Biała Pani

Dawno temu, w mieście Sion, żyła na jednej z dwóch gór pani Anna. Była najbogatszą i najpiękniejszą kobietą w okolicy. Ubierała się zawsze na biało, nie tylko przy okazji ślubów i chrzcin, nazywano ją więc Białą Anną. Biała Pani zdecydowała się powrócić do miejsca swoich narodzin, do skraju lodowca w południowej dolinie szwajcarskiego kantonu Valais. Zbudowała tam dom i zasadziła ogromny ogród i sad. Po pewnym czasie poczuła się osamotniona, żaden człowiek nie zbliżał się do jej raju i soczystych łąk. Zwołała więc wszystkie kozice do swoich kotlin, co zaniepokoiło myśliwych i pasterzy. Najodważniejszy z myśliwych zebrał całą odwagę i stanął przed wielką postacią Anny prosząc o oddanie kozic. Anna zgodziła się, pod warunkiem, że za każdą kozicę dostanie krowę. Oprócz tego zażyczyła sobie młodego pasterza.

Eisten

Kościółek na kamieniu w Eisten

Jeden ze śmiałków zdecydował się zebrać krowy i pojawił się w jej królestwie. Wtedy wszystkie kozice rozbiegły się po dolinie. Młody pasterz nie był szczęśliwy u Anny. Okazała się kobietą o lodowatym sercu. Była szczodra, ale bardzo dumna, z dnia na dzień odwlekała termin jego powrotu w dolinę. Pasterz, gnębiony tęsknotą za bliskimi, zaplanował ucieczkę. Nie zdążył, nagle zrobiło się zimno, odnogi lodowca jak węże ześlizgnęły się niżej. Wszystko skamieniało z zimna, źródła pokrył lód, krowy zamarzły stojąc, z otwartymi oczami. Młody pasterz błagał Białą Panią o litość, o odwrócenie czaru. Niestety Anna nie była w stanie odwrócić uroku i rozpuścić lodowca, mimo że go sama stworzyła w ciągu jednej nocy. Pasterz zamarzł i Anna przykryła go białym całunem. Sama uciekła na najwyższe skały, na których płacze do dzisiaj, jej łzy wyryły wyżłobienia na skale. Po pewnym czasie lodowce stopniały, okolica zazieleniła się, ale niestety ogrody i dom Anny nie odzyskały dawnej świetności.

Pasterze unikają łąk Białej Pani. A Biała Pani nadal siedzi na najwyższym szczycie okolicy, nawet nie patrzy, czy jej ogród kwitnie czy nie, spogląda na lodowce i obserwuje, czy nie schodzą w dolinę. Bo dobrze wie, że jeżeli lodowce zejdą w dół, wypełnią Lötschental, dojda do doliny Rodanu i zaczna lizać swoimi językami skały Tourbillon i Valerii w Sionie, wtedy będzie zbawiona. Będzie wtedy mogła powstać z tego kamienia i wrócić do Sionu, jej ojczyzny. Ale zanim to się wydarzy, przejdą gorące lata i lodowate zimy i pasterze będą spoglądali w kierunku straconego raju, który dzisiaj nazywa sie „Anen“. (Johann Siegen, Gletschermärchen aus dem Lötschental)

Wróciłam właśnie z alpejskiego kraju Białej Anny. Tak bardzo mnie zafascynował, że musiałam go odwiedzić ponownie, zaledwie parę dni po wcześniejszej wizycie. Dolina rzeki Lonzy (Lötsche), wypływającej z Langgletscher (Długiego Lodowca) była do 1906 roku, czyli do wybudowania tunelu i połączenia kolejowego, trudno dostępna. Dzięki temu, zachowała swój unikalny charakter, tradycje, sagi i obrzędy. Jej wschodnia część jest zamknięta ścianą gór, między którymi spływa lodowiec. Po drugiej stronie Langgletscher spotyka się z drugim lodowcem Aletsch, nad którym tronuje masyw Jungfrau.

