozie Taminy. Wyjątkowa arogancja. Okolica była zamieszkana od czasów neolitycznych. To żródło i wąwóz były czczone długo przed przybyciem nowej religii.

Freudenberg jest malowniczym wzgórzem, pokrytym winnicami, po prawej stronie płynie srebrzysty Ren. Na szczycie stoi ruina zamku z wieżą i obronnym murem, po północnej stronie, nieco niżej, rozpościera się owalna łąka z widokiem na północ, wschód i południe oraz część zachodu. W kierunku północno-zachodnim mamy widok na kaplicę św. Leonarda, pagórek Spielberg, górę Gonzen oraz na Mels wraz ze wzgórzem Bogini Wenus – Tiergarten (vide „Wzgórza majowej Bogini“). Wszystkie te punkty stanowią prostą linię. Ta linia prowadząca od ruiny Freudenberg przez Spielberg do zbioru megalitycznego w Tiergarten ma azymut 308 odpowiadający zachodowi słońca w najdłuższym dniu roku – 21 czerwca.

ruinafreudenberg

Zamek został wybudowany przez Heinricha von Wildenberg w pierwszej połowie XIII wieku i został zniszczony przez armie Konfederacji w XV wieku. Prawdopodobnie został wybudowany na miejscu wcześniejszej, rzymskiej warowni. A ta znowu zajęła wcześniejszy kultowy plac. Badania archeologiczne zostały przeprowadzone, ale do tej pory nie udostępnione.

Warto zapoznać się z lokalnymi sagami, żeby zrozumieć znaczenie owego miejsca.

Skarb na Freudenbergu

Pod jedną z wież zamku miały znajdować się podziemne przejścia do zamku Wartenstein oraz, pod Renem, do zamku Brandis w Maienfeld. Na zamku Freudenberg panował władca, który dorobił się sporego bogactwa prowadząc nieczyste interesy. Owe bogactwa trzymał w ogromnej, okutej żelazem skrzyni niedaleko sekretnych, podziemnych korytarzy. Zły pan źle skończył, okoliczni chłopi oburzeni jego rozbojami napadli na zamek, zabili władcę wraz z córką. Od tego czasu dziedzic pojawia się jako czarny pies siedzący na skrzyni z pieniędzmi a córka towarzyszy mu pod postacią węża. W ruinach mieszkają tylko kruki i sowy a tam gdzie były piękne ogrody pasą się kozy.

kamienfreudenberg

Kamień na łące położonej poniżej ruin zamku Freudenberg

lakazkamieniem

Łąka z kamieniem

 

Uwięziona dziewczyna

Piękna dziewczyna jest uwięziona na zamku i czeka na wyzwolenie. Błaga pasterza, którego spotkała na drodze o okazanie odwagi, umawia się z nim na następny dzień, ma mu się pokazać jako wąż. Pasterz powinien go pocałować. Żeby ułatwić mu to zadanie dziewczyna obiecuje przyjść w ludzkiej postaci i dopiero później zmienić się w węża. Nagrodą za odwagę ma być skrzynia ze skarbami ukryta w wieży. Jak było to do przewidzenia chłopak stchórzył i nie pocałował węża. Smutna dziewczyna powiedziała, że znowu musi czekać całe pokolenie, aby być wyzwoloną przez człowieka „który będzie miał łoże z drewna gruszy, zasadzonej przez uczciwego człowieka z Ragazu“. Po czym zniknęła i więcej się nie pojawiła.

Spróchniałe drzewo Anusi

Jeszcze w tym stuleciu widziano ducha starej kobiety, Anny, która miała popełnić za życia przestępstwo. Tak długo miała wędrować po okolicy aż ją ktoś wyzwoli. Pokazywała się pasterzom zgarbiona, w czarnym ubraniu i białoszarym czepcu. Kiedyś jeden parobek powiedział pasterzowi, że nie pójdzie z bydłem na pastwisko, ponieważ Anusia znowu mu się pokazała i pogroziła palcem. Wtedy starszy pasterz złapał za kij, pobiegł do lasu i wrócił ze spróchniałym pniem drzewa ludzkiego wzrostu i oznajmił wszystkim, że wyzwolił w końcu Anusię. Spróchniała, ogromna sosna leżąca w lesie jest zwana drzewem Anusi.

