Pokój narodzin i śmierci

Poniżej zamieszczam tłumaczenie pierwszej części rozdziału książki Choo Waihong o „Pokoju Narodzin i Śmierci”.

W każdym domu jest specjalny pokój, w którym Mosuańczycy zaczynają życie i do którego powracają po jego zakończeniu, aby czekać na pogrzeb. Nosi nazwę „pokoju narodzin i śmierci“, i jest niewielkim kamiennym pomieszczeniem przy pokoju babci, w którym rozgrywa się cykl życia każdego Mosuo. Dawniej, kiedy jeszcze nie było nowoczesnych szpitali w wioskach, ciężarna kobieta udawała się do „pokoju narodzin i śmierci“ na poród. Tam oczekiwała na to wielkie wydarzenie. Dzisiaj Mosuanki nie rodzą już dzieci w tym pokoju w ten przestarzały sposób, ale ja chciałam sobie wyobrazić jak to się odbywało dawniej.

„Czy to prawda, że Mosuanki tradycyjnie rodziły w kuckach a nie na łóżku?“ zapytałam Gumi po znalezieniu tej informacji w jakiejś książce. „Nie wiem“ powiedziała. „Ja urodziłam na łóżku z pomocą mojej matki i położnej“. (W związku z tym, że Choo Waihong nie mogła się dowiedzieć dokładnie jak odbywał się poród w owym pokoju, snuje dalej swoje wyobrażenia o tym jak mógł wyglądać. I chociaż, prawdopodobnie jej fantazje mogłyby częściowo odpowiadać rzeczywistości, wolę ten epizod pominąć i przejść do faktów, których była naocznym świadkiem)

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam otwarte drzwi do „pokoju narodzin i śmierci“ było to wtedy, kiedy matka Gumi, A Ma umarła. Przez ostatnie dziesięć lat, odkąd jej axia partner zmarł, A Ma podupadała powoli na zdrowiu. Od czasu zapadała na poważne choroby, leżała w łóżku, traciła apetyt i pogrążała się w cichej niemocy.

Za każdym razem kiedy chorowała, jechałam do Baju, żeby posiedzieć trochę z A Mą. Kiedy weszłam pierwszy raz do pokoju babci, zastałam wszystkie jej ośmioro dzieci, również ze swoimi axias. Gumi jak zwykle kręciła się wokół A My, karmiąc ją jakąś ryżową papką, która ugotowała nad paleniskiem. Erchima ocierała jej czoło i usta i myła jej ręce po skromnym posiłku. Po drugiej stronie paleniska Zhaxi siedział z dwoma braćmi i zapalał A Mie papierosy, na które miała chętkę nawet w chorobie. Na podwórku Jizuo rąbał drewno na wiele następnych dni. Okazało się, że wszystkie dzieci porzuciły swoje zajęcia, aby powrócić do domu i być z nią.

Pogrzeb A My. Zdjęcie pochodzi z blogu thekingdomofwomen.co.uk

„Jak długo tu jesteś?“ zapytałam Jizuo.

„Siedem dni“ odpowiedział.

„Zostaniesz jeszcze?“

„Tak. Poczekam aż jej się polepszy“.

Dzieci A My zmieniały się przy jej łóżku pocieszając ją, czasami siedząc godzinami przy jej boku. Kiedy spała, towarzystwo ucinało pogawędki, rozprawiało o różnych sprawach, żeby zabić czas. Ktoś opowiedział kawał, inny rozdawał karty, żeby się nie nudzić. Długie, wieczorne czuwanie było przerywane otwieraniem kolejnych słojów domowego wina kwantan. Kiedy nadchodziła noc, wszyscy zasypiali obok siebie na naprędce przygotowanych posłaniach w pokoju babci.

Kiedy, podczas jednego z takich spotkań dałam wyraz swojemu zdziwieniu, i zapytałam się o powód zbierania się całej rodziny przy łożu chorej, Zhaxi odpowiedział krótko i prosto: „Jedyne co możemy zrobić jako dzieci to zostać przy niej i towarzyszyć jej, bo to może być jej ostatnia podróż na ziemi“.

I synowie i córki A Ma właśnie to robili dotrzymując jej towarzystwa dzień i noc kiedy siły ją opuszczały w ostatnich tygodniach jej życia. Byli przy niej, kiedy wydała ostatnie tchnienie. Również wspólnie zorganizowali się, aby zapewnić jej godne pożegnanie.

Pogrzeb A My, podobnie jak wszystkie mosuańskie pogrzeby, był niezwykły. Jest jedynym rytuałem, który nie został zmieniony przez czas i należy do najważniejszych ceremonii w życiu człowieka. Mosuo bardzo szanują obrządek pogrzebu dla swoich bliskich zmarłych, a oddawanie czci zmarłej matce jest wyjątkowym wydarzeniem. Nie żałuje się wydatków na skomplikowane ceremonie, które mogą trwać tygodnie, czasem nawet miesiące. A Ma miała szczęście, że miała sześciu synów wśród wielkiej grupy ośmiorga dzieci, ponieważ tylko Zhaxi, Jisuo i czterech innych chłopców brało udział we wszystkich czynnościach, które dotyczyły dotykania ciała A My od czasu jej śmierci aż do kremacji. Pamiętajmy że jesteśmy w Królestwie Kobiet, w którym Gumi, jej starszej siostrze oraz innym kobietom w rodzinie nie wolno zbliżać się do śmierci. (Kobiety Mosuo nie mogą również zabijać zwierząt, to jest wyłącznie męskie zadanie. Przypis mój)

Wszyscy bracia zgromadzili się w pokoju babci i Zhaxi przejął dowództwo nad wypełnieniem odwiecznych rytuałów. Trzymając matkę w ramionach zaczął ją obmywać jeszcze przed wystąpieniem rigor mortis oblewając z namaszczeniem jej ciało i twarz przepisowymi siedmioma miseczkami wody. W wypadku śmierci ojca Zhaxi musiałby polewać jego ciało wodą z dziewięciu miseczek. W tym czasie daba (dabaizm jest pierwotną religią Mosuo, współegzystującą z buddyzmem. Przypis mój) przyłączył się do nich i zaczął intonować starożytne inkantacje, mające wspierać duszę A My aż do czasu jej kremacji.

