Seminarium „Wielkie Przodkinie” (Zurich, 26. Maj 2018) Część druga.

Model osiedla na palach z Pfyn-Breitenloo (ok. 4000 lat p.n.e.) z muzeum archeologicznego Frauenfeld (Szwajcaria)

Heide Göttner-Abendroth rozpoczęła swój wykład od krótkiego przypomnienia czym się zajmuje współczesna nauka o matriarchatach. W odróżnieniu od pierwszych badaczy matriarchatów Bachofena, Morgana, względnie Engelsa, u których dominowała ideologia nad empirią, współczesne badaczki matriarchatów zajmują się badaniem konkretnych, jeszcze do tej pory istniejących matriarchalnych kultur. Podkreśla się przy tym z naciskiem, że matriarchalne społeczeństwa nie są lustrzanym odbiciem patriarchalnych, kobiety nie miały „władzy“. I tu można się zgodzić z mantrą uparcie powtarzaną przez większość naukowców że „nigdy nie było rządów kobiet“. Naczelną zasadą matriarchatów było skoncentrowanie się na wartościach matczynych „mother first“, przy czym nie chodziło tu jedynie o zdolność do reprodukcji, „macierzyństwo“ obejmowało opiekę nad członkami w klanie, troskę nad dobrobytem materialnym i duchowym oraz oznaczało komplementarność między płciami i pokoleniami. Równowaga materialna w tych społeczeństwach prowadzących produkcję na własne potrzeby, była zapewniona przez cyrkulacje dóbr, często w postaci podarunków przy okazji licznych uroczystości i świąt. Ideałem nie było gromadzenie dóbr przez jednostki, ale rozdawnictwo i dystrybucja towarów. Dzielono się dobrami w zależności od własnych możliwości oraz urodzaju. W ten sposób nikt nie musiał głodować. Horyzontalnie powiązane matriarchalne sieci rodowe rozciągały się na ogromnych przestrzeniach i nawet, jak w przypadku Irokezów, mogły przekraczać granice stanowe, rozpościerając się od Pacyfiku do Atlantyku. Do sytuacji społecznej dochodziła sfera religii, zdominowanej przez kobiece bóstwa oraz swoboda seksualna obydwu płci. Dominacja jednej płci nad drugą była niemożliwa, budowanie elit utrudnione. Cały świat był postrzegany jako boski, nie istniało pojęcie transcendentnego boga, nieosiagalnego, oddalonego, karzącego. Również wszystkie codzienne czynności miały znaczenie rytualne.Archeolodzy, nie zauważając owych zasad egalitarnego konsensusu, upierali się często przy istnieniu „elit“. Göttner-Abendroth widzi w owym uporczywym wymyślaniu elit projekcję czy „przeniesienie“ pojęcia z naszego neo-liberalnego społeczeństwa. I rzeczywiście, oglądając ostatnio film o zaginionym mieście Ciudad Perdida, w północno-wschodniej Kolumbii, który został niedawno pokazany na Arte, znowu jest mowa o wielkich festynach, podtrzymujących niby władzę „elit“. Miałam wrażenie, że autorzy filmu znowu bezkrytycznie wprowadzają ten ulubiony motyw. Oczywiście bez żadnych konkretnych dowodów na istnienie owych elit.

Matriarchalna linia rodowa

Symbolika „Fryzu z przodkiniami“ jest dla badaczki matriarchatów przejrzysta i łączy się z tradycyjnym i szeroko rozpowszechnionym motywem linii rodowej. Grupa „Matka i dziecko“ jest najstarszym kulturowym modelem. Podwójne, jakby zrośnięte figury (czy to z Ain Ghazal, Catal Höyuk, czy z kultury Vinća) pojawiające się od 7000 lat p.n.e. do 3000 p.n.e mogą być zwiazane tematycznie z owym motywem. Owe linie rodzinne są przedstawione również przez podwójne figurki (jedna stojąca na drugiej) z Kyklad. Również naskalne ryciny w Gavrinis (Francja) mogą przedstawiać owo „drzewo życia“ za pomocą symbolicznych „wagin“, wyrastających jedna z drugiej. Podwójną figurę kobiecych postaci znajdujemy również w światyniach w Gozo. Niewątpliwie istnienie owych podwójnych figur kobiecych jest zastanawiającym fenomenem. Moim zdaniem, nie muszą koniecznie przedstawiać matki z dzieckiem, mogą być wizualizacją dwupostaciowej bogini. Możliwe, że są i jednym i drugim.

Jaskinia Gavrinis (Francja)

Symbole i pejzaże

Kurt Derungs przeprowadza analizę naczyń z wizerunkiem piersi. Jednocześnie przytacza znaleziska wokół Jeziora Bodeńskiego oraz na innych terenach Europy, aż do dzisiejszych Węgier. Wizerunki piersi nie pojawiały się tylko na naczyniach, w La Maison des Feins (dom wróżek) w Bretanii widzimy również kamienie z piersiami. Podobnie symbol „drzewa życia“ powraca nieustannie, czy to na bębnach szamanów, czy nawet na kości znalezionej na Pomorzu, a liczącej sobie 9000 lat. Figura postaci z uniesionymi rękami i rozłożonymi nogami towarzyszy nam od tysiącleci. Jest wszędzie i według mnie jest transponowana na późniejsze figury tzw. syren z rozłożonymi płetwami. Wspaniała ewolucja, od prostych przedstawień do dzisiejszej syreny, symbolu Starbucks. Kurt Derungs, przede wszystkim, koncentruje się na krajobrazie okolicy Jeziora Bodeńskiego, bo przecież wierzenia nie mogły być odizolowane od krajobrazu. Wiemy doskonale, że pejzaż zawierał głębokie znaczenie dla archaicznych narodów, głównie góry miały sakralne znaczenie. Mamy przecież słynne Paps of Danu w Anglii (piersi bogini Danu), Paps of Jura itd. Mamy inne przedstawienia kobiecej postaci w pejzażu, zawsze rozpoznawalnej, przekazywanej w mitologii. Dla Kurta najważniejszym elementem w okolicy Jeziora Bodeńskiego jest góra Säntis, która musiała być inspirującym źródłem wiary ludów neolitycznych.