Góra Spielberg

Po ruinach na górze błąka się duch, nazywany przez okolicznych mieszkańców Anusią ze wzgórza. Mieszkająca w pobliżu kobieta zauważyła, że ktoś podbiera jej jabłka, wybrała się wcześniej do sadu i zobaczyła jakąś kobietę, która uciekła krzycząc „Hej, zbieraj, zbieraj!“.

To była Anusia ze Wzgórza. Kobieta nie chodziła już więcej rano do sadu, żeby nie rozdrażniać Anusi. Również myśliwy, który poszedł wcześniej na polowanie koło góry Fuechsen, wrócił z niczym, bo kiedy złożył się do strzału ktoś uderzył w kolbę strzelby, tak że nie mógł trafić. To też była Anusia ze Wzgórza, która opiekowała się swoją zwierzyną.

(Sagen des Kantons St. Gallen, Jakob Kuoni, St. Gallen 1903, Nr. 197, 198, S. 96f)

kamienragaz

Kamień nad Taminą strzegący drogi do źródła

W sagach odzywają się bardzo archaiczne wątki: dziewczyna-wąż przypomina celtycką klanową władczynię, która wybierała kochanka/króla spośród kandydatów wyzywając go na próbę: albo musiał pocałować staruchę, która zamieniała się potem w młodą dziewczynę, albo żabę, czy węża. Do dzisiaj w Engadynie pasterze całują skałę Starej Matki, prosząc ją o zdrowie dla swoich trzód. Stara Anna, błąkająca się po lasach i młoda dziewczyna ze wzgórza to jedna i ta sama Pani okolicy, opiekująca się zwierzętami, plonami i owocami ziemi. Mamy tu Boginię w trzech odmianach, jako dziewczynę, dojrzałą kobietę oraz staruszkę. Anusia ze Spielbergu przypomina starą celtycką Cailleach. Również Cailleach nie cierpiała myśliwych i nie pozwalała im zabijać swoich zwierząt. Podobnie jak opisany w poprzednim blogu Tiergarten tak i Freudenberg jest wzgórzem miłości. Tradycja Czerwonej Bogini miłości przetrwała w okolicy Bad Ragaz w obrzędach do dzisiaj. W pierwszą niedzielę majową preparuje się tzw. Majowego Niedźwiedzia, ogromną, stożkowatą figurę, owiniętą w liście i gałęzie. Jest prowadzona w pochodzie przez całe miasto wzdłuż rzeki Taminy przy oszałamiającym hałasie dzwonów pasterskich. Niedaleko miejsca gdzie Tamina wpływa do Renu figura zostaje wrzucona do wody. W ten sposób poświęca się partnera Bogini Wodzie, zapewniając w ten sposób urodzaj i dobrobyt na następny rok. Wodna Bogini to syrena, albo kobieta-wąż strzeżąca skarbów najważniejszych dla ludzkości – obfitych plonów, sadów, zdrowego bydła, płodności. W czasach pogańskich i we wczesnym chrześcijaństwie połączenie Majowego Króla i Majowej Królowej było prawdopodobnie świętowane wokół ogromnego kamienia na szerokiej łące Freudenbergu z widokiem na ogniska na sąsiednich pagórkach. Ciekawe, że na oficjalnych portalach miasta tłumaczy się, że Niedźwiedź to ofiara dla wodnych demonów…

Majowy Niedźwiedź

Majowy Niedźwiedź

Również w imieniu bajkowych kobiet pobrzmiewają echa dawnej tradycji. Ta Anusia to Anna, Dana/Ana, archaiczna i potężna Bogini wody i krajobrazu. Ona była sama krajobrazem, stożkowate pagórki w County Kerry w Irlandii nazywane są piersiami Danu czy Anu, mamy je również w Szkocji. Wzgórze Freudenberg, na wzór wielu innych, mogło być jej ciężarnym brzuchem.

