Królestwo kobiet

Po długoletniej karierze prawniczki w wielkich korporacjach Singapuru, Londynu i Nowego Yorku Choo Waihong zdecydowała, że ma dosyć piętnastogodzinnych dni pracy i nieustającego stresu. Zarabiała sporo pieniędzy i cieszyła się ich wydawaniem. Lubiła jeździć Porsche convertible, artykuł o jej luksusowym apartamencie pojawił się w lifestylowym czasopiśmie, w weekendy spotykała się ze swoimi przyjaciółmi we wszystkich stolicach świata w najlepszych restauracjach. Po kilkunastu latach poczuła, że musi zwolnić tempo i zastanowić się nad przyszłością. Zdecydowała się poznać lepiej kraj swoich przodków, Chiny. Przypadkowo wpadła na informację o malowniczym jeziorze Lugu w zachodniej części Chin i matriarchacie Mosuo, zamieszkujących jego brzegi. Natychmiast spakowała walizki. Poznanie jednej z niewielu istniejących jeszcze grup matriarchalnych na świecie stanowiło dla niej, feministki i kobiety zainteresowanej kobiecą historią, niezwykłą gratkę.

Choo Waihong wybrała ciekawy moment na odwiedzenie Mosuo, trafiła na coroczny festyn ku czci Bogini Gemu (spotyka się różne pisownie imienia Bogini, np. Gan Mu, ja zostanę przy wersji autorki), na którym spotykali się wszyscy mieszkańcy okolicznych wiosek. Bogini Gemu jest obecna w krajobrazie pod postacią wielkiej góry nad Jeziorem Matki, Lugu, powstałym z jej łez. Mosuańczycy widzą w górze sylwetkę leżącej kobiety. Choo szybko nawiązała kontakt z tubylcami, na początku z dziećmi, potem z dorosłymi. Zaproszono ją do wspólnej biesiady, która zakończyła się jej przyjęciem do mosuańskiej rodziny, jedna nastolatka zapytała ją po prostu, czy nie zechciałaby zostać jej chrzestną matką, Ganmą.

Żyjąc z Mosuo

Ostatnie siedem lat Choo Waihong spędziła wśród Mosuo. Była w wyjątkowo uprzywilejowanej sytuacji, o wiele lepszej niż wielu antropologów i etnologów przed nią. Należała bowiem do rodziny i dzięki temu mogła uczestniczyć we wszystkich ważnych obrzędach i życiu codziennym. Porozumiewała się swobodnie z Mosuo w języku mandaryńskim, z biegiem czasu nauczyła się podstaw mosuańskiego. Od tybetańskiego lamy dostała mosuańskie imię „Ercher Dzuoma“, „Ercher“ czyli „cenna, droga“ a „Dzuoma“ to objawienie Zielonego Buddy. Jeden z członków jej „rodziny“ zaproponował jej zbudowanie domu. Przepiękny drewniany dom został postawiony w rekordowym czasie, przy pomocy sąsiadów i rodziny, bez użycia ani jednego gwoździa. Odbiegał strukturą od tradycyjnych, mosuańskich czworobocznych domostw z podwórkiem pośrodku, ale znajdował się w nim tzw. pokój babci, specjalnie udekorowany najważniejszy pokój z miejscem na piec i ołtarz dla lokalnych bóstw. Choo Waihong nie zrezygnowała przy tym z luksusu posiadania łazienki oraz wygodnej kuchni, co nietrudno zrozumieć. W jednym zabawnym epizodzie opisuje swoje przygody z typową toaletą w starych domach, czyli po prostu wyznaczonym kawałkiem podwórka pod gołym niebem.