Garnek na zboże z pochówku neolitycznego (muzeum w Frauenfeld). Tu piersi umieszczone są wewnątrz naczynia.

Eksperci zaczęli od omawiania najstarszego miejsca kultu w historii Europy, czyli od tureckiego Göbekli Tepe, w którym pierwsze budowle powstały ok. 10 000 lat p.n.e. Na razie odkopano obszar siedmiu kręgów z kamiennymi słupami w kształcie litery T. Wykopaliska trwają nadal, do tej pory przebadano jedynie 1.5% terenu. Schlichtehrle, podpierając się przykładem owej najstarszej świątyni, odrzuca hipotezę Heide G.A., że społeczeństwa neolityczne były w większości matriarchalne. Nie znaleziono tam żadnego dowodu na dominujący element żeński, ani na tradycję kobiecej linii rodu. Podobnie Catal Höyük, mimo wielu świetnie zachowanych artefaktów (dostojna kobieta na tronie z lampartami czy lwicami, oraz sylwetki kobiece na ścianach) nie dostarcza dowodów na egalitarną społeczność. Kurt Derungs stanowczo zaoponował, wskazując na nazwę owego wyjątkowego miejsca, G.T. to nic innego jak „Góra Brzucha“. Do dzisiaj kobiety pielgrzymują do owej góry i zawieszają na gałązkach rosnącego tam drzewa morwowego kawałki tkanin, prosząc o dzieci. H.G.A. dodaje, że wykopaliska i dyskusje na temat organizacji społecznej w obu miejscach nadal się toczą, badacze nie są zgodni i przytacza wypowiedzi archeologa Hoddera, który zebrał wystarczająco wiele dowodów na egalitarność owych społeczeństw. H.G.A. zaprzeczyła również stwierdzeniu Schlichtehrle, jakoby w owych miejscach panował element męski, z powodu dużej ilości byczych czaszek z rogami. Bycze czaszki znaleziono również w palafitach. Bycze, czy krowie rogi (jak często zapomina się, że kiedyś krowy również miały potężne rogi) towarzyszyły od zawsze bogini, były symbolem księżyca. Nie mówiąc również o hipotezach, że bucranium przypomina kształtem jajniki i macicę. Wśród znalezisk kultury trypolskiej z Bilcza Złotego, znaleziono złotą plakietkę w kształcie czaszki byka z rogami. Na niej została wyryta sylwetka kobiety z wyraźnie zaznaczoną vulvą. To nie mógł być przypadek, to jest jasne stwierdzenie.

Bilcze Zlote. Kultura trypolska.

Rozmówcy zapomnieli o jednym, wyjątkowym znalezisku na Górze Brzucha, postaci kobiety wykutej na kamieniu. Dziwna głowa w kształcie omegi, albo hełmu, z rozkraczonymi nogami, między jej nogami wypływa woda, albo łożysko. Najprawdopodobniej scena porodu. Zrobiła na mnie wrażenie już dawno temu, dziwne że jest tak rzadko tematyzowana.

Rycina kobiety z Góry Brzucha.

Następnym tematem dyskusji było naczynie z piersiami, w którym znaleziono resztki smoły z kory brzozowej. Wszyscy rozmówcy byli zgodni co do tego, że proces przerabiania kory musiał być również rytuałem, w owym garnku przechodziła transformacja, zamiana materii, przeistoczenie się. Smoła brzozowa (oraz dziegieć) była i jest używana do dzisiaj jako lekarstwo leczące najróżniejsze choroby, od chorób skóry do niewydolności nerek, wątroby itd. W neolicie była używana też jako klej, oraz… guma do żucia.

Dyskusja

Dyskusja była bardzo ożywiona, czasami temperatura podnosiła się, n.p. kiedy H.G.A. ze swadą zbijała argumenty archeologa o niby inherentnym patriarchalizmie społeczeństw pasterskich, przypominając o śladach matriarchalnej przeszłości Tuaregów i Berberów. Na końcu Dr. Schlichtehrle musiał przyznać, że owa wymiana poglądów była niezwykle owocna, dała mu możliwość spojrzenia na pewne zagadnienia z nowej perspektywy. Świetnie, pomyślałam, dlaczego więcej archeologów nie wpadnie na pomysł współpracy z badaczkami matriarchatów? Dlaczego muszą czekać na emeryturę, żeby się odważyć na taki eksperyment? Wiadomo dlaczego. Ryzykowali by własną karierę, w tym środowisku wspomnienie o matriarchacie to naukowe sepuku.

Jesienią ma się pojawić kolejna książka H.G.A. z serii „Matriarchat“ omawiająca tym razem matriarchaty europejskie. Poprzednie zajmowały się Azją, Afryką, Oceanią oraz Ameryką Południową. Czekam z niecierpliwością.

HGA w rozmowie z Dr. Schlichterle.

Heide Göttner-Abendroth

 

Kurt Derungs

 

 

 

Reklamy

Informacje o vouivrenoire

Born in Warsaw, studied English Philology in Lublin (Poland). Moved to Zurich in 1976, studied at Zurich University (Journalism, Slavic Philology, English Literature). Married, two daughters.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s