Podziemne przejścia nie zostały jeszcze odkryte, ale ta historia przypomina inne kultowe wzgórza, n.p. w Bawarii, w Lalling, na którym rzeczywiście znajdują się podziemne sztolnie, jedne z wielu w Niemczech, Francji i Anglii, których znaczenie i pochodzenie do dzisiaj pozostaje niejasne. Niektórzy interpretują je jako miejsca kultu ludzi, którzy musieli zejść do podziemia, wypędzeni niejako przez zwycięskie chrześcijaństwo. To tam mają mieszkać bajkowe krasnoludki, zielony i psotny ludek, który został ukarany i wtrącony pod ziemię. Podobnie jak stara Anusia, która została „ukarana“ za niewiadome zbrodnie. Dziewczyna-wąż nigdy nie zostanie „wyzwolona“ przez pasterza – to jasne. Ona jest na zawsze związana z górą, jest ową górą i dlatego nie może jej opuścić.

Niedaleko Freudenbergu w prostej linii w kierunku Mels ze wzgórzem Tiergarten, znajduje się kaplica Leonarda, wybudowana w XIV w. W prezbiterium przepiękne freski, na których znajduje się cała gromada świętych kobiet i dwóch męskich świętych, Regula, trzymająca własną głowę pod pachą, Sebastian, Otylia, Królewska Dziewica, Barbara z kielichem, Małgorzata ze smokiem, Matka Boża, Leonard i Katarzyna. Na zewnętrznej ścianie kościoła dwa dziwne kamienie. Czyżby zostały przeniesione z Freudenbergu? A może jest to część megalitu, którego miejsce zajęła obecnie kaplica?

Dziwne kamienie na ścianie kaplicy św. Leonarda

Dziwne kamienie na ścianie kaplicy św. Leonarda

Czyżby również imię góry było znaczące? Freuden-Berg, góra Radości. Znamy wiele dolin Radości i wzgórzy Radości na obszarze niemieckojęzycznym. Możliwe, że mają odpowiednik we francuskim Montjoie.

Freski w kaplicy Leonarda

Freski w kaplicy Leonarda

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dla początkujących: jak zrozumieć pejzaż mitologiczny

Pod zakładką „Pejzaż mitologiczny” nowa strona o rozpoznywaniu i zbliżaniu się do miejsc kultowych za pomocą dziesięciu kroków czy metod. Nietrudne, do zastosowania praktycznie w każdym zakątku Europy. Wpis „Próba zbliżenia do pejzażu mitologicznego” streszcza część wstępu do książki Heide Göttner-Abendroth pt. „Matriarchale Landschaftsmythologie”. Wystarczy tylko nauczyć się patrzeć, wyostrzyć zmysły i zapoznać się z lokalnymi legendami czy folklorem. Po pewnym czasie wszystkie części puzzle układają się w całość. Początek fascynującej i niekończącej się przygody! Zapraszam. Wykorzystajmy okazję, dopóki jeszcze nie wszystkie kultowe miejsca zostały do końca zagospodarowane, zawłaszczone i zgwałcone przez pazerność i niewiedzę.

Szwabska Jura. Widok z Góry Dziewczyny czyli Magdeberg.

Szwabska Jura. Widok z Góry Dziewczyny czyli Magdeberg.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Jest taki naród

Jest taki niewielki naród, który nie potrzebuje ruchu feministycznego. Jest to społeczeństwo egalitarne od tysięcy lat, w którym nie ma przemocy domowej, nie ma gwałtów, nie ma bezdomnych, nie ma samotnie wychowywujących rodziców, nie ma opuszczonych starców, nie ma porzuconych dzieci. To matriarchalne społeczeństwo Mosuo (Moso) mieszkające na południowym zachodzie Chin wokół malowniczego jeziora Lugu. Pisałam o nich już kilka dobrych lat temu. Pod zakładką Matriarchat na blogu (trzeba kliknąć na tytuł) jest mój artykuł o nich, dalej moje tłumaczenie fragmentów książki Heide Göttner-Abendroth. Heide spotkała się z Mosuo na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że społeczeństwa matriarchalne istnieją do dzisiaj. Jak wygląda dziś ich sytuacja? Co się zmieniło?

mosuofrau

„Nu Guo- w imieniu matki“ – film Franceski Rosati Freeman

Z portalu internetowego, niestety tylko po włosku, można się dowiedzieć, że F. R. F. urodziła się w Trapani (Sycylia) i studiowała w Palermo języki obce. Od 30 lat mieszka we Francji oraz Szwajcarii. Od dziesięciu lat pracowała w Genewie dla Antyrasistowskiego Centrum Informacji oraz brała udział w międzynarodowych konferencjach przeciwko rasizmowi.