Autorka mogła również uczestniczyć w codziennej pracy mosuańskiej rodziny. Jej doświadczenia są charakterystyczne również dla innych grup matriarchalnych i ilustrują przykład ekonomicznej subsystencji, czyli gospodarki uprawnej, przeznaczonej głównie dla własnej rodziny, w której nadwyżki produkcji idą albo na wymianę międzysąsiedzką, albo są sprzedawane. W owych gospodarkach utrzymywała się równowaga materialna pomiędzy rodzinami. Nikt nie głodował, nędza była rzadka, nawet przy klęskach nieurodzaju, ponieważ nie dopuściłaby do tego społeczność. W ważnych pracach polowych, jak np. zasadzanie czy zbieranie ryżu pomagali rodzinie wszyscy sąsiedzi. Pojęcie solidarności i pomocy międzyludzkiej nie musiało być uczone i wpajane w szkołach, było wyssane z mlekiem matek. Jednym ze stałych elementów utrzymywania równowagi ekonomicznej były również niezliczone imprezy, w których uczestniczyli niemal wszyscy. Tu następowała wymiana towarów, goście byli zobowiązani do przynoszenia prezentów (głównie żywności) na miarę swoich możliwości, gospodarze gwarantowali obfity poczęstunek. Oprócz tego sąsiedzi wymieniali się na codzień dobrami, wypożyczało się nie tylko sól, czy cukier, ale również skutery i samochody. Choo musiała, choć niechętnie, zgodzić się z tym, że kiedy wyjeżdzała do Singapuru, jej nowy samochód pozostawiony pod opieką Zhaxi był używany przez wszystkich potrzebujących z okolicy.

Małżeństwa odwiedzinowe

(Pod zakładką „Matriarchat“ na tym blogu znajduje się sporo wiadomości o małżeństwach odwiedzinowych Mosuo oraz o strukturze matriarchalnego klanu i matrylinearności, czyli dziedziczenia w linii żeńskiej – pominę więc wyjaśnienia w tym tekście.)

Choo jest zachwycona systemem rodzinnym Mosuo, ale jednocześnie zaskoczona tak odmienną koncepcją życia od dobrze jej znanej patriarchalnej, chińskiej rodziny. To są zupełnie odmienne światy. Patrząc na matriarchinię mosuańskiej rodziny, zarządzającą gospodarką, decydującą o wydatkach, autorka wzdycha na myśl o sytuacji chińskich kobiet na wsi. Pracują bardzo ciężko, ale nie mogą decydować o niczym, cała władza należy do mężczyzny, tylko jego słowo się liczy. Nawet jeżeli zarządzają finansami to nie robią tego samodzielnie, ostatnia decyzja należy do męża. Urodziny chłopca są wielkim szczęściem dla rodziny, ponieważ nazwisko rodzinne jest przekazywane wyłącznie w męskiej linii. Męski potomek jest również zobowiązany do opieki nad rodzicami. Choo jest zafascynowana swobodnym życiem seksualnym Mosuanek, wolności niewyobrażalnej wręcz wśród patriarchalnych Chińczyków. Samotna matka jest u nich hańbą dla całej rodziny. Po ślubie Chinka musi pozostać wierna mężowi inaczej spotka ją społeczny ostracyzm. Jej mąż może sobie pozwolić na kochanki i nikt nie powie o nim złego słowa. Ojciec Choo, zamożny człowiek, miał parę równoległych związków w innych miastach oraz był ojcem paru nieślubnych dzieci, jej matka zajmowała się domem i dziećmi i pokornie czekała na powrót męża. Trudno mi w tym kontekscie męskiej wolności zrozumieć fascynację Chińczyków swobodą seksualną Mosuanek. Tysiące chińskich turystów przybywa codziennie nad jezioro Lugu, podziwia piękno krajobrazu, pieśni i tańce, ale najbardziej ich interesuje czy rzeczywiście kobiety śpią z kim popadnie. To dla nich powstały burdele, w których Chinki przebrane za Mosuanki, ale i również same Mosuanki zaspokajają fantazje erotyczne chińskich mężczyzn. Połączenie pruderii z rozwiązłością wydaje się być immanentną cechą patriarchatu.

Choo podoba się brak fałszywej zalotności i certowania się w stosunkach męsko-damskich. Czas zalotów jest stosunkowo krótki, z inicjatywą wychodzą po równo obie płcie. Dziewczyny zakładają swoje piękne stroje i bogate przybrania głowy tylko na specjalne okazje, na codzień chodzą w wygodnych, roboczych ubraniach, nie malują się i nie zwracają wielkiej uwagi na wygląd. Autorka, ku mojemu ubolewaniu, nie zdradziła własnych przygód z lokalnymi axias (odwiedzającymi kochankami). Opisała za to dokładnie, na czym polega podrywanie przez Mosuańczyka, które trwa dosyć krótko, zaczyna się od serii zalotnych spojrzeń, przechodzi do flirtu i głębokich spojrzeń i kończy się pytaniem „czy mogę tej nocy przyjść do twojego pokoju?“. Mimo dyskrecji Choo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś tam jednak więcej się zdarzyło z tym największym Don Juanem całego regionu, Zhaxi. Zbyt często wspomina jego urodę, spryt i wiele rozmaitych talentów. No cóż, tak jak prawdziwe Mosuanki wykazuje daleko idącą powściągliwość w opowiadaniu o własnych erotycznych przygodach.