Białe doliny

Od głównej doliny Rodanu odchodzą dwie, mniejsze. Jedna z nich to Lötschental, druga zaczyna się w Leuk i dochodzi do Leukerbad. „Leuk“ pochodzi z greckiego (leukos, leuzos) i oznacza „biały“. Przywodzi na myśl Leukotheę, Białą Boginię. Również Lonza (wymawiana w celtyckim Lötsche) to „biała“. Nic dziwnego, jej woda przypomina pieniące się mleko. Znajdujemy się w kolejnym mitycznym Białym Kraju Bogini, czczonym od neolitu, jak Albion (Anglia) z białym wybrzeżem czy Rugia z białymi skałami i niezliczonymi „białymi“ miejscami. Białą Panią spotykamy na każdym kroku, nie tylko w sagach, ale również w topografii. Na północ od doliny Lonzy rozciąga się masyw Blüemlisalp, w którym jeden z trzechtysięczników nazywa się Wysse Frau (niem. Weisse Frau), Biała Kobieta. Niedaleko mamy inny szczyt, nazywający się Wildi Frau (Wilde Frau), Dzika Kobieta. Lodowiec nazywany jest również Weisse Kuh, Biała Krowa. O archaicznej symbolice białej jałówki w wielu kulturach, od Indii, przez Egipt do Walii i Irlandii oraz Skandynawii, można opowiadać godzinami.

lonza

Biala Lonza. Wypływa z lodowca widocznego na górze między dwoma masywami górskimi.

Sagi z Lötschental dostarczają informacji o Wielkiej Creatrix krajobrazu. W jednej z nich pewien mędrzec polecił mieszkańcom doliny cierpiącej na suszę znaleźć dziewicę. Owa młoda dziewczyna (Jungfrau) zebrała siedem kawałków z innych lodowców i położyła je w luce między dwoma masywami. Kawałki zrosły się ze sobą i tak powstał lodowiec, który odtąd dostarczał ludziom zbawienną wodę. W wyżej przytoczonej sadze wspomina się mimochodem, że to Anna z Sionu stworzyła lodowiec. Biała Pani mieszka też w rzece. Jedna z sag opowiada o Białej Pani w Mlecznym Strumieniu. Pewna matka z Wiler miała wysłać córkę z konewką mleka do ojca, pracującego na pastwisku. Dziecko poślizgnęło się na kładce, nad Mlecznym Strumieniem i wpadło w wodę. Ale nie utopiło się, ponieważ znalazło się na kolanach Białej Pani, która ją uratowała. O dziwo, dziewczynka nie uroniła ani jednej kropli mleka!

Saga o Annie jest ciekawa, ponieważ ma wiele sprzecznych wątków. Na archaiczną opowieść nakłada się moralizatorskie przesłanie chrześcijaństwa. Niezrozumiałą staje się metamorfoza szczodrej i bogatej w zimną i cierpiącą. Dlaczego czeka na zbawienie i powrót do swojego Sionu, mimo że go sama opuściła, aby wrócić do miejsca narodzin? Kto rzucił na nią urok? Niewątpliwie jest Panią Okolicy, od Sionu po Anen, jej boskość jest niewątpliwa, dlaczego jest więc bezradna? W sadze mamy wyraźne dwa oblicza  pradawnych Bogiń. Z jednej strony dawały życie na ziemi, nie tylko ludziom, ale również plonom i zwierzętom, łącząc się w związku z młodym mężczyzną (bratem, synem, kochankiem) na wiosnę. Ich połączenie, akt hieros gamos, było konieczne, inaczej natura wymarłaby a ludzie wyginęliby z głodu. Z drugiej strony młody kochanek musiał umrzeć, zejść pod ziemię, do Innego Świata. Wtedy zamierało życie na ziemi, wszystko marniało i wysychało, pani Narodzin stawała się panią Śmierci. Ze świetlistej stawała się czarną, królując nad Tamtym Światem. W sagach wszystkie te archaiczne postaci Bogiń, zamieniają się dodatkowo w nieszczęśnice, które muszą być wybawione, najlepiej przez odważnego śmiałka. Często jednak, tak jak w tym wypadku, brakuje owej wyższej siły, która by miała rzucić zaklęcie. „Czekające na wybawienie“, niegdyś „dumne i pyszne“. Motyw pani, zakładającej i pielęgnującej piękny ogród w górach, który zostaje potem przykryty przez śnieg, przypomina sagę o innej szwajcarskiej Bogini –Verenie.