Walka o prawa kobiet pochłaniała ją od wielu lat. W Szwajcarii organizowała pomoc dla uchodźczyń, kursy informujące je o ich prawach, zdrowiu, wychowaniu dzieci. Stąd wzięło się również jej zainteresowanie społeczeństwem Mosuo. Zorganizowała siedem wypraw z małymi grupami kobiet nad jezioro Lugu, aby poznać niezwykły naród, w którym kobiety są poważane przez mężczyzn, gdzie nie ma przemocy. Przed pewien czas mieszkała razem z nimi. Z materiału fotograficznego, z filmów oraz wywiadów przeprowadzanych wśród Mosuo powstał film dokumentalny, który został wybrany w Chinach na Festiwal Filmowy Mosuo w 2006 roku oraz był pokazywany we Francji, Włoszech i Szwajcarii. W 2010 opublikowała książkę pt. „Pozdrowienia z kraju kobiet: niezwykła podróż w poszukiwaniu Mosuo, społeczeństwa matriarchalnego bez przemocy i zazdrości“. W 2013 roku, wspólnie z reporterem Pio d’Emilia nakręciła film: „Nu Guo – w imieniu matki“. Wczoraj, w Kobiecym Pawilonie (Frauenpavillon) w parku w St. Gallen przy okazji prezentacji filmu F. R. F. opowiadała o dzisiejszych Mosuo. Jej sprawozdanie zawierało wiele optymistycznych wiadomości, niestety były też niepokojące.

Optymistyczne

Mosuańczykom coraz lepiej powodzi się finansowo. Rząd Chin rozbudował infrastrukturę, obecnie można dojechać do Lugu wygodnymi autostradami, jest lotnisko. Czasy rozklekotanych ciężarówek na niebezpiecznych, kruszących się górskich drogach to przeszłość. Mosuańczycy, głównie ci znad jeziora, zaczynają dobrze zarabiać na przewożeniu turystów w łodziach, na sprzedawaniu rękodzieła i prowadzeniu małych knajpek i hoteli, na folklorystycznych występach.

Wzrosła również ich samoświadomość i duma z własnej tradycji. Wiedzą że ich system jest wyjątkowy, że nie są już utożsamiani, tak jak wcześniej z prymitywnymi barbarzyńcami z „nieuporządkowanym życiem seksualnym“. Organizują się, starają się chronić swoją tradycję wszystkimi siłami przed zalewem komercjalizacji, przed wpływami kultury patriarchalnej.

Niepokojące

Coraz więcej Chińczyków Han zalewa malowniczą okolicę, niestety nie tylko jako turyści. Wielu z nich się tam osiedla. Zwabieni urokiem mitycznej Shangri-La rozkręcają własne interesy, budują hotele oraz burdele z chińskimi prostytutkami, przebranymi za Mosuanki. Rozwija się na całego Disneyland i Cepeliada z erotycznymi motywami. Między grupą znad jeziora oraz mieszkańcami wyższych regionów zaczynają się pojawiać różnice w statusie ekonomicznym. Tego wcześniej nie było. Jedna z matek klanowych mówi w filmie o niebezpieczeństwie bogacenia się, chciwości, wydawaniu nadmiaru pieniędzy na używki, głównie alkohol.

Po autostradach nie tylko jeżdżą autokary z turystami, ale również ciężarówki, które teraz mogą coraz szybciej i sprawniej wywozić bogate naturalne surowce, w które obfituje kraj Mosuo. Plądrowanie ich Ziemi Matki, która jest dla nich równie ważna jak godność kobiet jest przerażające.

Do dzisiaj Mosuo nie zostali oficjalnie uznani za mniejszość etniczną. Był to ich główny problem i bolączka już w latach dziewięćdziesiątych. Do tej pory zalicza się ich do grupy Naxi, pomimo że, te dwie kultury mają różne systemy społeczne, inne tradycje i język. Właśnie, brak języka pisanego jest główną przeszkodą w nadaniu Mosuańczykom oficjalnego miana etnosu.