Dziewczyny imprezują. I chłopcy też.

Mosuanki są skromne i raczej wycofane kiedy spotykają obcych. Kiedy są między sobą zmieniają się nie do poznania. Śmieją się donośnie, opowiadają kawały, wypijają spore ilości alkoholu. Mosuanki ubóstwiają imprezy i jeżeli zaczynają balować to idą na całość do białego rana. Szaleją bardziej niż mężczyźni. Przyszywana kuzynka z Singapuru musiała się bardzo starać, aby dotrzymać im kroku. Do dzisiaj wspomina morderczą, całonocną wędrówkę po barach i klubach z okazji Dnia Kobiet. Również parapetówkę, na którą zaprosiła w południe dwadzieścia osób do swojego nowego domu. Oczywiście zamierzała ugościć ich obiadem. Jednak Mosuo chętnie zabierają ze sobą innych członków rodziny i w końcu koło czterdziestu osób zjawiło się w domu Choo. Goście, zgodnie z tradycją zjawili się z workami ryżu, paroma żywymi kurami, masłem, jajkami, solonym mięsem oraz niedawno zarżniętym prosiakiem. Przerażona Choo poprosiła o pomoc kobiety, które zajęły się przygotowywaniem uczty. Goście jedli i pili, zmieniając się przy stołach, które nie mogły wszystkich pomieścić na raz. Naiwna gospodyni liczyła na to, że po lunchu goście sobie pójdą. Nic bardziej błędnego, biesiada się dopiero rozpoczęła, piwo i lokalny bimber płynęły strumieniami. Kiedy zrobiło się ciemno jedna z Mosuanek zaproponowała pomoc przy gotowaniu kolacji. Przyjęcie zakończyło się dobrze po północy. Ciekawa jestem czy Choo pozwoliła gościom palić w swoim domu, czy wypraszała ich na werandę. Prawdopodobnie nie odważyła się, ponieważ odebrano by to jako wielką obrazę. Właśnie leciwe mosuańskie matriarchinie lubią sobie zapalić…

Mosuanki cenią dobrze wyglądających, dobrze zbudowanych mężczyzn. Zamożność partnera nie odgrywa żadnej roli, ponieważ i tak zostanie on w rodzinie swojej matki i nie przyłączy się do rodziny wybranki. A więc uroda decyduje. Mężczyźni Mosuo dbają o swój wygląd, każdy stara się wyglądać najlepiej. Są bardzo macho a jednocześnie bardzo opiekuńczy w stosunku do dzieci swoich sióstr. Opieka nad niemowlętami i małymi dziećmi jest naturalnym zajęciem mosuańskich chłopców.

Smutek i wściekłość

Recenzja w Guardianie celnie komentuje wydźwięk książki: „Choo pojechała aby znaleźć spokój w zapomnianym zakątku świata, ale właściwie udokumentowała jego destrukcję“.

Kultura Mosuo stała się dobrze sprzedawanym towarem. Coraz więcej tubylców pracuje w przemyśle turystycznym zostawiając gospodarkę rolną. Coraz więcej ludzi w atrakcyjniejszych miejscowościach wzbogaca się pracując w restauracjach, zakładając hotele, produkując souveniry, podczas gdy w odległych wioskach ludzie utrzymują niski standard życia. Tym samym powstaje rozłam w tak zwartej do tej pory społeczności. Bogactwo korumpuje powoli ludzi, jest coraz więcej używek, wzrasta ilość chorób wenerycznych. Nawet coroczny festyn na cześć Bogini Gemu jest coraz mniej popularny. Choo wsparła finansowo ową imprezę aby chronić od upadku tę ważną tradycję. Stara się również popierać tradycyjną produkcję czerwonego ryżu przez znajdowanie rynków zbytu. Jeszcze parę lat temu obawiałam się wpływu chrześcijańskich misjonarzy w okolicy. Obecnie wydają się być mniejszym niebezpieczeństwem od powszechnej potęgi mamony.
Mosuo znajdują się obecnie na rozdrożu, pisze autorka, całkiem możliwe, że ich matriarchalna tradycja przestanie wkrótce istnieć. To co się nie powiodło nawet przywódcy Mao, może udać się maszynie konsumpcjonizmu. Ich matriarchalne zasady rozmyją się i zaginą podobnie jak u sąsiednich etni, Naxi, Miao, Bao i setek innych.