Czarne Jezioro

Między Blatten a ostatnią wioską w dolinie, znajduje się Czarne Jezioro. Saga z nim związana mówi o bogatej księżnej, która miała nad nim zamek i rządziła całą okolicą od Aletsch do Langgletscher. Była do tego niezwykle piękna i wielu mężczyzn się w niej kochało. Była jednak zbyt dumna aby wybrać któregoś z nich na męża. (Wieczny motyw „dumnej damy“ powraca). Księżna miała za zamkiem wspaniały ogród, jakżeby inaczej, a ubierała się, pewnie przez przypadek, chętnie na biało. Starającym się o jej rękę dawała zadanie nie do wykonania. Mieli wspiąć się po prostopadłej ścianie do jej okna i zerwać dla niej czerwony goździk rosnący przed nim. Jeden z zakochanych młodzieńców podjął się tego zadania, pokonał stromą ścianę i już sięgał po kwiat, kiedy zobaczył księżnę przed sobą. Jej uroda, oczy jak gwiazdy oraz błysk drogich klejnotów oślepiły go i sparaliżowały. Spadł prosto do jeziora. Ojciec nieszczęśnika przeklął księżnę. Jej zamek się rozpadł, zostały po nim tylko kamienie porozrzucane po okolicy. Kosztowności dumnej pani wpadły do jeziora, farbując jego wodę na czarno. A ona sama zamieniła się w białego węża, ze złotą koroną na głowie. W złotej koronie znajduje się czerwony goździk. Wyzwolenie od przeklęcia może jej przynieść tylko śmiałek, który trzy razy pocałuje ją w usta. Niestety, do tej pory nikt na to się nie odważył i biały wąż do tej pory ukrywa się w głębinach jeziora. (Źródło: Johannes Jegerlehner: Walliser Sagen, Hans Feuz Verlag Bern, 1959)

czarnejezioro

Czarne Jezioro

 

W sadze o księżnej wyraźnie zaznaczone są trzy kolory: biała szata dumnej pani, biały wąż, czerwony goździk oraz jej czerwone policzki i czerń jeziora. Wyznaczanie niewykonalnych zadań zalotnikom to popularny baśniowy topos. W końcu tylko najodważniejsi i najmocniejsi mogli nadawać się na partnera Bogini w świętym małżeństwie. Jeszcze do niedawna śmiałkowie wspinali się w okresie wiosennym, na białą skałę na Rugii. Kto ją zdobył, był ogłaszany królem. Pani Czarnego Jeziora miała nie tylko piękny ogród, ale była również bogata. Tak jak bogata może być Bogini, posiadająca nie tylko wszystkie skarby w ziemi, w jaskiniach, ale również władająca zwierzętami, roślinami oraz światem podziemnym. Również ludzkimi duszami. A te najchętniej lubią przebywać w Czarnych Jeziorach. Albo w źródłach, albo pod kamieniami. Czarny jest kolorem świata podziemnego. Biały wąż nie potrzebuje zbawienia, ponieważ króluje nad okolicą jako lodowiec. To alter ego Białej. Którą zobaczyłam na własne oczy niedaleko Czarnego Jeziora oraz na końcu doliny w drodze do Anen. Zanim o niej opowiem, wrócę do niezwykłego miejsca w Fafleralp, małej wioski złożonej z paru zaledwie poczerniałych od starości, drewnianych domów.

Kapliczka i kamień

Wśród domów leżą wielkie kamienie. Podobnie jak w całej dolinie. Niektóre z nich są jednak niezwykłe, albo z powodu charakterystycznego kształtu, przypominającego ludzką formę, albo usytuowanych w znaczących miejscach i związanych z kultami. Jeden przyciąga uwagę, ponieważ znajduje się na nim niewielka kapliczka. W kapliczce stoi Maria w białej sukni.