Dzisiejsza sytuacja Mosuo znad jeziora Lugu doskonale unaocznia możliwe procesy patriarchalizacji przechodzące wśród innych mniejszości na terenie Chin, ale również na pozostałych obszarach świata, także na terenach Starej Europy. Brutalna polityka „pro-rodzinna“ komunistycznego reżymu chińskiego nie załamała Mosuańczyków, czy może zniszczyć ich rosnący dobrobyt?

Jest jeszcze inna opcja przyszłości, którą rozważam czasem, aby poprawić sobie humor. Na terenie Chin żyje około 56 mniejszości etnicznych. Prawdopodobnie jest jeszcze więcej nieuznanych oficjalnie. Na terenach Seczuanu i Yunanu, niedaleko od Mosuo mieszkają jeszcze Lahu, Miao, Zhuang, Bao i wiele innych. Wiele z tych społeczności ma matriarchalne korzenie, które przetrwały śladowo w ich obyczajach i legendach. Nie są już tak odizolowane od świata jak kiedyś. Represja Chińczyków Han również słabnie. Rośnie za to edukacja, kontakt ze światem, głownie przez internet. Czy wzrośnie również ich samoświadomość, pogłębiona percepcja własnych korzeni, chęć do nawiązania kontaktów z narodami o podobnej tradycji, wymiana doświadczeń? Kto wie, może, abstrahując od ewangelizacji chrześcijańskiej i wpływu islamu, wytworzy się między nimi pewne poczucie wspólnoty i chęć do powrotu do źródeł? Może… tu znajduję się zdecydowanie pod wpływem używki „imagine…“ nastąpi rewolucja kulturalna, która będzie w stanie zainfekować nawet Chińczyków Han?

W ostatnich latach pojawiło się sporo materiałów na temat Mosuo. Lepszych i gorszych. Film Rosati wypada na tym tle bardzo dobrze. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się w Polsce.

http://www.francescarosatifreeman.com/ita/biografia.html

MatriArchiv w St. Gallen

Prezentacja filmu Rosati odbyła się w uroczym Pawilonie Kobiet w parku w St. Gallen. (http://www.frauenpavillon.ch/)

pavillon

Ch. Schlatter, tlumaczka, reżyserka F. Rosati Freeman.

Dowiedziałam się, że Pawilon Kobiet istnieje już dosyć długo, od co najmniej piętnastu lat. Neoklasycystyczny pawilonik, który był kiedyś składem narzędzi w parku, został, przy poparciu lokalnej administracji, wywalczony przez kobiety na spotkania. Mała oaza szczęśliwości w cieniu tulipanowca, akurat pięknie kwitnącego w czerwcu.

wejsciepavillon

ksiazkimosu

Książki o matriarchacie. Wśród nich książka i film Rosati.

 

Projekcja filmu została zorganizowana została przez MatriArchiv, bibliotekę zbierającą literaturę na temat matriarchatów. Więcej na temat działalności MatriArchiv można dowiedzieć się na stronie:

http://www.matriarchiv.ch/?lang=en

Po prawej uśmiechnieta Christina Schlatter, szefowa MatriArchiv.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Wzgórza Majowej Bogini

Jeszcze szaleje wiosna. Świetna okazja aby odwiedzić miejsca przedchrześcijańskich wiosennych obrzędów, zaślubin Majowej Królowej z Majowym Królem. Miejsc radości, rozpusty i swawoli, najsurowiej piętnowanej przez ojców Kościoła. Co ma wspólnego z tym wszystkim rycerz Tannhäuser, pani Wenus, Dana, Ana, Werena? Zapraszam do szwajcarskiego kantonu St. Gallen i wspaniałego pejzażu mitologicznego niedaleko miasta Sargans w cieniu góry Gonzen a przede wszystkim do pobliskich wzgórz Tiergarten i Freudenberg.