Niedawno oglądałam dwuczęściowy film dokumentalny „The Kingdom of Women“ wyprodukowany przez chińską telewizję o mitycznym państwie kobiet w zachodnich Chinach, położonym wśród niedostępnych gór i przepaści. W drugiej połowie filmu autorzy opowiadają o Mosuo, jako możliwych potomkach owego królestwa kobiet. Ani słowo nie pada na temat innych mniejszości w tym regionie, w których zachowały się jeszcze śladowo cechy matriarchatu. Wydaje się, że Chińczycy mają do tej pory problem z tak lekceważonymi przez nich dotąd „czarnym barbarzyńcami“. Nawet opowieść o młodej Mosuance, decydującej się na kochanka jest podlana romantyczno-pruderyjnym sosem. Dziewczyna ociąga się, okres zalotów jest wyjątkowo długi i dopiero po zgodzie obydwojga „rodziców“ kochanek odwiedza pokój dziewczyny. W tajemnicy oczywiście. Dopiero po pewnym okresie, w obecności swata (sic!) i rodziny, po wymianie prezentów związek zostaje oficjalnie zaakceptowany. I trwa do dzisiaj. Latami Dashi, z Mosuańskiego Centrum Kulturalnego komentuje: „moralne zasady społeczeństwa cenią powstrzymywanie się mężczyzn i kobiet od afer z innymi“. I na koniec wypowiedź młodej dziewczyny Drolmy, która jeszcze nie rozpoczęła życia erotycznego: „Nie chcę kontynuować tradycji. Myślę, że lepiej jest kiedy dwoje ludzi żyje wspólnie, pod jednym dachem“.

Coś tu się nie zgadza w tej nachalnej, szytej grubymi nićmi chińskiej propagandzie. Kobiety w społeczeństwie Mosuo nigdy nie musiały szukać akceptacji rodziny przy wyborze partnera. To była ich prywatna sprawa. Rzeczywiście ich kochankowie dyskretnie odwiedzali je nocą w ich „kwietnych pokojach“. Zgoda „rodziców“ obydwu rodzin i jeszcze w obecności swata to kolejny absurd. Nie ma rodziców u Mosuo, jest matka, ciotka, babcia i ewentualnie wujek. I dlaczego po rzekomej „zgodzie“ kochanek odwiedza dziewczynę w tajemnicy? Wypowiedź Latami Dashi jest też zadziwiająca, społeczeństwo mosuańskie nigdy nie miało zasad dotyczących wstrzemięźliwości seksualnej. Związki azhu mogły trwać bardzo długo, czasem nawet całe życie, ale mogły być również jednonocnymi przygodami. Posiadanie wielu kochanków było raczej powodem do dumy kobiety w społeczeństwie, w którym wierność i zazdrość nie odgrywała żadnego znaczenia. Wypowiedź Drolmy jest również tendencyjna i jakże pocieszająca dla chińskiego patriarchatu: „nieuporządkowane moralnie“ matriarchaty, z których udało się wycisnąć pod koniec mnóstwo pieniędzy, przerobić w skansen i wykorzystać ich surowce mineralne przeistaczają się powoli w jedynie słuszny i akceptowany system rodziny z dominującym patriarchą.

https://www.theguardian.com/books/2017/may/12/the-kingdom-of-women-by-choo-waihong-review-the-free-love-tribe-that-became-a-goldmine

Choo Waihong, The Kingdom of Women, Life, Love and Death in China’s Hidden Mountains, I. B. Tauris, London, New York, 2017

Portal o książce z dodatkowymi ilustracjami do poszczególnych rozdziałow: http://kingdomofwomen.co.uk/

W następnym wpisie zamieszczę tłumaczenie jednego z rozdziałow książki „The Birth-Death Room“.

Reklamy

Informacje o vouivrenoire

Born in Warsaw, studied English Philology in Lublin (Poland). Moved to Zurich in 1976, studied at Zurich University (Journalism, Slavic Philology, English Literature). Married, two daughters.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s