bialamaria

Biała Maria w kapliczce na końcu doliny

Obok kapliczki leży niezwykły kamień, jego część najbliżej kapliczki jest pochyła jak zjeżdżalnia, po prawej stronie jest udekorowany pionowymi rowkami. Na jego powierzchni znajdują się wyżłobione miseczki. W okolicy odnajduję następny kamień z rowkami oraz kamienie miseczkowe. A więc był to tzw. kamień poślizgowy, nazywany w dialekcie szwajcarskim Chindlistein, czyli kamień dzieci. Kobiety chcące zajść w ciążę ześlizgiwały się po nim, w ten sposób dusze dzieci z kamienia, przedostawały się do ich ciał. W niektórych regionach Europy ten zwyczaj utrzymywał się aż do dwudziestego wieku. Kamienie miseczkowe są kultowymi kamieniami z neolitu i okresu brązu. Do tej pory uczeni nie są zgodni co do tego, czy przedstawiały planety na niebie, czy wypełniało je się oliwą, wodą, wzglednie mlekiem przy pewnych rytuałach. Możliwe, że spełniały rolę lampek, po wypełnieniu tłuszczem i włożeniu do nich knota. Mogły zresztą spełniać te wszystkie role na raz. Do drugiego kamienia, nieco dalej, zaprowadził mnie towarzyski kotek, który towarzyszył nam w poszukiwaniach.

Jeżeli wybierzemy się na wschód doliny, do większych wsi, zobaczymy dwa wyjątkowe kościoły. Jeden w Kuhmatte, drugi wzniesiony na kamieniu w Eisten tuż koło Blatten. W obydwu królują złote Marie, oslepiające blaskiem. Mówią, że Maria z Kuhmatte świeci w nocy jak księżyc. Tylko która? Na ołtarzu stoją trzy, jedna pod drugą. Największa stoi na kuli oplecionej przez węża. W Eisten, w kaplicy na kamieniu znowu złota, barokowa Maria. Następczyni białej Anny.

Zauważyłam ją nad Czarnym Jeziorem, kiedy przypatrywałam się uważnie okolicy. Ależ oczywiście! Leżąca Biała Pani, masyw Breitlauihorn. Górna część skały jest z białego kamienia, reszta z ciemnego. Nie trzeba wielkiej fantazji, żeby zobaczyć zarys sylwetki, profil, nawet koronę z prawej strony, biust, złożone ręce na brzuchu oraz po lewej stronie stopy. Jeszcze lepiej się prezentuje naprzeciwko kapliczki i kultowego kamienia w ostatniej wiosce doliny. Można zauważyć na niej pionowe pęknięcia podobne do fałd tkaniny. Czy są to może owe wyrzeźbione rowki od łez, które Pani Anna musi nieustannie wylewać? Czy rowki wyżłobione na kultowym kamieniu nawiązują do jej postaci leżącej naprzeciwko w Breitlauihorn? A może zostały wyżłobione w bardziej prozaicznym celu. Wiadomo że kultowe kamienie były żłobione, aby pozyskać proszek, mający cudowne właściwości. Dodawano go do wody i traktowano jak lekarstwo. Nawet po przeniesieniu kultowego kamienia, albo jego części do kościoła zwyczaj ten nie ustawał, wierni nadal ścierali jego powierzchnię. To nie zabobon. Czytałam parę dni temu rozmowę z kucharzem szwajcarskim i antropozofem, Stefanem Wiesnerem. Mówił o niezwykłych właściwościach kamiennego proszku, który zawiera mnóstwo minerałów i żelazo. Może zapobiec powstawaniu trujących substancji w jelitach, kwasocie, pomóc w trawieniu. Ciężarne kobiety w Kenii cenią sobie jego działanie.

bialanadczarnym

Leżąca Biała nad Czarnym Jeziorem

Przy zbieraniu literatury do historii i tradycji Lötschental natknęłam się na artykuł w pewnym czasopiśmie o wędrówkach w dolinie. Autor uporczywie powtarzał o duchu gór, panującym tam, potrząsającym białą brodą i rozsypującym śnieg. Miał to być gniewny Stary Loetscher. Kolejny uzurpator narzucony krainie Białej Bogini.

sylwetkastadel

Tu sylwetka Białej widziana z kultowego kamienia w Gletscherstadel

W następnym wpisie napiszę o głębokiej tradycji owej Anny/Dany, o której wspominałam w „Trzech Kolorach“. Wspomnę również o fascynującym obrzędzie z maszkarami Tschäggättä i o jego powiązaniu z kultem przodków.

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Informacje o vouivrenoire

Born in Warsaw, studied English Philology in Lublin (Poland). Moved to Zurich in 1976, studied at Zurich University (Journalism, Slavic Philology, English Literature). Married, two daughters.
Ten wpis został opublikowany w kategorii BLOG, Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s