Przemysł turystyczny wabi miejscami magicznymi podobno emanującymi niezwykłą energią, reklamuje okolicę jako Heidiland (Heidi, bohaterka książki dla dzieci szwajcarskiej autorki Joanny Spyri). Przyznaję, nie jestem ekspertką od miejsc mocy. Jeżeli na owych wzgórzach czuję się dobrze to dlatego, że są piękne, oraz posiadają wspaniałą historyczną przeszłość. Do tego dochodzą legendy i lokalne opowieści. Od tego samego może się zakręcić w głowie! Obydwa wzgórza zdecydowanie należą do kategorii locus amoenus – miejsc rozkosznych, przyjemnych. Od Sargansu, po Mels i Bad Ragaz, wzdłuż doliny Renu, znajduje się cały kompleks pejzażu mitologicznego, na który składa się specyficzna topografia okolicy, sagi i podania, ale również obecność kultowych miejsc, czy to w formie kamieni miseczkowych, czy tzw. kamieni „dzieci“ (dających dzieci) czy poślizgowych, po których kobiety zsuwały się, aby zajść w ciążę. Te kamienie były alter ego Przodkini, ona opiekowała się duszami zmarłych, czekającymi na ponowne narodziny. Taki właśnie kamień znajduje się w Retell, na wschodnim zboczu Gonzen. O funkcji owych kamieni zapomniano, czasami tylko w niektórych ludowych opowiadaniach pojawia się motyw dzieci wziętych „z kamienia“.

Najstarsze ślady człowieka w okolicy Sargansu pochodzą aż sprzed 45 000 lat. W jaskini zwanej „Smoczą“ na wysokości 2427 m., niedaleko Vättis znaleziono obrobione kości oraz paleniska. Więcej znalezisk pochodzi z okresu celtyckiego i rzymskiego. Plemiona Retów i Celtów wymieszały się, ich tradycje kulturowe i języki również. Później przyszli Rzymianie i Alemanowie. Język lokalny to niezwykły amalgamat, zawierający nawet relikty pochodzące z okresu przedindoeuropejskiego.

Jeżeli spojrzymy na masyw Gonzen od strony zamku Sargans zobaczymy dziwny kamienny kształt między skałami góry, wygląda jak postać. Trudno sobie wyobrazić, że owe podobieństwo mogło umknąć uwadze pierwotnych mieszkańców okolicy. Czyżby był to wymieniany w okolicznych legendach Duch Żelaza, czy raczej Bogini, Dana, albo Werena, przerobiona póżniej na Św. Barbarę, opiekunkę górników? W masywie górskim wydobywano rudę żelaza od co najmniej 200 p.n.e. Sagi opowiadają, że w jamach górskich mieszkały skrzaty w domkach z żelaza, ze złotymi dachami i srebrnymi oknami. Były bardzo pracowite, ale lubiły również muzykę, grały na skrzypcach i fujarkach. Lubiły tańczyć i były przyjazne ludziom. Zgodnie z legendą, Św. Barbara miała pojawić się na pagórku Splee (teraz stoi tam kaplica zamkowa Św. Sebastiana) i wskazać ludziom drogocenne skarby znajdujące się we wnętrzu góry. Dziwne… lokalne podania przestrzegają przed tym pagórkiem, ma to być miejsce diabelskie, na którym w pewne dni o północy pojawia się koza, albo czarny kot. Co porabia tam wobec tego święta Barbara? Wszystko wskazuje na to, że Splee było miejscem wyjątkowym, prawdopodobnie odbywały się tam rytuały związane z cyklicznymi świętami.

Wyraźna sylwetka między pierwszym i drugim szczytem Gonzen

Wyraźna sylwetka między pierwszym i drugim szczytem Gonzen

Kaplica Św. Sebastiana na wzgórzu Splee, na którym straszy po zmroku. W rogu resztki pogańskiego kultowego kamienia.

Kaplica Św. Sebastiana na wzgórzu Splee, na którym straszy po zmroku w pewne dni. W rogu resztki pogańskiego kultowego kamienia.

"Zainkulturowany" kamień pogański

„Zainkulturowany” kamień pogański

Wzgórze Wenus

Niedaleko Sargans w Mels, w dolinie rzeki Seez, znajduje się wzgórze skalne zwane obecnie Tiergarten, ale znane od praczasów jako góra Vreny, Wereny, czy Wenus. Skała, czerwony konglomerat Verrucano, była kiedyś trzy razy większa, niestety od setek lat wydobywano z niej kamień na budowę. Jej brzegi opływało kiedyś jezioro Walensee, obecnie oddalone o kilkanaście kilometrów. Położenie nad jeziorem i rzeką, czerwony kolor oraz niezwykłe formacje skalne na jej szczycie predestynowały ją do miejsca otoczonego specjalną czcią.