„Nie jesteś jeszcze czysta“ śpiewał daba „trzeba cię umyć przed twoją podróżą do Siny-Anawah, do twoich przodków“. Przywołując Sinę-Anawah daba odnosił się do mosuańskiego raju. Jest to mityczne miejsce, z którego przybywa każda dusza, i do którego każda dusza odchodzi, aby czekać na reinkarnację do nowego życia. Wszystkie obrzędy grzebalne Mosuo są związane z tym pojęciem. Daba recytował a Zhaxi wraz z braćmi układali ciało A My w pozycję embrionalną, tak aby była gotowa na narodzenie w macicy przyszłej matki. Zgięli jej kolana i złożyli jej skrzyżowane ręce na goleniach aby sztywniejące ciało zachowało przygiętą formę. Potem ułożyli jej ręce jak do modlitwy i obwiązali ciało sznurem. Na koniec bracia podnieśli ciało i ułożyli je w sporym lnianym worku. Zhaxi związał go mocno na górze, tym samym kończąc tę część rytuału. Teraz nastarszy syn A My otworzył drzwi do pokoju narodzin i śmierci. Inni synowie przenieśli ciało przez drzwi i ułożyli na podłodze w zagłębieniu wcześniej wykopanym w ziemi. W tym przejściowym grobie ciało miało pozostać aż do czasu kremacji.

Wszyscy czekaliśmy całe popołudnie na grupę duchownych z tybetańskiego, buddyjskiego klasztoru, którzy mieli zadecydować, który dzień mógłby być najbardziej pomyślny na ostateczną ceremonię. Ta wiadomość pojawiła się wraz z dwudziestoma lamami, którzy orzekli, że kremacja A My odbędzie się za siedemnaście dni. Lamowie buddyjscy byli głęboko pogrążeni w śpiewnych recytacjach sutr w pomieszczeniu obok pokoju babci, oświetlonym dziesiątkami kaganków, kiedy wróciłam wieczorem do domu zmarłej. Kiedy weszłam na podwórzec znajdował się tam tłum ludzi przybyłych z daleka i bliska aby złożyć kondolencje. Musiałam się przeciskać między ludźmi do pokoju babci gdzie akurat zaczynał się wieczorny rytuał. Byłam zaskoczona jak szybko ten prosty pokój zmienił się w oficjalną salę pogrzebową. Niedaleko buddyjskiego ołtarza zostało umieszczone podium, na którym stała duża, ale lekka kwadratowa drewniana skrzynka, pomalowana w lokalne symboliczne motywy na czarnym tle. Na początku nie domyśliłam się co to jest. Oczekując długiej, prostokątnej trumny, do której składa się nieboszczyka w pozycji horyzontalnej nie skojarzyłam owej kwadratowej, wysokiej skrzyni z trumną Mosuo. Ciała A My nie było jeszcze w trumnie, spoczywała nadal w pokoju narodzin i śmierci. Zrozumiałam, że trumna pozostanie pusta do dnia kremacji.

Oczywiście A Ma nie mogła opuścić tej ziemi nie zabierając z sobą swoich najprzedniejszych ludowych kostiumów. Wisiały na drągu nad trumną, gotowe na włożenie ich ze zmarłą do trumny przed spaleniem.

Przed trumną postawiono stół, który miał służyć jako ołtarz na daniny. Na nim potomkowie zmarłej umieszczali codziennie trzy potrawy, wino kwantan i papierosy. A Ma nie powinna być głodna podczas swojej długiej podróży do Sina-Anawah.

Dzieci i wnuki, jedno po drugim, klękały i biły pokłony przed trumną. Widziałam Gumi i moich chrześniaków podchodzących do trumny, płaczących i modlących się przed nią. Gumi szlochała rozdzierająco kiedy uklękła przed symbolicznym przedstawieniem jej matki i musiała być uspokajana przez dwie kobiety z rodziny. Ladzu pamiętała o tym by nalać kwantan do kubka na stole i wskazując jedzenie zaprosić ducha A My do posiłku. Gumi uspokajając się zaczęła recytować: „Dziękuję ci A Ma za opiekę nad nami podczas twojego całego życia. Najedz się dobrze przed długą podróżą do Sina-Anawah. Oby nasza rodzina żyła w zdrowiu i pokoju po twoim odejściu“.

Choo Waihong, Królestwo Kobiet, Choo Waihong, The Kingdom of Women, Life, Love and Death in China’s Hidden Mountains, I. B. Tauris, London, New York, 2017, str. 175-181.

 

 

Reklamy

Informacje o vouivrenoire

Born in Warsaw, studied English Philology in Lublin (Poland). Moved to Zurich in 1976, studied at Zurich University (Journalism, Slavic Philology, English Literature). Married, two daughters.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s