Wzgórze Bogini Miłości

Wzgórze Bogini Miłości

 

Po krótkiej wspinaczce znajdujemy się na ogromnej łące, idealnym miejscu dla zgromadzeń i biesiad. Aby dostać się do kamieni kultowych wystarczy kilkuminutowy spacer pod górę

Po krótkiej wspinaczce znajdujemy się na ogromnej łące, idealnym miejscu dla zgromadzeń i biesiad. Aby dostać się do kamieni kultowych wystarczy kilkuminutowy spacer pod górę.

 

To tu, według wielu okolicznych podań i pieśni miał przybyć rycerz Tannhäuser czy Tannhuser, bard i poeta. Zwabiony przez lubieżną Werenę i jej trzy piękne towarzyszki (trzy dziewice) , brał udział w niekończących się wesołych biesiadach, przy winie, śpiewie i tańcach dopóki po siedmiu latach nie zdał sobie sprawy, że popełnia grzech, który musi odkupić papieskim absolutorium. Niestety, papież go nie udzielił, podał mu zeschnięty patyk mówiąc, że dopóki patyk nie zakwitnie dopóty jego grzechy nie zostaną odkupione. Nieszczęsny rycerz powrócił z Rzymu do Pani Wzgórza i jej trzech towarzyszek. Po trzech dniach na patyku zakwitły trzy róże. Rycerz do dzisiaj czeka uśpiony wraz z trzema pannami na wyzwolenie z niewoli i oczyszczenie z grzechów. Na wyzwoliciela czeka złoty łańcuch opasujący wzgórze oraz złote kręgle. Saga o rycerzu zniewolonym przez grzeszną pogankę, dosmaczona chrześcijańskim morałem, ma wyjątkowo archaiczne korzenie i jest szeroko rozpowszechniona w Europie. Również Flensburg, Bonn i Eisenach mają góry Wenus.

Kamień na szczycie Tiergarten z dwoma nieckami.

Kamień na szczycie Tiergarten z dwiema nieckami.

Obraz świętej góry, miejsca miłosnego połączenia Pani Wegetacji z jej wybrańcem jest dodatkowo wzmocniony o symbolikę Trzech Panien. Znanych już dobrze jako Trzy Bethy, czy rzymskie Matrony a przemienionych później w chrześcijańskie święte, Katarzynę, Małgorzatę i Barbarę. W owych górach śpią wiecznym snem uczestnicy biesiady, a węże i zaskrońce strzegą ukrytych skarbów. Biesiadnicy budzą się na wiosnę, na święto inicjacji i na święto przesilenia letniego.

Na kamieniach wyryte symbole w kształcie kół i węża

Na kamieniach wyryte symbole w kształcie kół i węża

 

Koło z krzyżem

Koło z krzyżem

 

Czerwony głaz w Tiergarten. Jaka mogła być jego funkcja? Czyżby to był kamień płodności, przynoszący dzieci?

Czerwony głaz w Tiergarten. Jaka mogła być jego funkcja? Czyżby to był kamień płodności, przynoszący dzieci?

Jeden z wielu kamieni młyńskich na szczycie Tiergarten

Jeden z wielu kamieni młyńskich na szczycie Tiergarten

Imię barda czy rycerza określa jednocześnie jego funkcję. Tann-häuser, wymieniany również w szesnastowiecznych podaniach jako Dann-huser to „mieszkaniec domu Dann albo Tann“, czyli domu mitycznej Przodkini Dany albo Any. Cytuję za Kurtem Derungsem: „Od Morza Śródziemnego aż po Irlandię była staroeuropejską Wielką Przodkinią. Znamy ją jako Anat w Starożytnym Oriencie, jako Tinit w Afryce Północnej, jako Anahitę w Persji, z nazw krajobrazów Anatolii, z Krety jako Danae, z Włoch jako Annę, z Tyrolu jako Boginię Tannę, królową baśniowego ludu Crodères, w nazwach gór w Owerni jako Anis, w nazwach rzek Dunaj i Don, jako Bogini Idunę w północnej Europie i jako Danę w Irlandii.“ (Kurt Derungs, Christina Schlatter „Quellen, Kulte, Zauberberge”, edition amalia, Grenchen, 2005)

Legenda zawiera wiele sprzecznych elementów. Rycerz żałuje grzechów, ale powraca do miejsca rozpusty zamiast wybrać dolę pustelniczą. Suchy patyk zakwita, ale grzechy mimo wszystko nie zostają odpuszczone. Wszetecznice górskie nie zostają ukarane, są poza prawami boskimi i potęgą papieską. W związek rycerza z Panią Natury nikt nie może interweniować, ponieważ od niego zależy dobro ziemi i jej mieszkańców. Do tego dochodzi uparcie powtarzający się motyw trójcy, Trzy Panny (albo Bogini w trzech postaciach), trzy róże zakwitłe po trzech dniach…Kiedy spojrzymy z Tiergarten w kierunku Gonzen również zobaczymy trzy szczyty.

Więcej o innym miejscu radosnych, erotycznych przeżyć wiosennych, górze Freudenberg koło Bad Ragaz, oraz o dziwnej postaci Górskiej Anusi w następnym blogu.

Ludowa etymologia

Nazwy gór, rzek, skał przenoszą do dzisiaj ślady wcześniejszych kultur. Analogicznie do jeszcze dzisiaj zachowanych kultur aborygenów określano znaczące punkty w krajobrazie bardzo prosto: skała, wielki kamień, bystra rzeka, czarna rzeka, pagórek, wielki masyw. Czasem nadawano miejscom specjalnym imię wielkich bóstw, głównie bogini. Dzisiejsze nazwy są często konglomeratem najstarszych nazw z młodszymi. Tak rodzą sie nazwy tautologiczne, powtórzenia, woda-woda, góra-góra, gdzie jeden człon ma źródło praindoeuropejskie, a drugi pochodzi z celtyckiego, względnie z łaciny. Przykładem owej tautologii może być nazwa góry niedaleko Sargansu: Spielberg. „(S)pel”to praindoeuropejski „głaz, skała, góra”. Również w.w. nazwa pagórka Splee pochodzi o tego słowa. Dla napływających ludów starsze nazwy były niejasne, więc starano się je uprościć. Ów proces można prześledzić na przykładzie nazwy owego pięknego miasta Sargans. Sar-gans. Gans, czyli gęś. I mamy oczywiście gęś w herbie Sargansu. Kiedy pierwsi mieszkańcy przybyli do Sargans według legendy (co jest samo w sobie absurdem, ponieważ teren był nieprzerwanie zamieszkany od tysięcy lat p.n.e.) i szukali nazwy miejsca, udali się do rzeczki Saar i zobaczyli gęś. Nazwali więc miasto Sargans i umieścili to zwierzę w herbie. Tak…dokładnie tak prawdziwa etymologia jak wyprowadzanie nazwy Warszawy od Warsa i Sawy. Ładna historyjka, ale niestety czysta fantazja. Otóż Sargans nazywał się w roku 765 Senegaune, parę lat później Senegaunis. Słowo „sene“ względnie „sar“ jest określeniem wody, „gaun“, „gaunis“ pochodzi z języków przed-celtyckich i oznacza „górę“ albo „skałę“. To przed-celtyckie „gan-kan“ jest zachowane w wielu nazwach w Europie i nawet w językach semickich. Również przetrwało w lokalnych dialektach w słowie „verganden“ oznaczającym rozrzucanie kamieni na polu. Ten „gan“ jest również podstawą nazwy masywu górskiego Gonzen. Nazwa Sargans znaczy po prostu „góra nad rzeką“.

Widok z pagórka Splee na Gonzen. Między pierwszym i drugim szczytem widoczna kamienna figura. Flaga Kantonu St. Gallen, szwajcarska oraz flaga z gęsią Sargansu.

Widok z pagórka Splee na Gonzen. Między pierwszym i drugim szczytem widoczna kamienna figura. Flaga kantonu St. Gallen, flaga szwajcarska oraz flaga z gęsią.

 

Opublikowano BLOG, Uncategorized | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz